uroda

wiosenne nowości kosmetyczne

No już chyba skończy się wreszcie ta zima, zieleń coraz śmielej wyłazi z ziemi, ptactwo drze się codziennie to głośniej. Ja już schowałam zimowe buty i płaszcze na dno szafy, zaopatrzyłam się w jedno i drugie lżejsze i z wielką frajdą się w moich nabytkach po dzielni obnoszę. Bo spragniona jestem już tych wiosennych stylóweczek jak nie wiem co. Sukienek, długich spódnic, tenisówek, kolorowych szali. Chce mi się spacerować z rozwianym włosem, gębę wystawić do słońca, melaniny trochę wyprodukować, nabrać kolorów w miejsce zimowej szarzyzny. No właśnie – szarzyznę w tym sezonie widzieć chcę jedynie na wiosennej odzieży, a nie na własnej twarzy. Porzuciłam odzienie na mrozy, a wraz z nim najchętniej zrzuciłabym z siebie skórę, czuję, że potrzebne mi wiosenne odświeżenie całej siebie – garderoby, facjaty, fryzury. Chce mi się zmian i świeżości. Od kilku tygodni mi chodzą po głowie te wizerunkowe chciejstwa i w wolnych chwilach szukam – a to idealnej torby na wiosnę, a to najładniejszych tenisówek, za dużo też fryzur oglądam i z tego powodu popełniam na własnej głowie różne bzdury. No i jak tak patrzę w lustro, to niespecjalnie gotowa się czuję na lato, a Chodakowska wciąż przypomina, nieustannie odlicza. Teraz to już niecałe trzy miesiące zostały i ja już jestem cała w strachu, że kolejne lato przyjdzie mi bez bikini przeżyć. W temacie figury może coś się jeszcze do wakacji uda zdziałać, tymczasem, skoro jeszcze nie trzeba się całkiem rozbierać, zajęłam się obszarem od szyi w górę, który mi się coś ostatnio sypie i starzeje, psia jego mać. To musiało kiedyś wreszcie nastąpić, ale czemu już teraz? Coraz więcej mi się marszczy i wiotczeje, wysycha i szarzeje, a ja jakoś nie mogę w sobie znaleźć jeszcze tej zgody na starość i walczę. Sięgam po coraz bardziej oryginalne i radykalne rozwiązania na to, by odwlec trochę to, co nieuniknione i zamaskować to, co już się wydarzyło. Akcja “ładna na wiosnę” rozkręcona już u mnie w pełni, zapraszam na przegląd.

5

2

Eksperymentów z fryzurą mi się zachciało i rezultat jest teraz taki, że jestem o dwie stówy lżejsza oraz muszę regenerować owłosienie, czym się da. Zamarzyła mi się bowiem koloryzacja w stylu sombre oraz powrót po latach do grzywki i oba te zadania pani fryzjerka wzięła i mi spartoliła koncertowo. Druga, co to miała po niej poprawiać, też cudów nie zdziałała poza tym, że mi ciut jakąś maską to rozjaśnione siano zmiękczyła, lecz cięcie jak było fatalne, tak jest i ratuję się różnymi upięciami do czasu, kiedy wreszcie poznam fryzjera moich marzeń. Może być też fryzjerka rzecz jasna (w Trójmieście, tylko poważne oferty). Do regeneracji stosuję tymczasem, co następuje:

L’oreal Proffessionel, Serie Expert Sealing Repair – dwufazowe serum do końcówek, ma zregenerować i odbudować zniszczone końce włosów, nakłada się je na umyte lub całkiem już suche włosy. Efekt regeneracji ma być widoczny przy regularnym stosowaniu, ja od razu zauważyłam, że moje przesuszone rozjaśnianiem końcówki znacznie mniej się puszą i wyglądają zdrowiej.

L’oreal Proffessionel, Mythic Oil – odżywczy olejek do włosów, stosuję go na suche włosy, celem ujarzmienia i nabłyszczenia, ładnie wykańcza fryzurę, włosy są po nim gładkie, śliskie i rozświetlone, bardzo fajna rzecz.

26

Ponieważ rękawiczki stosuję tylko na siarczyste mrozy (nie znoszę tej utraty czucia, z którą wiąże się ich noszeniem), po zimie stare mam także dłonie. A że gadżeciara ze mnie, to i kremy do rąk wynajduję bajeranckie. Ostatnio to Strawberry Cookie & Cream, It’s Skin – nafaszerowany masłami i olejami, niewiarygodnie szybko się wchłania jak na tak odżywczy specyfik. Ładnie nawilża dłonie, skóra jest po nim miękka. Urocze opakowanie, niestety zapach nie jest aż tak apetyczny, jak by na to wskazywał wygląd słoiczka, ta truskawkowa nuta jest jakaś nieco toporna jak dla mnie. Ale właściwości wygładzające naprawdę dobre.

4

19

21

33

Paleta do makijażu oczu Nude’tude, the Balm

Mam słabość do pięknych paletek cieni do powiek oraz do marki theBalm, której bronzer i puder polecałam Wam już w poprzednich wpisach kosmetycznych. Nie zawiodłam się, a wewnątrz pięknego opakowania i zabawnych pin-up girls są naprawdę śliczne odcienie o bardzo dobrej pigmentacji. Paleta zawiera 12 odcieni, a wśród nich są zarówno matowe, jak i delikatnie opalizujące, od kremowych, przez jasne róże (przepiękne!) i brązy aż po bardzo ciemne i intensywne. Daje to możliwość tworzenia makijaży o różnych intensywnościach i na wszystkie okazje, ja zazwyczaj używam odcieni: Stubborn lub Stand-offish na środek powieki, Selfish i Sophisticated w zagłębienie i ciemnych brązów: Silly i Sleek do wykończenia kącików oczu. Cienie bardzo ładnie łączą się ze sobą i bez problemu dają się rozcierać, także łatwo jest stworzyć efekt głęboki i wielowymiarowy. Gorąco polecam!

22

Nie, żebym jakoś nadmiernie często całowała się na mrozie, ale wiadomo – nowy balsam do ust zawsze spoko. Zwłaszcza jasnoróżowy. Szczególnie malinowy. A w małej, metalowej tubce to już w ogóle. Ten balsam zawiera organiczne masło shea, olej jojoba i wosk pszczeli, bardzo ładnie pachnie i smakuje, delikatnie barwi. Nie utrzymuje się długo, ale zostawia usta miękkie i pachnące jeszcze na jakiś czas po tym, jak zniknie. Uwielbiam takie urocze drobiazgi!

Malinowy balsam do ust w tubce, H&M Conscious

10

8

Żarty żartami, ale niedługo będą cztery lata odkąd przekroczyłam trzydziestkę i zaczyna być to już serio widać po stanie skóry, zwłaszcza w okolicach oczu. Postanowiłam, że powinnam zacząć używać specyfików z “anti-age” czy “przeciwstarzeniowy” w nazwie, no najwyższa pora, przyznacie. Dojrzałam także do tego, żeby w skórę inwestować i poszukać porządnych preparatów. Myślę, że po trzydziestce należy się nam naprawdę dobry krem na noc i pod oczy, na reszcie można trochę oszczędzić i kupować mniej np. malowideł.

Markę Colway poznałam kilka miesięcy temu i absolutnie zakochałam się w ich kremie na dzień z serii Hydro, który nawilżał tak genialnie, że czułam się po nim, jakbym wypiła butelkę wody…twarzą. Ma delikatny, piękny zapach i jest bardzo wydajny. Bardzo lubię też ich peeling enzymatyczny, który stosuję mniej więcej raz w tygodniu, przed maseczką i buzia jest po nim jak pupa niemowlaka, bez pocierania jak przy zwykłym peelingu. Z kremami pod oczy mam zazwyczaj problem, mimo, że nie mam wrażliwej skóry, większość kremów szczypie mnie i powoduje łzawienie (nawet te teoretycznie hipoalergiczne). Z tego powodu trochę się obraziłam na kremy do tej części twarzy i ostatnio nawet już nie szukałam takiego, po którym czułabym się dobrze, po prostu starałam się ostrożnie nawilżać te okolice kremem czy olejkiem, których używałam do twarzy. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy spóbowałam Colway AntiAge Eye Contour Collagen Elixir. Opakowanie miało (zanim zgubiła mi je Hanka) przezroczyste wieczko, które przykłada się przed lustrem do oka – wskazuje dokładnie, co oznacza sformułowanie “okolice oka”. Sam kosmetyk aplikuje się pod oko, a na górną powiekę wklepuje to, co pozostanie już na palcach. Już po kilku zastosowaniach dolna powieka wydawała mi się lepiej nawilżona, zauważyłam to zwłaszcza podczas nakładania korektora  – było mniej linii, w których zbierał się kosmetyk. Krem jest niesamowicie przyjemny w użyciu, uzależniłam się już od tego wieczornego rytuału, wreszcie bez szczypania!

Do walki z czasem zaprzęgłam też Colway Natural AntiAge Capsules – silnie skoncentrowany olejek w kapsułkach (w moim wieku zaleca się stosowanie co kilka dni, nie codziennie). Nakładam go raz w tygodniu, wieczorem, rozgrzewam w dłoniach lub podczas masażu twarzy. Zawartość kapsułek – rybek ma ładny, ziołowy zapach i lekko rozgrzewa twarz. Preparat zawiera antyoksydanty i – uwaga – stymulatory podziału fibroplastów. Od samego patrzenia czuję się młodziej!

I ostatnia, choć pewnie najważniejsza rzecz od Colway Cosmetics to Colway Kolagen Natywny Pure, który wmasowuję w wilgotną skórę przed nałożeniem kremu na noc. Dużo słyszałam o kolagenie i jego cudownych właściwościach, jestem więc ciekawa efektów tej kuracji (będą widoczne dopiero po trzech miesiącach). Początkowo nie spodobał mi się, bo napinał i ściągał skórę, a nałożony na niego krem wałkował się, ale okazało się, że po prostu źle go aplikowałam (na suchą buzię). Kolagen znany jest z tego, że regeneruje skórę, można nim wygładzać także blizny i rozstępy. Skóra po nim jest rzeczywiście gładka i miękka, mam nadzieję, że regularne stosowanie trochę oszuka kalendarz 😉

31

Podobają mi się proste, stylizowane na apteczne opakowania, nie ukrywam, że czarna butelka skusiła mnie do wypróbowania żelu pod prysznic H&M Conscious. Bardzo polubiłam jego delikatnie ziołowy zapach i nawilżającą formułę, oficjalnie lubię już kosmetyki z odzieżowych sieciówek!

24

Jak większość kosmetyków, które mam i tu skusił mnie flakon. To jego wygląd był impulsem, żeby sprawdzić zapach. Kwiatowo – owocowe nuty to moje ulubione aromaty na wiosnę, ta woda przypomina mi jakiś zapach z przeszłości, a dodatku jest niedroga, pachnę więc teraz mandarynką, czarną porzeczką, wanilią i sandałowcem. Bardzo ładnie i faktycznie jakoś tak radośnie.

Woda toaletowa Zara Joyful Tuberose (w Polsce widocznie tylko stacjonarnie, bo nie znalazłam online)

9

Olej z nasion malin, Ministerstwo Dobrego Mydła

Ministerstwo kocham jak większość tych, którzy obserwują na Facebooku profil marki założonej przez dwie niezwykłe siostry i mieli do czynienia z ich kosmetykami. Używałam już mydeł i kul kąpielowych (rewelacja!), od jakiegoś czasu dziewczyny sprowadzają także oleje, w tym ten – z pestek malin. Malinami nie pachnie on wcale i to mnie w sumie początkowo chyba trochę zdziwiło, co nie znaczy, że pachnie brzydko – zapach jest po prostu taki roślinny, ziemisty. Ten olej est bardzo wszechstronny i ma mnóstwo fantastycznych właściwości (poczytajcie sobie o nich tutaj). Ja używam go na noc, naprzemiennie z kremem i bardzo go sobie chwalę, stosowanie jest przyjemne, a buzia jest po nim gładka.

13

Krem na dzień Sophora Japonica, Natura Siberica – krem z wyciągiem z perełkowca japońskiego do cery tłustej i mieszanej – moja wprawdzie już nie jest tłusta, lecz z tendencją do błyszczenia na środku. Nie potrzebuję silnie matujących specyfików, bo po nich jestem sucha, ten jest dla mnie idealny. Fajnie nawilża, czuję się po nim świeżo i przyjemnie, już po chwili mogę nakładać makijaż, buzia jest długo gładka i matowa.

14

Muszę się Wam do czegoś przyznać – otóż nie mamy zmywarki. Urządzając kuchnię siedem lat temu jakoś tak głupio stwierdziliśmy, że to zbędny gadżet, więc do dziś zmywamy jak za króla Ćwieczka. Moje zapotrzebowanie na kremy do rąk nie jest więc zwykłym kaprysem. Ten zawiera organiczne oleje i woski, fajnie nawilża i pachnie niesamowicie świeżo (link prowadzi do cytrynowego, bo ten zielony najwyraźniej wyszedł – swoją drogą też bym go chętnie wypróbowała ;)).

Krem do rąk z miętą i białą herbatą – H&M Conscious

12

16

To nie moja propozycja na tegoroczne Halloween, a nowe maseczki w postaci bawełnianych płatów, nasączonych różnymi dobrociami, od Skin79 z ekobieca.pl. Ja mam te: Pomegranate Girl, Glacial Water, Tea Tree oraz niedostępny aktualnie Snail, ale jest jeszcze kilka innych wariantów: z żeń-szeniem, miodem, aloesem. Piękne opakowanie zawiera bardzo mokrą, złożoną maskę, którą po delikatnym rozłożeniu nakłada się na twarz i pięknieje się w niej przed dobry kwadrans. Materiału przewidziano chyba na bardzo duże twarze, przez co ten trochę się marszczy i nie wszędzie ładnie przylega, ale i tak efekt jest fajny – buzia jest niesamowicie odświeżona i nawilżona. Poczułam się, jakbym dostała chlust wody w twarz, w dodatku o przyjemnym, owocowym zapachu. Fajny gadżet.

23

28

Pozostałe akcesoria ze zdjęć:

zegarki Cluse – Pan Pablo

kolczyki, naszyjnik, bransoletki, okulary – H&M