podróże

na półmetku wakacji – nasz dom z basenem w chorwacji, dalmackie miasta i miasteczka

Nie lubię doszukiwać się dobrych stron epidemii, zasadniczo uważam, że to działanie na siłę, słabość ludzkiego umysłu, ta skłonność do determinizmu – by szukać planu i głębszego sensu w tym, co zburzyło nasz spokój. Nie lubię i nie doszukuję się generalnie, ale za tę jedną rzecz jestem losowi wdzięczna. Za to, że siedzę teraz na chorwackiej wiosce, w cieniu winogron oplatających pergolę, turkus basenu migocze w południowym słońcu, a za murkiem, wśród figowców i oliwnych drzewek, cykady urządzają nam prywatny koncert. Dziś nasz ostatni dzień na tym odludziu, mąż ma przedpołudnie pracujące, dzieci schowały się przed upałem do bazy w sypialni i jedzą zimne brzoskwinie, pomyślałam więc, wyszedłszy z rześkiej kąpieli, że skrobnę parę słów, wyślę wam małą pocztówkę z wakacji.

Co ma bowiem nasz pobyt na dalmackim zadupiu wspólnego z zarazą to to, że gdyby nie ona, pewnie obralibyśmy inny kierunek. Któryś z tych, których dziś lepiej unikać. Któryś z tych, które preferuje mój mąż, spragniony już nieco północy po kilku wyjazdach na południe, klimatu umiarkowanego zamiast greckich czy włoskich upałów. Najpierw z listy spadła nam Garda i Szwecja, później nasza własna opieszałość oddaliła wizję odpoczynku na Podlasiu. Gdy stało się jasne, że już nic sensownego na wschodnich rubieżach nie znajdziemy, bo fajne miejscówki w Polsce rozeszły się wiosną na pniu, rzuciłam hasło – Chorwacja. Gdzie wynajem ładnego domu to w tym roku tańsza akcja niż w ojczyźnie, chorych na covid niewielu, turystów mniej niż zwykle, a pogoda gwarantowana. I ja sobie myślę teraz, siedząc tu nad tym basenem pięknym, że to był więcej niż dobry pomysł. A kolega małżonek nawet nie pisnął o Podlasiu 😉

dom z basenem chorwacja
dom w chorwacji
chorwacja dom

Udało mi się bowiem wyhaczyć miejscówkę taką, o jakiej marzyłam – z dala od apartamentowców i nadmorskich promenad, pozbawioną turystycznego gwaru, sielską, wiejską posiadłość, która została naszą bazą wypadową, jednocześnie dając możliwość beztroskiego wylegiwania się w słońcu i kąpieli o dowolnej porze. Ten plan okazał się strzałem w dziesiątkę – przedpołudnia i/lub wieczory w basenie, tylko naszym, własnym, prywatnym, co jest serio cudowną sytuacją. A do tego połowa każdego dnia na wycieczkach, w okolicznych miasteczkach, tyle, by się nie zmęczyć, ale zanurzyć na kilka godzin w boski klimat wąskich, średniowiecznych uliczek, zabytkowych kościołów i twierdz, by skosztować kalmarów i lodów, posiedzieć w marinie, zobaczyć zachód słońca nad morzem.

dom z basenem wynajem

Ten dom, o który wiele z Was pytało mnie od pierwszego dnia tutaj, znalazłam na airbnb i niniejszym, zgodnie z obietnicą, zostawiam na niego namiary. Spodoba się tym, którzy jak my – nie szukają lokum w popularnych miejscowościach, nie muszą mieć plaży pod nosem, ale chcą mieć ciszę, prywatność i blisko do ciekawych miast czy parków narodowych. Tu w odległości pół godziny – godziny jazdy samochodem znajdziecie: Szybenik i Trogir, Split, Omiś, plaże, wodospady Krka czy rejsy do parku narodowego Kornati. Najmocniejszą stroną tej miejscówki jest piękne podwórze z basenem i kamienna jadalnia pod pergolą, wnętrza nie są jakoś nadmiernie wykwintne, ale wystarczająco komfortowe. Dwie sypialnie, czysta, odnowiona łazienka, dobrze wyposażona (choć nie najnowsza i niespecjalnie urodziwa) kuchnia i nieduży salon z rozkładaną sofą. Dookoła kilka kamiennych, opuszczonych chałup, czworo (dosłownie!) mieszkańców wioski, stado owiec, zielone wzgórza i figowce – dla nas idealnie! 🙂

chorwacja osobny dom

Jutro ruszamy na małą wyspę, gdzie planujemy już głównie pływać w morzu i kajakiem, leżeć w hamakach i grillować ryby od lokalnego rybaka, zatem już dziś mogę opisać Wam te miejsce w Dalmacji, które udało nam się podczas pobytu odwiedzić.

SZYBENIK

Uroczy, kameralny, spokojny, kilka ulic starego miasta z knajpkami i sklepikami, do tego sieć takich zupełnie wąskich, puściutkich, idealnych, by się w nich zgubić. Właśnie tam, z dala od wszelkiego ruchu, znaleźliśmy małą restaurację, prowadzoną przez starsze małżeństwo, w której jadają głównie mieszkańcy – Konoba Marenda 2. Polecamy zwłaszcza świetny, domowy gulasz! Tuż za rogiem jest też właściwa Konoba Marenda, nie dojrzeliśmy jej idąc w górę ulicy, a podobno jest równie smaczna i tańsza. W Szybeniku jest też piękna katedra niemal tuż nad morzem i forteca z amfiteatrem, z pięknym widokiem na stare miasto i wodę.

chorwacja szybenik
TROGIR

W założonym w III wieku p.n.e. przez Greków Trogirze, totalnie czuć ducha historii. Miasto zostało odbudowane we wczesnym średniowieczu, to z tego okresu pochodzi tamtejsza katedra i zwarta sieć wąskich uliczek. Nadmorski bulwar z palmami to nie mój klimat, ale reszta miasta jest cudna. Jedliśmy w nim świetne, chrupiące kalmary na wynos z małego baru POINT Street Food, z którego łatwo przejść do okolicznego parku nad morzem i zjeść z widokiem na jachty. Trogir jest połączony mostem z wyspą Ciovo, na którą podjechaliśmy po spacerze celem plażowania. Byliśmy z Fridą, więc zostały nam tylko odludne kamulce, ale jest tam wiele żwirkowych plaż z pełną infrastrukturą.

Trogir
Trogir Chorwacja
chorwacja kalmary
Trogir gdzie zjeść
SPLIT I OMIŚ

Splitu się bałam, ale podejrzewam, że w tym roku nawet Dubrovnik jest znośny – nie tylko nie było tłumów, było wręcz pustawo. Spodziewałam się natłoku ludzi i jarmarcznego, turystycznego klimatu, a zastałam piękne, stare mury, wieże, bramy, klimatyczny dziedziniec pałacu Dioklecjana i masę urokliwych ulic, rodem z “Gry o Tron”, z której akcenty były oczywiście widoczne na miejscu, bo kręcono tam część scen do serialu.

Ze Splitu jest już rzut beretem do położonego u podnóża monumentalnych skał Omisia. Marina u stóp wielkiej góry robi wrażenie, reszta miasteczka też jest przyjemna, z twierdzą blisko miasta i nieco bardziej oddaloną fortecą. W Omisiu są też plaże, ale niespecjalnie urodziwe, no i naturalnie – nie dla psa kiełbasa 😉

Split
chorwacja split
chorwacja split i omiś
Split lody lawendowe

W Splicie polecam lodziarnię Luka ice cream&cakes, nieco na uboczu głównej sieci ulic, ale warto tam podejść dla boskich lawendowych i figowych 😉

omiś
chorwacja Omiś
PRIMOSTEN I ROGOZNICA

Czyli najbliższe z naszego domu małe, nadmorskie miasteczka, wokół których szukaliśmy dla siebie jakichś plaż – te niestety głównie takie miejskie, tuż przy ulicy, ale mieliśmy tam fajny wieczorny spacer. Podobało nam się zwłaszcza położone na cyplu Primosten z piękną cerkwią na szczycie wzgórza i uroczymi, pustymi uliczkami, gdzie w podwórzach kryją się klimatyczne restauracje. Ostatecznie usiedliśmy na wino i owoce morza w małej knajpce Girica, gdzie dają świetne małe rybki i krewetki. Z Rogoźnicy jednak uciekaliśmy, zastaliśmy tam ruchliwą promenadę pełną kiczowatych suwenirów i oszpecone metalowym ogrodzeniem nabrzeże. Nie wyglądało na to, by głębiej kryło się coś ciekawego, zjedliśmy więc tylko miętowe lody z widokiem na marinę i wróciliśmy, oglądając ognisty zachód słońca nad morzem.

Primosten
Chorwacja Primosten
Primosten Chorwacja
Primosten restauracja
Rogoźnica
Chorwacja Rogoźnica
PARK NARODOWY KRKA

Tu mam mieszane uczucia, spodziewałam się, że będzie podobnie jak rok temu we włoskim Cinque Terre – że w upale i w szczycie sezonu trudno będzie delektować się pięknem tego miejsca. No i było, mimo że dojechaliśmy na miejsce sprawnie, niedługo po otwarciu. Początek trasy mieliśmy jeszcze urokliwy, spacer po mostkach nad turkusową, pełną wielkich ryb wodą, bujna zieloność, niczym z jakiejś baśni, co kawałek strumyki i wodospadziki. Ale już gwóźdź programu, czyli wodospad Skradinsky Buk, podziwialiśmy wraz z dziesiątkami innych turystów, z każdą minutą gęstniało coraz bardziej, temperatura rosła i czar ulatniał się. Mimo wszystko cieszę się, że zobaczyłam to miejsce, choć zdecydowanie wolałabym się w nim znaleźć poza sezonem, by mieć siły na dłuższą trasę i w spokoju podziwiać te cuda natury.

wodospady Krka
park narodowy Krka
chorwacja park narodowy

Generalnie moje pierwsze wrażenie z pobytu w Chorwacji jest bardzo pozytywne, mieliśmy idealnie zbilansowany tydzień, podzielony między lenistwo w wodzie i piękne, stare miasta, w klimacie, jaki absolutnie uwielbiam. Co odbiera trochę uroku to pewna doza niechlujstwa na trasie, zwłaszcza w wioskach czy na przedmieściach. To trochę taki miks południowej niefrasobliwości, jaką znamy z Grecji czy Włoch ze szczyptą naszego słowiańskiego, postkomunistycznego bezguścia – nieestetyczna szyldoza, typografia rodem z horroru, pustostany, porzucone wraki samochodów, brzoskwiniowe apartmani z kolumienkami i inne koszmarki zostawiają sporą rysę na pełnym uroku krajobrazie. Domyślam się, że to w dużej mierze moje czepialstwo niepoprawnej estetki, ale nie byłabym szczera, twierdząc, że Chorwacja podoba mi się totalnie i bezkrytycznie.

A teraz już spadam się pakować, bo jutro uciekamy promem na małą wysepkę! 😉