8
Jak żyć, Obiady, Przepisy

winter is coming!

Kiedy zaczyna się listopad, robię się ciepła klucha. Mamuśka – kwoczka, strażniczka domowego ogniska. Nie, żebym poza tym czasem nie lubiła domowej przytulności, ale jak nadchodzi ziąb, wichry i mgły, dokładam drew do ognia i podsycam płomień. Przypominam o ciepłych kapciach po kąpieli, poprawiam szaliki, okrywam kołderkami, odkręcam kaloryfery, parzę herbaty. Dbam o suche nogi i noszenie podkoszulków, najchętniej naciągałabym na uszy czapki każdemu napotykanemu po drodze do szkoły dziecku. Rozwieszam w domu lampki, zapalam świece. Uzupełniam zapasy korzennych przypraw, serwuję gorące zupy i kakałka. Domowa przytulność to mój sposób na zimno i ciemnicę, roztaczanie kwoczkowatej troski – antidotum na listopadową deprechę. Wracają do domu ze szkoły i pracy, przekraczają próg i od tej pory ma być już tylko ciepło i błogo – obiad, herbata z miodem, czytanie książek pod kocykiem. Lubię myśleć, że stworzyłam dom, który jest jak ostoja, że jak się przebrnie przez deszcze i przymrozki, to będę w nim ja, pachnąca jedzeniem, przytulę i ogrzeję. To jakiś atawizm chyba – takie szykowanie schronienia na zimę, coś jak niedźwiedzia gawra. W ogóle włącza mi się jakiś taki tryb „na miśka”, robię się pluszowa, zamęczam domowników przytulasami i szykuję się na nadejście zimy lepiej niż sam Jon Snow. Naszymi czapkami, szalikami i kocami obdzieliłabym cały blok, nie straszna nam nawet wojna. Zapasy spożywcze takowoż – w środkowej szufladzie mamy tyle grochu, fasoli i soczewicy, że wykarmiłabym pułk wojska. Tylko niech nie przychodzą przypadkiem wieczorem, bo kiedy zaczyna się listopad, jak nadchodzi ziąb, wichry i mgły, kiedy już wszystkich wykarmię i ogrzeję, ja wieczory spędzam pod kocem, zażywając antidotum na deprechę numer dwa – dzisiaj akurat Tempranillo – Syrah, 2013. I ja z tego miejsca serdecznie Was wszystkie pozdrawiam.

P.S. Pamiętajcie o szalikach i czapeczkach, winter is coming!

3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19

o suche stopy Zosi dbają niesamowite, lekkie buty z pianki z neoprenową skarpetą – Native Ftizsimmons – Pan Pablo

(na instagramie trwa u nich właśnie konkurs, w którym można je wygrać)

kurtka – Zara (ubiegły sezon)

szal – Zara

czapka – Several Moments

bordowa sukienka – Zezuzulla

(mają teraz przeceny!)

Oprócz gorących napojów i korzennych aromatów, przychodzą mi ostatnio do głowy moje ukochane „comfort foods” – ulubione jesienne dania, takie, które znam z domu i które jak nic innego dają poczucie domowego bezpieczeństwa – gęsta, mocno czosnkowa grochówka z pajdą chleba, pikantna fasolka po bretońsku czy mięsne sosy z kaszą. Jest też taki smak, który przypomina mi się zazwyczaj właśnie jesienią i zimą – to kotlety ziemniaczane z sosem pieczarkowym lub resztkami pieczeni z poprzedniego dnia.

2 3 4 5

Kotlety ziemniaczane z sosem pieczarkowym

kotlety:

  • 0,5 kg ziemniaków
  • 1 jajko
  • 2-3 łyżki mąki
  • sól, pieprz
  • bułka tarta
  • olej do smażenia
  • (opcjonalnie) cebulka pokrojona i podsmażona na maśle

sos pieczarkowy:

  • 0,5 kg pieczarek
  • 1 cebula
  • sól, pieprz,
  • woda
  • 2 łyżeczki mąki

Przygotowanie:

  • ziemniaki ugotować, jeszcze ciepłe ugnieść lub przecisnąć przez praskę – w każdym razie zamienić na pure, ostudzić
  • jeśli chcesz dodać do kotletów podsmażoną cebulkę – teraz jest czas, żeby to zrobić
  • do ziemniaków dodać jajko, sól, pieprz (cebulę) i mąkę, zagnieść ciasto – miękkie, lecz nie klejące się do rąk
  • wysypać stolnicę czy blat obficie mąką i ukulać na niej walec
  • pokroić ciasto na ok. 2 cm plastry, obtaczać je w bułce tartej, nadając im jednocześnie ładny, okrągły kształt
  • rozgrzać mocno patelnię i smażyć na oleju z obu stron na złoty kolor

sos pieczarkowy:

  • cebulę obrać i posiekać drobno, pieczarki umyć i pokroić na cienkie plasterki
  • podsmażyć cebulę i pieczarki na odrobinie masła z oliwą (po łyżce), posolić, oprószyć pieprzem
  • kiedy pieczarki będą miękkie i ściemnieją – przełożyć je do rondla, patelnię zalać wodą (300-400ml), przepłukać i wlać tę wodę do rondla z pieczarkami
  • grzyby dusić w wodzie aż do zagotowania, zagęścić mąką rozrobioną w wodzie (można dodać też trochę śmietany)
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

35 Komentarze

  • Odpowiedz Kasia Włusek, Mamy Sprawy 6 listopada 2015 at 20:57

    Nigdy nie jadłam takich kotlecików. Muszę spróbować. Tak pięknie opisałaś ten jesienny czas, że aż się zaczęłam cieszyć, że nadchodzą mrozy. I zaczęłam sobie wyobrażać, ciepłe kocyki, kapciuchy i świeczuszki. Aaach muszę wybrać się na zakupy

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 7 listopada 2015 at 09:57

      Kotleciki pycha, szczerze polecam!

    • Odpowiedz Kempina 7 listopada 2015 at 12:12

      Moja babcia takie robi i podaje z cukrem i/lub śmietaną. Najlepsze!!!

  • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 6 listopada 2015 at 21:31

    Wszystko się zgadza z tym kwoczeniem, z tym że ja tak mam cały rok. Ubierz się ciepło, przykryj się, chcesz pić, nie jesteś głodny, choć mamusia Ci da/zrobi/pomoże/uszykuje (niepotrzebne skreślić). Aż się czasem zastanawiam czy aby nie przesadzam i nie robię sobie niedźwiedziej przysługi wychowując męską sierotę z dwoma lewymi rączkami …
    A co do domowego ogniska i dorzucania drew to jestem w tym temacie ekspertem (jak tata świnka z pepy, hehe). I to dosłownie – przez ostatnie dwa dni siedząc na zwolnieniu z dzieciarnią i pod nieobecność męża służbowo wyjechanego tak się wczułam w rolę, że przerzuciłam chyba z tonę drewna do kotłowni i drewutni, a następnie hajcowałam w piecu regularnie podrzucając tamże. W efekcie od wczoraj cieszymy się w chałupie tropikalną temperaturą 26 stopni. Ale przynajmniej jak mi dzieciar jeden z drugim w nocy elegancko wykopie kołdrę, to wiem, że nie zmarznie :-) To przecież wszystko z matczynej troski :-)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 7 listopada 2015 at 10:00

      haha, no to jest balansowanie po cienkiej linii to kwoczenie, można z łatwością przesadzić faktycznie. Uważaj na tego synka, męskie sieroty mają przesrane u kobiet 😉

  • Odpowiedz aga 6 listopada 2015 at 21:38

    Te placuszki to smak mojego dziecinstwa:-) oj jak ja lubie…i moja starsza cora takze.Sama nigdy ich nie robilam-ganiam do mamusi lub babci jak usmaza;-) zawsze jak zostanie ziemniakow z obiadu to powstawaly na zmiane z kopytkami.Ja tez robie sie taka kwoczka-kapcie wloz juz od progu,zaloz czapke,wloz podkoszulke w spodnie:-) i sama sie do siebie usmiecham bo jakbym slyszala wlasna rodzicielke pare dobrych lat wstecz…nie lubie tych szarych krotkich dni ale jakos trzeba je przetrwac-maskujac zapachem cynamonu niechec do jakiejkolwiek aktywnosci;-)

  • Odpowiedz M 6 listopada 2015 at 21:48

    Kapciuszki to Pepco?A rękawiczki na insta ato Reserved?Wpis jak zawsze na piątkę z plusem!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 7 listopada 2015 at 10:03

      dzięki 😉 rękawiczki reserved, a kapcie z allegro

  • Odpowiedz Agnieszka Piotrowiak 6 listopada 2015 at 22:08

    Jesienią jakoś tak bardziej chce się dbać o dom, przyozdabiać go światłem i innymi pierdółkami…Może to dlatego, że jesteśmy zmuszeni spędzać w domu więcej czasu niż latem? Ja w tym roku bardziej niż zwykle się nakręciłam, bo Maleństwo w brzuchu, więc faza wicia gniazda spotęgowana do kwadratu, i tylko chodzę po tym pokoiku maleńkim, przestawiam coś, układam te ciuszki w szufladach… no i kakao piję, a jak! Skoro i tak mi teraz nic innego dobrego pić nie wolno 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 7 listopada 2015 at 10:04

      jesień + ciąża = gniazdowanie na maksa, przerabiałam to rok temu w październiku 😉

  • Odpowiedz Mamaludinka 6 listopada 2015 at 22:21

    Ja tez z tych kwok troszkę:) a przepis na te pysznosci do picia to gdzies podawalas Misiu? ;p

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 7 listopada 2015 at 09:51

      haha, nie 😉 to jest gorąca czekolada, najprostsza – mleko i rozpuszczonych w nim parę kostek gorzkiej czekolady, kleksik bitej śmietany, szczypta cynamonu.

  • Odpowiedz Magda 7 listopada 2015 at 08:24

    Tez tak mam:)) Polko jak karmisz teraz Hanutka???? Je juz wszystko??? Pije jakies mm?Daj jakis post blagam,jestes moim guru kulinarnym!!!!!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 7 listopada 2015 at 09:50

      Kurczę, Magda, mam z tym problem trochę, nie jestem ekspertem, Hanka je już wszystko i nie pije mm, a ja nie chcę się tu wymądrzać :(

      • Odpowiedz Karolina.sza 7 listopada 2015 at 11:38

        Szkoda, bo post o tym co jadła Haniula byłby hitem. Ale Nie dziwie sie, że masz opory brac odpowiedzialność ze dość drażliwy temat jak karmienie niemowlaka, bo ktoś by to mógł brac twoje przepisy za wykładnie.
        Myślisz ze „ostrzeżenie” że to tylko przykład z waszego domu i wszytko indywidualnie konsultować z własnym pediatra by nie wystarczył??

      • Odpowiedz Irena 7 listopada 2015 at 11:41

        Ja nie uważam za wymądrzanie Twoich porad, „Brudny interes” i inne przepisy ułatwiły mi życie. Chętnie też bym poczytała co teraz je Hania itd. jak jej robisz jaglanke itd. plis pomyśl o takim poście :)

      • Odpowiedz ilona 7 listopada 2015 at 12:52

        Podłączam się do prośby o takiego posta 😛
        A mam pytanie czy jeśli moje 5 miesięczne dziecko jest na moim mleku to czy muszę go dodawać do kaszek (chcę je robić sama) czy lepiej robić je na wodzie czy na mm?

        • Odpowiedz Karolina.sza 7 listopada 2015 at 13:46

          Miałam ten sam dylemat. W koncu postanowiłam ze bede jej dawać kleik na wodzie z tartym jabłkiem/owocem

        • Odpowiedz Doris 8 listopada 2015 at 19:53

          Jako doswiadoczona ( 😉 ) mama 11 miesieczniaczki sie wypowiem – mysle, ze nie ma potrzeby dodawania mleka do kaszki. Na wodzie sa ok, ja tez zwykle dodawalam owoc.

      • Odpowiedz Doris 8 listopada 2015 at 19:54

        Ale kto tu mowi o wymadrzaniu. Po prostu napisz jak to masz w zwyczaju, jak to u was wyglada. Ja tez bym chetnie przeczytala. Temat kontrowersyjny, ale ktory nie jest ? 😉

  • Odpowiedz Anna 7 listopada 2015 at 10:54

    szkoda, że nie jestem mamą dziewczynki :) tak cudne inspiracje pokazujesz :)) choć tak naprawdę nie zamieniłabym mojego Stasia na 158 dziewczynek ;))

    a kotlety ziemniaczane uwielbiamy :) nie obtaczam w bułce, a do środka dodaję też gałkę muszkatołową no i obowiazkowo cebulkę podsmażoną ;)) i też koniecznie z sosem pieczarkowym :) jesienia lubię dodać do niego wędzonej śliwki lub suszonej gruszki – tak delikatnie dla podkręcenia smaku 😉

    i piękna jest ta Twoja Domowa jesień :)) tak, jak lubię… światełka, kocyk właśnie z książeczką, a gdy Bąbel już śpi z książką i winem… czasem dobrym filmem… domowy obiad, rozgrzewajacy… herbata z cynamonem… i ta bliskość o której piszesz…
    pozdrawiam
    Ania

  • Odpowiedz schocolla 7 listopada 2015 at 11:17

    kotlety ziemniaczane jutro będę robić na obiad z sosem kurkowym…uwielbiam je😍
    pozdrawiam

  • Odpowiedz Karolina.sza 7 listopada 2015 at 11:21

    Z innej beczki: to strasznie fajne że Ci sie chce odpowiadać na każdy komentarz. Nawet krótkim zdaniem, głupia emotikonka. Ostatnio rozmawiałam ze znajoma która porzuciła swojego ulubionego bloga „tylko” dlatego , że dziewczyna nie odpowiedziała na pytanie (chodziło o hotel w ktorym była i wrzuciła fotkę na ig).

    Ja stara baba cieszę sie jak nastolatka z komentarzy.

    Moze dlatego że pokazujesz swoje wnętrze (och jak dwuznacznie to brzmi w twoim przypadku) to relacja z tobą jest na granicy przyjaźni platonicznej… :)

  • Odpowiedz ilona 7 listopada 2015 at 12:35

    Ja też ostatnio palę świece, siedzę pod kocem i mam ochotę na gorące herbaty, kremy, sosy i powoli nastrajam się na Święta – pierwsze z córeczką :-)
    A mam pytanie gdzie mogę kupić taką sól, bo już od dawna mi się podoba ;-P
    Całuski cukierki ciasteczka 😀

  • Odpowiedz Mała Mi 7 listopada 2015 at 13:30

    W amazingdecor są i w wielu innych sklepach ze skandynawskim designem. Wystarczy wpisać Nicolas Vahe sól w google :)

    Też lubię kotleciki ziemniaczane. Dzisiaj jednak zupa porowa, zielona, na poprawę szaroburego nastroju :).

  • Odpowiedz Mała 7 listopada 2015 at 14:01

    Jednym słowem pracowita kobita:) Podziwiam:)

  • Odpowiedz mysza 7 listopada 2015 at 15:01

    przepis na kotleciki z pewnością wypróbuje a co do kwoczenia to my matki już tak mamy,czy lato czy zima zawsze dbamy o swoich bliskich bo taka nasza rola :)

  • Odpowiedz Matko Zabawko 7 listopada 2015 at 18:28

    Nie jadłam wcześniej kotletów ziemniaczanych. A zastanawiałam się co zrobić jutro na obiad, już wiem 😉

  • Odpowiedz Aneta 7 listopada 2015 at 22:49

    Jak zawsze świetny wpis.rewelacja 😃

  • Odpowiedz Alusiowa Blogspot 8 listopada 2015 at 12:41

    Przepiękna sesja!!! A obiad zainspirował…razem z narzeczonym, z wywieszonymi jęzorami zadecydowaliśmy , że zagości on u nas dzisiaj! :) Miłej niedzieli! <3

  • Odpowiedz Anka 8 listopada 2015 at 15:58

    Uwielbiam takie kotleciki, do tego nadziane szpiankiem … pychota

  • Odpowiedz malaczki 8 listopada 2015 at 17:05

    Mrs. Polka jestem zakochana w chustce Twojej córki. Myślisz, że mi takiej starej kwoce przystoi?;)

  • Odpowiedz Alusiowa Blogspot 8 listopada 2015 at 18:26

    Wyszły pyszne ! :)

  • Odpowiedz Aneza 8 listopada 2015 at 19:07

    ☺ kotleciki pochłonięte na kolację z końcówką obiadowego sosu, oficjalnie zostały wpisane do domowego przepiśnika. Dziękuję w imieniu swoim i rodzinki☺

  • Odpowiedz Monika z DE 29 listopada 2016 at 20:56

    Pyszne!!! :)
    Robilam już niejednokrotnie, idealne na piątkowy obiad 😉

  • Zostaw coś po sobie