wnętrza

zapanować nad chaosem – funkcjonalny pokój młodzieżowy

Ludzik z lego, kostka soli z Iwonicza, dwa złote pięćdziesiąt groszy, cukierek, rzygacz wytworzony własnoręcznie na zajęciach z ceramiki, imieninowa laurka od siostry, balsam do ust w kształcie Lorda Vadera, buciki lalki, notesiki małe i duże oraz osiemnaście innych artefaktów kurzyło się do niedawna na półce otwartego regału mojej starszej córki, Zofii. Na jednej tylko z sześciu półek regału, którymi dysponowała z właściwą sobie nonszalancją ta moja córka – Zofia. Dziewczynka o wielu uzdolnieniach, z których żadne nie jest umiejętnością panowania nad przedmiotami. Wiele dobrych rzeczy można o niej powiedzieć, ale nie to, że posiada cnotę dbania o porządek. Wiele fajnych genów odziedziczyła po matce, ale z pewnością nie gen pedanterii. Bo Zofia jest z tych, że jak przewróciło się, niech leży. I pewnie będzie jej z tym łatwiej w życiu niż mi, z tym moim natręctwem układania rzeczy, postanowiłam jednak, że póki się pod moim dachem chowa, nie będę dłużej znosić katuszy oglądania barwnej, złożonej i wielobranżowej zawartości jej półek.

Inna sprawa, że meblowa zawartość jej pokoju nie wynikała z jakiegoś specjalnego przemyślenia tematu, a była raczej zbieraniną mebli z poprzedniego mieszkania, które były w dobrym stanie oraz pasowały – do tego pokoju oraz do siebie nawzajem. Oprócz biurka i łóżka, miała Zofija tylko mały regał, wiszące półki i małą szafkę na dokumenty – urodziwe, acz niepraktyczne. Nie tylko w związku z jej podejściem do przestrzeni, ale niepraktyczne dla dziesięciolatki po prostu. Brakowało tu szuflad, zamkniętych szafek na zabawki, miejsca do przechowywania przedmiotów szkolnych, zabawek oraz całej masy obiektów tyle dziwacznych, co bardzo dziecku potrzebnych.

Kiedy więc zaczęły się przebąkiwania o zmianie dekoracji i kolorów, postanowiłam pójść za ciosem i podejść do sprawy kompleksowo – urządzić ten pokój na nowo, biorąc pod uwagę upodobania dorastającej panny, jak również jej bałaganiarskie skłonności.

PRZECHOWYWANIE W POKOJU MŁODZIEŻOWYM

Postawiliśmy przede wszystkim na solidne, pojemne regały. Zależało mi na tym, żeby miały dużo zamkniętych przestrzeni, ale przy tym nie były zbyt surowe. Te kombinacje serii EKET z IKEA idealnie wpisały się nasze oczekiwania – mają zamknięte szafki oraz po trzy pojemne szuflady na regał, ale przełamane są półkami na książki, które pozwalają na tworzenie ożywiających całość aranżacji. Można je tworzyć z kilku dostępnych kolorów frontów i półek, do wyboru są jeszcze dwa odcienie szarości, ciemnożółty i bordo. Zosi zależało na tym, żeby w pokoju pojawiło się trochę drewna i roślin (moja szkoła! ;)) i ja myślę, że to jest fajna, uniwersalna baza na przyszłość.

REGAŁY DO POKOJU DZIECKA – SYSTEM EKET

Organizacja Zosinego dobytku poszła dzięki tym regałom jak z płatka. Górne szafki przeznaczyliśmy na gry, puzzle, segregatory i pudełeczka z drobiazgami czy pamiątkami. Półki na środku – na książki, są jednak na tyle głębokie, że z przodu można jeszcze ustawić jakieś pojemniki czy durnostojki. Szuflady na dole natomiast będą służyć na dobytek szkolny – zeszyty, podręczniki i akcesoria w jednym regale, w drugim – na babskie drobiazgi w stylu torebeczek, saszetek, kosmetyczek itp. Zarówno szuflady, jak i szafki, mają ultrawygodny system push/open, dzięki czemu można z łatwością otwierać i zamykać. Dodatkowym atutem tego rozwiązania jest to, że nie trzeba do nich montować uchwytów – to zwiększa bezpieczeństwo, nie ma zagrożenia uderzenia się w wystające gałki podczas zabawy.

taboret ze schodkiem – BEKVÄM 
DODATKOWE PRZECHOWYWANIE – ŁÓŻKO Z SZUFLADAMI

To jedyny mebel, który zdążył się u Zośki zmienić już trzykrotnie, po prostu chwilę nam zajęło dojście do tego, że w tym niewielkim pokoju potrzebne są dodatkowe schowki. Pierwsze łóżko miało szuflady, ale było różowe, a z różu panna dość szybko wyrosła. Mogliśmy je wprawdzie przemalować, ale miałam akurat możliwość wybrania innego, sprzedaliśmy je więc, a kolejne było delikatnym, dziewczęcym łóżkiem w stalowej ramie. Bardzo ładne, zostało więc u nas i teraz śpi na nim Hania. Nie tylko bowiem postanowiliśmy w tym nowym kształcie postawić na prostotę form, ale też powiedziałam “dość” temu, co się pod starym łóżkiem działo. Czego tam nie było! Zaglądając od czasu do czasu załamywałam ręce i rwałam włosy z głowy na widok setek zakurzonych klocków, książek, zagubionych sprawdzianów, metek od ubrań, samotnych skarpetek i różnych innych rzeczy, o których wstyd w ogóle publicznie wspominać.

Łóżko SLÄKT jest bardzo wysokie (co się Zośce bardzo podoba), dzięki czemu mieszczą się w nim cztery duże szuflady i dwie półki. I to jest rewelacja – nie tylko bowiem można trzymać w nim pościel, ale i masę zabawek. Zosia zmieściła w nich cały arsenał klocków oraz sporą kolekcję lalek i różnych figurek, którymi czasem jeszcze bawi się z siostrą. Plus książki, pudełka i inne zabawki – żeby zmieścić tyle rzeczy musielibyśmy wstawić dodatkową szafkę, na którą, jak widać, już nie ma tu miejsca.

girlanda z żarówkami – BLÖTSNÖ

Dodatkowo nad łóżkiem powiesiliśmy cztery półki z serii EKET – Zośce bardzo podobała się kombinacja, jaką mamy w sypialni, co rozwiązało przy okazji kłopot z szukaniem pomysłu na dekorowanie ściany. Te kubiki nie tylko fajnie urozmaicają przestrzeń, ale i mieszczą trochę książek i pudełek. Jeden z nich, zawieszony na wysokości łóżka, pełni funkcję stolika nocnego na książkę, budzik i szklankę wody.

Na ramie łóżka zamontowaliśmy lampkę na ruchomym ramieniu – teoretycznie biurkową, ale bardzo podoba mi się w takim zastosowaniu. Można w niej łatwo regulować wysokość i kąt padania światła, co jest bardzo wygodne przy wieczornym czytaniu. Kabel przy takim mocowaniu chowa się za łóżkiem, co nie tylko wygląda dobrze, ale i zwiększa bezpieczeństwo – nie ma zagrożenia, że coś się zaplącze w łóżku.

lampka – TERTIAL
budzik –
DEKAD
zestaw obrazków – PJÄTTERYD
SZAFA

Przyznam szczerze, że kiedy okazało się, że regały muszą stać w jednej linii z szafą (bo to najbardziej optymalne ustawienie po prostu), myśleliśmy o tym, żeby się jej pozbyć. Baliśmy się, że taka różnica wysokości i głębokości będzie wyglądała fatalnie i byłam nawet gotowa wstawić tam trzeci EKET, z samymi drzwiczkami i szufladami, w charakterze szafki na ubrania właśnie. Ale wtedy wpadłam na pomysł, który pozwolił uratować dużą i bardzo pojemną szafę PAX – nowe drzwi. Stwierdziłam, że zamiast tworzyć jednolitą meblościankę, zagram kolorem tak, by właśnie podkręcić kontrast miedzy szafą i regałami. Poprzednie drzwi, z nieco rustykalnym frezowaniem, nie tylko nie pasowałyby do prostych frontów regałów, ale też były mocno poobijane (mamy tę szafę jeszcze z poprzedniego mieszkania, od siedmiu lat już chyba). Wybrałam więc drzwi szafy PAX proste fronty FORSAND, w pięknym, miętowym kolorze, który okazał się być w dokładnie takiej tonacji, co przeciwległa ściana – bingo!

Obok szafy zawiesiliśmy lustro – tak, tak, to już ten wiek, że przed wyjściem trzeba sprawdzić, czy outfit się zgadza 🙂 To najlepsze miejsce to przeglądania się – tuż obok ubrań i dodatków, z dobrym odejściem, a jednocześnie nie widać w nim własnego odbicia podczas siedzenia przy biurku, czyli nie będzie odciągać od nauki 😉

BIURKO I OKOLICE – ORGANIZACJA MIEJSCA PRACY

Zosiula to moja krew – papiernicza gadżeciara. Nie będę ukrywać, że w dużej mierze za sprawą matki, jest posiadaczką dużej liczby ołówków, flamastrów, notesów, gumek czy taśm i one nam się trochę za bardzo rozlały po biurku w poprzednim ustawieniu. Żeby odciążyć półkę biurka, a co za tym idzie – stworzyć lepiej zorganizowaną, mniej przeładowaną bodźcami i kolorami przestrzeń, wprowadziłam dwa rozwiązania.

Po pierwsze – system tablic SKÅDIS . Genialny! Jestem zachwycona jego elastycznością i podpatruję aranżacje z jego wykorzystaniem już od dawna, nie tylko nad biurko, ale też do łazienki czy kuchni. Dziurkowane tablice(białe lub czarne) można bowiem łączyć w dowolne kombinacje w pionie i w poziomie, a potem wieszać na nich dodatkowe wyposażenie – pojemniki otwarte, zamknięte, półeczki, klipsy czy gazetniki. Ten system nie tylko wygląda super, ale jest bardzo praktyczny i daje masę możliwości zmiany aranżacji – to był strzał w dziesiątkę!


zestaw kaktusów w doniczkach – CACTACEAE
uchwyt na smartfon –
BERGENES

Stojak na telefon w pokoju dziecka to taki znak naszych czasów, umieściłam go tam jednak świadomie, głównie do przesyłania muzyki na głośnik, wiedząc, że Zośka nie problemów z nadużywaniem smartfona. Myślę, że taki uchwyt to dobry patent na to, żeby umieścić telefon poza zasięgiem (np. podczas odrabiania lekcji, czy w trakcie snu), ale jednocześnie w taki sposób, że jest dostępny.

Drugi zabieg, mający na celu odciążenie biurka i stworzenie przestrzeni do przechowywania różnych papierniczo-plastycznych akcesoriów, to wstawienie wózka RÅSKOG . Ten nasz ma wiele lat i jest w kolorze, który nie występuje już w ofercie, ale podobne są nadal dostępne, w trzech odcieniach. To bardzo fajny, lekki, mobilny przybornik, który także nadaje się do wielu pomieszczeń. Mieszkał przez lata w naszej starej kuchni, później odstał swoje w garderobie, przechowując różne żarówki i domowe drobiazgi, by wrócić w glorii i chwale “na pokoje”. To naprawdę świetny, wielofunkcyjny mebel, który super nadaje się jako przedłużenie dziecięcego biurka.

Do oświetlenia biurka najlepiej nadają się lampki z regulacją wysokości, na ruchomym ramieniu. U nas od lat już świetnie sprawdza się biały RANARP z ruchomym ramieniem, dzięki czemu światło można skierować dokładnie tam, gdzie jest ono potrzebne, by nie męczyć wzroku ani kręgosłupa.

Powiem szczerze – nie wiem, jak długo uda nam się utrzymać pokój w tym stanie. I nawet nie liczę, że tak będzie zawsze, raczej czekam, aż Zośka tchnie w niego więcej życia, póki co bowiem wszystko jest tak poremontowo ugładzone, jak spod linijki. I ja na to życie tu liczę, wypatruję jakichś kreatywnych śladów bytności i osobowości lokatorki. Cieszyłabym się jednak, gdyby nie były to zakurzone skarpetki, zapomniane sprawdziany, metki od ubrań, wkopane w kąt klocki i inne artefakty, które rozrzuca wokół siebie z właściwą sobie nonszalancją moja córka Zofia.

Czuję, że dałam jej nie tylko – kolory i sprzęty, jakie sobie wymarzyła i wybrała, ale też narzędzia do tego, by uczyć się lepszego panowania nad swoją przestrzenią i dobytkiem. Myślę bowiem, że optymalnie jest, kiedy dzieciak może być sobą, ale w ramach obowiązujących w domu norm i zasad. Nie chodzi mi o żaden przesadny ordnung, jakąś wymuszoną pedanterię, po prostu większą dbałość o swoje miejsce i rzeczy – zgodnie z zasadą, że wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego.

Wpis powstał we współpracy z IKEA.