dzieciaki

granica

Rozmawia z nami i jednocześnie przygląda się sobie w lustrze – sprawdza jak układają się jej włosy i jak tańczy sukienka. Najchętniej chodziłaby do szkoły tylko w takich tańczących. Dobiera sobie spinki, próbuje przemycić biżuterię, choć wie, że pozwolę jej najwyżej na mały pierścioneczek albo zawieszkę na szyi, jeśli bluzka jest gładka. Też chce mieć ścięte włosy i żeby pani fryzjerka podkręciła jej końcówki, tak jak mi. Zawsze miała szczupłe, delikatne palce, ale teraz jej dłonie zrobiły się jakieś takie już mocno dziewczęce. Ma swój arsenał gumek, szmineczek i pachnidełek, chusteczki z Anną i Elzą, ulubione bluzeczki i złociste espadryle, ma tonę poduszek, pluszaków i zwierzątek, kolorowe walizeczki wypełnione figurkami postaci z bajek. Kobietka w swoim królestwie, mała dziewczynka z wielką wyobraźnią.

Uwielbiam ten świat wirujących sukienek, kolorowych tenisówek, torebeczek i piórniczków. Bez bicia przyznaję, że wyposażam w nie młodą z lubością, częściej niż powinnam. I tak jak boję się, by nie popadła w próżność, tak uwielbiam upiększać ten jej mikroświat i uszczęśliwiać kolejnym drobiazgiem. Jestem więcej niż pewna, że właśnie nadrabiam braki swojego siermiężnego estetycznie dzieciństwa. Do dziś pamiętam z jaką czułością dbałam o parę skarpetek z koronką i pomponikiem, jak uwielbiałam chodzić w plastikach – galaretowatych sandałach, w których okropnie pociły się nogi, lecz mimo to były szałowe. Pamiętam, jak na spacerach w parku ćwiczyłam z koleżanką układ do “Time of my Life” z Dirty Dancing i jak cudownie wtedy kręciła się moja wzorzysta lambadówa. Pamiętam jak strasznie uwielbiałam piękne naklejki, zeszyty, papeterie i że prawie ich nie używałam, żeby nie zniszczyć. Uwielbiałam małe notesiki z perfumowanymi karteczkami (nawet teraz, gdy to piszę, czuję w pamięci ich mydlany aromat) i błyszczyki w kulce – miałam pomarańczowy i truskawkowy, kulkowałam się nimi namiętnie, aż zęby mi się kleiły. Miałam też dwie broszki – pingwina i drzewko, jedną lalkę – bobasa, fioletowe spodnie cygaretki z paskiem w pastelowe paski i różowego misia, którego dostałam na pocieszenie zamiast wymarzonego z Pewexu. Jak widać – trochę tego miałam w sumie, lecz fakt, że pamiętam każdą rzecz z osobna wskazuje, że jednak tylko trochę. Pamiętam też, że ten różowy miś był twardy i dosyć brzydki, dużo mniej urodziwy niż ten z Pewexu i że gdy go dostałam, byłam rozczarowana. Czułam z tego powodu takie wyrzuty sumienia – zarówno w stosunku do mamy, jak i tego misia, że postanowiłam z nim spać i kochać go najbardziej ze wszystkich zabawek, właśnie dlatego, że tak o nim pomyślałam.

Moja mała kobietka zgromadziła w swym królestwie przez te niespełna sześć lat skarbów więcej niż ja przez całe dzieciństwo, wczesne i późne, nie tylko miałam, ale i na oczy widziałam. Na tapczanie rozkładanym koloru czerwonego leżały dwie poduszki w paski, te same przez dekadę, pierwszej torebki dorobiłam się jako nastolatka, a bordowa lampka, która piszczała przy obniżaniu klosza, oświetlała mi wszystkie książki, jakie przeczytałam od kołyski do matury. Na widok rzeczy, które dziś ma moja córka, z całą pewnością gały wyszłyby mi z orbit, ale to tylko pod warunkiem, że bym wcześniej nie zemdlała. Czy mając tyle można zachować wrażliwość dziewczynki, która postanawia najmocniej kochać najbrzydszego misia? Czy zapamięta się smak pierwszych błyszczyków do ust, jeśli ma się ich cały koszyk? Czy wspomnienia z dzieciństwa w czasach gospodarki nadmiaru mogą być równie silne, co te z epoki niedosytu? Jaką wartość ma prezent dawany dziecku, które ma już wszystko? I wreszcie – uszczęśliwiamy, czy krzywdzimy te nasze dzieci, zalewając je tym wszystkim? Nawet dawanie musi być niejednoznaczne, nic już nie jest proste.

Daję więc i pytam, sama siebie zazwyczaj. Gdzie jest granica między zachwytem a próżnością? Gdzie kończy się miłość do piękna, a zaczyna powierzchowność? Czy krzywdzę obdarowując? Czy Zosia zapamięta swoje obroty w różowym tiulu, kiedy czuła się piękna i zwiewna jak baletnica? Czy znajdzie kiedyś tę spinkę z króliczkiem na dnie jakiegoś kartonu z pamiątkami z dzieciństwa? Czy gdy dorośnie, wspomni tę lalkę z uszami, zapamięta swój miętowy wózek dla króliczków i smak truskawkowej wazeliny? Czy jakiś zapach, gdzieś, kiedyś, przywiedzie jej na myśl tę wodę z Krainą Lodu, którą rodzice dali jej na imieniny? Zazdroszczę jej równie często, co martwię się, że przesadzę. Nie jestem pewna konsekwencji, jak niczego w macierzyństwie. Chcę wierzyć, że daję jej przepiękne wspomnienia. Że jej  wrażliwość i wyobraźnia tylko na tym skorzystają. I że można cieszyć się z najmniejszych rzeczy nawet wtedy, gdy ma się dużo.

73

37

34

35

36-horz

39

50

48

44

58

62

59

53

71

42-horz

40

67

68

69

70-horz

75

nowości Zośki:

różowa półka z szufladkami – Woodszczęścia

tiulowa spódniczka – Tuturu

kocyk w króliczki – Eclectic Living

spinka do włosów Kollale – Mamissima

wózek dla myszek Maileg – Livebeautifully

pompony papierowe – Love Me Party

Honeycombs – Scandishop

sukienka w króliczki – H&M

torebka szaro-srebrna, torba pastelowa, perfumy Frozen – Zara Kids

pozostałe elementy wystroju były podlinkowane w poprzednich wpisach m.in. tu, tu, tu, tu  i tu🙂