hity miesiąca

polkowelove – moje hity stycznia

Oj, jakiś ciężki ten styczeń. Ciężki i ponury. Pełen mrocznych myśli o świecie i ludziach. W sferze prywatnej – pełen sprzeczności, wewnętrznej walki pełnej pomysłów wyobraźni z zimowo spowolnionym ciałem. Wypełniony poczuciem, że chciałoby się więcej i lepiej, bo ekscytujące wizje wypełniają głowę, lecz przeziębienia i spadek energii są hamulcowymi, utrudniają ruszenie z kopyta. Ruszyłam jednak, może nie z kopyta, ale na tyle, na ile się dało i – paradoksalnie – właśnie dlatego piszę tu rzadziej. Prace nad książką idą pełną parą, kiedy więc mnie tu nie ma – możecie być pewni, że piszę, albo gotuję czy pstrykam. Rodzinny team produkcyjny działa, rysuje, wymyśla, ogarnia biznesowo i logistycznie. Więcej szczegółów zdradzę Wam na wiosnę, tymczasem tradycyjnie, jak co miesiąc – zestawienie inspiracji. Bo niezależnie od mroków czy spowolnienia – wciąż przecież czytam, oglądam, zmieniam, odkrywam nowe produkty i rewiry. Naprawdę fajne rzeczy znalazłam w styczniu!

OPERACJA: RADOSNE SCANDI-BOHO

Czyli pierwszy etap kolorowania pokoju, nadawania mu bardziej eklektycznego, boho-klimatu. Tak jak pisałam ostatnio, nareszcie udało nam się wymienić dywan. Ten poprzedni, jakkolwiek uwielbiałam jego wzór, był bardzo niepraktyczny i mocno już zniszczony. Kilka tygodni temu, po raz pierwszy od kiedy zaczęliśmy poszukiwania, zobaczyliśmy wreszcie coś, co nas zachwyciło. Szał i oczopląs, szok i niedowierzanie – tak było, gdy przeglądałam próbki dywanów duńskiej marki Linie Design i nie wiedziałam, na czym zawiesić oko – wszystkie ogromnie mi się podobały, niezależnie od grubości i koloru, bo każdy miał to, czego szukałam – tę nutkę boho, a do tego szlachetność i ciepło wełny. Przepadłam! Dobre dwa tygodnie zajęło nam wybieranie konkretnego modelu, na szczęście mieliśmy dobrego doradcę – bo jak Linie Design, to tylko w Vella Home, którego właścicielka jest superprofesjonalna i o swoich produktach wie naprawdę bardzo dużo. Ostatecznie, zamiast któregoś ze sweterkowych szaraków, wybraliśmy lekko pstrokaty model Tigre, który miał w sobie więcej tego boho-uroku, którego szukałam. Jesteśmy zachwyceni! Pod stopami jest miękko i ciepło, nic się nie przesuwa ani nie marszczy, a ten dyskretny multikolor pasuje mi do wizji dużego pokoju, jaką mam w głowie. W połączeniu z nowymi poszewkami z H&M Home zaczyna się powoli rysować styl, o jaki mi chodzi.

doniczka – Flying Tiger

LESS WASTE W ŁAZIENCE

Opisywałam Wam też ostatnio, że zwracam większą uwagę na to, co i jak kupuję i że ograniczamy w domu plastik. Jakkolwiek nie sądziłam, że po tej publikacji będę rozliczana z każdej kurtki dziecięcej czy przedmiotu, który kupię albo zareklamuję, to jednak cieszę się, że powstał ten wpis, bo wiem, że wielu osobom dał do myślenia. Mam nadzieję, że pozostali dostrzegą różnicę między ograniczaniem, a zaprzestaniem konsumpcji i skupią się na tym, co chciałam przekazać przede wszystkim – że te codzienne małe wybory i proste nawyki, propagowane i promowane, mogą przynieść zmianę. I choć czasem w pośpiechu mam ochotę kupić w markecie ser, twarożek czy tackę pomidorów, to nadkładam drogi, wydaję więcej, ale cisnę do warzywniaka i do mięsnego, bo to dla mnie ważne. I choć czasem mam ochotę wrzucić do koszyka kolejny pachnący płyn do kąpieli w ładnej, lecz plastikowej, rzecz jasna, butelce, to powstrzymuję się, odkładam na półkę, bo przecież mam mydła w kostce. Jak wspominałam w tym poście o plastiku, zaczynam wprowadzać też zmiany w łazience. Nie chcąc wpaść w pułapkę, jaką jest szał kupowania eko-gadżetów, zaczęłam skromnie od tego, co przede wszystkim chcę zacząć stosować regularnie, czyli: biodegradowalne patyczki higieniczne, bambusowa szczoteczka, wielorazowe płatki kosmetyczne, naturalny dezodorant w papierowym opakowaniu i środki czystości w szklanych słoikach. Bardzo fajną rzeczą jest także saszetka – myjka pod prysznic, do której wkłada się mydło, co pozwala uniknąć mydlanych glutów w mydelniczce i przy okazji fajnie masuje ciało. Pasty do zębów w szklanych słoiczkach to dobra alternatywa dla plastikowych tubek, ale moim zdaniem za droga, by przestawić się na nią na dłużej, traktuję je więc jako ciekawostkę. Niezbędnikiem, który mam już zawsze w torebce są woreczki na warzywa i owoce – bardzo przydają mi się podczas zakupów, polecam!

Te i wiele innych produktów z kategorii less waste znajdziecie w bardzo fajnym sklepie Prosty Skład.

EPILACJA LASEROWA

Ten temat pozostawię, z przyczyn wiadomych, bez ilustracji. Kwestia jest bowiem z gatunku intymnych, jednak na tyle ciekawych, że nie mogę pozostawić jej bez słowa. O istnieniu wybawienia dla ciemnowłosych, umęczonych częstym goleniem kobiet, jakim jest epilacja laserowa, wiedziałam od dawna. Wiedziałam i czułam, że to może być genialne, ułatwiające życie rozwiązanie, ale dopiero dwa tygodnie temu było mi dane po raz pierwszy jej spróbować. Jestem po pierwszym zabiegu w bardzo fajnej gdańskiej klinice Lorenzo Coletti i czuję, że przede mną pierwsze wakacje od ponad dwudziestu lat pod hasłem “niech żyje wolność, wolność i swoboda”. Serio – nie sądziłam, że już po pierwszym kontakcie z laserem różnica będzie tak duża – przede wszystkim pod pachami, na nogach zmiana jest mniej spektakularna, ale także widoczna. Z pewnością napiszę Wam więcej zarówno o epilacji, jak i zabiegach na twarz, którym będę się poddawać, ale chciałam wspomnieć już teraz o laserze – to ostatni dzwonek, że zdążyć przed latem pozbyć się większości owłosienia, konieczny jest bowiem cykl zabiegów. Ja jestem zachwycona już po pierwszym i gorąco polecam – pomorzankom właśnie w profesjonalnym i sympatycznym Lorenzo Coletti.

“SŁUŻĄCE DO WSZYSTKIEGO” JOANNA KUCIEL – FRYDRYSZAK

To raczej gorzka, choć bardzo ciekawa książka. Trudna opowieść o losach dziewcząt, służących u bogatych polskich mieszczan na początku XX wieku. Historia ich uciśnienia, biedy, harówki, dramaty wyrosłe na gruncie ich podłego traktowania, pogardy i braku szacunku. Opowieść o pół-niewolnicach, w większości nastolatkach ze wsi, o ich ciasnych posłaniach w kuchennych kątach, o kąpielach raz kilka miesięcy w wodzie po całej rodzinie “państwa”, o ciężkiej pracy od bladego świtu do późnej nocy, bez urlopu, za nędzne grosze, a także – o zgrozo – o usuwanych ciążach, oddawanych i zabijanych dzieciach, o ich samotności i smutnej starości. To także, oprócz tych indywidualnych historii, opowieść o stosunkach klasowych w drugiej Rzeczypospolitej, o tamtejszej obyczajowości, stylu życia, zwyczajach, o rozbuchanym ego polskiej klasy średniej. Momentami naprawdę przerażający opis awansu społecznego, jakim dla większości służących było ich – dramatyczne z dzisiejszego punktu widzenia – życie na służbie. Na osłodę jest tu rzecz jasna też trochę historii ciepłych, budujących czy też zabawnych, nie da się jednak ukryć, że są one tylko łyżką miodu w tej wielkiej beczce dziegciu, jaką jest opisywana w “Służących do wszystkiego” rzeczywistość. Czyta się to fantastycznie, mimo licznych językowych archaizmów. Wielki szacunek dla autorki za ogromną pracę, jaką wykonała w dotarciu do źródeł – ta książka jest wypełniona arcyciekawymi zdjęciami oraz fragmentami czasopism, podręczników, ogłoszeń, listów i innych dokumentów. Bardzo ciekawa to lektura i przy tym niezwykle pouczająca – tak historycznie, społecznie, jak i całkiem po ludzku.

“THE SINNER”/ NETFLIX

Połknęłam ten serial przez weekend – bardzo wciąga i nie pozostawia obojętnym. To świetnie przemyślany dramat psychologiczny, który zaczyna się od krwawej i niezrozumiałej zbrodni, by przez kolejne odcinki serii odsłaniać mroczne tajemnice dzieciństwa i młodości głównej bohaterki. W tej roli niestety trochę drewniana Jessica Biel, której jedna, pseudozamyślona, ponuro-smutna mina, już po chwili zaczyna męczyć. Na szczęście można w tym serialu doświadczyć także gry aktorskiej na wysokim poziomie – prezentuje ją Bill Pulman w roli detektywa Ambrose’a, który staje się przewodnikiem morderczyni, Cory, po zamglonych ścieżkach jej (nie)pamięci i podświadomości. To, paradoksalnie, znacznie ciekawsza i dużo lepiej zagrana postać niż główna bohaterka, co nie zmienia faktu, że odkrywane z odcinka na odcinek, jej doświadczenia z przeszłości, intrygują i porażają. Szczególnie mocny jest wątek dzieciństwa, piętna ultrareligijnej i mocno zaburzonej matki Cory oraz chorej siostry, które odciska się tragicznie na całym jej późniejszym życiu. Bardzo dobra rzecz!