hity miesiąca

ulubieńcy miesiąca, czyli co pomogło mi przetrwać styczeń

Stycznie są zasadniczo umiarkowanie atrakcyjne – kiedy mija grudniowa, rozświetlona przytulność i wszystkie jego urocze celebracje, zostaje tylko czysta, łysa zima, bez żadnych atrakcji na horyzoncie. Do wiosny daleko, dni nadal krótkie, niewiele jest rzeczy, których można się chwycić, by nie utonąć. Trzeba je samemu stwarzać, wymyślać, wyciągać na powierzchnię, otaczać się nimi, by przetrwać styczeń w dobrej formie. Ulubieńcami miesiąca mogłabym zatem sypać jak z rękawa, wiele sobie powiem zorganizowałam przyjemności. Dziś pięć najważniejszych – moje styczniowe hity, które najmocniej przyczyniły się do tego, że miałam całkiem fajny miesiąc…jak na styczeń ofkors 😉

AKCJA REGENERACJA

Dlatego ja postanowiłam być dla siebie wyjątkowo dobra w styczniu, stworzyć w sobie i wokół siebie dużo takich rzeczy do chwytania. Dbałam o siebie – spałam nieprzyzwoicie dużo, sporo spacerowałam, czytałam, dobrze jadłam i sprawiałam sobie regularnie drobne przyjemności. Nie kupiłam na wyprzedażach ani jednej szmaty, zakupowe frajdy ograniczając do nabytków kosmetycznych (opiszę najfajniejsze już niebawem!), które wspierają moją koncepcję przetrwania zimy w trybie slow – z maseczką na twarzy i książką w dłoni, bez pośpiechu. Ten mój styczeń to trochę takie naprawianie szkód, jakie wyrządziłam ciału i głowie przez poprzedni kwartał. Zaplanowana strategia odnowy, odzyskiwania równowagi, energii i wdrażania pierwszych zawodowych planów. Taki świeży start, rozgrzewka i nabieranie sił przed bardziej intensywnymi miesiącami. Ten styczeń był jak najlepszy detoks od stresu, cztery tygodnie systematycznego rozpieszczania się, przytulania dzieci, głaskania psa, prawdziwa “suma drobnych radości” 😉

AKCJA REDUKCJA: ZIELONE MICHY

Wdrożyłam budda-bowls z radością po grudniowej rozpuście, autentycznie spragniona warzyw i lekkości, nie w ramach jakiegoś dietowego przymusu czy rygoru. Jednakowoż – z planem i nadzieją na rozpoczęcie noworocznej redukcji. Odrzuciłam całkowicie pieczywo, makaron, ryż czy kasze, skupiając się na jak najbardziej sycącej i atrakcyjnej smakowo formie diety złożonej głównie z warzyw, z dodatkiem zdrowych tłuszczy i białka. I to u mnie działa wspaniale – nie chodzę głodna, chudnę, z tygodnia na tydzień jem coraz mniejsze porcje, coraz rzadziej w ogóle myśląc o chlebie czy słodyczach. Mam coraz więcej energii, wyeliminowałam opuchlizny i problemy żołądkowe, no bardzo mi to służy naprawdę. Oprócz jednego-dwóch posiłków tego typu, w których mogę się wyżyć kulinarnie, pokombinować, podoprawiać i nasycić się także smakowo, pijam też soki, głównie wielowarzywne, ale i warzywno-owocowe np. takie. Zielone michy są zatem wysoko na liście moich styczniowych hitów, bo czuję, że wszechstronnie poprawiają mi samopoczucie.

STYCZNIOWE ZMIANY W MIESZKANIU I KOLOROWE RZECZY RÓŻNE

W nowy rok weszłam powoli, stopniowo wyrywając się z poświątecznego rozleniwienia. Powoli klarowały mi się cele i plany, spisywałam je, początkowo niedbale i pokracznie, trochę miotałam się, czekając aż wróci mi energia. Jak co roku, poczułam wielką potrzebę jakichś zmian w mieszkaniu, choćby najmniejszych, jednakowoż – ożywczych i będących takim namacalnym zaznaczeniem nowego. I to też dało mi kopa, mimo że to tylko drobiazgi – kolorowy dywan, turkusowe naczynia, wymiana półek w sypialni, parę nowych roślin, jakieś przetasowania na półkach. Kolorowa poduszka, pudełko w soczyste kwiaty, turkusowa torba, zestaw planerów i naklejek do kreatywnej organizacji – nazwijcie mnie durną, ale mnie takie rzeczy cieszą, a ukochane kolory poprawiają mi nastrój. W styczniu uporządkowałam trochę przestrzeń wokół siebie oraz tę w mojej głowie, jednej i drugiej dorzuciłam trochę kolorów, od których chce mi się bardziej.

książka “Bullet Journal bez Tajemnic” – sklep PSC, planery, naklejki – Craftelier
“NORMAL PEOPLE” / HBO GO

Najlepsze, co zobaczyłam w styczniu – poruszający serial, bardzo naturalny, momentami wręcz naturalistyczny. Świetnie zagrany, wciągający, przepełniony niezwykłym urokiem. Pełna uniesień i upadków historia miłosna dwojga licealistów, a później studentów, których drogi to rozchodzą się, to znów splatają. Miejscami smutny, chwilami radosny, przez wszystkie odcinki jednak autentycznie urzekający autentycznością, bardzo wciągający w swą intymną atmosferę obraz. Mniam!

Nieco podobny klimat i zbliżony styl opowiadania o miłości znalazłam też w filmie “Only You” na Netflix – on także bardzo mi się podobał, również polecam.

“OD JEDNEGO LUCYPERA” ANNA DZIEWIT – MELLER

Fantastyczna, choć niewesoła to książka. Absolutnie wspaniała, przepyszna wręcz językowo, bardzo w moim stylu – naprawdę delektowałam się arcylekkim piórem Anny Dziewit-Meller. Jej wartość to jednak także fabuła – trudne historie kobiet ze śląskiej rodziny, opowiadane równolegle, choć główne bohaterki dzielą dwa pokolenia, żyją w różnych miejscach i czasie. Obie skrzywdzone i poranione, osadzone w trudnych okolicznościach – jedna w początkach PRL, druga we współczesnym Amsterdamie. Bardzo smutne są ich losy, momentami wręcz dramatyczne, rozdzierające serce, jednak narracja poprowadzona jest niezwykle sprawnie, a całość jest potężnie wciągająca. To mroczna książka o udręczonych kobietach, ale nie tylko dla kobiet. Wielopokoleniowa, bardzo ciekawa saga rodzinna, którą czyta się z zapartym tchem i – mimo wielu opisanych w niej okropieństw – z wielką przyjemnością. Must – read!