uroda

moja aktualna pielęgnacja – hity do oczyszczania, kosmetyki na dzień i na noc

Pandemia zmodyfikowała zachowania konsumenckie na wiele różnych sposobów, nie tylko w ten najprostszy – że kupujemy mniej. I choć z pewnością konieczność obcięcia budżetu na przyjemności to zjawisko bardzo częste, to myślę, że równie powszechne jest to, że nawet Ci, którzy nie kupują dużo mniej, kupują inaczej. Od kiedy bowiem nasze życie toczy się głównie w domach, na dalszy plan schodzą takie wydatki jak para szałowych szpilek, marynarka czy wystrzałowa kiecka. Obstawiam, że nie ja jedna z rzeczy wystrzałowych kupuję raczej spodnie dresowe czy bluzy z kapturem. Nie będę prawdopodobnie osamotniona w swojej inwestycji w szykowny szlafrok, gustowną piżamę czy w poszukiwaniach odpowiednich kapci na zimę. Moje osobiste wydatki ostatnich tygodni to: duże ilości świec, dość znaczne – roślin doniczkowych, dwa kubki na gorące napoje, jak również kremy, maseczki, żele i peelingi, czyli kosmetyki do pielęgnacji. I pewnie nie będę jedyna, która w warunkach domowej izolacji maluje się znacznie rzadziej, zużywa mniejsze ilości produktów i w nieco głębszym poważaniu ma kolor swoich powiek niż miało to miejsce jeszcze rok temu. Od paru miesięcy traktuję kolorówkę po macoszemu, wybieram produkty tańsze i tylko takie podstawowe, które się kończą, jak podkład czy tusz do rzęs. Ostatnio zaopatrzyłam się w nie na promocji w Rossmanie, wydając przy tym grosze, z ekscytacją układając sobie w głowie, które pielęgnacyjne marzenie spełnię jako następne.

Bowiem to, że mój wizerunek jest ostatnimi czasy mniej “wyjściowy” niż kiedyś, nie oznacza bynajmniej, że zupełnie zignorowałam kwestię własnego wyglądu, co to, to nie. Nawet koloryzację u fryzjera sobie trzasnęłam i wielobarwny szalik, tak źle nie jest. Co się natomiast w moich zachowaniach zakupowych zmieniło, to pogłębiła się korba na pielęgnację. Punkt ciężkości moich wydatków na kosmetyki już od jakiegoś czasu spoczywał na kremach, emulsjach i maseczkach, jednak w ostatnich miesiącach różnica ta stała się jeszcze wyraźniejsza. Zarówno dlatego, że jestem coraz starsza, więc dbałość o cerę zyskuje na ważności – koło czterdziestki trzeba już lepiej troszczyć się o tę bazę, jaką jest skóra, nie wystarczy tylko przypaćkać jej pudrami i zaróżowić. Kolejny powód to ten domowy styl życia – kiedy maluję się rzadziej, a wieczory spędzam w domu, mam czas i ochotę na pielęgnacyjne rytuały, całe te sekwencje oczyszczania, maseczkowania, kilka warstw różnych produktów.

Co tu dużo gadać – wkręciłam się potężnie w ten temat, zwłaszcza w aktywną pielęgnację takimi składnikami jak retinoidy, peptydy, niacynamid czy witamina C. Sporo na ten temat czytam, oglądam, a potem smaruję się, czerpiąc z tego wielką frajdę i ciesząc się ładną cerą. Nazbierałam w związku z tym pokaźny zbiór produktów, tak – przyznaję – większy niż jest mi potrzebny, bo oprócz własnych zakupów zawiera też kilka upominków od marek. Z obu tych kategorii wybrałam dziś dla Was te najfajniejsze i najbardziej skuteczne, które mogę z czystym sumieniem polecić. No to jedziemy!

OCZYSZCZANIE I ZŁUSZCZANIE

Do mycia twarzy używam naprzemiennie dwóch łagodnych i jednocześnie skutecznych emulsji – La Roche Posay Toleriane i The Ordinary Squalane Cleanser. Obie mają zupełnie inne składy, ale łączy je działanie – szybkie rozpuszczanie makijażu, dokładne usuwanie go, bez podrażniania skóry czy oczu i bez uczucia ściągnięcia twarzy. Po obu tusz do rzęs momentalnie znika, a buzia jest miękka i odświeżona. Minusem produktu The Ordinary jest niewielka pojemność, bardziej opłaca się zakup emulsji Toleriane, zwłaszcza w większej pojemności, szczególnie w promocji (np. tu).

Peelingi mechaniczne i enzymatyczne oraz maski oczyszczające to moja ulubiona chyba kategoria, takie sprzątanie skóry urządzam sobie zwykle dwa razy tygodniu, najczęściej naprzemiennie – ściernymi drobinkami albo żelami. W tej pierwszej grupie mam aktualnie prawdziwy hit, sztos nad sztosy, jeden z najlepszych produktów, jakich używałam – mikrodermabrazję marki D’ALCHÉMY. To kremowa pasta na bazie glinki, z drobniuteńkim ryżowym pudrem, która cudownie wygładza i lekko rozgrzewa podczas masażu. Pachnie genialnie, ziołowo, zostawia cerę czystą i fajnie zaróżowioną. Uwielbiam ten peeling i na pewno jeszcze do niego wrócę, jest wspaniały. W temacie złuszczania enzymatycznego jestem niezmiennie fanką serum 3 enzymy Tołpa i peelingu z kwasem migdałowym Yonelle, a ostatnio polubiłam się też z żelową maską z witaminą C marki Natura Siberica.

Przetestowałam w ostatnich miesiącach dwie fajne maski oczyszczające – pierwsza z nich jest kremowa, łagodna, wygładza i zwęża pory, lecz bez wrażenia jakiegoś głębszego “wżerania” się w skrórę – Grown Alchemist. Druga to prawdziwy mocarz, raczej nie dla wrażliwych cer, ale do gruntownego sprzątania porów – oczyszczająca maska z węglem The Body Shop z olejkiem herbacianym i zieloną herbatą. To ciemna pasta o ziołowym zapachu, która po nałożeniu trochę szczypie, a po zmyciu ujawnia cudownie wygładzoną, świetnie oczyszczoną skórę. Daje efekt wow podobny do masek Glam Glow, dlatego po zużyciu próbki zainwestowałam w duże opakowanie (na stronie The Body Shop regularnie pojawiają się promocje, udało mi się zamówić tę maskę za połowę regularnej ceny).

peeling mikrodermabrazja

Bardzo skutecznie i jednocześnie – przyjemnie, oczyszczają także peelingi AA z nowej serii Granola Bowls, które stanowią połowę każdej z saszetek z zabiegami do twarzy o różnym działaniu: nawilżającym, odżywczym i normalizującym. Cała ta seria to zestaw niemal w stu procentach naturalnych kosmetyków o świeżych, owocowych zapachach, na bazie owoców, zbóż i superfoods. Wszystkie trzy peelingi super wygładzają i bardzo fajnie odświeżają skórę, a zastosowane po nich kremowe maseczki, w zależności od wariantu – nawilżają lub odżywiają. Dwuetapowy zabieg to fajny pomysł na kompleksową pielęgnację i relaksujący rytuał o zapachu malin, mango czy kiwi.

peeling i maseczka
PIELĘGNACJA DZIENNA

Rano spędzam mniej czasu w łazience, używam lekkich, szybko wchłaniających się produktów. Lubię też takie, które “budzą” skórę konsystencją i zapachem – świeże, żelowe, nietłuste. Dzięki temu mogę pozwolić sobie na zastosowanie kilku etapów pielęgnacji. Zaczynam od oczyszczenia – zazwyczaj tonikiem czy płynem, aktualnie – dwa w jednym z serii Granola Bowls właśnie, który oczyszcza skórę po nocy i odświeża malinową nutą. Pod krem stosuję lekkie serum – aktualnie naprzemiennie tego z witaminą C z The Ordinary i nowości, którą dostałam niedawno z Yonelle – żelowego preparatu na bazie kwasu hialuronowego z serii Fortefusion – jest ultralekki, momentalnie się wchłania, fajnie nawilża, odświeża i napina buzię. Idealny pod makijaż – kiedy się spieszę, nakładam od razu podkład, jeśli mam czas także na krem, wybieram w zależności od potrzeb: kiedy moja skóra potrzebuje nawilżenia – lekkiej emulsji Mario Badescu Buttermilk albo kremu rozświetlającego AA Granola Bowls. Kiedy buzia mi się bardziej przetłuszcza w strefie T i mam więcej niedoskonałości (ma to związek z fazą cyklu, porą roku, stosowaniem innych kosmetyków itp. – generalnie mam mieszaną cerę, która okresowo miewa różne potrzeby), wówczas nakładam krem D’ALCHEMY lub zielony wariant z serii Granola Bowls – normalizujący.

hity pielęgnacji
płyn micelarny
kwas hialuronowy
krem do cery mieszanej D'alchemy
AA Granola Bowls
samoopalacz w kroplach

Raz na kilka dni (1-2 razy w tygodniu) dodaję do kremu kilka kropli samoopalacza Isle od Paradise – wariant jasny pozwala mi na utrzymanie ładnego, ciepłego kolorytu skóry, który nie wygląda sztucznie. Efekt jest dyskretny (przy 2-3 kroplach), można go jednak stopniować w zależności od potrzeb czy koloru skóry. Zero smug i naturalny odcień, ładny zapach – dla mnie super. Trzeba tylko uważać podczas nakładanie wokół brwi – raz czy dwa zdarzyło mi się nieco zafarbować skórę pod włoskami, poza tym nie mam zastrzeżeń, super produkt.

krem pod oczy Yonelle

Pod oczami testuję teraz krem nawilżający z kwasem hialuronowym Fortefusion Yonelle i bardzo mi się podoba. Jest leciutki i bardzo komfortowy, super nawilża, odświeża spojrzenie, już po chwili można nakładać pod oczy korektor.

PIELĘGNACJA NA NOC

Przed snem, po oczyszczeniu i dokładnym wysuszeniu cery, nakładam serum z 2% retinoidem The Ordinary, które jest często polecane na początek przygody z retinolem, najskuteczniejszym i najmodniejszym aktualnie w kosmetologii składnikiem odmładzającym. Tu retinolu jest tylko 0,1% (reszta to estry kwasu retinowego), co jest idealnym stężeniem na start – ten składnik należy wprowadzać stopniowo, zwiększając jego stężenie dopiero, gdy skóra dobrze zareaguje na niższe, może on bowiem podrażniać skórę i powodować jej łuszczenie. Moja kuracja powoli dobiega końca i już rozglądam się za czymś mocniejszym – zero niespodzianek, a skóra fajnie napięta, przebarwienia jakby lekko rozjaśnione. Po retinolu trzeba odczekać około pół godziny zanim nałoży się kolejne kroki pielęgnacji, jeśli mam czas, dokładam jeszcze serum z peptydami – kultowe “Buffet” z The Ordinary. Przed snem nakładam jeszcze krem – niedawno zaczęłam testować ten z serii Fortefusion Yonelle, jednak mój ulubiony to luksusowy, zachwycający koncentrat botulinowy tej marki, który wyraźnie ujędrnia i widocznie odmładza skórę, pięknie pachnie i ma w nakrętce ukryty delikatny mikromasażer, który poprawia skuteczność kremu.

serum The Ordinary
kosmetyki Yonelle
krem pod oczy

Pod oczy na noc używam bogatego kremu z retinolem Yonelle z serii Infusion, który ma fajną, masełkową konsystencję, przyjemnie wtapia się w skórę i działa wszechstronnie przeciwzmarszczkowo.

moje hity pielęgnacji
kubek Pantone – Bonami
maseczka Clinique

Raz na kilka dni przed snem (zwykle zamiast kremu albo po którymś z lekkich nawilżaczy) nakładam kremową maskę całonocną, aktualnie mam taką bezzapachową Clinique, po której rano twarz jest fajnie wygładzona i nawilżona.

kosmetyki do pielęgnacji

Jeśli macie jakieś swoje hity pielęgnacyjne, zwłaszcza wśród retinoidów – piszcie i dajcie znać, jakie są Wasze doświadczenia z retinolem.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

10 komentarzy

  • Avatar
    Reply Marylou 17 listopada 2020 at 19:35

    Byłabyś tak miła i podała mi namiar na ładną piżamę
    Dzięki z góry

  • Avatar
    Reply Katarzyna 17 listopada 2020 at 19:49

    Narazie mam fatalne doświadczenia z retinolem. Mimo uważnego omijania oczu i ust, potem mycia rąk przed kolejnym nakładaniem kremu itp. mam silną reakcję na ustach, robią się opuchnięte, czerwone, potem łuszczące. Może faktycznie spróbuję najpierw takiego mniejszego stężenia.

  • Avatar
    Reply jazzaga 17 listopada 2020 at 23:46

    Jezu ile tego… nie ogarnę. Może listę zrób co po czym. Dla głąbów, co nie uzywają niczego…

  • Avatar
    Reply Aga z Łodzi 18 listopada 2020 at 11:21

    Piękny post jak zwykle cudnie się czytało i chciałoby się wszystkiego co polecasz!

  • Avatar
    Reply Magdalena 18 listopada 2020 at 17:35

    Polecam z całego serca pastę peelingująco- oczyszczającą Chałwa z Ministerstwa Dobrego Mydła.
    Zapach, dzialanie- sztos!
    A z Twoich cudeniek coś z pewnością wybiorę. Pozdrawiam.
    Magdalena

    • Polka
      Reply Polka 19 listopada 2020 at 19:32

      oj tak, czaję się na nią, muszę spróbować 🙂

  • Avatar
    Reply Ilse 18 listopada 2020 at 19:22

    Krem z retinolem dr Chlebus cieszy bardzo dobrymi opiniami. To jest 15 ml i ma starczyć na 3 miesiące. Retinol ma też Biochemia Urody, Basic Lab i Rodial. Sama się na coś z tego skuszę, bo również kończę the Ordinary, choć mocniejszy.

  • Avatar
    Reply agniecha 19 listopada 2020 at 08:01

    Bardzo się fajnie czyta, jakkolwiek dla mnie to bardzo abstrakcyjne opowieści. Baśnie Andersena. Opowieści o życiu przedstawicieli innych planet.
    Mam jeden krem do twarzy i jeden pod oczy, pomadkę do ust sprzed dwóch lat i coś jeszcze? Olejek do ciała. Krem Nivea. Hit nad hity. Ostatnio nabyłam olejek neem, bo pchły z kota przeszły na mnie.
    Więc ja się swymi wrażeniami na temat retinolu nie podzielę.
    Ale podzielę się opinią, że bardzo sobie cenię Twój blog.

  • Avatar
    Reply Bea 20 listopada 2020 at 11:27

    Chciałabym mieć taką cerę jak Twoja ale niestety nie mam ale… nawet ja jestem w stanie wybrać coś dla siebie bo w bardzo fajny sposób prezentujesz kosmetyki. Wybrałam dzięki Tobie kilka. Maska Glam Glow – super. Najpierw zamówiłam małą wersję ale po skończeniu zamówiłam większą. The Ordinary pod oczy- fajowy – na efekty czekam. Po umyciu twarzy La Roche Posay Toleriane wywaliłam moje poprzednie ustrojstwa, zamówiłam jeszcze The Ordinary Squalane Cleanser i jak przyjdzie to myślę że jeden będzie na dzień a drugi na noc. Także ten tego – cenię Twoje rady i w fajny sposób je polecasz i przejrzyście piszesz co kiedy i i po czym.
    Jak trafisz jakiś fajny zestaw pt. dres, szlafrok daj znać – muszę zrobić listę dla Mikołaja.
    Nie cierpię różowego koloru ale znajdę sobie odpowiednik;) Pozdrawiam

  • Avatar
    Reply Marta 22 listopada 2020 at 12:30

    Zdecydowanie moje zainteresowania poszły obecnie w tą samą stronę :D. Na dokładkę stałam się fanką czystych składów, wegańskich kosmetyków nietestowanych ma zwierzętach, które działają najprawdziwsze cuda. Namiętnie wręcz oglądam vlog „Okiem Kosmetologa”, ale inne o tej tematyce również. Wywaliłam z domu sporą ilość preparatów z mikroplastikiem i bóg wie czym jeszcze w składzie. Teraz moi niewątpliwi faworyci to polskie, wegańskie marki: Veoli Botanica (rewelacja sprawdzona na własnej twarzy a krem pod oczy to hicior życia!), kosmetyki La-le (następny mega hicior z ich serum z Bakuchiolem czyli roślinnym retinolem i kremami dzienno- nocnymi). Ponadto stałam się pianko i żelo mianiaczką. Mam niezłą kolekcję ;). Zdecydowanym hitem jest żel do oczyszczania twarzy Resibo. Mogłabym tak długo i namiętnie, więc na tym skończę. Czaję się na żel probiotyczny Alkemie, maseczkę odżwyczą Koi i parę dobrych ser i olejów (opuncja figowa np.). Pozdrawiam z półki pełnej kosmetycznych cudów :).

  • Leave a Reply