wnętrza

jak zmieniał się nasz salon – największe błędy i najlepsze decyzje

Mam tę frajdę, jaką daje mi prowadzenie bloga, że dokumentuję nasze życie znacznie intensywniej niż bym to pewnie czyniła jako – dajmy na to – księgowa czy inna specjalistka do spraw marketingu. Pstrykam od paru lat jak nawiedzona i to czyni ze mnie także rodzinnego kronikarza (jakby mi funkcji w tym domu było za mało). I tak sobie czasem zaglądam do starych postów czy zdjęć i serio – momentami nadziwić się nie mogę. Ludzka pamięć jest bowiem niedoskonała. W zasadzie to nie jestem pewna, czy ludzka, ale moja na pewno i ja autentycznie szybko zapominam, jak moje dzieci wyglądały dwa lata temu, jakie miałam wówczas problemy czy zajawki. Szybko przyzwyczajam się też do zmian, więc jak algorytm na blogu czasem wywali jakiś staroć, to się nadziwić nie mogę, że to moje życie, własne córki czy mieszkanie. A że mam także dodatkowo tę frajdę, jaką daje mi prowadzenie bloga, że współpracuję z niektórymi sklepami wielokrotnie, to siłą rzeczy wracam czasem do przeszłości. No więc jak się do mnie odezwało sfmeble, wspólnie z którym urządzałam nasz salon, to autentycznie nadziwić się nie mogłam, jak bardzo się u nas przez te półtora roku zmieniło. Zobaczcie salon w pierwszych dniach po przeprowadzce:

Dziś łapię się za głowę, że było tak łyso, ale pamiętam, że byłam wtedy przeokrutnie szczęśliwa. Ale do rzeczy: nasz salon zmienił się najbardziej z całego mieszkania, ale też i był pomieszczeniem, co do którego mieliśmy od początku najwięcej wątpliwości. To tu popełniliśmy najwięcej błędów, ale i podjęliśmy wiele dobrych decyzji, które pozwoliły na wprowadzanie modyfikacji i dziś – cieszenie się sercem domu, które jest funkcjonalne i oswojone. Sfmeble, które właśnie obchodzi swoje dziewiąte urodziny, towarzyszyło nam od początku urządzania salonu, jest z nami także dziś, kiedy poprawiamy ostatnie błędy. Inspiruje mnie niezmiennie od czasu, kiedy odkryłam ten sklep poszukując mebli do nowego mieszkania i wciąż znajduję tu sprzęty i dodatki odpowiadające temu, co mi aktualnie w duszy gra. Zobaczcie, jak zmieniał się nasz salon i koniecznie czytajcie do końca, bo mam dla Was niespodziankę 😉

NAJWIĘKSZE BŁĘDY:

STÓŁ W SALONIE

Nasz błąd największy, i to było jasne od pierwszego śniadania, które zjedliśmy w milczeniu w tym kącie ciemnym i nieprzyjaznym. Bułki puchły nam w ustach, cisza robiła się coraz bardziej krępująca, lecz głośne przyznanie się do porażki miało nastąpić po wielu tygodniach, a akcja z odkręcaniem niefortunnego układu – dopiero po paru miesiącach. Nie mam tu prostej porady dla urządzających salon połączony z kuchnią, bo takich ulotnych rzeczy to się raczej nie da przewidzieć stojąc w szarej dziurze, jaką jest mieszkanie w stanie surowym. Może tylko – obserwować oświetlenie, by nie wylądować ze stołem w miejscu, w którym zimą nie dojrzy się nic na talerzu. Może naznosić mebli rozkładanych i siadać w różnych miejscach, uruchamiając jednocześnie wyobraźnię, żeby poczuć, w którą stronę chce się siedzieć? Nam było tu jakoś wyjątkowo nieprzyjemnie, to nie był stół rodzinny, przy którym chce się pijać herbaty, czytać gazety, układać z dziećmi puzzle, o nie. Ten sam mebel stał się nim w momencie przeniesienia pod kuchenne okno, wnosząc do domu jakiś przestrzenny komfort, jakąś ulgę wielką.

Salon w wersji z jadalnią możecie przypomnieć sobie tutaj.

Decyzja w sprawie jadalni jest o tyle poważna, że związana z oświetleniem. Jeśli zamontuje się lampy w nieodpowiednim miejscu, konsekwencje są głośne i brudne, o kosztach nie wspominając. To dlatego nie rwaliśmy się do tej zmiany, jak również do dziś nie wszystkie jej konsekwencje mamy załatwione (ale o tym dalej). Trzeba było jednak ustawić na tej ścianie regały – gderaliśmy miesiącami, by ostatecznie uczynić to półtora roku po przeprowadzce.

I to było najlepsze, co mogliśmy zrobić z tym miejscem:

Więcej zdjęć i informacji o biblioteczce znajdziecie w tym poście.
BRAK MIEJSCA NA KSIĄŻKI

Wcześniej bowiem nasz książkowy dobytek upchnęliśmy w małym słupku, który nie tylko głupio wyglądał, ale i nie mieścił całego księgozbioru. Sterty, stosiki i kartony walały się więc po parapetach, szafkach i podłogach. Z tego miejsca przestrzegam – miejsca na książki trzeba przeznaczyć nie tylko adekwatnie do ich liczby w momencie przeprowadzki, ale i zapobiegliwie doliczyć kilka półek na przyszłość.

Dziś naprawdę nie wiem, gdzie były te wszystkie książki wcześniej.

ZA MAŁA LICZBA MIEJSC SIEDZĄCYCH

Kolejna pomyłka – stworzenie kącika wypoczynkowego, w którym nie dało się wylegiwać w pełnym składzie, że o gościach nawet nie wspomnę. Na sofie mogą teoretycznie siedzieć jednocześnie cztery osoby, ale umówmy się – siedzenie jak na baczność to nie jest pozycja, w której chcemy spędzać piątkowe wieczory. Nie chciałam żadnej wielkiej, zwalistej rogówki, tylko taki właśnie prosty, lekki, piękny mebel, ale niestety wówczas potrzeba coś jeszcze dla czteroosobowej rodziny – więcej foteli, jakieś pufy, albo jak u nas – drugiej sofy, którą zamówiliśmy po kilku miesiącach pokładania się podczas filmów na podłodze 😉

OŚWIETLENIE

I to jest ten fakap, którego jeszcze nie naprawiliśmy – oryginalnie w salonie były kable w dwóch miejscach – w okolicy okna i przy przeciwległej ścianie. I to było ok dopóki w salonie stał stół, a nad nim dwie duże lampy. Przestało się sprawdzać w momencie przeniesienia tych lamp do kuchni – została nam tylko ta szklana kula, ni przypiął, ni wypiął, pod oknem, zamiast na środku sufitu. Przestrzegam w tym miejscu przed wyborem szklanych kloszy do dużych pomieszczeń – żeby nie oślepnąć, można używać w nich tylko dość słabych żarówek, a te nie oświetlą porządnie takiego salonu jak nasz. Kula wisi więc już u Zośki, bo piękna jest, a jej złota osłonka idealnie pasuje do młodej, my natomiast czekamy na naszą ekipę i nową, dużą lampę 🙂

CIENKI DYWAN Z FRĘDZLAMI

Och, jak bardzo byłam w nim zakochana. W sumie to nadal częściowo jestem, bo nie przestał mi się podobać ten wzór. Jednocześnie jednak wkurzam się na jego niefunkcjonalność – jest cienki i delikatny, więc każde poruszenie stolika, podnóżka, każdy bieg przez pokój czy zabawa w salonie i marszczy się to to przeokrutnie. I, choć to irytujące, pewnie nie byłoby wystarczającą mobilizacją do zmiany. Jest nią lenistwo.

Dywan, który tak łatwo się marszczy, a dodatkowo ma na końcach frędzle to potencjalny morderca przyjaciółki rodziny – Roomby. Robot sprzątający bowiem wciąga te nitki, zaplątuje się w nie i staje, co grozi jego całkowitym unicestwieniem. Największą wygodą posiadania Roomby jest możliwość zaprogramowania jej i codzienne, automatyczne odkurzanie bez zabierania mi cennego czasu. Konieczność podniesienia wszystkich mebli i zdjęcia dywanu skutecznie rujnuje całą tę frajdę, więc urządzenie, które miało mnie zwalniać z pracy, kurzy się w garderobie, a ja szukam nowego dywanu.

NAJWIĘKSZE HITY:

SOFY

W życiu bym nie powiedziała, że w tym (dwudziestoczterometrowym) pokoju spokojnie zmieszczą się dwie sofy i jeszcze zostanie mnóstwo przestrzeni na środku. Zamówienie drugiej, mniejszej sofy było jednym z najlepszych pomysłów – doszły nam dwa miejsca na rodzinne polegiwanie, a cała część wypoczynkowa nabrała fajnego kształtu. Lubię zmiany, więc od czasu do czasu zamieniam je miejscami ze sobą nawzajem albo Z fotelem i ta możliwość przearanżowania układu to dla mnie duży plus. Z tego miejsca polecam wszystkim sofy na nóżkach (uwielbiam je za lekkość) oraz sofy szare z melanżową tapicerką – ileż to razy już myślałam, że rączki tłuste od masła odbiorą im urodę, jednak nic takiego się dotąd nie stało. Czuję, że ten styl jest ponadczasowy, a każdemu, kto ma dość miejsca gorąco polecam dwie sofy zamiast narożnika.

FOTEL Z PODNÓŻKIEM

Jest świetny, to był bardzo dobry wybór, choć muszę przyznać, że dopiero z podnóżkiem można się na nim wygodnie rozsiąść. Weźcie to pod uwagę, wybierając fotel, nie wszystkie pozwalają na komfortowe siedzenie bez tego dodatku.

NISKIE SZAFKI

Kolejna decyzja, z której jestem bardzo zadowolona. Nie przepadam za typowymi meblościankami, niska zabudowa pozwala zachować fajną przestrzeń, a sporo papierzysk i drobiazgów można w nich zmieścić. Są tak proste i neutralne, że pasują do wszystkiego, co na nich postawię, dają mi możliwość tworzenia dowolnych aranżacji z kwiatów i dekoracji, no i najważniejsze – na wolnej ścianie nad nimi można poszaleć z galerią, a to było moje marzenie od dawna.

GALERIA ŚCIENNA

Minął ponad rok, od kiedy zawiesiliśmy wszystkie te zdjęcia i plakaty i dopiero teraz powoli myślę o jakichś drobnych zmianach – na szczęście więc nie opatrzył mi się ten widok za szybko. To taki znak rozpoznawczy naszego salonu, wciąż uwielbiam klimat, jaki daje.

ROŚLINY

Nic tak nie ociepla i nie ożywia białego wnętrza, nic nie dodaje takiego uroku prostym meblom i stonowanym kolorom, jak zieleń. Kocham te wszystkie moje zielone dzieci, dają mi mnóstwo frajdy, kiedy ładnie rosną, a salon przestał świecić pustkami, kiedy obstawiłam go porządnie doniczkami.

To, co najbardziej przeszło u nas próbę czasu, to meble, które są proste i lekkie, a jednocześnie mają skandynawski smaczek. Oraz dodatki, które ocieplają sporą przestrzeń i dodają życia tej biało-szarej kompozycji: kosze, doniczki, stoliczki, tekstylia. Nasze sofy już niestety wyszły z oferty sfmeble, ale ten sklep jest pełen perełek od skandynawskich marek, mnóstwo tam designerskich mebli i akcesoriów. Jeśli podoba się Wam styl naszego salonu, z pewnością znajdziecie tam coś dla siebie.

W STYLU NASZEGO SALONU W SFMEBLE

1 – doniczki – Bloomingville
2 – stolik – Francodim
3 – fotel – Kare
4 – doniczka wisząca – Madam Stolz
5 – sofa – Kokoon Design
6 – kosz z trawy morskiej – Bloomingville
7 – poduszka – Cosy Living
8 – poduszka – Hubsch
9 – taboret – Bloomingville

Gdybym dziś miała urządzać nasz salon od nowa, z pewnością nie popełniłabym błędów jak ten z jadalnią czy oświetleniem. Myślę, że od początku zadbałabym o większą ilość roślin, koszy i bambusowych dodatków, ponieważ dość długo trwało u nas ocieplanie tego wnętrza – dopiero z nimi stało się naprawdę przytulne. Dziś naprawiamy niektóre z tamtych niedociągnięć, zarówno jeśli chodzi o akcesoria, jak i funkcjonalność – do pełni szczęścia brakuje nam już tylko dużej lampy na środku sufitu i porządnego, grubszego dywanu. Efekty tych zmian już niebawem!

MOJE HITY W SFMEBLE

1 – krzesło rattanowe – Kare Design
2 – różowa narzuta – Bloomingville
3 – zestaw koszy – Madam Stolz
4 – lampa bambusowa – Invicta Interior
5 – dywan – Linie Design
6 – taboret rattanowy – Hubsch
7 – drewniany fotel z podnóżkiem – LaForma
8 – szklany wazon – Bloomingville
9 – dywan – Linie Design

 …

KONKURS!

Z okazji 9-tych urodzin sfmeble mam dla Was niespodziankę – bon o wartości 400 zł do wydania w tym sklepie. Aby wziąć udział, należy w komentarzu do tego wpisu wymienić trzy produkty z sfmeble, które Wam się najbardziej podobają i krótko opisać dlaczego. Komentarze można zamieszczać do piątku, 20-go kwietnia, zwycięzcę ogłoszę w poniedziałek, 23-go.

A w najbliższy weekend można ustrzelić fajne okazje – z okazji urodzin sklepu czekają na Was rabaty i darmowa dostawa. Warto!

ROZSTRZYGNIĘCIE KONKURSU

Dziękuję Wam za wszystkie zgłoszenia, ciekawe komentarze, opowieści i inspiracje! Bonem do sfmeble postanowiłam wyróżnić Jolkę – gratulacje!