codzienność

ciocia dobra rada, czyli wczasy w Grecji z dziećmi

Dostaję od Was wiele pytań o różne szczegóły naszego wyjazdu i  podróżowanie z dziećmi, postanowiłam więc spisać je wszystkie w jednym poście. A więc voila – wszystko, o co pytaliście oraz co chcielibyście wiedzieć, ale wstydziliście się zapytać :

1. hotel Miro Blue Princess w Liapades

Gdybym była marudą i malkontentem albo kapryśną pańcią, mogłabym tu ponarzekać na niedostatki tego przybytku. Gdybym lubiła sobie pogderać z innymi wczasowiczami, do ich narzekań na brak polskich kanałów w telewizji, mogłabym dodać swoje niezadowolenie z braku półek i wieszaków w szafach oraz niespecjalnego zapachu w pokoju. Ale nie jestem, więc powiem tak: standard pokoi dupy nie urywa. Nasz bungalow miał kilka wad, łazienka daleka była od tej w Hiltonie, o czyste ręczniki trzeba się było dopraszać, a z obiecanych trzech basenów de facto do korzystania nadawał się jeden. Bar na plaży nie był jednak darmowy, a jedynie oferował zniżkę 50%. Ale co z tego? Parę euro dziennie na frappe czy piwo to żaden majątek, a do udanych kąpieli wystarczy jeden basen, czyste ręczniki dostałam, wytrzymałam tydzień bez półek w szafie. Czemu przymykam na to oko? No, sami zobaczcie. Bo tam było po prostu przepięknie! Gdzieś mam przestarzałą łazienkę w domku (ten był de facto klasy turystycznej, a nie 3 gwiazdki +), jeśli mam taras z takim widokiem.

58

2

54

Cały czas czułam się jak totalna farciara, że udało nam się trafić do tak cudownego miejsca, Blue Princess (doceńcie ten polot!) to wyjątkowo położony, tonący w zieleni ośrodek (bo nie tylko hotel, ale i domki) z własną, niewielką plażą, półtora kilometra od najbliższej wiochy. Oznacza to, że oprócz kompleksu nie było tam żadnych innych hoteli ani knajp, nie było typowej nadmorskiej, usianej sklepami promenady – nie znoszę takich miejsc. Dla mnie fakt bycia na odludziu stanowił o atrakcyjności tego miejsca i nie zamieniłabym naszego skromnego domku na wymuskany hotel w zatłoczonej miejscowości, no przenigdy. Do najbliższego sklepu trzeba było iść jakieś 10-15 minut stromą drogą pod górę, do kolejnych dwóch lub którejś z kilku małych restauracyjek – następny kwadrans. Idealnie.

57

29

56

55

Restauracja na samym skraju zbocza, z widokiem na zatokę to absolutny hit tego hotelu, jadało się tam tak przyjemnie, że przestawałam liczyć kalorie. Jedzenie było przyzwoite, podawano i hity, i totalne klapy – absolutnie niejadalne wędliny, watowate pieczywo, wodnista lura zamiast kawy i brzoskwinie z puszki zamiast świeżych owoców. Większość składników powtarzana do znudzenia, lecz w przypadku przepysznych pomidorów, fety i tzatzików nie było to wadą. Zawsze udawało się znaleźć coś smacznego – puszyste pankejki, doskonały grecki jogurt, moussaka, spanakopita, duży wybór świeżych i grillowanych warzyw wystarczyły, żebym była zadowolona, choć drugi tydzień mógłby być już lekką spożywczą męczarnią.

IMG_0896

IMG_0895

IMG_1028

IMG_0984

IMG_0904

Wycieczki do tego hotelu są w ofercie kilku biur podróży, my korzystaliśmy z Grecos Travel, który nie popisał się niestety i nawalił przy organizacji jedynej wycieczki, którą od nich wykupiliśmy. Tak jak pisałam w poprzednim poście – nie dla nas wesołe autobusy i zwiedzanie z przewodnikiem, ale chcieliśmy zrobić frajdę Zośce i zabrać ją to pobliskiego Aqua Land, z braku innego transportu najłatwiej było zrobić to z nimi. Niestety o wyznaczonej godzinie nie pojawił się żaden autokar, ani godzinę później – on nie przyjechał wcale. Kompletnie niedecyzyjna pani rezydentka ostatecznie po dwóch godzinach zaproponowała nam taksówkę i niewielki zwrot kosztów w zamian za stracony czas pobytu w aqua parku oraz ogólną niewygodę i niezręczność. Okazało się jednak, że taryfa kosztowała dwa razy tyle niż pani sądziła i w związku z tym nie otrzymaliśmy już grosza zwrotu oprócz kosztów przejazdu. Dojechaliśmy więc do basenów trzy godziny później, dosyć całą tą akcją wkurzeni i nie doczekaliśmy się ze strony biura najmniejszej rekompensaty. Nie tak się dba o klientów w dzisiejszych czasach, niesmak pozostał, nie będę więc Grecosa jakoś specjalnie polecać.

2.wyspa i miasteczko Korfu

Nie będę Was tu zanudzać opisami przyrody, fakty sobie każdy może poczytać w Wikipedii. Krótko o tym, co może się przydać: Korfu to wyspa górzysta, więc piesze wycieczki z dzieckiem nie należą do najłatwiejszych, co bardziej strome czy skaliste ścieżki pozostają niedostępne dla rodzin z wózkiem. Warto mieć nosidło, choć nie daje gwarancji dotarcia wszędzie – przypominam o upałach. Naszym zdaniem najfajniejsza opcja to wynajem samochodu i poznanie wyspy na własną rękę. Wielkiego zwiedzania uprawiać się tam nie da – głównie stolica wyspy – urokliwe miasteczko Korfu (nieduże – opcja raczej na pół dnia), poza tym malownicze trasy (uwaga na kręte i strome drogi, gdzieniegdzie szerokie na jeden samochód – raczej dla odważnych). Liapades, czyli miejscowość, w której byliśmy, jest położone na zachodnim wybrzeżu – tam wody morza jońskiego mieszają się z Adriatykiem, co czyni je chłodniejszymi niż na wschodnim wybrzeżu. Tam rzeczywiście woda jest jak zupa, po naszej stronie nie grzeszyła ciepłem. Między innymi z tego powodu tyle czasu spędzaliśmy nad basenem (choć głównie trzymał nas tam cień palmy dla Hanki).

23

21

22

IMG_1100

IMG_1104

3. Lista naszych wakacyjnych hitów

Sandały Birkenstock

Moje stopy są mi wdzięczne, że wreszcie przestałam oszczędzać na butach. Tuż przed wyjazdem kupiłam wreszcie kultowe “Birki” i to była jedna z lepszych decyzji zakupowych od dawna. Fenomen butów Birkenstock tkwi w anatomicznie ukształtowanych podeszwach, które sprawiają, że waga ciała rozkłada się równomiernie na całej podeszwie stopy, dzięki temu można w nich w każdych warunkach długo stać, chodzić i biegać bez odczuwania zmęczenia czy bólu. Człowiek unosi się w nich nad ziemią, nie chodzi! Uwielbiam!

Birkeny można kupić w wielu sklepach internetowych, stacjonarnych pewnie zresztą też. Ja kupowałam tu.

59

50

Ręczniki tureckie

Mieliśmy z panem mężem sporą różnicę zdań podczas pakowania – postanowiłam, że nie bierzemy żadnych tradycyjnych ręczników, które zajmują pół walizki, a jedynie chusty bambusowe i ręczniki tureckie – przypominające duże chusty czy cienkie kocyki, bawełniane, bardzo ładne i bardzo chłonne zamienniki frottowych grubasów. Już drugiego dnia zwracał mi honor, gdy zauważył, jak “te moje szmaty” świetnie wycierają wodę, okrywają po kąpieli, nadają się do przykrycia Hanki podczas drzemki czy osłaniają nas podczas karmienia przy basenie. Jeździły z nami wszędzie! Wystarczyło ze dwa razy przeprać je wieczorem pod prysznicem odrobiną żelu i służyły dalej. Uwielbiam je także za śliczne, pastelowe kolory. Rewelacja! Trzeba mieć koniecznie, a miejsce w walizce przeznaczyć na dodatkowe kiecki. (Warto zabrać jeden do samolotu jako kocyk dla śpiącego dziecka – z łatwością zmieści się nawet do damskiej torebki)

Ręczniki tureckie Lulujo można kupić w sklepie Planeta Dziecka, my mamy różowy i szary.

27

32

34

IMG_0920

 

IMG_1115IMG_5115

Wielofunkcyjne zabawki na plażę

Zośka chciała zabrać ze sobą pół pokoju, na szczęście miałam mocny argument w negocjacjach – zabawki, które mogą więcej. Oprócz lalki i książki do zasypiania, paru kredek i notesu, udało się ograniczyć zestaw zabawkowy to kilku sprytnych gadżetów.

12

16

17

60

61

62

muszelka Bilibo – wbrew pozorom łatwo ją spakować do walizki, do środka można upchnąć sporo drobiazgów, jest bardzo lekka, a można z nią cuda wyczyniać – nosić wodę, ziemię, kamienie, przelewać, chlapać, gotować w niej plażowe zupy, robić wielkie baby, zamki – możliwości są nieograniczone, świetna rzecz

silikonowe zwijane wiaderko Scrunch – wiaderko na plaży musi być, a to zajmuje tyle miejsca w torbie, co – za przeproszeniem – para gaci

Triplet, wielofunkcyjna zabawka do piasku – łopatka, sitko i konewka w jednym, można nią kopać, nabierać piach, grabić, przecedzać, podlewać, chlapać – mała rzecz, a potrafi tyle, co cały zestaw zabawek. Nie zawiera żadnych szkodliwych substancji, więc służyła nawet jako gryzak dla Hanki 🙂

deszczowa chmurka Plui – maleństwo, które sprawia dużo radości na plaży, ale i później w domu, podczas kąpieli.

Odpowiedni wózek

Doceniłam naszego Scoota na wakacjach bardziej niż kiedykolwiek! Sprawdził się genialnie, miał wszystkie cechy potrzebne wózkowi w podróży, zwróćcie uwagę, żeby spacerówka:

– łatwo się składała – to nieocenione, gdy trzeba to szybko zrobić na płycie lotniska (wózek nadaje się jako bagaż rejestrowany, ale dopiero przed samym wejściem do samolotu przekazuje się go obsłudze) – dobrze, żeby ten manewr był jak najprostszy, gdy idziesz z dzieckiem na rękach  i kilkoma sztukami bagażu podręcznego. Nasz Stokke ze swoim składaniem jednym przyciskiem sprawdził się super.

– miała duże kółka i dobrą amortyzację, żeby dała się łatwo prowadzić na dziurawych ścieżkach, kamieniach i plaży

– była lekka – na Korfu zazwyczaj idzie się pod górę, czasem też trzeba wózek przenieść (np. na plaży, po schodach)

– miała dużą budkę, która dobrze chroni przed słońcem i parasolkę, najlepiej jedno i drugie z filtrem przeciwsłonecznym. Hanka większość wakacji spędziła w wózku, dzięki głębokiej budce z fitrem SPF 50+ była dobrze chroniona nawet w najostrzejszym słońcu.

– przydaje się duży kosz, wtedy jest szansa, że twój mąż nie skończy jak Janusz 😉

– dobrze jeśli wózek jest wystarczająco obszerny i dobrze skonstruowany, by pełnić funkcję wygodnego miejsca do drzemek w ciągu dnia – wtedy nikt nie będzie musiał kiblować w hotelu

– wkład do wózka – bądźcie mądrzejsi od nas i wyposażcie go w matę, która pochłonie wilgoć i dodatkowo zmiękczy wózek, wówczas może wasze bobo nie nabawi się potówek pierwszego dnia, jak nasza Hańcia (wyjęliśmy przed wyjazdem nasz wkład, bo był za ciepły i przykrywał nogi, nie pomyśleliśmy tylko o macie w zamian, ostatecznie czasem wykładaliśmy wózek pieluszką albo bambusem, ale to dość kłopotliwe ze względu na pasy).

6

13

IMG_1035

Pozostałe masthewy, czyli co koniecznie trzeba zabrać dla dzieci do Grecji i innych gorących krajów:

okulary przeciwsłoneczne z filtrem – to słońce naprawdę daje po gałach! U nas Babiatorsy dla Zośki i Beaba dla Hanki (niestety młoda ściągała je notorycznie, więc się poddałam, ale i tak staraliśmy się ją trzymać w cieniu)

IMG_0909

kapelutki, czapki

20

kremy z wysokim filtrem – sprawdził nam się taki system: przed wyjściem na plażę gruba warstwa emulsji z filtrem 50 (Nivea), po kąpieli, na plaży preparat w sprayu (Bioderma), też 50-tka. To ciągłe smarowanie było dość upierdliwe, nie powiem, ale to na serio bardzo ważne (poczytajcie sobie o zdrowym opalaniu u Kosmetomamy). Jeśli za rzadko powtarzałam smarowanie dekoltu czy ramion, natychmiast czułam pieczenie, a co dopiero dzieci z ich delikatną skórą.

środki odstraszające komary i leki antyalergiczne – nasze dziewczyny miały tylko po kilka ugryzień, u Zosi z silnym odczynem, więc przydały się leki, ale większość dzieci zazwyczaj na drugi dzień po przyjeździe pojawiało się na śniadaniu nakrapiane jak przy ospie – komary gryzły w nocy okropnie, głównie dzieciaki właśnie. Dla nas były praktycznie nieodczuwalne, nie było ich też widać na dworze, nie wiem skąd się brały skubane. Zyrtec, Fenistil albo przynajmniej Calcium – obowiązkowo!

specjalne buty do kąpieli – plaże na Korfu są kamieniste, łażenie po nich boli!

przyda się też koszulka do pływania – nasza Zośka jeden dzień pływała w tiszercie, bo nie chciała wyleźć z basenu, a mimo smarowania miała strasznie spieczone ramiona

Dla maluszków przydają się:

opakowania termoizolacyjne z gotowym mlekiem czy kaszką na drogę – na plażę czy na wycieczkę

pojemniki na mleko – my nasz (wypełniony porcją mleka w proszku i kaszki) nosiliśmy prawie zawsze przy sobie, gdy szliśmy na plażę czy basen, na wypadek gdyby Hanka przespała posiłki albo zgłodniała w międzyczasie, w restauracji był dostęp do ekspresu, więc można było przyrządzić kaszkę w dowolnym momencie

słoiczki, saszetki, przekąski – wzięliśmy owoce w słoiczkach, wyciskanych woreczkach i chrupki, nosiliśmy je przy sobie nad wodę, przydały się też na lotnisku

Generalnie Hania jadła z nami posiłki w restauracji  (tak jak to ma miejsce ostatnio w domu, rzadko już je te swoje zupki) – np. grecki jogurt z musem owocowym i kawałek placka w garść na śniadanie, gotowane warzywa, ryż lub makaron, duszona ryba na obiad. Jeśli Wasze dzidziusie nie gardzą obiadkami ze słoików, wzięłabym parę na wszelki wypadek (Hanka nie jada, więc nie brałam).

 Ufff, to by było chyba na tyle. Mam nadzieję, że te wskazówki ułatwią nieco przygotowania planującym wakacje z dziećmi. A ja tym samym zamykam na jakiś czas cykl wakacyjnych wpisów i lecę do kuchni przygotować wreszcie jakiś kulinarny post!