wnętrza

domowa biblioteczka – białe regały jako brakujące ogniwo salonu

Niby taka ze mnie zwolenniczka wykończeniowych blietzkriegów, a muszę przyznać, że pewne pomysły to jednak muszą swoje w głowach odleżeć, zanim się je wcieli w życie. Nie, żebym nagle uznała, że za szybko się uwinęliśmy z remontem, że czegoś żałuję, o nie – w kwestiach fundamentalnych nie popełniliśmy błędów, baza jest wspaniała, uważam. Po prostu wiem już – po niemal półtora roku od przeprowadzki – że są takie pomieszczenia i kąty, w których człowiek musi się jakoś tak wczuć w przestrzeń, zanim ją do końca zorganizuje. Zanim poczuje, ile sprzętów to jest optymalnie, żeby wystąpiły jednocześnie, w odpowiednich proporcjach: przytulność i światło. Ile rzeczy trzeba zawiesić i wstawić, zanim akustyka stanie się przyjemna, a echa i pogłosy przestaną straszyć. Czasem trzeba się wczuć w przestrzeń, zanim będzie jasne, że najbardziej to się lubi siedzieć bokiem do okna/tyłem do drzwi/przodem do kuchni. Zanim się człowiek zdecyduje, czy powinno być jaśniej czy ciemniej, bardziej kolorowo czy ascetycznie. Czy bieli mu trzeba, drewna, czy wzorów. Zanim nauczy się poruszania w nowym układzie i będzie wiedział, że brakuje mu w salonie miejsca, by odłożyć laptop, a w sypialni nie ma gdzie powiesić szlafroka. Poczuje te dziury, luki i deficyty funkcjonalności, na które nie wpada się czasem na etapie urządzania mieszkania.

Czasem wczuwanie to przedłuża się. Pojawiają się problemy z decyzyjnością, prokrastynacja, nawala egzekutywa nawet gdy idea staje się już klarowna. Czasami przeciągają się negocjacje – gdzie decydentów jest dwóch, mogą pojawić się różne wizje i zdarza się, że – z uwagi na wyższość ciągłości małżeństwa nad wystrojem wnętrz – temat zawiesza się na czas bliżej nieokreślony.

A w przydługich procesach urządzania zdarzają się takie ściany wstydu, jak do niedawna nasza. Niechlubne dowody lenistwa i niedecyzyjności. Miejsca, które niby planuje się zaaranżować, jednak wciąż coś staje na przeszkodzie, albo – jak u nas – rzeczywistość zbyt często podsuwa dobre usprawiedliwienia. Że o, jak fajnie – nie mamy regału, to zmieści nam się w salonie tysiąc książek w kartonach! Albo, że uff, nie potrzeba przemeblowania, żeby wstawić choinkę. Ale gdy sprzedany został ostatni karton książek, a świerk wylądował na śmietniku, biała pustka zaczęła znów krzyczeć, przypominając jakąś depresyjną nicość. Styczeń dał nam ostateczny impuls do działania. W przypływie noworocznej energii rozwiązałam bowiem wszelkie dylematy – własne i te mężowskie. Zebrałam nas do kupy, ustawiłam do pionu i okazało się, że w ciągu dwóch dni jesteśmy w stanie ogarnąć temat domowej biblioteczki od koncepcji po wisienki na torcie.

Postawiłam na uniwersalną bazę, dużą przestrzeń do przechowywania, przy jednoczesnej lekkości formy, postawiłam na odrobiny wzoru i krople koloru. Tchnęłam trochę życia tym samym, mam wrażenie. Zresztą nie wiem dokładnie, co tchnęłam, ale zrobiło nam to dobrze. Poprawiło akustykę, feng shui, zlikwidowało deficyty funkcjonalne, zmniejszyło liczbę niedokończonych spraw w głowach. Uporządkowało książki, przestrzeń i umysły. Ociepliło salon i uradowało domowników. Jakieś nasze podskórne, nieuchwytne i totalnie subiektywne odczuwanie przestrzeni mówi nam, że właśnie tak miało być. Że brakujące ogniwo właśnie wskoczyło na odpowiednie miejsce, dodało naszemu domowi tę odrobinę duszy, której mu brakowało. I że nareszcie widać, kto go zamieszkuje – a o to chyba ostatecznie w urządzaniu mieszkań chodzi.

biblioteczka

regał na książki

regał

wysokie regały

białe regały

biały regał

DOMOWA BIBLIOTECZKA – PRAKTYCZNE INFO

Nasza biblioteczka powstała z kombinacji regałów z Ikei, seria Billy – tania, prosta i uniwersalna. Daje ogromne możliwości aranżacyjne, dzięki możliwości ustawiania półek na dowolnych wysokościach, dodawania drzwi (przeszklonych lub pełnych), co diametralnie odmienia charakter tych mebli. Zastanawiałam się nad nimi i w sumie nadal się zastanawiam, na szczęście temat jest otwarty i zawsze będzie opcja metamorfozy dzięki drzwiom właśnie. Ostatecznie zdecydowaliśmy się regały wysokie na 237 cm (z nadstawkami), szerokie kolejno od lewej: 20, 80, 40 i 80 cm. Ten pierwszy, najwęższy, występuje niestety tylko w wysokości 202 cm, więc nadstawka jest samorobna – mój mąż sklecił ją z półki. Początkowo planowaliśmy układ z dwiema czterdziestkami, ale zabrakło nam trzech centymetrów ściany, więc stanęło na jednym wąziutkim. Regały są płytkie (28 cm), dzięki czemu nie wchodzą za mocno na pokój, nie przytłaczają go, nie utrudniają komunikacji i pozwalają na realizację w tym miejscu docelowego planu – umieszczenie w suficie wysuwanego ekranu, którym chcemy w przyszłości zastąpić telewizor.

Jestem wielką fanką tej niepozornej serii, bo jest niesamowicie plastyczna. Kopalnią inspiracji z mnóstwem układów, stylów i sposobów jej wykorzystania jest dla mnie jak zwykle Pinterest – zobaczcie sami, jakie cudowne wnętrza powstają z Billym: kuchnie, jadalnie, salony, biblioteczki, a nawet garderoby! Jeśli lubicie aranżacyjne zabawy, koniecznie popatrzcie na fajne “Ikea Billy hacks” albo “Ikea Billy built-ins”, czyli biblioteczne zabudowy z wykorzystaniem regałów z tej serii.

regały ikea

I jeszcze jedna mała zmiana w salonie – zamieniliśmy miejscami sofy, ponieważ ze względu na dużą liczbę roślin, tej długiej już nie dało się obejść, żeby dostać się do kwiatów czy okna 😉

salon w stylu skandynawskim

szara sofa

ikea billy

billy kombinacja regałów

regały z ikei

półki na książki

cała ściana w książkach

ikea billy biały

tanie regały na książki

białe regały w salonie

biblioteczka w domu

jak układać książki

jak ustawiać książki

książki na regale

salon z aneksem

DODATKI

  • Większość wazoników, pudełek i innych dekoracji na regałach to przedmioty, które są u nas od lat, raczej już niedostępne, nie będę więc podawać nazw czy linków do sklepów (dociekliwi niech szukają podobnych w Jysk, Ikei, Amazing Decor, Livebeautifully, Scandishop, Scandimania, Present Time, Westwing).
  • Jedyne nowości to pudełka z guzikami (różowe i czarne malowane paski) – te są z Tigera, z aktualnej oferty.
  • Stołek – drabinka to ikeowski BEKVÄM, pomalowany farbą do drewna (Tikurilla z mieszalnika, numeru już nie pamiętam).
Informacje o pozostałych meblach, lampach, roślinach i innych elementach wyposażenia znajdziecie w poprzednich postach wnętrzarskich o salonie: tu, tu, tu i tu.