Obiady

zupa dyniowa (dla nielubiących dyniowej)

Są czasem takie rzeczy w życiu, które lubimy wbrew własnej woli. Niby wie człowiek, że kicz i chała, jednak niewiele potrafi w tej sprawie zrobić, nic nie poradzi, że nóżka sama rwie się do tańca na dźwięk “Ona tańczy dla mnie”. Zdarza się, że wbrew aspiracjom klasowym i panującym w środowisku modom, choćby nie wiem jak się chciało to zwalczyć, miewa się słabość do telewizyjnych programów rozrywkowych, tipsów z brokatem, śmieciowych hamburgerów z cieniutkimi frytkami. I chociaż daje się wyczuć, że to passe, to nijak się nie można przekonać do smutnego kina z zacięciem egzystencjalnym; krótkich, naturalnych paznokci ani burgerów z buraka z pieczonym batatem.

Są bowiem takie rzeczy w życiu, które człowiek mocno chciałby polubić, ale jakoś za cholerę nie może. Nic nie poradzi, że jedyne, co czuje przy V Symfonii Beethovena, to senność. Zero patosu, żadnych estetycznych uniesień. To samo z poezją współczesną i malarstwem figuratywnym – no co zrobić, kiedy nie rusza?! Ani że te buraczane burgery i bataty udające frytki to tylko stają w gardle, zamiast zachwycać.

Ja na przykład, mimo najszczerszych chęci, nie mogę przekonać się do jazzu, joggingu, ciemnozielonych ścian, Narcosa oraz – do niedawna – do dyniowej zupy. A to wszak nie tylko jest coś, co lubić wypada, ale co lubić by się chciało, bo takie ładne, jesienne, klimatyczne. Co z tego, kiedy ta pomarańczowa pulpa przyprawia o mdłości? Próbowałam wiele razy – mamine, mężowskie, własne – imbirowe, czosnkowe, łagodniejsze i bardziej pikantne. O dodatku mleka kokosowego, gruszek czy pomarańczy proszę nawet nie wspominać, bo puszczę pawia.

Jadałam je, bo bardzo chciałam polubić. Nie wychodziło, więc wcinałam szybko i zapominałam. Aż wymyśliłam przepis na zupę, który pozwala wykorzystać to, co w dyni najlepsze – konsystencję i kolor. Jej mdły smak podkręciłam pieczoną papryką i pomidorami, doprawiłam czerwonym pesto i chili. Wyszedł mi gar aromatycznego cuda – gęstego i rozgrzewającego, o smaku pełnym i głębokim, dalekim od mdłych papek, które znam z przeszłości. I od razu poczułam się bardziej adekwatna, na tyle nawet, że póki co dam sobie spokój z tym jazzem.

zupa dyniowa

krem z pieczonej dyni

zupa dyniowa z pomidoramizupa dyniowa

Najlepsza zupa dyniowa  – z pieczonymi pomidorami i papryką

Składniki (5-6 porcji):

  • pół niedużej dyni
  • 4 pomidory
  • 2 czerwone papryki
  • 1 cebula
  • 2 łyżki czerwonego pesto
  • 3-4 łyżki mleka
  • łyżeczka wędzonej papryki
  • pół łyżeczki chili
  • sól, pieprz
  • odrobina oliwy

Przygotowanie:

  • warzywa umyć i pokroić: paprykę w paski, cebulę i pomidory w ósemki, z dyni wyjąć pestki i włosy, pokroić w łódeczki (można obrać ze skóry, ale to upierdliwe na surowo, więc można piec ze skórą, z upieczonej zejdzie z łatwością)
  • ułożyć je wszystkie na blasze, schlapać odrobiną oliwy, oprószyć solą, pieprzem i papryką
  • piec ok. 20 minut w 200 st. (góra – dół) – wszystkie warzywa mają być miękkie i lekko zrumienione
  • upieczone warzywa przełożyć łopatką do garnka (jeśli dynia była pieczona ze skórą, zdjąć ją)
  • blachę, na której się piekły, przelać wodą, przemieszać, żeby zebrała jak najwięcej aromatu i soków, zalać nią warzywa w garnku (woda ma je przykryć)
  • gotować ok. 20-30 minut, dodać mleko (nieobowiązkowo), doprawić czerwonym pesto, zmiksować blenderem i dosolić według uznania
  • podawać z grzankami – najlepsze przygotowuję z pszenno-żytniego, dwudniowego chleba (najlepiej, gdy ma kwadratowe kromki), który kroję w drobną kostkę, prażę na suchej patelni aż będzie chrupiący i złotawy, a na koniec kładę na patelni cienki płatek masła, szybko mieszam, żeby równomiernie się rozprowadziło i dodaję szczyptę soli – trzeba je trzymać z dala od mężów i dzieci, bo zeżrą wszystko przed obiadem 😉