Desery

pudding z tapioki (zamiast ucieczki do raju)

Gdzie byłam, jak mnie nie było?

Płynęłam, topiłam się, strużki potu ściekały po mojej twarzy, po karku i plecach. Miałam mokre cycki, włosy, nogi, brzuch, wszystko! W pierwszej ciąży puchłam, stopy nie mieściły mi się do żadnych butów, dłonie przypominały bochny chleba. Teraz woda bynajmniej nie zatrzymuje się w moim organizmie, o nie, ona wylewa się zewsząd strumieniami. Nie miałam pojęcia o istnieniu takiej ilości gruczołów potowych na moim ciele, nie sądziłam, że można lepić się do pościeli, przebierać dwa razy dziennie, brać po trzy zimne prysznice i wciąż ociekać potem. To może być nieco drastyczne, wiem, ale cóż, moje życie nie zawsze ma słodki smak arbuzowych lodów i różowej lemoniady. Ostatnio bywa słone. Jak ten pot.

To się chyba nazywa kryzys. Nie wiem, co robić, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Za ciasno mi w domu, męczy mnie ta krzątanina w upale, to ogarnianie życia w strugach potu, dość mam tej redukcji do roli domowej matki. Jestem zmęczona, brakuje mi fantazji, mam deficyt weny. Gdy mnie nie było, troszkę sobie uciekłam. Od roli domowej matki i od krzątaniny. Byłam sama i byłam z przyjaciółmi, robiłam rzeczy właściwe dorosłym. Chodziłam po ulicach Warszawy, nagadałam się wreszcie z ludźmi starszymi niż moja córka, poszłam na dobry koncert. Cieszyła mnie wygoda hotelowego łóżka i smak śniadania, po którym nie musiałam zmywać. Tak, chyba odpoczywałam. Tęskniłam też bardziej niż bym chciała, nie da się uciec od bycia matką. Aktualnie to trudniejsze niż kiedykolwiek. O ile Zośkę można wcisnąć dziadkom, to Hanka rzuca się jak szalona, mój brzuch podskakuje tyle gwałtownie, co niespodziewanie, tak mocno, że nie da się o niej zapomnieć.
Mam ochotę uciec gdzieś dalej niż do stolicy. Najchętniej zwiałabym daleko – od miasta, od cywilizacji, od ludzi, od ich pytań i spojrzeń, od zbliżającego się wielkimi krokami porodu. Czuję, że najlepiej by mi było teraz na bezludnej wyspie. Jedyne, o czym ciągle marzę to kąpać się, pływać, unosić się na wodzie, czuć się lekko i rześko. Na bezludnej wyspie – jak sama nazwa wskazuje – nie byłoby ludzi, mogłabym więc bezwstydnie zrealizować tę fantazję. Mogłabym przeczekać te trzy miesiące, nie martwiąc się o nic, by wreszcie urodzić gdzieś pod palmą, z dala od białych kitli, kroplówek i procedur. Bezludna wyspa dostarczałaby mi też smaków, które odpowiadają mi ostatnio najbardziej – ananasy, mango, nektarynki i kokosy rosłyby na drzewach, w zupełności wystarczając mi do życia.
Każdy ma taką ucieczkę, na jaką zapracował. Na mojej warszawskiej nie było kokosów ani ananasów, odżywiałam się w hipsterskich knajpach i foodtruckach. Powróciwszy więc po czterech dniach bez gotowania z przyjemnością przygotowałam sobie deser prosto z raju. Równie hipsterski co warszawski burger – kokosowy pudding z tapioki z musem z mango. Wspaniały.

Kokosowy pudding z tapioki 
z musem z mango
(3-4 porcje)

Składniki:
1 puszka (400ml) mleka kokosowego
200 ml mleka (może być sojowe, migdałowe)
1/3 szklanki tapioki (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością)
1/4 szklanka brązowego cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 owoce mango
Przygotowanie:  
  • kuleczki tapioki zalać obydwoma gatunkami mleka, odstawić na godzinę
  • po tym czasie dodać cukier, wanilię oraz szczyptę soli i zagotować
  • gotować na małym ogniu przez 12 – 15 minut – do czasu, aż perełki tapioki staną się przezroczyste i miękkie
  • ugotowaną tapiokę przelać do małych słoiczków lub pucharków, zostawić na kilka minut do ostygnięcia, aby stężała i odstawić do schłodzenia do lodówki
  • 2 zimne owoce mango umyć, obrać, pokroić i zmiksować mlenderem na mus, wyłożyć na wierzch puddingu
  • podawać gdy będzie całkiem schłodzony

Mój deser powstał na podstawie tego przepisu z Jadłonomii >> klik.