uroda

matka w ruinie

Już za parę dni przyjdą i będą wyciskać nam łzy tymi swoimi koślawymi laurkami, gryzmołami, koralami z makaronu i wazonikami z kubków po jogurtach, co ściskają za serce jak mało co. I taki będzie ten nasz dzień mamy – uhonorowany kwiatkiem, buziakiem, wyznaniem miłości. Fajna to nagroda, bezwzględnie.

Za całą tę energię, troskę i czas. Czy za wszystko, co się straciło?

Kiedy mam taki czas, że muszę być mamą i tatą, mam mnóstwo pracy, a doba nijak nie chce się wydłużyć, w pierwszej kolejności rezygnuję z czasu dla siebie. Nie chodzę na basen, z nikim się nie spotykam, za mało śpię, olewam rzęsy i paznokcie. Myślę, że większość mam tak robi – że te obowiązki wobec siebie czy drobne przyjemności to coś, co obcina się najszybciej, jak kasę na nową sukienkę w domowym budżecie. I kiedy zaczynam czuć się jak zapyziały babsztyl, jak jakaś matka w ruinie, czasem fantazjuję bluźnierczo. Nie chcąc rzecz jasna nigdy się o tym w rzeczywistości przekonać (przez podróżowanie w czasie czy inne równoległe światy), zastanawiam się – jak bym teraz wyglądała jako niematka? Ile byłabym chudsza? Bo to, że bym była nie ulega wątpliwości. W jakim stanie miałabym ciało, twarz, skórę pod oczami i tę suchą, na łokciach, gdybym przez ostatnie osiem lata miała na dbanie o urodę tyle czasu, co wcześniej? Jak byłabym jędrna i o ile lepiej nawilżona? I tak sobie myślę, że byłabym zajebiście jędrna i mega nawilżona, a tę skórę pod oczami i tę suchą, na łokciach, miałabym na maksa gładką. Tak to sobie wyobrażam.

A co nam zostaje z tych naszych ciał, kiedy z lasek, które mogły pół dnia siedzieć i się pindrzyć, stajemy się matkami na usługach?

Zostają nam oczy, podpuchnięte z niewyspania, a czasem i od łez wylanych z bezsilności. Oczy zmęczone byciem dookoła głowy, namierzaniem przeszkód, wypatrywaniem niebezpieczeństw. Oczy, na których upiększanie brakuje często czasu, bo wylane mleko przy śniadaniu i poranne poszukiwania zaginionej skarpetki. Te, które potrafią wysyłać spojrzenia złowrogie, maślane i pełne niepokoju. Zalotne – znacznie rzadziej. Raz ciskają gromy, czasem zza mgły patrzą na niezdarne odwijanie pierwszego prezentu od Mikołaja. Mokre po pierwszym “mamo”.

Zostają nam ręce, które bujają i lulają, żeby uśpić. Przenoszą przez kałuże. Pokazują tęcze i samoloty. Tak mocne, że wniosą do domu śpiącego dwulatka, hulajnogę i trzy siatki. Tak delikatne, że wyjmą rzęsę z oka, bezdotykowo nakleją plasterek, złapią biedronkę. Dwie, a jakby było ich siedemnaście. Jednocześnie mieszają w garnku, rzucają piłką, zbierają klocki i łapią te małe niezdary tuż nad podłogą.

Nogi, co dziennie robią dziesiątki kilometrów, próbując nadążyć za huraganem (co z tego, że mikrusy, jak szybkie to takie). Które prowadzą na spacery z wózkiem, setki razy przemierzają mieszkanie w tę i z powrotem. Już nie służą wywoływaniu gwizdów u robotników budowlanych. Teraz pomagają skakać jak piłeczki, wspinać się na zjeżdżalnię i brać na kolana.

Zostają nam już nie brzuchy, a ich wspomnienia. To tam wszystko się zaczęło. Zakiełkowało i spuchło. Brzuchy, w których uformowali się ludzie, w zaciszu matczynych macic rosły im włosy i paznokcie, kształtowały się ręce, uszy i rozumy. A matki nadymały się, tyły, nabierały wody i puchły. Różne dziwne psikusy odstawiały ich ciała – niekontrolowane laktacje i popuszczanie w gacie podczas kaszlu. Wszystkie dzieci, jak jeden mąż masakrują bezlitośnie swoje stare, jeszcze zanim przyjdą na świat. I nie tylko, że kop w śledzionę czy pełne pęcherze – one siedzą wewnątrz, a masakrują na zewnątrz, taką mają siłę rażenia. Wyłażą stamtąd i już na zawsze  zostawiają po sobie zniszczenia: opustoszałe balony, z których spuszczono powietrze, fałdy nikomu już niepotrzebnej skóry, blizny poziome i pionowe.

I choć wiem to wszystko i szacunek mam do tych swoich rąk, mocnych i delikatnych jednocześnie, do tych podpuchniętych oczu i blizn na ciele, czasem sobie wyobrażam, że one się nie wydarzyły. Czasem też czuję się jak matka w ruinie.

A wtedy, jak mam być szczera, to te makaronowe korale wydają się jakby niewystarczające. Nie ten kierunek, jeśli się chce upiększyć mamę. Może nie muszą od razu zaczynać odkładać kieszonkowego na plastykę piersi, ale ja tam miałabym w Dniu Mamy ochotę trochę się podreperować i skraść chwilę dla siebie. Mało który kilkulatek dysponuje niestety budżetem na kosmetyczkę, niewielu też pewnie niestety ma domyślnego ojca. Obawiam się, że niwelowanie zniszczeń musimy zafundować sobie same. I co zrobisz? Nic nie zrobisz.

URODOWY PRZEGLĄD DLA MATEK W RUINIE

pielęgnacja twarzy

krem pod oczy

Odmładzający krem pod oczy – Mincer Pharma

Ten odmładzający krem pod oczy jest przeznaczony do wrażliwej skóry pod oczami. Wiele łez wylałam przez źle dobrane kremy, łatwo u mnie o podrażnienie. Ten krem dobrze nawilża, koi i jest bardzo delikatny. Dodatkowo ekstrakt ze świetlika działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, a także zmniejsza obrzęki i opuchliznę. Ma przyjemną konsystencję, szybko się wchłania, fajnie odświeża spojrzenie, używam go więc także na dzień, bo już po chwili można nałożyć korektor.

krem pod oczy – ekobieca
korektor pod oczy
Korektor pod oczy – Lumene

Korektor w tubce, który bardzo dobrze kryje cienie pod oczami dzięki swojemu morelowemu odcieniowi – taki kolor jest idealny na zaczerwienienia czy zasinienia. Ma bardzo dobrą pigmentację i jednocześnie właściwości rozświetlające. Jest bezzapachowy i delikatny dla oczu. Czuję, że się polubimy, zwłaszcza, jak się jeszcze bardziej opalę (jest odrobinę ciemniejszy niż korektor, którego dotychczas używałam).

korektor – ekobieca

maseczka na naczynka

Wzmacniająca maseczka do twarzy – Bielenda Professional

To maseczka do  cery wrażliwej, szczególnie tej z rozszerzonymi naczynkami. Wybrałam ją właśnie ze względu na te naczynkowe problemy oraz – nie ukrywam – dużą tubę. Często nakładam maseczki, nie chce mi się wiecznie kupować tych małych saszetek. Maska jest kremowa, przyjemnie pachnie, bardzo fajnie nawilża. Producent obiecuje też poprawienie kolorytu skóry, redukcję zaczerwienień i wzmocnienie kruchych naczyń krwionośnych. Nie trzeba jej zmywać, można dać jej się wchłonąć – bardzo lubię takie formuły.

maseczka – ekobieca

krem Lumene

Odbudowujący krem na noc 35+ – Lumene

Nie wiem dokładnie, kiedy to się stało, ale za dwa tygodnie już oficjalnie zasilę grupę kobiet 35+. Trochę to przykre, ale co zrobić? Chyba po prostu krem zmienić, poprawić koronę i żyć dalej.

Zadaniem tego kosmetyku jest ochrona komórek skóry, by jak najdłużej utrzymać jej młodzieńczy i zdrowy wygląd. Krem wygładza zmarszczki, zapobiega powstawaniu nowych i chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem. Jest bardzo przyjemny w użyciu – konsystencja jest lekka, ale nie nazbyt wodnista, taka kremowa i odżywcza. Zapach lekki i fajny, podoba mi się, jak i cały krem zresztą.

krem odbudowujący na noc – ekobieca

maseczka nawilżająca

Nawilżająca maska do twarzy – Tołpa Botanicals

To kosmetyk przeznaczony do pielęgnacji cery wrażliwej i odwodnionej. Ma cudowną, kremową konsystencję i świetnie nawilża, dodatkowo łagodzi podrażnienia i uelastycznia. Zawiera wyciąg z ziaren amarantusa, ekstrakt z szałwii muszkatołowej, masło kokum i masło shea. Tubka jest nieduża, myślę, że fajnie sprawdzi się na wakacyjnych wyjazdach, do regeneracji i odświeżenia po słońcu będzie jak znalazł.

maska do twarzy – ekobieca

peeling do stóp

Silnie złuszczający preparat do stóp – Bingo Spa

Szczerze mówiąc myślałam, że to będzie jakaś taka maska, tymczasem wewnątrz opakowania zastałam biały proszek, taki jakby suchy peeling. Stosuje się go na wilgotne stopy do masażu – trzeba pocierać jakieś 5-10 minut, a potem spłukać. Zrobiłam sobie więc małe spa w misce 😉 Po kilkuminutowym wcieraniu zostawiłam preparat jeszcze na chwilę na stopach, żeby te kwasy mogły sobie podziałać i rzeczywiście – po spłukaniu miałam skórę stóp delikatną, miękką, lekko jakby nawet natłuszczoną. Bardzo ładnie pachnie i dobrze działa, choć wymaga wolnej chwili na zabieg.

preparat do stóp – ekobieca

peeling do stóp

Peeling do stóp z pumeksem – Bielenda Professional

Zdecydowanie łatwiej jest regularnie stosować taki peeling, można go zrobić pod prysznicem czy pod koniec kąpieli. W różowym, przyjemnie pachnącym kremie jest mnóstwo drobinek pumeksu, które fajnie ścierają skórę stóp. Poza tym zawiera także mocznik, który zmiękcza i olejki eteryczne (miętowy, lawendowy, cyprysowy i cytrynowy), które odświeżają i pomagają ograniczać potliwość. To z pewnością będzie mój letni niezbędnik – uwielbiam biegać w klapkach czy wręcz na bosaka, więc codzienne porządne szorowanie ze ścieraniem to u mnie konieczność. Wieczorem po takim peelingu używam jeszcze tego kremu i mam z tym zestawem naprawdę fajne, gładkie stopy.

peeling do stóp – ekobieca

balsam antycellulitowy

Serum antycellilitowe – Tołpa Dermo Spa

Mam kilka takich wstydliwych konsumenckich słabości, o których trochę głupio mi mówić. Otóż w ładnym opakowaniu można wcisnąć mi każdy szmelc, nie porównuję cen jajek czy sera, bo ich nie znam, a kremy antycellilutowe kupuję tylko, o ile na opakowaniu znajdę, ile mi po nich ubędzie centymetrów.  Niby do końca nie wierzę, ale jednak bardziej niż tym, którzy konkretów nie podają. Tołpa podaje i to mnie skusiło, bo jednak 10% tkanki tłuszczowej mniej piechotą nie chodzi. A 2 centymentry w talii po miesiącu kremowania tejże? Kto by nie chciał. Ja chcę, więc kremuję. I tak serio już – miałam już inne preparaty z tej serii, choć obwodów nie mierzyłam, rzeczywiście skóra na udach i brzuchu jakby się napinała i wyrównywała. Podobno usuwa cellulit z różnych, dziwnych miejsc, więc jak macie otłuszczone kolana – idźcie w to jak w dym. Serum ma dość rzadką konsystencję, szybko się wchłania, jest bardzo przyjemne w użyciu.

serum antycellilitowe – ekobieca

tusz do rzęs bestseller

Tusz do rzęs – Gosh “Catchy Eyes”

Mimo, że od kilku lat przedłużam rzęsy, zawsze mam w zanadrzu dobry tusz. Kiedy większość sztucznych włosków już wypadnie, a do dopełnienia jeszcze kilka czy nawet kilkanaście dni, zdarza mi się wyglądać dziwacznie. Ubytki wyrównuję wtedy tuszem, na co dzień używam go też na dolne rzęsy. Zależy mi, żeby kosmetyk dobrze imitował efekt sztucznych rzęs, by te naturalne ładnie się z nimi stapiały. Z tego powodu szukam zawsze tuszy, które mocno wydłużają i dobrze rozdzielają włoski. “Catchy Eyes” Gosha to bestseller na ekobiecej, ma świetne opinie w internecie i muszę przyznać, że zasłużenie. Daje on efekt kociego oka, dzięki specjalnie zaprojektowanej, silikonowej szczoteczce, która z jednej strony posiada krótsze ząbki mające za zadanie pogrubić rzęsy, a z drugiej dłuższe, które dokładnie rozdzielają je i unoszą do góry. Aplikacja tuszu jest dzięki temu precyzyjna, każda rzęsa dobrze podkreślona. Jego czerń jest intensywna i głęboka. Świetny tusz!

tusz do rzęs – ekobieca

krem cc

Krem CC 6 w 1 SPF 20 – Lumene

Jak się odgrażałam, tak też zrobiłam – zamówiłam sobie na słoneczne dni ten krem CC z dość wysokim filtrem. Używam go od paru dni zamiast podkładu, żeby chronić skórę przed słońcem i jednocześnie ujednolicać koloryt cery. Krycie tego kremu jest znacznie słabsze niż podkładu, ale nakładanie go Beauty Blenderem pozwala je wzmocnić. Byłam z tym pogodzona, więc oceniam ten produkt bardzo dobrze. Wyrównuje kolor skóry, daje satynowe wykończenie, buzia wygląda świeżo i naturalnie. Odcień Medium sprawdza się przy pierwszej opaleniźnie, ma ładny, ciepły odcień. Przyjemnie nawilża, świetnie pachnie, bardzo dobra rzecz na lato.

krem cc – ekobieca

lakiery hybrydowe różowe

neo nail mulled wine

Lakiery hybrydowe – Neonail

Choć raz na jakiś odczuwam skutki ich stosowania, nadal jestem wierną fanką lakierów hybrydowych. Myślę, że cywilizacja nie wymyśliła jeszcze nic lepszego na paznokcie, zwłaszcza w wariancie z lampką LED, z którą cały proces malowania jest bardzo krótki. Raz na kilka miesięcy z długich, mocnych pazurów robi mi się miazga – łamią się jeden po drugim, są cienkie od polerowania i muszę wtedy zrobić sobie kurację odżywką, odpocząć od hybrydy, a kiedy paznokcie odrosną i wzmocnią się, zaczynam ten proceder od nowa. Od kilku miesięcy najładniejsze kolory znajduję w kolekcjach marki Neo Nail. Standardowo szukam tych najnudniejszych – cielistych, brudnoróżowych, szarych i grafitowych. Znalazłam właśnie idealny odcień pudrowego różu i drugi – ciut bardziej szalony, jasny, lecz lekko dający po oczach, taki do opalenizny. Poza tym zauważyłam, że znacznie łatwiej mi się ściąga lakiery tej marki – okazuje się, że preparaty Neo Nail mają mniejszą w porównaniu do innych marek ingerencję w płytkę, dzięki czemu jego zdejmowanie jest łatwiejsze.

lakiery: Mulled Wine, Perfect Rose
lampka – tutaj
akcesoria (pilniki, płyny, itp.) – tutaj

neo nail różowy

lakiery neonail

Z okazji Dnia Mamy mam dla Was prezent od ekobiecej (załapiecie się wszystkie, aktów urodzenia przedstawiać nie trzeba 😉 ) – 10% rabat na hasło mama2017. Udanych zakupów!

UWAGA! Aby otrzymać rabat należy kliknąć w link bezpośrednio aktywujący kod: http://www.ekobieca.pl/code?discount_code=mama2017, ( to najłatwiejsza opcja:) lub sam kod wpisać w polu “Wprowadź kod rabatowy” i kliknąć “Aktywuj” – miejsce na kod znajduje się w stopce strony w zakładce „Jak kupować taniej”.