nowości kosmetyczne
uroda

moja aktualna pielęgnacja – hity kosmetyczne do twarzy i ciała

Trochę czasu minęło, od kiedy ostatnio pokazywałam Wam moje perełki kosmetyczne, jednak od jakiegoś czasu staram się opisywać całe, kompletne zestawy przetestowanych nowości do pielęgnacji. Nie umiem bowiem pozostać lojalna tym samym produktom, gdy wciąż kuszą kolejne premiery, a ja uwielbiam testować nowe kosmetyki. W praktyce więc rzadko wracam do tych samych kremów czy maseczek, często jednak testuję nowe linie marek, które już znam i lubię. Zdarza mi się też skusić na coś od zupełnie innego producenta, ostatnio – szczególnie, jeśli są to kosmetyki z którymś ze składników aktywnych.

hity kosmetyczne
SKŁADNIKI AKTYWNE W KOSMETYKACH

Największy szał wywołują od jakiegoś czasu produkty, zawierające któreś ze składników aktywnych, czyli takich, które wywierają na skórę jakieś określone działanie. Chodzi tu o takie zadania kosmetyków jak nawilżanie, złuszczanie, rozjaśnianie przebarwień czy redukcja wyprysków i zaskórników. I tak ostatnio najbardziej pożądane w pielęgnacji są te produkty, które zawierają retinol, niacynamid, witaminę C, kwas hialuronowy, peptydy czy złuszczające kwasy (glikolowy, salicylowy, AHA, BHA itd.). Nie byłabym sobą, gdybym nie poszła tym tropem, więc dziś większość moich kosmetyków zawiera któreś z tych substancji. Przez moją łazienkę przetoczyło się w ostatnich miesiącach sporo preparatów, zarówno tych, które wybrałam sama, jak i prezentów od bliskich czy zaprzyjaźnionych marek. Przedstawiam Wam wybrane, ulubione, takie, które są u mnie najbardziej skuteczne i przyjemne w użyciu. Pamiętajcie jednak, że nie należy ich wszystkich stosować na raz! To zbiór z kilku miesięcy, część to jakieś upominki czy paczki PR-owe, pokazuję Wam więc, co jest fajne, ale z pewnością nie powinno się używać jednocześnie w pielęgnacji retinolu i pięciu różnych produktów z kwasami.

sprawdzone kosmetyki
DEMAKIJAŻ

Nie przepadam za żmudnym zmywaniem makijażu płynem micelarnym, zwykle wybieram olejki i/lub żele. Mój obecny zestaw świetnie się sprawdza: w pierwszym kroku delikatnie, lecz szybko rozpuszczam makijaż olejkiem Veoli Botanica o zapachu pomarańczy (obłędnym skądinąd), a następnie myję twarz żelem, do którego lubię co jakiś wracać – Purete Thermale od Vichy. Ten żel świetnie zmywa makijaż, jest bardzo delikatny, ma świetny, odświeżający zapach i nie wysusza skóry – nie czuję po nim tego ściągnięcia, jakie zdarza się często po żelach do mycia.

OCZYSZCZANIE

Mniej więcej raz w tygodniu lubię nakładać porządne maski oczyszczające – takie, które nawet chwilę poszczypią, ale czuć, że działają i po zmyciu człowiek czuje się jak nowo narodzony. Moim hitem ostatnich miesięcy jest maska oczyszczająca z The Body Shop – z himalajskim węglem i olejkiem herbacianym. Jest właśnie z tych lekko żrących, obstawiam, że niekoniecznie dla wrażliwych cer, jednak dla osób, które mają skłonności do zaskórników czy świecenia w strefie T – idealna. To ciemnoszare błotko o fajnym, ziołowo-herbacianym zapachu, które zostawia skórę oczyszczoną i idealnie gładką, pory są po niej domknięte, a uczucie świeżości przemożne. Powoli zaczyna majaczyć już denko w moim słoiczku z tym cudem, więc ostatnio kupiłam jeszcze enzymatyczną maskę z glinkami Tołpa, przeznaczoną typowo do cery jak moja – mieszanej, ze skłonnością do błyszczenia na środku. Pierwsze zastosowania rokują bardzo dobrze, węszę tu kolejny hit.

maska oczyszczająca
ZŁUSZCZANIE

To chyba mój ulubiony punkt programu 🙂 Uwielbiam peelingi zarówno mechaniczne, jak i enzymatyczne, zarówno za samą przyjemność stosowania, jak i to, co robią człowiekowi z twarzą. Otóż: wygładzają, rozświetlają, ożywiają, dają uczucie czystości, świeżości, bez nich po prostu czuję się szara i brudna. Zwykle mam w łazience zarówno jakiś peeling z drobinkami oraz jakiś produkt kwasowy, stosuję je naprzemiennie. W tej pierwszej kategorii – produktów złuszczających mechanicznie – mam bardzo fajną mikrodermabrazję z The Body Shop, kremowy peeling z bardzo drobnymi, fajnie trącymi cząsteczkami i witaminą C. Drugi peeling, którym się aktualnie zachwycam, jest trochę na styku obu kategorii, bo zawiera zarówno trące drobinki, jak i oczyszczający pory enzym – można więc zostawić go na twarzy, żeby złuszczył naskórek bez pocierania. Mowa o naturalnym peelingu Miya, który bardzo fajnym rodzimym, wegańskim produktem w super cenie.

peeling do twarzy

Kolejny enzymatyczny produkt to niedrogi żel Natura Siberica z aktywną witaminą C i kwasem glikolowym, bardzo delikatny, o przyjemnym, kwaskowatym zapachu, który delikatnie złuszcza i rozświetla cerę – bardzo fajna rzecz. W temacie kwasów mam jeszcze taką ciekawostkę – pierwszy raz w mojej łazience zagościły płatki złuszczające, dorzuciłam je z ciekawości do koszyka podczas zakupów w okresie promocji i jestem całkiem mile zaskoczona. Płatki złuszczające Yes to Grapefruit zawierają 15% kwasy AHA i BHA i są bardzo wygodne w stosowaniu – każdy płatek ma małą “kieszonkę” na palce, dzięki której można dokładnie przetrzeć całą buzię i różne jej zakamarki, jak np. skrzydełka nosa. Długo trzymają wilgoć, są dobrze, lecz nie przesadnie nasączone, pięknie pachną grejpfrutem i natychmiast wygładzają skórę, sprawiając, że jest oczyszczona, odświeżona, bardziej świetlista.

W ostatnim czasie poznałam jeszcze dwa inne, fajne produkty kwasowe: ampułki Vichy Glyco-C, czyli kuracja na przebarwienia z kwasem glikolowym. 30 ampułek to zestaw na dwumiesięczną kurację, przynaję bez bicia – zrobiłam tylko połowę, ponieważ byłam niecierpliwa i chciałam już zacząć kurację retinolem. Mimo że nie zobaczyłam u siebie jakiś spektakularnych wyników w temacie rozjaśniania przebarwień, to na pewno skóra wyglądała dużo lepiej już po kilku ampułkach – cera stała się bardzo gładka, świetlista, jaśniejsza, po miesiącu jej koloryt był już widocznie ujednolicony. Czuję, że konsekwentne stosowanie przez 60 dni może przynieść naprawdę dobre rezultaty. I na koniec zielona perełka, nowość od Veoli Botanica z linii profesjonalnej tej marki – Matcha Power Peel, multikwasowy peeling enzymatyczny ze sproszkowaną herbatą Matcha, kwasami: AHA, PHA i BHA. Jest zaskakująco delikatny, nie czuję podczas stosowania żadnego szczypania, a gęsta, zielona pasta fajnie wygładza i odświeża buzię. Pory są po nim zwężone, a koloryt ożywiony, regularne stosowanie ma pomagać w redukcji przebarwień.

RETINOL

Prawdziwe złoto w pielęgnacji, podobno najskuteczniejszy składnik w kosmetologii, jego działanie jest wszechstronne – nie tylko ujędrnia i uelastycznia skórę, spłyca zmarszczki, ale też świetnie radzi sobie z przebarwieniami i niedoskonałościami wszelkiej maści, z trądzikiem włącznie. To serum Paula’s Choice zawiera witaminę A w formie retinolu w stężeniu 1% i jest jednym z najczęściej polecanych produktów z retinolem na początek. Stosowałam wprawdzie wcześniej serum z The Ordinary, jednak ono zawiera inny retinoid, po którym nie zauważyłam spektakularnych efektów. Natomiast to serum to jest całkiem insza inszość – chyba mój pierwszy kosmetyk w ogóle, po którym zaobserwowałam tak widoczne zmiany. Używałam go do niedawna co drugi wieczór (aktualnie mam przerwę ze względu na zabiegi kosmetologiczne) i cera z dnia na dzień piękniała – pory były niewidoczne, zero zaskórników, powierzchnia skóry idealnie gładka, ujednolicona, po prostu wow! Nie doświadczyłam po nim żadnych podrażnień, co może się zdarzyć po retinolu, a jedynie wrażenie lekkiego ściągnięcia – pomiędzy aplikacjami dbałam o dobre nawilżenie i regenerację i buzia była rewelacyjna. Za tydzień kończę zabiegi i wracam do niego, bo to złoto!

Pamiętajcie jednak, żeby do kuracji retinolem podchodzić ostrożnie, na początku odstawić wszelkie inne drażniące substancje (np. kwasy) i obserwować skórę. Ja informacje o tym, jak (oraz jaki) stosować retinol i w ogóle mnóstwo wiedzy oraz fajnych poleceń znajduję u @myskinstory oraz u @perfectbasic

serum z retinolem

Przed rozpoczęciem stosowania retinolu warto się zaopatrzyć w jakiś dobry produkt regenerujący, ja zdecydowałam się na serum Tiger Cica Skin79 z kolejnym popularnym ostatnio składnikiem – wyciągiem z wąkrotki azjatyckiej, znanej ze swoich łagodzących i kojących właściwości. To lekki produkt o świeżym zapachu, błyskawicznie się wchłania i dobrze nawilża skórę. Być może jakoś wspiera jej regenerację po złuszczającym retinolu, ale nie jestem w stanie tego ocenić, bo tak jak wspomniałam – nie miałam po nim widocznych podrażnień, a jedynie lekką suchość i ściągnięcie, z którym to serum dobrze sobie radzi.

krem cica

Kolejny obowiązkowy punkt programu podczas kuracji retinolem do wysoki filtr przeciwsłoneczny – nawet zimą, nawet gdy wychodzimy niewiele i nie wystawiamy skóry na bezpośrednie działanie promieni słonecznych. Przyznam szczerze – nie ogarnęłam jeszcze tematu dobrego kremu do twarzy z SPF 50, trochę się zagubiłam wśród tych różnych azjatyckich produktów, trochę obawiam się białawej, lepkiej warstwy pod makijażem, dlatego poszłam na skróty i pozostaje mi liczyć, że to na razie wystarczy 😉 Wybrałam produkt 2 w 1, czyli zamiast zwykłego podkładu – krem CC z SPF 50 it Cosmetics Your Skin But Better. To wielozadaniowy, bardzo dobry krem CC, który dobrze kryje, a jednocześnie ma lekką, nawilżającą formułę, działanie przeciwzmarszczkowe, no i wysoki filtr. Jego trwałość jest mniejsza niż ta, jaką znam z zastygających, kryjących podkładów – nie jest to szpachla, która przetrzyma wszystko, nieco mi się w ciągu dnia wyciera, ale komfort stosowania, naturalny wygląd i jego właściwości rekompensują to z nawiązką.

krem CC z filtrem
PIELĘGNACJA SKÓRY POD OCZAMI

Tu mam aktualnie bardzo fajne kombo: na noc używam lekkiego kremu z retinolem niedrogiej marki The Inkey List – jest bardzo komfortowy, śliski, szybko się wchłania, więc na niego zaleca się nakładać jeszcze krem nawilżający. Drugi krem to nowość, jeszcze nie umiem się wypowiedzieć o jego działaniu, ale zapowiada się tak ciekawie, że nie mogłam się oprzeć, by go pokazać – to liftingująco-naprawcze serum pod oczy i na powieki od Veoli Botanica. Jest także bardzo lekkie, jednak w trakcie użycia jego konsystencja zmienia się z wodnej na bardziej kremową. Regularnie stosowane, ma pomóc rozjaśnić cienie pod oczami, zniwelować kurze łapki, a nawet unieść powiekę – zobaczymy, co z tego się spełni, daję szansę, bo bardzo lubię tę markę.

Dodatkowo stosuję także dwa produkty marki Pixi z witaminą C – krem na dzień, który jest jednocześnie rozświetlającą bazą pod makijaż. On momentalnie wizualnie odświeża kontur oka, a w dłuższej perspektywie ma także rozjaśnić cienie pod oczami. Raz na kilka dni nakładam pod oczy żelowe płatki Beautifeye, które fajnie odświeżają spojrzenie – redukują opuchnięcia, otwierają oczy, rozjaśniają cienie i nadają taki bardziej wypoczęty wygląd.

KOSMETYKI DO CIAŁA

A to moje kąpielowe hity ostatnich tygodni, bardzo polubiłam się z tymi naturalnymi płynami do kąpieli i żelami pod prysznic Ziaja, zwłaszcza o zapachu mięty herbacianej i czerwonej porzeczki. Są wegańskie, mają niemal całkowicie naturalny skład, są delikatne, świetnie się pienią i bosssko pachną! Taka kąpiel z aromatyczną pianą to moja mała, codzienna przyjemność za grosze.

płyn do kąpieli
KREMY DO RĄK I STÓP

W tej kategorii też mam aktualnie kilka hitów, pierwszy to krem do rąk Indigo – mój zapach to Seventh Heaven. Boski, jak świeże perfumy, przypomina mi bardzo ukochany Gucci Rush 2! To bardzo lekki, szybko wchłaniający się krem, który fajnie nawilża, lubię go bardzo także za butelkę z pompką. Kolejny produkt kupiłam – mimo że nie wygląda na męski – mężowi, który ma nawracający problem z suchą skórą dłoni. To maść z witaminą E marki Swederm – Hud Salva. Wersja z kompozycją zapachową (plus ten perłowy róż ;)) jednak zdecydowanie babska, dlatego podbieram mu bez skrępowania i serio – wow. Świetnie natłuszcza, bardzo szybko regeneruje suche miejsca, naprawdę skuteczna rzecz. Do stóp natomiast stosuję od jakiegoś czasu krem Nappa z mocznikiem, który chwalony jest w internetach za działanie zmiękczające – tego faktycznie nie można mu odmówić, choć na pewno jest to jest to jakiś ultrkomfortowy kosmetyk. Pięty zmiękcza naprawdę ładnie, ale zostawia na dłoniach i stopach nieprzyjemny film, dlatego stosuję go naprzemiennie z lżejszym kremem do stóp, który daje przyjemniejsze uczucie nawilżenia.

kosmetyki do twarzy

To tyle produktów na dziś, kolejna odsłona przeglądu kosmetycznego pewnie już bliżej lata. Dajcie znać, jeśli macie jakieś perełki, które powinnam przetestować jako następne! 🙂