wnętrza

pokój młodzieżowy – jak łatwo zmienić wystrój dodatkami i galerią plakatów

Kiedy piszę te słowa, jej pokój wyjątkowo jest pusty, jeśli nie liczyć Fridy, która ucina sobie tradycyjną, poranną drzemkę na Zosinym łóżku. Spakowała książki i laptopa, ciuchy, dwie bąbelkowe maseczki, opaskę płatniczą (sic!), pod pachę wzięła deskę, w drugą rękę – świeżo upieczony przez siebie chlebek bananowy, i poszła do przyjaciółki, dając mi krótką przerwę od jej nastoletniej obecności.

Obecności barwnej i gadatliwej, trajkoczącej wciąż o ostatnim odcinku serialu, nowej technice rysunkowej, o tym, co upiecze, ugotuje, co zadali z gegry, jakich potrzebuje spodni na rolki, że chciałaby zmienić fryzurę i żeby już były wakacje. Od obecności coraz bardziej zadziornej, coraz trafniej ripostującej, coraz doroślej dowcipnej. Czasami marudnej, kłótliwej, iskrzącej, zbuntowanej – w ten właściwy dla wieku, lekko męczący, ale przecież zrozumiały sposób.

Moja córka nastolatka, moja kolorowa Zośka, pół dziecko-pół kobieta, człowiek w stadium larwalnym, troszkę jeszcze mój, ale coraz bardziej osobny. Patrzenie na ten proces zwykle mnie wzrusza, trochę na myśl o upływającym czasie, a częściowo z powodu wspomnień własnego dorastania. Obserwowanie jej w tym szukaniu osobności, w tym subtelnieniu rysów twarzy, wydłużaniu się palców, nabieraniu wyrazistości – ono wciąż jeszcze rozczula mnie bardziej niż przestrasza. Czuję się trochę jak towarzysz podróży, który w miarę upływu drogi coraz rzadziej już trzyma za rękę. Już nawet nie idzie tuż obok, już nie wybiera trasy. Czasem jeszcze wskazuje kierunek, ale zwykle po prostu trzyma bezpieczną odległość. Na wszelki wypadek drepcze nieopodal, mając ją na oku – żeby podeprzeć ramieniem, ostrzec przed niebezpieczeństwem, pomóc, kiedy poprosi. Ale już nie niesie kanapek na drogę, nie poprawia czapeczki, po prostu jest obok, jeszcze próbuje dotrzymać kroku, stara się nie zostawać w tyle. Czuję się jak towarzysz podróży, który docenia tę marszrutę, mimo że nie zawsze przyjemną. Docenia, bo na horyzoncie już majaczy mu koniec trasy w tej roli. I póki trwa, wyciskam z tej wspólnej podróży, ile się da – biorę i daję, czerpię i dostarczam inspiracji.

POKÓJ NASTOLATKI – JAK ZMIENIĆ NIEWIELE, BY ZMIENIŁO SIĘ WSZYSTKO

Jako towarzysz podróży, podatny na zaczepki i zajawki, nie zwlekałam długo, kiedy Zośka poprosiła mnie o małe przemeblowanie. Nie tylko nie zwlekałam, ale weszłam w to jak dzik w żołędzie, z marszu widząc, że właściwie jednym ruchem, po przestawieniu łóżka spod okna do ściany, uda nam się spełnić kilka marzeń – bo w nogach zmieści się szafka z lustrem, a na ścianie będzie można wreszcie poszaleć z plakatami. Najfajniejsze w tej akcji było, że w pokoju zostały wszystkie dotychczasowe meble, manipulowałyśmy tylko ich układem i dodatkami. Celem operacji “metamorfoza” było (oprócz zmiany dla zmiany, samej nowości) uczynienie łóżka przytulnym miejscem do siedzenia, czy to z laptopem, czy z siostrą lub przyjaciółką, z oparciem w postaci ściany i stosu wielobarwnych poduszek. Momentalnie ujawniły się dodatkowe korzyści: miejsce na kącik próżności i możliwość kreatywnego ozdobienia ściany, które sprawiły, że do akcji przystąpiłyśmy nieprzeciętnie podjarane. Pierwszym etapem było wielkie sprzątanie i odgruzowanie pokoju z niepotrzebnych rzeczy, za małych ubrań, zabawek czy książek, które są w szafkach tylko z przyzwyczajenia, nie używane od wieków. Podczas jednego weekendu zrobiłyśmy remanent z przemeblowaniem, a kiedy upewniłyśmy się, że nowy układ jest wygodny i właścicielka pokoju dobrze się w nim czuje, zaczęło się najlepsze – ozdabianie.

KOLOROWA GALERIA PLAKATÓW

Na pierwszym miejscu listy Zosinych celów było dodanie kolorów, jakichś wyrazistych akcentów. Pierwszą rundę ubarwiania pokoju zrobiłam pod koniec ubiegłego roku, kupując jej trochę tekstyliów: dywanik, poduszki (niemal wszystkie są z Ikea) i koralowe zasłony (też Ikea, ale kolor, zdaje się, już wycofany). Teraz, po przestawieniu regałów na przeciwległą ścianę i zabrania znad głowy półek, ujawniła się przestrzeń, którą Zośka chciała wypełnić kolorami, zajawkami, podróżniczymi marzeniami, zdjęciami, cytatami. Miało być bardziej artystycznie, bardziej młodzieżowo, kreatywnie i “po Zosinemu”. Miał być turkus, koral, żółty, zielony, miała być Japonia, typografie i różne nastoletnie głupoty. Czułam, że tu przydaje się moje reaktywne towarzystwo, dokładnie wiedziałam, o co jej chodzi, bo piękne plakaty i dodatki to przecież mój konik. Najwięcej fajnych wzorów w jednym miejscu znalazłam w sklepie Desenio, w którym są setki ilustracji, zdjęć i typografii w różnych stylach, zaprojektowane tak, by z łatwością można było połączyć je w spójną galerię ścienną. Zrobiłam więc zgodną z oczekiwaniami zleceniodawczyni shortlistę, a potem wybrałyśmy kilka razem i połączyłyśmy w tę soczystą całość.

biurko – Minko, krzesło – Stokke Tripp Trapp
KĄCIK “BJUTI”

Drugie marzenie mojej córki, które udało mi się spełnić, to tzw. kącik próżności. Nie szukałyśmy klasycznej toaletki, bo póki co Zosia nie przesiaduje przed lustrem. Chciała mieć po prostu miejsce na swoje babskie drobiazgi – torebki, nerki, opaski, kosmetyki czy biżuterię, takie, gdzie może się czesać, przeglądać, przymierzać i przechowywać swój kobiecy dobytek. Nie miało być słodko ani przesadnie dziewczęco, tylko kolorowo i z pazurem, stanęło więc na czerwonej, metalowej komodzie, lustrze z półeczkami i haczykami. W połączeniu z kolorowymi pojemnikami, kwiatami i lampką-błyskawicą (Allegro) wyszło właśnie tak – zadziornie i młodzieżowo.

I tak, niewielkim nakładem, zachowując wszystkie dotychczasowe meble, udało nam się urozmaicić tę Zosiną przestrzeń, dodać jej charakteru, jednocześnie zwiększając przytulność. A ja poczułam, że dotrzymuję kroku, że jeszcze nadążam, i że się cały czas przydaję obok 🙂

Poprzednie wersje pokoju Zośki wraz z informacjami o meblach znajdziecie w zakładce WNĘTRZA m.in. tu, tu, tu i tutaj.

Wpis zawiera lokowanie produktów.