hity miesiąca

czerwcowe love, czyli top 5 ostatniego miesiąca

1. TRUSKAWKI

Nie zrozumcie mnie źle – bardzo je lubię. Ale nie jest to jakieś szczególne, nieokrzesane uwielbienie. “Lubię” najlepiej określa temperaturę tej relacji, wskazując na jej umiarkowany poziom. A ten nie uzasadnia wszak, dlaczego ląduję w domu co drugi dzień z pełną kobiałką. Zdałam sobie sprawę, że ląduję i wciąż wciskam rodzinie truskawki do wszystkiego nie z powodu nieokrzesanego uwielbienia, a raczej powodów opisanych w tym wpisie. Nigdy nie sądziłam, że lęk przed przemijaniem może stać się przyczyną nadmiernej konsumpcji truskawek, ale proszę – odrobina autorefleksji i wszystko jasne. Miałam potrzebę, żeby się nażreć na zapas, żeby tak poczuć ten czerwiec wszystkimi zmysłami, aż do trzewi. Z tego właśnie powodu kupowałam, a potem ratowałam przed spleśnieniem na kuchennym blacie (bo nikt jakoś się na nie nie rzucał) miksując, blendując, a potem polewając czerwonym sosem ryże, makarony czy leniwe. Ratowałam zapiekając, polewając śmietaną, zamrażając, słowem: przetwarzając je na różne pyszne rzeczy. Jeśliby mnie ktoś zapytał, co mi  się z czerwcem najsilniej kojarzy, to bez wahania oraz bez dwóch zdań mówię: truskawki!

sorbet truskawkowy

koktajl truskawkowy

naleśniki czekoladowe

tarta z truskawkami

Tartę ze zdjęcia możecie przygotować korzystając z tego przepisu (klik), układając na wierzchu dowolne świeże owoce. Zaserwowałam ją ostatnio na imprezie i moja koleżanka wyznała, że będzie jej się śnić po nocach 😉

Mam jeszcze kilka innych fantastycznych, truskawkowych odkryć na koncie, zerknijcie sobie w przepisy z poprzednich lat, póki sezon trwa – TUTAJ (KLIK)

truskawki_przepisy

2. TARAS

Jako rasowy niecierpliwiec i typowa perfekcjonistka, wciąż mam w związku z nim mieszane uczucia. Bo to z jednej strony takie moje “happy place” i mam wielką frajdę z każdego kwiatka, który mi zakwitnie i z każdej kawy, którą mogę sobie tu w słońcu wypić. Z drugiej strony, wciąż przeszkadzają mi różne tarasowe braki, nadal nie mogę przeżyć, że nie mamy jeszcze gęstego żywopłotu na najdłuższym odcinku ogrodzenia ani drewnianej podłogi. Nie ustaję jednak w wysiłkach, żeby upiększać tę przestrzeń metodami niskobudżetowymi, czyniąc ją jak najbardziej użyteczną i relaksującą. I tak w czerwcu rozpoczęliśmy akcję “kącik wypoczynkowy”. W ruch poszły palety, skrzynki, piła i bejce. Projekt jeszcze nie jest całkiem skończony, za kilka dni będziemy tu mieć wodoodporne siedziska z prawdziwego zdarzenia, a wtedy na pewno opiszę i pokażę Wam cały ten kąt w pełnej krasie. Na razie tylko taki mały teaser przedstawiam. Bo tak, choć wciąż sporo mam tu niespełnionych wizji, z pewnością w czerwcu zrobiliśmy duży krok w kierunku tarasu naszych marzeń. I to własnymi rękami!

siedziska z palet

palety na tarasie

meble z palet

gipsówka

narożnik z palet

stolik z palet

3. KOSMETYCZNE ODKRYCIA

Kosmetyczne hity czerwca mam w zasadzie dwa. Pierwsze odkrycie to preparat, którym sobie aktualnie upiększam twarz: słynne serum polskiej marki Resibo. Już rozumiem, skąd ta jego sława – to naprawdę cudowny kosmetyk. O ile krem do twarzy tej marki mnie nie zachwycił, to już olejek owszem. Jego główną obietnicą jest wygładzanie poprzez: ujędrnianie, zmniejszanie zmarszczek, odzyskanie gęstości, ujednolicenie kolorytu i rozprawienie się ze zmianami trądzikowymi. Serum jest gęste i bardzo wydajne, ma obłędny, kwiatowy zapach i jest bardzo, ale to bardzo przyjemne w użyciu. Nie miałam na twarzy żadnych wyraźnych zmian, których spektakularne zniknięcie mogłabym zaobserwować, ale podobno i takie ma to serum na koncie – znikające zmarszczki i blizny przede wszystkim. Ja czuję się po nim przyjemnie wygładzona, po zastosowaniu na noc rano wyglądam świeżo, skóra jest napięta, a cera ma ładny koloryt. Więcej o jego składzie i działaniu przeczytacie tutaj.

Jeśli chodzi o włosy, to jestem nadal wierna odkrytej jakiś czas temu marce Insight (pisałam o tych kosmetykach wcześniej, o tutaj). Od kilku tygodni używam kolejnych preparatów: odżywki odbudowującej i maski odżywczej. Mam dość suche włosy z jeszcze bardziej suchymi końcówkami, z tendencją do puszenia i plątania się, więc wciąż staram się je nawilżyć i ujarzmić różnymi kosmetykami. Te od Insight radzą sobie z moją fryzurą naprawdę świetnie, włosy są wygładzone i błyszczące, śliskie i sypkie. Odżywki używam po każdym myciu, maski 1-2 razy w tygodniu i oba te produkty gorąco polecam, szczególnie latem, zwłaszcza tym, którzy wystawiają swoje włosy na niszczycielskie działanie ostrego słońca i słonej wody – na regenerację po urlopie będą jak znalazł.

serum resibo

kosmetyki insight

4. SANDAŁY

Dobry sandał jest podstawą funkcjonowania w letnie miesiące. Uważam, że kiecki można mieć najtańsze, w dodatku trzy na krzyż,  ale dobry sandał być musi. Dobry, czyli taki, którego nie czuć. Który nie obciera, nie wrzyna się, a jednocześnie dobrze izoluje stopę od podłoża, nie czuć w nim każdego kamyczka, jak w klapkach. W dobrym sandale stopy nie pocą się i nie odparzają, mogą przejść wiele kilometrów nawet w upał. I ja takie sandały znalazłam, najwygodniejsze, jakie kiedykolwiek miałam, a trzeba wam wiedzieć, że stopy mam wybredne. Odgrażałam się jeszcze w maju, że w tym sezonie słynące z wygody, pielgrzymkowe nieco w wyrazie Salt Watersy będą wreszcie moje i tak też się szczęśliwie złożyło, że są (dobra rzecz te urodziny 😉 ). Jeśli kiedykolwiek mówiłam, że Birkenstocki są najwygodniejsze, to niniejszym tamte słowa odwołuję – są mega wygodne i nadal je lubię, ale Salt Water to jest jakiś cud absolutny. Unoszę się w nich nad ziemią, a nie chodzę, fantastycznie się w nich prowadzi samochód (co mi się wcześniej w sandałach nie zdarzyło). Są dosyć drogie, ale mam nadzieję, że posłużą mi kilka sezonów, wyglądają bardzo solidnie. Uwielbiam ich klasyczny, ponadczasowy wygląd i nieco babciny retroklimat.

W kategorii sandałów dziecięcych (jak zresztą we wszystkich typach obuwia dla nieletnich) wygrywa moim zdaniem Mrugała. Jestem im wierna od dłuższego czasu, bo wiem, że dzieci przechodzą z wygodą cały sezon w pięknych, zdrowych butach. Świetna jakość i cudowne fasony sprawiają, że na każdą porę roku zamawiam u nich co najmniej po parze dla każdej z dziewczyn i jestem pewna, że buty posłużą dopóki z nich nie wyrosną. Modeli sandałów tego lata do wyboru jest mnóstwo, my zdecydowałyśmy się na MILĘ dla Zosi i FLO dla Hanki. Najlepsze!

wygodne sandały

sandały salt water

spódnica – mofflo

ramoneska – Zalando

sandały mrugała

zdrowe sandały

5. ORANGE IS THE NEW BLACK

Po wszystkich moich wcześniejszych serialowych rekomendacjach zawsze w komentarzach znajdowałam zachętę, żeby obejrzeć OITNB. Dosyć długo zwlekałam, w obawie przed za dużym ciężarem gatunkowym – wojna i wiezięnie to dla mnie najokropniejsze filmowe scenerie, napawają mnie totalnym przerażeniem. No więc tchórzyłam tak przez jakiś czas w obawie przed nadmiarem przemocy i okrucieństwa, by wreszcie któregoś dnia się skusić i odkryć tragikomiczne losy Piper Chapman i kilkunastu innych współwięźniarek. Życiorysy tych kobiet – co do jednej – są rzeczywiście tragiczne, ale to nie takie koszmary, przy których trzeba zamykać oczy. Smutek przeplata się tu ze śmiechem i wzruszeniem i jest to mieszanka cokolwiek wciągająca. Po krótkiej Marcelli i jednosezonowym River wreszcie mam coś na dłużej. Kończę właśnie drugi sezon z pięciu i jestem po uszy zakochana w tych wszystkich barwnych, genialnie skonstruowanych i zagranych postaciach. Orange is the New Black to pełen najróżniejszych emocji i relacji kobiecy świat, który mnie mocno pochłonął. Świetna rzecz!

Serial to produkcja Netflix, można go obejrzeć na tej platformie.

Orange is the New Black