felietony

do ostatniej kropli lipca

Czerwiec przeleciał mi jak szalony, mignął tylko, niczym rozpędzony trzylatek, zostawiając po sobie mgliste zaledwie wspomnienia. Zupełnie niespodziewanie mam już trzydzieści dziewięć lat, pierwszo- i siódmoklasistkę, a pojutrze zaczyna się lipiec. Właśnie zdałam sobie sprawę, że pozwoliłam temu czasowi – temu samemu, o którym fantazjowałam w lutym ze łzami w oczach – przecieknąć mi niepostrzeżenie przez palce. Bo sklep, bo pilne projekty, bo ebook i zlecenia, które wzięłam wcześniej, nie myśląc zasadniczo zbyt wiele o tym, że przecież przyjdzie lato. Niby życie nie staje się wówczas darmowe, banki nie zawieszają spłaty kredytu, a zakład ubezpieczeń społecznych wciąż domaga się od przedsiębiorców comiesięcznego przelewu, ale lato przecież po to jest, żeby pożyć. Lata nie można przełożyć na później, wcisnąć mu pauzy, ani tym bardziej przegapić, przesiedzieć przed komputerem, nie można stawać się niewidomym na wszystkie jego cudowności, bo to zbrodnia jest – przestać dostrzegać je ze zmęczenia. A ja na moment przestałam, bo trzeba było pracować podwójnie, żeby móc na kilka dni wyjechać, a potem znowu dwa razy więcej – żeby nadrobić. Z wyjątkiem tych kilku słodkich dni we Włoszech, kiedy stawałam w zachwycie i przez moment byłam absolutnie szczęśliwa, oraz dwóch minionych weekendów, kiedy uciekaliśmy z miasta, niewiele z tego czerwca pamiętam. I tak sobie myślę dzisiaj – patrząc na mijający miesiąc jak na rozmazaną plamę, niczym na pędzący pociąg jakiś, który znika w parę sekund z pola widzenia – że takich rzeczy nie robi się sobie latem.

Przeglądam czerwcowe fotki w telefonie i już wiem, jaki będzie mój lipiec. Że w lipcu chcę już tylko zarobić tyle, co na rachunki, tyle, żeby nie dokładać do sklepu. Bo przecież nie po to są lipce, żeby zarabiać. Lipce są po to, żeby się kąpać. W morzu i jeziorach, w zatoce albo w rzece, w wodzie cudownie ciepłej, i w tej zimnej jak skurwysyn. Lipce są po to, żeby leżeć w hamaku, oglądać jak wieczorne słońce tańczy w drzewach, słuchać jak drą się ptaki. Jak pięknie drą się, jak potrzaskane. Bo przecież lipce są po to, żeby biegać boso po trawie i pójść spać z brudnymi nogami, by jadać lody, czereśnie i hot-dogi z grilla, fasolkę z jajkiem co drugi obiad, a na plaży – bułki z ciepłym serem i brzoskwinie z piachem. W lipcu robi się przecież rzeczy lipcowe: mieszka się na tarasie, śpi się pod gołym niebem, urządza się kina letnie, chodzi na koncerty, wyjeżdża się ze znajomymi na weekend, co tydzień jest się gdzie indziej. Lipce są po to, by każdą możliwą chwilę spędzać na dworze, do późnej nocy, by wdychać tę lipcowatość, co kryje się w zapachu wieczorów, skoszonej trawy, kwietnej łąki, wody w jeziorze, powietrza po burzy i skóry po plaży. I ja czuję, że to mój moralny obowiązek jest, żeby się ich nawdychać. Żeby się tak sztachnąć tym lipcem, aż do trzewi. Żeby najadać się każdą letnią chwilą, żreć to lato, ćpać je, łapczywie i nieskromnie, bez umiaru. Namiętnie, jakby był pierwszy.

Czuję, że nie po to dano nam czerwce i lipce, żeby te przelatywały nam niepostrzeżenie, jak jakimś ignorantom ostatnim, bezdusznym karierowiczom czy innym tam – życiowym dyletantom. Czuję, że dano nam je, byśmy mogli się delektować. Zielenią lasów i błękitem mórz, dotykiem ciepłych kropli deszczu na rozgrzanej upałem skórze, pływaniem na golasa, wschodami, zachodami i każdą jedną z tych lipcowych małych radości, której nie widzi się w biegu. A które dano nam, żebyśmy mogli delektować się światem.

Czuję też, że jedyna właściwa postawa wobec wszystkich tych darów, to pokora i uważność. Podziw i zachwyt. Wdzięczność prawdziwa za każdy z tych dni, nabrzmiałych słodkim sokiem, który tylko czeka, żeby go wycisnąć. Należy zatem wyciskać go z całych sił, do ostatniej kropli lipca, a potem beknąć siarczyście, poklepać się po brzuszku i zapamiętać na zawsze, jaki był pyszny.

Plakat “Lato” – Ola Płocińska

namiot tarasowy – Djeco

turkusowy dywan zewnętrzny – Allegro

retro maszyna do popcornu – Allegro

sandały i klapki: Pan Pablo, od góry, zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara: Birkenstock, Teva, Freedom Moses x 2

domki – Soul Camp Nowęcin