hity miesiąca

polkowelove – co dobrego w lipcu

Przesadą byłoby twierdzić, że wszystko poszło zgodnie z planem i celebrowałam lipiec z jakąś wzniosłą uważnością – niestety. Zdrowy rozsądek wygrywał wielokrotnie z pokusą, by rzucić wszystko w cholerę, jechać gdzieś za miasto, rzucić się na pomost i liczyć chmury. Choć odgrażałam się, że wycisnę ten miesiąc do ostatniej kropli, to jednak trochę tego lipcowego soczku pewnie by się w nim jeszcze znalazło do wypicia. Mam jednakowoż poczucie, że jak na człowieka, który nie dysponuje przesadną łatwością w rzucaniu wszystkiego w cholerę, i tak udało się go przeżyć przyzwoicie – ze sporą (jak na przedsiębiorców na dorobku) dozą letnich przeżyć i przyjemności. Nie ma co ukrywać – lato w mieście to jednak inna jakość, kiedy tym miastem jest Gdańsk.

LATO W MIEŚCIE

Gdy w wieczorna kąpiel w Zatoce to jakieś 30 minut od pomysłu do realizacji, gdy miejsca i miejscówki, knajpy pod chmurką i uciechy wszelakie. I choć nie udało nam się wyskoczyć na żaden sielski weekend, bo różne zawodowe sprawy potoczyły się inaczej niż planowaliśmy, to jednak wyciskaliśmy lipiec, kiedy się dało. Najczęściej na plaży – często na szybką kąpiel, ale i w wariancie kilkugodzinnej posiadówki z grillem i hamakami. Wyciskaliśmy też bardziej miejsko – były wieczory na tarasie i nocne uciechy w stoczni, zachody słońca nad Motławą i obiady pod chmurką. Choć pod koniec miesiąca to łączenie intensywnej pracy z etatem rodzinnego kaowca odbiło się już pewnym zmęczeniem, to nie żałuję niczego, bo zrobiliśmy sobie masę fajnych wspomnień. W ostatnich dniach wcisnęłam po prostu pauzę, koncentrując się już na tym, by przetrwać i zostawić sobie trochę sił na przygotowania do wyjazdu. Bo tak, wielkie odliczanie do urlopu: czas start!

SKANDYNAWIO, HERE WE COOOME!

Kiedy w samym środku pandemicznej zimy, wymęczeni końcówką poprzedniego roku, postanowiliśmy zaklepać sobie kamper na sierpień, nie mieliśmy jeszcze pojęcia, gdzie nim pojedziemy. Najważniejsze, że był, ta rezerwacja dawała mi spokój, że niezależnie od sytuacji w kraju i na świecie, czeka na nas jakaś wakacyjna przygoda – nieważne, czy na północy Europy, na południu, czy w kraju. Przyglądaliśmy się rozwojowi wydarzeń, rozważaliśmy różne scenariusze i trasy, by ostatecznie, całkiem niedawno zresztą, postanowić zrealizować niespełnione dotychczas marzenie i poeksplorować Skandynawię. Przede wszystkim Szwecję, którą liznęliśmy tylko podczas krótkich wypadów, i Danię, w której mieszkaliśmy jako studenci, zakochując się bez reszty w Kopenhadze. Na urlop zabieramy ze sobą Fridę – przede wszystkim dlatego, że chcemy, wakacje naznaczone tęsknotą to jednak nie byłaby pełnia szczęścia. Postanowiliśmy znaleźć taką konwencję i takie miejsca, w których wszyscy będziemy czuli się dobrze, nasza pieska również. Nie wiemy do końca, gdzie pojedziemy, ruszamy z otwartymi głowami, spragnieni przygody kempingowania na dziko, ale też głodni przestrzeni, ciszy, dzikiej przyrody, swobody. Planujemy głęboko oddychać na szerokich plażach, zaszywać się w lesie, zachwycać się kolorowymi domkami, poznać odludzia, wioski i miasta. Nie potrafię opisać, jak bardzo już chcę tam być 🙂

MÓJ SKLEP

Tymczasem przed nami jeszcze misja zorganizowania spraw firmowo – sklepowych, nie tylko bowiem jesteśmy w trakcie planowania nowych produktów na jesień i wiele jest w związku z tym napoczętych tematów, ale chcemy zapewnić działanie sklepu pod naszą nieobecność. Lipiec przyniósł w ogóle w tej kwestii duże zmiany – na naszych wirtualnych oraz, teraz też tych całkiem realnych półkach, pojawiło się wiele nowości: piękna kolorowa ceramika, kawa, zestawy przepraw, za moment pokażą się też cudne, letnie świece. Wynajęliśmy, odnowiliśmy i urządziliśmy lokal, który jest siedzibą sklepu, małym magazynem z kolorową ekspozycją i przestrzenią do pakowania przesyłek. To było w naszym życiu lipcowe wydarzenie najwyższej wagi, generujące nie tylko mnóstwo obowiązków, ale i sporo stresu. Dużo różnych myśli, obaw, ale i marzeń kotłuje się we mnie w związku z tym przedsięwzięciem, mam nadzieję, że urlop pozwoli je wyciszyć i uporządkować na tyle, że jesienią wrócę już z jasną wizją tego, kim jestem i jak będę pracować.

“ROJST ’97” / NETFLIX

W tematach książkowo-filmowych miałam wakacyjną posuchę, czytałam i oglądałam głównie rzeczy średnie, w większości nie warte polecenia. Wyjątkiem jest “Rojst ’97”, kontynuacja pierwszego, osadzonego w latach 80-tych sezonu tego serialu, od którego warto zacząć – nie tylko po to, żeby połapać się w drugim (zrozumienie paru wątków będzie bez tego trudne), ale też dlatego, że “Rojst” jest świetny, cały, oba sezony to rewelacyjna serialowa robota. I to rewelacyjna pod każdym względem: narracyjnie, reżysersko, aktorsko, świetne są tu kadry, muzyka, a już scenografia, kostiumy, detale, smaczki – wprost genialne! Drugi sezon zabiera nas w końcówkę lat 90-tych, w powodziowe lato na południu Polski, serwując nie tylko estetyczną podróż do przeszłości, ale też fantastycznie osadzając wydarzenia w społecznym kontekście tamtych lat. Moim zdaniem tu się wszystko zgadza – zarówno zagadka kryminalna, jak i rysunki bohaterów, flashbacki z ich wojennej przeszłości, świetnie uchwycona jest tu polska mentalność i klimat tych pierwszych lat po transformacji. “Rojst” porusza, wciąga, bawi, przestrasza – wszystko po trochu, rewelacja. Aaa – i Magdalena Różdżka wspaniała!