9
Ciasteczka, Przyjęcia, Róźne różności

czekoladowe gwiazdy, najlepsze praliny i przedświąteczne smutki

Bardzo chciałam napisać coś wesołego. Coś równie uroczego jak te zdjęcia świątecznych słodyczy – czekoladowych gwiazdek z kolorową posypką, na pastelowych patyczkach, które z takim apetytem zajadały moje radosne córeczki. Coś tak słodkiego jak te praliny – najlepsze, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Jestem z nich naprawdę dumna i tak cieszyłam się, że będę mogła je Wam pokazać, ćwierkając wesoło o błogości i cudowności rodzinnych Świąt. I o tym, jak smak czekolady jest dla mnie nieodłącznie świąteczny, tuż obok  pierników i makowca. Bardzo chciałam, ale mi nie wyszło.

Że nie wyjdzie czułam już od wczoraj, kiedy zajrzałam w kalendarz i kiedy na drobne kawałeczki, niczym bombka spadająca z choinki, rozpadł się mój entuzjazm. Maskowałam nim obawy, zagłuszałam tęsknotę, pudrowałam smutek. Dziś jest trzeci dzień grudnia, dziś urodziny miałby mój dziadek i ja w związku z tym nie potrafię ćwierkać o pralinach, ja od wczorajszego wieczora siedzę i ryczę. Nie umiałam o tym dotychczas napisać, ale rok temu w Wigilię widziałam go po raz ostatni. Odwiedziłam go w szpitalu z opłatkiem, na krótko, bo kilkutygodniowa Hania wisiała mi wciąż przy piersi. Odchodząc i przełykając łzy powiedziałam wtedy „będzie nam Ciebie brakować, dziadziuś”, nie mając pojęcia, że będą to moje ostatnie do niego słowa, sądząc, że mówię to o Świętach, a nie o reszcie życia. To były pierwsze Święta bez dziadka Gienia. Bez kupowania przez niego zbyt wielu karpi na rynku, bez jego szklistych oczu i mocnego uścisku podczas dzielenia się opłatkiem.  Puste krzesło na szczycie stołu, na którym zawsze siedział, kłuło w oczy i nie pozwalało na pełnię świątecznej radości. Ale miał zaraz wrócić do domu. Nie wrócił.

Był obok zawsze, mieszkaliśmy razem całe życie. Nosił mnie na rękach, zabawiał, śpiewał kołysanki, zabierał na długie spacery, podczas których uczył mnie nazw wszystkich drzew i kwiatów. Wiele od niego w życiu dostałam – opowieści o biedzie na przedwojennej wsi, o robotach w Niemczech, anegdoty i kawały, od dwóch dekad te same, mnóstwo banknotów darowanych w białych kopertach przy każdej okazji, dużo miłości i dobrych słów. Był ze mnie bardzo dumny, chwalił mnie zawsze za każde osiągnięcie. Jak nikt cieszył się z mojej zdanej na szóstki matury, z moich egzaminów na studiach, z mojej znajomości angielskiego, z pierwszej pracy, z kulinarnych umiejętności, z moich ciąż i dzieci. Zawsze pracowity i pomocny, chciał czuć się potrzebny, więc pomagał w domu, jak mógł, z prasowaniem i kiszeniem ogórków na zimę włącznie. Nie znałam nigdy nikogo o tak czystym sercu, o takiej dobroci, życiowej pokorze i łagodności. Był szczęśliwym, prawie do końca sprawnym starszym panem, wdzięcznym losowi za to, jak potoczyło się jego życie, za dom i rodzinę, dla każdego uśmiechniętym i serdecznym, trochę niezdarnym, lekko wycofanym.

Myślę o nim codziennie. Kiedy jestem u rodziców, wydaje mi się, że słyszę, jak szura kapciami w przedpokoju. Czekam aż wejdzie do nas, słyszę, jak śmieje się z Hanki tańczącej na środku pokoju, w głowie brzmią mi słowa, które by wypowiedział. Jakbyśmy pogadali o polityce, o dzieciach i o pogodzie. Nie wchodzi, nie szura, nie śmieje się, jest za to pustka nie do zapełnienia. Dziś dziadek Gienio miałby 93 lata. Zostawił po sobie pusty pokój z fotelem, na którym siedział, gdy układał pasjanse i z szafę z ubraniami, które jeszcze nim pachną, a których nikt nie ma odwagi się pozbyć, dwie córki, czworo wnucząt i sześcioro prawnucząt. Tęsknimy za nim tak bardzo, że gdyby wiedział, czułby się skrępowany. Byłoby mu przykro, że przez niego płaczę od wczorajszego wieczora. Pozbieram więc te drobne kawałeczki  entuzjazmu do kupy. Dziadek Gienio uwielbiał Święta i moje wypieki.

35

32

33

34  36  38

2

3

4

 

6

8  10

11

12

13

14

świecznik sarenka – Livebeautifully

zawieszka myszka aniołek – Ahojhome

miętowa taca – Ahojhome

serwetki świąteczne – Ahojhome

Czekoladowe gwiazdy brownie na patyku

(ok. 1o sztuk)

Składniki:

  • 6 jajek
  • szklanka cukru
  • 100 g mąki
  • 200 g gorzkiej czekolady
  • kostka masła

do polania: 1 tabliczka czekolady + kolorowe posypki

papierowe słomki do nabicia

Przygotowanie:

  • czekoladę połamać na kosteczki, masło na mniejsze kawałki i umieścić je razem w rondlu w kąpieli wodnej (postawić na gazie większy garnek z niewielką ilością wody, a na nim ten z czekoladą i masłem) – rozpuścić i wymieszać, ostudzić
  • jajka ubić z cukrem do białości, gdy czekolada z masłem nieco ostygną – wlać je do jajek, zmiksować, na koniec wsypać powoli przesianą mąkę
  • ciasto wylać na blachę (u mnie prostokąt 35 x 25), uprzednio wysmarowaną cieniusieńko masłem i oprószoną kakao i piec w temp. 180 st. przez ok. 20 -25 minut (uwaga! brownie zazwyczaj nie piecze się do suchego patyczka, gdyż jego cudowną zaletą jest wilgoć i lekko klejąca konsystencja, tu jednak zalecam podpiec mocniej, żeby udało się wykroić regularne kształty)
  • po upieczeniu wystudzić całkowicie, najlepiej przez noc w następujący sposób: gdy tylko trochę przestygnie (po ok. pół godzinie) na wierzch położyć deskę lub tacę o powierzchni większej od blachy i jednym zgrabnym ruchem obrócić blachę z deską do góry nogami (tzn. deska ma być na dole, a na niej, wierzchem do góry – blacha) – w ten sposób ciasto podczas stygnięcia wyrówna się, nie będzie mieć żadnych dołków ani muld 😉
  • gdy ciasto ostygnie, wykrawać z niego gwiazdy foremką do ciasteczek, jedną przy drugiej i malować pędzelkiem rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladą, udekorować wedle uznania (swoich dzieci ;))

Uwaga, uwaga! Resztek ciasta pozostałych po wykrawaniu nie zjadamy, nie wyrzucamy, tylko wsypujemy do miski i kulamy z nich najpyszniejsze praliny na świecie! Znacie smak czekoladek Pierrot i Bajecznych z mieszanki wedlowskiej, prawda? Te praliny właśnie tak smakują! Są genialne, mają gładką, ale zwartą konsystencję i po prostu powalają pysznością (przetestowane na rodzinie).

Najpyszniejsze praliny na świecie (o smaku czekoladek Pierrot)

Składniki:

  • resztka ciasta pozostałego po wykrawaniu gwiazd (myślę, że to między 1/3 a 1/2 blachy, wychodzi z tego ok. 20 pralinek – możesz zrobić je z całej blachy ciasta – na ok. 50 sztuk użyj ok. 2 – 2,5 razy więcej pozostałych składników)
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • 2-3 łyżki masła orzechowego (nie bójcie się go, nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami, jego smak jest tu ledwo wyczuwalny i zajadał się nimi z apetytem mój nie lubiący masła orzechowego mąż)

lub (jeśli wolisz smak truflowy, z nutą alkoholu)

  • łyżka oleju kokosowego
  • 2 łyżki wódki, whisky lub rumu

Przygotowanie:

Ciasto pokruszyć na drobne kawałki, wlać do niego rozpuszczoną, przestudzoną czekoladę, dodać masło orzechowe (lub olej kokosowy z alkoholem) i zblendować wszystko na gładką masę (jeśli używasz blendera ręcznego, najpierw wymieszaj wszystko dokładnie, można połączyć składniki ręką, a dopiero później zblenduj dla nadania gładkości). Masę należy schłodzić w lodówce (co najmniej przez godzinę), a potem formować z niej zgrabne kuleczki. Praliny można obtaczać w kakao lub drobniutko posiekanych orzeszkach (ziemnych, laskowych, migdałach). Uwaga! widoczne na zdjęciu białe praliny obtaczałam w cukrze pudrze, który wygląda efektownie tylko przez kilka godzin, później wilgotnieje. Jeśli zależy Ci na białych, obtocz je w cukrze tuż przed podaniem, te przeznaczone na prezent lub na później obtaczaj w czymś innym.

Muszę również uprzedzić, że są niebezpieczne – wciągają okrutnie.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

40 Komentarze

  • Odpowiedz Anka 3 grudnia 2015 at 20:10

    Pysznie:) A post bardzo wzruszający.

  • Odpowiedz Kama 3 grudnia 2015 at 20:26

    Bożeeeeee – jak pięknie napisane…

  • Odpowiedz IV 3 grudnia 2015 at 20:27

    Mój.dziadek nie żyje już 15 lat i tez zawsze mieszkał z nami ilekroć pojawię się u rodziców. tak strasznie chce do dziadka… Nie ma nikogo kto wnuczce zastąpić umialby dziadka.

  • Odpowiedz savicka 3 grudnia 2015 at 20:32

    rozumiem cię doskonale polko kochana. dokładnie pamiętam ostatnie święta z moim dziadkiem, był już chory i kiedy dzieliliśmy się opłatkiem ścisnął mnie po życzeniach tak mocno i czule, jakby robił to ostatni raz. miesiąc później odszedł. do tej pory jak widzę mentosy w sklepie, uśmiecham się pod nosem, bo zawsze miał je w kieszeni i każdego częstował. wzruszyłam się czytając twój post, bo przywołalo to moje z nim wspomnienia, pięknie napisałaś. dzięki.

  • Odpowiedz justyna 3 grudnia 2015 at 20:32

    A slomki gdzie takie cudne kupilas?

  • Odpowiedz Majasiek 3 grudnia 2015 at 20:40

    Wiem co czujesz, ja mam tatę bardzo chorego jeszcze w tamte święta siedział na wózku teraz już tylko leży jest pod respiratorem teraz przebywa w szpitalu i nawet nie chce myśleć co będzie w święta . Wiem co myślisz, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej . Ale mamy dzieci i dla nich nasze smutki musimy chować w kieszeń .

  • Odpowiedz Aga 3 grudnia 2015 at 20:42

    Przepisy wykorzystam na 100%. Są świetne! A post bardzo mnie wzruszył, moi dziadkowie żyją…ale zdaje sobie sprawę,że może ich w każdej chwili zabraknąć ( oboje są tuż przed 90) dlatego na tyle ile mogę staram się spędzać z nimi czas… spieszmy się kochać ludzi… :(

  • Odpowiedz anna rossa 3 grudnia 2015 at 20:42

    mojego nie ma już 6 lat a nadal nie ma dnia bez wspomnień i żalu, że nie poznał moich dzieci.. mogłabym zacytować większość Twojego postu, żeby go opisać – łączę się w bólu i ściskam mocno

  • Odpowiedz Yasmin 3 grudnia 2015 at 20:44

    Pięknie napisałaś…

  • Odpowiedz Ew 3 grudnia 2015 at 20:53

    Mój dziadek nie żyje już sporo lat, myślę o nim często ale w Wigilię zawsze najbardziej, szklą mi się zawsze oczy i kogoś mi brakuje przy stole. Wprawdzie ja z nim nie mieszkałam na stałe, ale spędzałam bardzo dużo czasu u babci i dziadka – zwłaszcza w czasach przedszkolnych i podstawówki. On zawsze siedział w swoim fotelu na który ja uwielbiałam się gramolić żeby czytał mi bajki albo się po prostu przytulić. Nadal siadam w tym fotelu kiedy jestem u babci, bo w tym miejscu siedzi mi się najlepiej i najprzyjemniej.

  • Odpowiedz JUSTYNA 3 grudnia 2015 at 21:04

    Płaczę, płaczę, płaczę…jutro jest mój dzień, urodziny ukochanej babci Ś.P. ;-( ;-( :-( Zawsze w Barbórkę u niej i z nią. Ale też ból jest, bo rok po roku straciłam wszystkich dziadków, którzy zawsze byli obok, od dziecka. Wywołałaś emocje, które cały rok chowam głęboko, bo z nimi nie dałoby się żyć…ta tęsknota. Stąd też to nastawienie na Święta, ten czas oczekiwań, bo właśnie one przypominają mi najbardziej ukochanych dziadków. Nie wyobrażałam sobie życia bez nich, nadal nie umiem sobie tego wyobrazić ;-(

  • Odpowiedz Kasia 3 grudnia 2015 at 21:04

    Strasznie się spłakałam! Bo w tym roku pierwszy raz panicznie boję się takiego pustego miejsca. U mojej siostry w ubiegłym tygodniu wykryto bardzo zaawansowany nowotwór. Jest po operacji i czuje się dobrze, ale jak sobie pomyślę, że to jeszcze nie koniec walki… I że nie wiadomo, kto ją wygra, to cała sztywnieję. Oczywiście moją mamę za taki tekst opieprzyłam równo, ale chyba wszyscy w rodzinie mamy z tyłu głowy to przerażające puste krzesło, od którego chcemy uciec…

  • Odpowiedz Susanna szyje 3 grudnia 2015 at 21:09

    Oj Polko rozkleiłaś mnie totalnie bo ja się miałam trzymać dzielnie przez te święta a tu dupa. Dwa lata temu najgorsze święta mojego życia. W październiku zmarł mój ukochany dziadek a w grudniu… mama. 7 grudnia będzie kolejna rocznica je śmierci a potem kolejne święta bez nich i moje kolejne urodziny bez nich i w zasadzie to nic już mnie nie cieszy i wszystko mogłoby iść w diabły! Napisałaś o dziadku Gieniu i mi wszystko przypomniałaś – on był taki sam jak mój Walterek. Mogłabym skopiować i wkleić wszystko co napisałaś o dumie, o nauce, o noszeniu na rękach, o pogodzie ducha, o mocnym uścisku i o szklanych oczach – no po prostu wszystko! Trzymaj się kochana, nic już nie będzie takie samo ale za jakiś czas ból zmaleje.

  • Odpowiedz Kasia D. 3 grudnia 2015 at 21:31

    Twój Dziadek dożył pięknego wieku choć na pewno mógł żyć jeszcze dłużej …
    Mój niestety zmarł dużo wcześniej [miał 75 lat] i też poszedł do szpitala tylko na chwilę [miał mieć zabieg] i też całe życie się z nim wychowywałam, najpierw 14 lat mieszkalismy w jednym domu, później na jednym potwórku.
    Był moim drugim ojcem.
    ..a do szpitala pojechał sam o własych siłach nie jak Twój przed świętami, a tuż po nich [ w styczniu] – w nadziei, że zaraz wraca…
    pamiętam jak dziś niedzielę, tą poprzedzającą jego poniedziałkowy wyjazd do szpitala – weszłam do nich do domu a w TV leciała piosenka „ta ostatnia niedziela” – nienawidzę jej do dziś !
    To był ostatni dzień, ostatnia niedziela w domu, który postawił własnymi rękoma, w którym wychował trojke dzieci, posadził drzewo i doczekał się wnuków…
    ___
    po zabiegu już nigdy się w pełni nie wybudził, umarł sam – bez pożegnania.
    do dziś płaczę jak o tym pomyślę, a za chwilę minie 8 lat…

    ale jest jedna rzecz która mnie pociesza !
    wiem, że mimo tego iż nie zdązył poznać mojej córeczki to czuwa nad nią.
    wiem, bo nie wierzę zeby 3 letnie dziecko wymysliło sobie, że był u niej dziadek, ktorego zna tylko ze zdjęć.
    wiem, bo do mnie też przychodzi – we snach [ostatnio był u mnie w dzień zaduszny]i choć moze trudno w to uwierzyć to jestem pewna, że tak daje znać, że JEST i czeka…

    bo przecież kiedyś znowu wszyscy będziemy razem

  • Odpowiedz Anka z Whitestoku 3 grudnia 2015 at 21:33

    Ja tez tęsknię, ale za babcią. To będą trzecie Święta bez niej, bez jej uśmiechu i trzymania za rękę. Bez jej żartów i najlepszego makowca pod słońcem. Tak bardzo żałuję, że nie poznała mojej córeczki…

  • Odpowiedz Zuza 3 grudnia 2015 at 21:38

    Jak bardzo bliski ten wpis jest memu sercu,wiem tylko ja..ten mocny uścisk,szklisty oczy i cała reszta to także mój dziadek którego juz od kilku lat nie ma s ja nadal płacze po nim i słyszę jego głos ..rycze jak bóbr …

  • Odpowiedz meaart 3 grudnia 2015 at 21:49

    Ale się spłakałam…

  • Odpowiedz Iza 3 grudnia 2015 at 21:57

    Pamiętam Polko, jak w zeszłym roku, gdy przeżyłaś zdaje się dwa te najgorsze ostateczne pożegnania, gdzieś w okolicach Świąt, życzyłam Ci bardzo dużo siły. Nie wiedziałam wtedy, że w Sylwestra 2014 przyjdzie mi pożegnać się z Najlepszą Babcią, jaką widział świat. Wiem co czujesz, ta pustka jest nie do opisania. I znów popłakałam się z tęsknoty, choć tyle razy obiecywałam Babci, że już nie będę….

  • Odpowiedz Agata-mama syna i córki 3 grudnia 2015 at 22:05

    Jeju, siedzę z kinolem zatkanym a łzy płyną po policzkach… Polko, zupełnie jakbym czytała o moim Dziadku…Odszedł w Wielkanoc, w pierwsze urodziny mojej Tosi – 3,5 roku temu. Żegnałam się z nim w Wielką Sobotę,też nie wiedząc, że po raz ostatni – zaniosłam mu do szpitala piękne żółte tulipany, żeby raźniej mu było i żeby wiedział,że o nim myślimy… następnego dnia wieczorem poczułam ucisk w dołku, wiedziałam, że coś się stało, a cisza w telefonie brata, gdy zadzwoniłam, żeby zapytać jak się Dziadek czuje powiedziała mi wszystko…świat się skończył…brakuje mi go strasznie…Zostały wspomnienia… Ściskam Cię serdecznie!

  • Odpowiedz Magda 3 grudnia 2015 at 22:17

    Faktycznie wpis bardzo smutny, klimat zupełnie nie pasujący mi do Ciebie ale czytając to znowu poczułam ukłucie zazdrości. Na pewno musi być Ci ciężko ale masz przynajmniej cudowne wspimnienia. Jesteś szczesciara, bo jak piszesz miałaś od zawsze przy sobie wspaniałego mężczyznę który pewnie w jakimś stopniu przyczynił sie do tego jaką jesteś dziś osobą. Ja tęskniłam odkąd pamiętam do takiego właśnie dziadka lub ojca. Jako mała dziewczynka strasznie zazdrościłam koleżankom fajnych ojcow. U mnie niestety pierwiastek męski od pokoleń był przesiąknięty alkoholem i choć zarówno dziadek jak i ojciec jeszcze żyją, to odkąd zaczęłam dorosłe życie i założyłam rodzinę, nie utrzymuje z nimi kontaktu. Przeraża mnie tylko myśl co powiem moim dzieciom jak kiedyś spytaja o dziadka lub pradziadka… Nie wiem jak to jest tęsknić po stracie wspaniałego dziadka ale wiem jak to jest tęsknić za takim dziadkiem nigdy go nie mając. Dlatego spróbuj spojrzeć na to z tej strony. Masz na prawdę baaardzo wiele. Masz wspomnienia. Jesteś szczesciara że było Ci dane mieć i znać kogoś takiego 😉

  • Odpowiedz Agafia 3 grudnia 2015 at 22:32

    Nie przeczytałam całości…. nie jestem w stanie. Popłakałam się przy pierwszych słowach. Tak doskonale Cię rozumiem. … dwa lata temu zmarł mój najukochanszy dziadek i regularnie za nim płaczę. za tym, że nie ma go przy stole w święta, za tym, że nie może z nami cieszyć się z mojej ciąży , za jego telefonami z pytaniami do krzyżówek, na które znał odpowiedź, ale chciał sprawić mi radość żebym mogła się wykazać swoją chemiczną wiedzą. Płaczę też, bo moja babcia jest właśnie w szpitalu, w ciężkim stanie już drugi raz w tym roku walczy o życie. Sepse pokonała, a teraz leży bezsilna, w śpiączce, a ja nawet nie mogę do Niej wejść…. to się wyzalilam. dlatego ściskam mocno bo Cię rozumiem. A do posta wrócę jak tylko będę w trochę lepszym nastroju.

  • Odpowiedz Olka 3 grudnia 2015 at 23:08

    Wiem, że może to się wydać aż nieprawdopodobne, ale czytając Twój post (nigdy nie słucham Twoich ostrzeżeń, że będzie smutaśnie taka ze mnie masochistka!) miałam wrażenie, że piszesz o moim najlepszym dziadku (Gieniu!) pod słońcem. Kropka w kropkę mogłabym go identycznie opisać. Żyje i będzie żył jeszcze dłuuuuugo jak sam mówi. Nie wyobrażam sobie kompletnie życia bez niego, a im jestem straszna tym ciężej taka ewentualna myśl mi przychodzi. Mam nadzięję, że tak jak Twój doczeka się pociesznych tańczących prawnuków i że tak jak mi będzie nie raz mógł im zaśpiewać ‚Panience na dobrano ‚. A Ty droga Polko trzymaj się cieplutko i choć jestem pewna, że o tym wiesz to nigdy nie zapominaj, że oni wszyscy zawsze przy nas są, a tym bardziej kiedy o nich myślimy 😉

  • Odpowiedz Ale Ale 3 grudnia 2015 at 23:28

    Ryczę jak bóbr Polko. Ludzkie dramaty przeplatają się i są tak bardzo do siebie podobne. Mój dziadek zmarł 16 lat temu, dwa dni przed Wigilia, na którą nie wiem nawet dlaczego akurat mieliśmy nie jechać. Dziadkowie mieszkają 400 km od nas, ale co roku spedzalismy u nich swieta z cala rodzina (ponad 20 osób). Dowiedzieliśmy się o śmierci gdy wróciliśmy do domu z ostatnich świątecznych zakupów. Nigdy nie zapomnę tej Wigilii, gdy o 12 mieliśmy pogrzeb i cala rodzina zjechała sie jednak.. także Dziadzio nas ściągnął na wspolna Wigilię, tylko zabrakło Jego.. takiej pustki, ciszy przy stole i pod choinka nie było już później nigdy. Nie poznał on mojego męża, córki… tyle ominęło nas wspólnych chwil, tyle radości. Jesteśmy Polko naprawdę szczesciarami, że miałyśmy takich wspaniałych Dziadków.

    Łzy płyną nieustannie. . . Dziękuję Ci za ten post!

  • Odpowiedz Tiusza 3 grudnia 2015 at 23:45

    Obserwuję Cię już od jakiegoś czasu i naprawdę fajnie mi się czyta Twoje wpisy, dostrzegam jakąś bliskość mentalną, tyle tylko, że ja siedzę cicho. No więc dziś jest mi zwyczajnie głupio, że podglądam tak z ukrycia, w ciszy, gdy Ty tak wzruszająco o Dziadku piszesz. I nie będę się tu teraz rozpływać nad cudownością Twych domowych pasteli, estetyką zdjęć, czy troską o najdrobniejszy szczegół we wszystkim co prezentujesz, przy niezwykłej w dodatku lekkości pióra. Bo to nie czas.. Powiem tylko: Polko Droga przytula Cię właśnie wirtualnie obca baba, pozostając w nadziei, że nie chce Ci się chociaż od tego bardziej płakać ;P

  • Odpowiedz mama dziewczyn 4 grudnia 2015 at 00:31

    Każdy potrzebuje czasu łez za bliskimi, one dobrze robią. 11 lat temu zmarła moja mama a 9 lat temu tata.
    Kiedyś myślałam, że Wigilię będę spędzać ze swoimi dziećmi u babci kochanej, będziemy pękać z przejedzenia a dzieci będą wołać babciu to dla ciebie laurka. Czas Wigilii zawsze jest dla mnie czasem trudnym, bo nie da się nie myśleć, ale daję sobie na to przyzwolenie. Wśród radości Świątecznej jest też czas zamyślenia i smutku

  • Odpowiedz Mała Mi 4 grudnia 2015 at 06:43

    Każde święta napawają mnie obawą, czy za rok rodzice będą jeszcze ze mną. Są już dosyć wiekowi i mocno schorowani. Oboje. Odległość jaką mam do pokonania, by ich zobaczyć, jest spora. Pół Polski do przejechania. Możliwości dotarcia ograniczone (auto, pociągi wychodzą zdecydowanie za drogo dla dużej rodziny). Zmęczenie pracą- obecnie tak ogromne, że z chęcią zakopałabym się na Święta we własnym domu pod kołdrą, a nie wlokła wiele kilometrów, wiele godzin, z kupą dzieci, bagażu i świnką morską, w napięciu by dowieźć cało tę uroczą gromadkę. Jednak będę pędzić na skrzydłach. Bo nigdy nie wiem, czy to nie ostatnie wspólne Święta. Bardzo współczuję Ci z powodu dziadka.

  • Odpowiedz Aneta red-artist 4 grudnia 2015 at 08:12

    Każdy z nas ma kogoś takiego, za którym będzie tęsknił przy świątecznym stole. Wzruszyłam się…

  • Odpowiedz Matka Sałatka 4 grudnia 2015 at 08:41

    Polko, wzruszyłaś mnie… Te Święta będą trzecie bez mojego kochanego Dziadzia, bez Jego śmiechu, anegdotek, żartów i tego ciepłego uśmiechu… Był – jak Twój – wspaniałym, pełnym miłości i dobroci człowiekiem, bardzo gościnny, zawsze dzielił się tym co miał, nawet ostatnią kromką chleba. Moje dzieciństwo było cudowne, wypełnione miłością bliskich osób, jedną z nich był właśnie Dziadzio Olek, którego nam wszystkim bardzo brakuje, nie tylko w Święta, brakuje Go każdego dnia…

  • Odpowiedz taka ja 4 grudnia 2015 at 08:50

    Ja też tęsknię…. za synem…. :(

  • Odpowiedz Ola 4 grudnia 2015 at 09:46

    Bardzo się wzruszyłam….Tulę mocno.. Zryczałam się jak bóbr, bo jakbym czytała o swojej ukochanej babci…Bardzo za Nią tęsknię i bardzo żałuję, że nie zdążyła poznać mojej córeczki.

  • Odpowiedz anula 4 grudnia 2015 at 09:58

    Chyba nie da się przejść obojetnie obok tych pysznosci :-) same zdjęcia zachęcają by je zrobic :-) …..mam nadzieję, że znajde czas :-) rodzinka bylaby zachwycona :-) Pozdrawiam!!!

  • Odpowiedz Koza domowa 4 grudnia 2015 at 10:27

    Naprawdę wiem, co czujesz… w Wigilię moja ukochana Babcia Nadzia skończyłaby 85 lat. Znów jedlibyśmy Jej ulubiony cytrynowy tort, popijając tanim winem musującym, tym najsłodszym, bo takie uwielbiała. Niestety Święta od 12 lat nie są już Świętami… nie ma tortu cytrynowego i słodkiego „szampana”…i bordowej sukienki w białe groszki. Jedyne, co dalej kontunuujemy, to tradycja robienia grzybówek, które robiłam z Babcią, a teraz robię z Mamą i Siostrzenicą.
    Ściskam Cię serdecznie!

  • Odpowiedz meg 4 grudnia 2015 at 13:07

    Rycze…kolejnym wpisem poruszasz serca..jakbym czytała o swoim dziadku. W zeszłe święta przepowiedział że urodze synka, bardzo czekał na pierwszego prawnuka.w tym roku synek zajmie Jego miejsce przy stole, może zapełni w jakimś stopniu pustkę.tak bardzo żałuję że nie było dane im się poznać..
    pozdrawiam i dziękuję za tak piękne i szczere wpisy;*

  • Odpowiedz olo 4 grudnia 2015 at 19:07

    ugryziona pralina wyglada nieapetycznie

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 4 grudnia 2015 at 21:20

      haha, a właśnie, że apetycznie dla mnie oraz ukazuje konsystencję wnętrza. Przecież nie jest wypluta 😉

  • Odpowiedz marta1981marta 4 grudnia 2015 at 19:47

    dobra, myślałam, że przesadzacie. Też się poryczałam. Mój dziadek ma 82 lata, to taki czlowiek, co wszyscy szanują i uwielbiają. Jest czynnym lekarzem, każdy daje mu max 75 lat. Zawsze słyszę jaki cudowny człowiek i niespotykany specjalista. I coraz częściej myślę, że kiedys przyjdzie taki dzień, że juz będzie sie o nim mowić w czasie przeszłym. Jego ojciec żył 95 lat, może go przegoni, bo pradziadek był sprawny psychicznie i fizycznie prawie do końca. To dziadek, który nigdy nie był zmęczony jak wnuki coś chciały, co jeździł przez pól miasta, żeby gdzies nas zabrać, co w wakacje w ogrodzie rozkładał namiot Odra 4, wylewa konewkami wodę z basenu bo prawnukom trzeba zmienić (co z teo, ze plecy nawalają). takich dziadków wcale nie jest na pęczki….A ostatnio usłyszał, że „82 lata…a to sobie chłop pozył” i się załamał. Przeżył raka, tragiczną śmierć brata, przedwczesną siostry, tragedię córki. A te kilka słów go strasznie przybiło…Doceniajmy swoich dziadków bo bez nich już nic nie będzie takie samo.

  • Odpowiedz www.MartynaG.pl 5 grudnia 2015 at 22:24

    Wyglądają tak obłędnie, że chyba spróbuję! 😉

  • Odpowiedz JuliaOrzech 6 grudnia 2015 at 18:28

    Post wzruszający. Są ludzie, z których stratą nigdy się nie pogodzimy. Mam tak z moją babcią, a zmarła już kilkanaście lat temu. Ciągle mi jej brakuje. Za to praliny i lizaki to wspaniałe antidotum na takie wzruszenia. Wyglądają obłędnie i nie omieszkam spróbować :)

  • Odpowiedz Edyta Pol 6 grudnia 2015 at 19:49

    Polko! czy jest szansa na Twoje przepiękne etykiety na gorącą czekoladę dz domowymi piankami?

  • Odpowiedz Ewa 8 grudnia 2015 at 16:27

    Ja nie chcę o smutkach bo mam gulę w gardle na samą myśl o tegorocznym stole wigilijnym.
    Ja o pralinach chciałam, jak długo mogą ” leżeć ” ? Bo ja chciałam jako małe prezenty je wykorzystać. I czy koniecznie w lodówce je przechowywać?

  • Zostaw coś po sobie