lizbona w styczniu
rodzinnie

Lizbona z dziećmi – co robić w stolicy portugalii

Z tą Lizboną to wyszło bardzo spontanicznie u nas. Że nie spędzimy ferii w tropikach, jak planowałam jeszcze kilka miesięcy temu, wiedziałam już w grudniu – skończył mi się paszport, jednocześnie też – czas i siła, żeby to ogarnąć. Pod koniec roku ciągnęłam już na oparach i odliczałam dni do Świąt. Zaczęliśmy więc poszukiwania kierunków europejskich, choć odrobinę cieplejszych i bardziej słonecznych niż Polska w styczniu. Najbardziej oczywisty o tej porze roku – Wyspy Kanaryjskie – wykluczyliśmy z lekkim smutkiem z powodu braku korzystnych połączeń z Gdańska. Nie chcieliśmy kupować wycieczki z biura podróży, to ostateczność, żadna z dostępnych ofert nam nie odpowiadała. Przeglądaliśmy więc wyszukiwarki lotów na przemian z prognozą pogody i wyszło nam, że w sensownej cenie możemy dolecieć do stolicy Portugalii, w której można spodziewać się około piętnastu stopni Celsjusza, z dużym prawdopodobieństwem słońca, a zatem – południowy city break! Jako że wizje wylegiwania się na plaży pożegnałam już dawno, a jedyne moje oczekiwanie polegało na tym, by poznać jakieś piękne miejsce, zmienić planszę na bardziej kolorową i żeby nie było tam zimno, uznaliśmy, że to niezły plan na tygodniową, rodzinną wycieczę.

JAK ZORGANIZOWAĆ WYJAZD DO LIZBONY I ILE TO KOSZTUJE?

Z Polski można dolecieć tanimi liniami do stolicy Portugalii dopiero od marca (WizzAir) lub kwietnia (Ryanair), szukaliśmy więc po prostu dostępnych połączeń na stronie skyscanner i znaleźliśmy lot z Gdańska przez Amsterdam liniami KLM. Wyszło po około tysiąc złotych za osobę w obie strony, więc mniej więcej tyle samo, co tanimi liniami na wiosnę. Na miejscu można naturalnie szukać hoteli (najłatwiej przez Booking), my jednak chcieliśmy wynająć mieszkanie. Ich ceny w Lizbonie zaczynają się na Airbnb poza sezonem już od 1,5 tys. zł za tydzień, a za 2-3 tys. można znaleźć fajną lokalizację i niezły standard. Są oczywiście również różne wypasy dla wymagających, generalnie duży wybór. Obstawiam, że te 7 tys. zł to właśnie minimum za podstawowe koszty takiej czteroosobowej wycieczki na własną rękę (czyli lot+zakwaterowanie), cała reszta zależy od tego, co robi się i jada na miejscu. W tym miejscu ucinam bowiem wszelkie pytania o koszt wyjazdu takiego, jak nasz, odpowiadając jak zwykle – wyjdzie tyle, ile wydacie. Posiłki i atrakcje można bowiem planować w różnych budżetach, w zależności od potrzeb i możliwości. Ogólna wskazówka jest taka, że w każdym dużym, europejskim mieście trzeba założyć na cztery osoby ok. 50 euro za obiad w restauracji, wypożyczenie samochodu czy wejścia do obiektów typu oceanarium, zamek, ciekawa wystawa itp. Na pewno da się spędzić czas taniej (zwłaszcza gotując samodzielnie, ale też wybierając darmowe muzea), jak i znacznie drożej (jadając od śniadania po kolację na mieście i zaliczając po kilka płatnych trakcji dziennie). My tradycyjnie lokujemy się z naszym podejściem gdzieś po środku, nie licząc każdego grosza na przyjemności, ale i nie szastając kasą na luksusy.

CZY LIZBONA TO DOBRY POMYSŁ NA WAKACJE Z DZIEĆMI?

Tak, choć myślę, że raczej dla dzieci starszych i wprawionych w pieszym zwiedzaniu. Tu jednak potrzebne są dwa słowa wstępu o naszym podejściu – my generalnie uważamy miasta za fajny pomysł na rodzinne wakacje, nie ograniczamy się w naszych wyjazdach do typowo wypoczynkowej konwencji. Miasta są ciekawe same w sobie, ich architektura, uliczki, parki, skwery, a nawet komunikacja. Doceniam w takich wyjazdach możliwość pokazania dzieciom różnorodności kulturowej, etnicznej i kulinarnej, nieco mniej – zabytków czy muzeów, ale o te też staramy się zahaczać. Nasze dziewczyny są generalnie dość wytrwałymi piechurkami i podzielają nasz entuzjazm do pięknych miast. Świetnie się razem bawiliśmy w Krakowie, Wrocławiu, Berlinie, Londynie czy Wenecji, nie robiąc tam wiele ponad łażenie, po prostu. Spacerujemy uliczkami, odpoczywamy w parkach, zatrzymujemy się na posiłki, kawę i lody. Rozmawiamy o historii, języku, o tym, jak żyją tam ludzie. To samo można robić w Lizbonie, z jedną różnicą – człowiek się bardziej męczy 😉 Ze względu na specyficzne położenie tego miasta na siedmiu wzgórzach, dużo się trzeba nawspinać stromymi uliczkami i nawłazić na wysokie schody. Nie wybrałabym się tam z wózkiem, ani nawet z chodzącym dzieckiem młodszym niż te 4-5 lat pewnie, no chyba że z nosidłem albo w wariancie z częstszym korzystaniem z komunikacji miejskiej. Lizbona jest jednak typowym miastem do łażenia, najwygodniej i najprzyjemniej zwiedza się ją pieszo, przechodząc z dzielnicy w dzielnicę urokliwymi uliczkami, wśród starych kamienic, barwnych kafli i kolorowych drzwi. Na każdym kroku czeka coś ładnego, szkoda to przegapić po prostu. I kolejna uwaga – myślę, że do Lizbony z dziećmi najlepiej udać się w ciepłych miesiącach, na wiosnę lub jesienią, nie w upale, ale na tyle przyjemnej temperaturze, żeby można było wpleść więcej przystanków na świeżym powietrzu. Przerwy w tym łazikowaniu są bezwzględnie potrzebne, a ciężko o nie, kiedy jest chłodno czy pada, przez część wyjazdu mieliśmy z tym kłopot. Nie obyło się bez paru kryzysów energetycznych, ale generalnie Zośce i Hani w Lizbonie się bardzo podobało.

niebieskie drzwi
Lizbona Alfama
różowa ulica Lizbona
Lizbona schody
GDZIE SPAĆ W LIZBONIE?

Do omówienia specyfiki centralnych dzielnic przejdę dalej, na początek tylko polecę Wam nasz system, czyli wynajęcie mieszkania na Airbnb. Uważam, że na wakacjach z dziećmi to najlepsze rozwiązanie, pozwalające na największą swobodę spędzania czasu. Idealnie, jeśli do dyspozycji jest salon, dwie sypialnie i kuchnia, wówczas dzieciaki mogą obejrzeć bajkę, a starzy się kimnąć, albo odwrotnie – można położyć dzieci i posiedzieć przy winku, bez szeptania czy chodzenia na palcach. Kuchnia przydaje się nie tylko w przypadku niemowląt z ich butelkami i kaszkami, ale pozwala zjeść część posiłków bez wychodzenia – tak wyglądała u nas większość śniadań i część kolacji. Tuż za rogiem było kilka piekarni, kolega mąż był tak miły, że nam to świeże pieczywko niemal co rano przynosił. W temacie hoteli się więc nie wypowiem, ceny musicie sobie sprawdzić sami, natomiast przyzwoite mieszkania, jak wspomniałam, można znaleźć już za ok. 2-3 tys. za tydzień. Wiele takich mieszkań jest wynajmowanych przez wyspecjalizowane agencje, są one wówczas wyposażone we wszystkie hotelowe wygody (pościele, ręczniki, kosmetyki itp.), jest to także raczej bezpieczna opcja. W historycznych dzielnicach Lizbony (Bairro Alto czy Alfama) należy się liczyć z urokami starych kamienic – wysokimi schodami na klatce, wilgocią czy dziwacznym układem mieszkania ze ślepą kuchnią, warto dokładnie czytać opinie przed wynajęciem. Nasze mieszkanie było ładne, lecz trochę zagrzybione, były też problemy z prądem, dlatego nie będę Wam tu polecać konkretnego namiaru, jest tego dużo na Airbnb.

BAIRRO ALTO

To w tej części miasta zdecydowaliśmy się wynająć mieszkanie i ostatecznie byliśmy z tego wyboru bardzo zadowoleni. Zależało mi na lizbońskim klimacie i lokalizacji w sieci małych uliczek, jednocześnie blisko komunikacji miejskiej i ciekawych miejsc. Nie wybrałabym tego miejsca w innej porze roku, Bairro Alto jest bowiem znane ze swojego imprezowego charakteru. Jest pełne knajpek i barów, nocami gwarne, pełne ludzi maszerujących z drinkami i wystających pod lokalami. My doświadczyliśmy tego jednak tylko pierwszej nocy, w styczniu Bairro Alto wypełniało się tylko w sobotę, a i to po zamknięciu okna od ulicy nie było dotkliwe. W dzień było pusto i sennie, wieczorami w dni robocze to po prostu okolica pełna restauracji, z małymi grupkami przechodniów, bardzo spokojna. Domyślam się też, że nie każdemu będzie odpowiadał odrapany, dość niechlujny wygląd tej dzielnicy, ja jednak lubię takie miejsca, bardziej artystyczne i autentyczne od wymuskanych arterii turystycznych rewirów. Murale, girlandy, sztuczne kwiaty, stare kamienice, mozaiki, brukowane uliczki, kafejki i restauracje – dla mnie ten klimat był świetny! Dodatkowym atutem jest ulokowanie Bairro Alto przy świetnie skomunikowanym skwerze Praça Luís de Camões (są tam tramwaje, stacja metra i kolej), rzut beretem od zakupowego Chiado, reprezentacyjnej Baixa, parę kroków od południowych dzielnic nad rzeką, gdzie mieszczą się m.in słynna różowa ulica, kolej linowa w kultowych, żółtych wagonikach (bica) czy Time Out market. Polecam tę dzielnicę na nocleg lubiącym podobny klimat, latem raczej pewnie bez dzieci, ale koniecznie do odwiedzenia za dnia, choćby dla tych boskich kolorowych girland, które nadają miastu klimat południowej fiesty.

Bairro Alto
Lizbona murale
uliczki Lizbony
Bairro Alto
Lizbona Bairro Alto
Lizbona tramwaj
ALFAMA

Tu zatrzymałabym się pewnie w sezonie. Jest stromo, ale przepięknie! To najstarsza, średniowieczna dzielnica Lizbony, niezwykle urokliwa, do zakochania. Kręte, wąskie uliczki, ciasne skwerki i podwórka, wiszące pranie – panuje tu klimat jak z małego miasteczka, który absolutnie mnie oczarował. Wspinając się tymi ulicami do góry, wejdzie się na wzgórze zamkowe, a z dziecińca zamku św. Jerzego rozpościera się fantastyczny widok na całe miasto. Sam zamek jest ciekawą atrakcją, nasze dziewczyny biegały po jego murach i basztach zachwycone, a występ mieszkających tam pawii był niezapomnianą przygodą. Super miejsce, koniecznie do odwiedzenia z dzieciakami, które (do 13 roku życia) wchodzą tutaj za darmo (dorośli 10 euro). Generalnie Alfama to mega malownicza okolica, w której warto się znaleźć nocleg, ale trzeba być przygotowanym na dużo chodzenia i stromizny – niewiele jest tam przystanków tramwajowych, większość dzielnicy trzeba po prostu przejść pieszo.

Lizbona widok
Lizbona zamek św. Jerzego
Lizbona zamek
Lizbona Alfama
Lizbona ceramika
lizbona panorama
BAIXA / CHIADO

To najnowsze dzielnice centrum, odbudowane po trzęsieniu ziemi, które w połowie XVIII wieku doszczętnie zniszczyło tę część miasta. Że są znacznie nowsze od sąsiadujących z nią: (na wschodzie) Alfamy i Bairro Alto (na zachodzie) widać od razu – szerokie ulice, turystyczne deptaki, schludna siatka ulic i bardziej współczesna architektura są bardzo różne od stromych, wąskich uliczek starej części Lizbony. Tu jest najbardziej komercyjnie i turystycznie, osobiście nie chciałabym się tu zatrzymać, choć z pewnością nie jest brzydko. Po prostu mniej zachwycająco, nie tak oryginalnie, bardziej zwyczajnie niż po bokach. W Chiado głównie sieciówki, rzadziej butki czy domy towarowe, Baixa z kolei to dzielnica nastawionych na turystów restauracji, sklepów z pamiątkami, strzelistych łuków bram, placy i pomników. Większość dużych miast ma takie dzielnice, warto je poznać, lecz jak dla mnie są bez wyrazu, znacznie bardziej lubię gubić się w tych sieciach wąskich uliczek, podglądać zwykłe życie małych podwórek i podsłuchiwać sąsiadki rozmawiające pod warzywniakiem ;). W tej komercyjnej części miasta polecam Elevator de Santa Justa, Lisbon Story Centre z multimedialmym muzeum i fajnym sklepikiem z suwenirami, odpoczynek nad wodą z ciastkami z którejś z okolicznych cukierni i mały plac zabaw, który znajduje się tuż po wyjściu z Placa de Comercio w stronę Alfamy.

lizbona
Lizbona elevator de santa justa
Lizbona
centrum Lizbony
Praca do Comercio Lisbon
Lizbona

To oczywiście nie wszystkie dzielnice Lizbony, ale te, po których poruszaliśmy się najczęściej, poznaliśmy najlepiej i z których zebrałam najbogatszy materiał dowodowy 😉 Polecam Wam także okolice Alfamy – Graca i Mouraria oraz Belem z jego zabytkami i muzeami. O atrakcjach Lizbony i okolic powstanie jeszcze jeden wpis – tu, mam wrażenie, biję już i tak rekordy liczby znaków na post 🙂

JAK PORUSZAĆ SIĘ PO LIZBONIE

I tu Was zadziwię, bo wcale nie tramwajem! Uważam, że warto przejechać się kilka razy, ale raczej dla frajdy. Zwłaszcza słynną trasą tramwaju numer 28, który objeżdża wszystkie najpiękniejsze okolice miasta i za 4 euro można mieć Lisbon city tour 😉 Komunikacja miejska jest w Lizbonie dość droga, moim zdaniem nie opłaca się kupować kilkudniowych biletów, ponieważ po centrum najlepiej jest chodzić, to nie są wielkie odległości. Większość najciekawszych miejsc jest w zasięgu spaceru, tramwaj traktowaliśmy pomocniczo (dosłownie dwa razy zdarzyło nam się podjechać kilka przystanków, kiedy już opuszczały nas siły), a metro całkiem olaliśmy. Natomiast do dalej położonych punktów miasta najłatwiej i najtaniej dostać się Uberem. Jest ich tam zatrzęsienie i działają na prawach taksówek, mogą wszędzie wjechać, a czas oczekiwania na kierowcę chyba nigdy nie przekroczył dwóch minut, oni są tam wszędzie! Trasy rzędu 5-10 km (na 15-20 minut jazdy) kosztowały nas około 5-7 euro, połowę tego, co tramwaj dla czworga. Mniejsza już o oszczędność, po prostu podczas takiego kilkudniowego wyjazdu szkoda nam było czasu na obczajanie tras, uważam, że najlepszy sposób na Lizbonę to nogi + Uber na dalsze dystanse (jak ZOO, oceanarium czy Belem). O tradycyjnych rowerach miejskich można niestety zapomnieć na tych wzgórzach, choć na ulicach są hulajnogi i rowery elektryczne, można spróbować przemieszczać się w ten sposób. W razie czego taksówki też nie są drogie, za dojazd z lotniska do Bairro zapłaciliśmy 8 euro.

tramwaj w Lizbonie
ulice Lizbony
Lisbon stairs
ATRAKCJE DLA DZIECI W LIZBONIE

Nie będę czarować, nie ma tego jakoś specjalnie dużo – takich miejsc dedykowanych dzieciom, w których można spędzić czas w razie niepogody czy naładować baterie zabawą. U nas największym hitem było oceanarium (piękne! obok jest świetna kolejka linowa nad wodą) i sezonowe wystawy – Harrego Pottera (w Pavilhão de Portugal, tuż obok oceanarium) i dinozaurów (w Cordaria National). Dziewczyny był też w ZOO z ojcem, ale zdjęć nie mam, bo oddawałam się wtedy eksploracjom solo 😉 Lisbońskie ZOO jest fajne, duże, z atrakcją w postaci kolejki linowej nad wybiegami (choć otwarte wagoniki nad lwami uważam za lekką przesadę, wtf?!) i pokazami delfinów (a tu mam mieszane uczucia).

W mieście nie ma plaży jako takiej, raczej dość nieatrakcyjne, portowe nabrzeże, jeśli więc chodzi o tereny rekreacyjne, do odpoczynku na świeżym powietrzu, polecam ogrody botaniczne (Jardim Botanico de Lisboa, Jardim da Estrela albo Jardim Botanico Tropical w Belem), jest też kilka parków (w Belem albo bliżej centrum – Tapada das necessidades).

Poza tym trzeba wspomnieć o licznych muzeach, które mogą być ciekawe dla dzieciaków, w zależności od ich zainteresowań. Jest tego cała masa, od sztuki i kafelków, przez farmację, kolejnictwo, elektryczność, teatr, historię, przyrodę – co dusza zapragnie. Informacje o muzeach znajdziecie tu, a o miejscach dla dzieci w Lizbonie tutaj. Generalnie na visitlisboa.com warto sprawdzać, co aktualnie dzieje się w mieście.

Oceanarium Lizbona
oceanarium Lizbona
kolejka linowa Lizbona
Lizbona z dziećmi

Gorąco polecam Wam Lizbonę, z dziećmi czy bez, latem czy zimą – jestem pewna, że w każdym wariancie ma mnóstwo do zaoferowania, to naprawdę piękne, klimatyczne miasto.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

6 komentarzy

  • Avatar
    Reply Marta 31 stycznia 2020 at 22:17

    Super wpis😊 Już za trochę więcej niż tydzień Porto i Lizbona😉 Kto ma niedaleko, polecam loty z Berlina, bezpośrednio i w przystępnej cenie.

  • Avatar
    Reply Monika 1 lutego 2020 at 07:33

    Jedno z najładniejszych europejskich miast jakie widziałam, moje dzieci też były zachwycone, tak bardzo że zaraz potem idąc za ciosem polecielismy do Porto. Bilety można po sezonie znaleźć nawet za mniej niż po tysiaku za osobę, bardzo polecam,zdjęcia super, przypomniały mi klimat.

  • Avatar
    Reply Ola 1 lutego 2020 at 11:21

    My lecieliśmy z Berlina do Lizbony trzy osoby, koszt w dwie strony dokładnie 560 zł. Więc sporo taniej.

  • Avatar
    Reply Ewa 2 lutego 2020 at 22:23

    Co do biletów, nam się udało polecieć bezpośrednio z Warszawy do Lizbony linią TAP – Portugalski narodowy przewoźnik – za około 1200zł za całą rodzinę 2+2 (dzieci 7 i 9) na długi weekend piątek-poniedziałek. Da się wiec polecieć za małe pieniądze, tyle że trzeba uzbroić się w cierpliwość i dostosować z terminem do promocji.

    • Polka
      Reply Polka 3 lutego 2020 at 09:08

      Oczywiście na większość kierunków można upolować promocję, nie jestem w stanie podać cen wszystkich linii 😉 Te najpopularniejsze mają ceny takie, jak podałam, a swobody wyboru terminu już nie mamy za bardzo z uczennicą na pokładzie, raczej jeździmy, kiedy jest wolne od szkoły.

  • Avatar
    Reply Mila 6 lutego 2020 at 09:25

    Kocham Portugalie za piekna pogode, pyszne jedzenie, milych ludzi, piekna przyrode – od samej gory Porto az po dol Algarve i to naprawde bardzo szczesliwy zbieg okolicznosci, ze moj malzonek jest wlasnie portugalczykiem :)) Troche mi go tylko zal jak kolejny rok z rzedu pyta z nadzieja w pczach, gdzie w tym roku spedzamy urlop a ja znowu chce do Portugalii 😉 wiec wypracowalismy taki system, ze co drugi wyjazd musi byc gdzie indziej… 😉

  • Leave a Reply