wnętrza

w tym pokoju dbamy o siebie – metamorfoza sypialni

Różne rzeczy można robić w sypialni – jesteście duże dziewczynki, więc wiecie. W większości dzieciate, więc macie pełną świadomość, co dwoje dorosłych ludzi bez bielizny może wyczyniać po zmroku we wspólnym pokoju. To oczywiste – uprawiać najpyszniejszą zabawę wieku dojrzałego – sen! Niektórzy tuż po przyłożeniu głowy do poduszki, inni – po wielu godzinach przewalania się w pościeli. Są tacy, którzy spleceni w mocnym uścisku, i ci, którzy niestety, ale tyłkami do siebie. Pod jedną kołdrą albo dwiema. We dwoje, troje, czworo. Śpią albo walczą o życie, o haust powietrza, centymetr przestrzeni, choćby kawałeczek okrycia. Śpią albo uprawiają wędrówki ludów, odprowadzają lunatykujące dzieci, odkładają do łóżeczek niemowlęta lub zrezygnowani kapitulują i idą spędzić resztę nocy na tapczanie o długości metr trzydzieści. Jesteście duże dziewczynki, więc wiecie, że sypialnie rodziców rzadko bywają świątynią odprężenia.

Że te cztery ściany to niestety, ale częściej od odgłosów miłosnych uniesień słyszą małżeńskie rozmowy się o rachunkach, obiadach i o tym, kto jutro odbiera ze szkoły. Że one jednak częściej są świadkami składania prania, obcinania paznokci u stóp, względnie – oglądania seriali niźli seksu tantrycznego, ja się dość mocno obawiam. Proza życia zamienia też nierzadko alkowę kochanków w składzik rzeczy przeróżnych: od stosów łachów, kartonów czekających drugi kwartał na wyniesienie do piwnicy, przez suszarki balkonowe, deski do prasowania, rowerki stacjonarne, sztangi i narożne kawalerskie biurka komputerowe, których byli kawalerowie mimo ożenku nie chcą się pozbyć. I nie ma miejsca na półeczki ani świeczki, nie chce się nikomu stroić takich składzików ślubnymi zdjęciami ani obrazkami, nie chce się stawiać ozdób ani wieszać firanek, skoro i tak wyjdzie z tego raczej pomieszczenie gospodarcze, tylko z firankami.

Jesteście duże dziewczynki, więc wiecie, że w sypialniach, zamiast szeptać sobie do uszu czułe słówka, bardzo często też pracujemy. Jakże często przecież jeszcze przed zaśnięciem podkusi człowieka, żeby ostatniego mailika wysłać, tylko jednego, bo ważny. A potem to już z górki: rozszerzone źrenice i dziesięć mailików, arkusze kalkulacyjne, oferty, raporty, pliki kontrolne…i zamiast sypialnianej romantyczności mamy nocne home office w piżamie. I nie wiadomo kiedy zamiast szklanki ziółek i ciekawej książki mamy na stoliku papiery, tablety, laptopy, smartfony…

A przecież tak chciałoby się, żeby ta sypialnia to było to miejsce, w którym ustępuje z nas napięcie całego dnia. Żeby w kontakcie z miękką poduszką i pachnącą pościelą, schodziło z nas powietrze i następował wreszcie ten upragniony, święty spokój. Tak bardzo chciałoby się w tym zabieganym życiu i zawalonym zabawkami domu mieć tych kilka metrów kwadratowych harmonii, ładu i kojących widoków. Żeby choć ten mały kawałek mieszkania pozbawiony był skarpetek dziecięcych, prania i laptopów, rozmów o rachunkach i wszystkiego, o czym chcemy na parę godzin zapomnieć. W teorii wszystkie wiemy, że w związkach z długim stażem ważne są miłosne rytuały. Buzi – buzi, drapanie po głowie i masaże pleców. Przytulasy i rozmowy o tym, co ważne. W praktyce nierzadko zasypiamy w ubraniach i nikt by nas nie zmusił, żeby kogokolwiek masować czy drapać.  W prawdziwym życiu zamieniamy swoje sypialnie w składziki, domowe biura, w pokoje ogólnorodzinne zamiast tylko małżeńskich. W teorii wiemy, że niezdrowo, ale jak często zasypiamy wgapione w komórkę, scrollując bezmyślnie wszystkie te fejsy i Instagramy. W wersji najsmutniejszej ze smutnych – plecami do siebie.

I choć z naszą sypialnią nigdy nie było jakoś dramatycznie źle, to muszę Wam się przyznać, że były powody ku temu, żeby zacząć od nowa.

No i zaczęliśmy. I nie, że ściana była brudna, a w kącie stał rowerek stacjonarny, nic z tych rzeczy. Potrzebowaliśmy grubej kreski, którą odetniemy czasy laptopów, smartfonów, leżenia tyłkami do siebie i smutnego, samotnego scrollowania. Nowej jakości, w której zaczniemy dbać o tych kilka godzin, które tutaj spędzamy, a które zwykle są jedynym czasem sam na sam w ciągu doby. Potrzebowaliśmy krajobrazu, który przypomni: w tym miejscu dbamy o siebie, jesteśmy uważni, bierzemy głęboki oddech, spuszczamy z siebie powietrze i napięcie. Chciałam, żeby było bardziej intymnie, przytulniej i spokojniej. Potrzebowałam motywacji, żeby kłaść się do łóżka wcześniej. Niektórym pewnie wystarczy powziąć jakieś postanowienie, podjąć decyzję, pogadać, że – ej, słabo jest, zacznijmy ze sobą częściej rozmawiać przed snem. Bo po kilkunastu latach związku naprawdę można za kimś tęsknić, żyjąc z nim pod jednym dachem. A czasami trzeba taką chęć zmiany w życiu zaakcentować mocniej, namacalnie jakoś.

Zaakcentowaliśmy więc – konkretnie na szaro. Zaakcentowaliśmy ciemną ścianą, roślinami, lampkami i świecami. I teraz ten pokój mówi: to jest małżeńska świątynia. Tu się czyta książki, przytula, rozmawia, masuje wzajemnie zbolałe karki, oddycha głęboko. Tego miejsca się nie kala gapieniem w smartfony, nie ogląda się tu bajek, nie kruszy chrupkami w tą pościel, nie składuje się tu prania ani kartonów do piwnicy. Tu się celebruje odpoczynek i bycie razem. W tym pokoju dbamy o siebie – o samych siebie i siebie nawzajem.

Slow&Care challenge by MAGNAT Care

Marka MAGNAT, producent nowej linii MAGNAT Ceramic Care poprosiła mnie, żebym zainspirowała Was do podjęcia wyzwania. Dlatego dziś zachęcam – zwolnijcie, szukajcie balansu, równowagi i uważności. Nigdy nie jest za późno na zmiany, zwłaszcza jeśli dzięki nim możemy odzyskać zagubioną gdzieś po drodze bliskość. Dzięki pozbyciu się z sypialni smartfonów można odkryć nową jakość wspólnych wieczorów i odpoczywać bardziej. Zamienić idealne światy obcych ludzi na tego człowieka, który leży obok, nawet jeśli nieidealny.

Nie bez kozery o takich wartościach mówi producent farby, linia MAGNAT Care ma bowiem z takim zrównoważonym stylem życia wiele wspólnego. Jest odpowiedzią na wyzwania współczesnego świata – nie tylko ten wszechobecny pęd, ale przede wszystkim smog – to farba, która oczyszcza powietrze z formaldehydu (zapewnia redukcję poziomu szkodliwego formaldehydu nawet o 98%), posiada odporną na rozwój bakterii powłokę o właściwościach antystatycznych, dzięki której zmniejszone jest przywieranie kurzu, co przyczynia się do poprawy jakości powietrza!

Pewnie nie zdajecie sobie z tego sprawy (ja nie wiedziałam), ale formaldehyd wydobywa się z wielu rzeczy np. z mebli, z paneli, wykładzin czy dywanów. Nie można go całkiem wyeliminować, ale można podjąć świadome działania, które pozwolą zmniejszyć jego ilość w powietrzu. Formaldehyd w większym stężeniu może być bardzo niebezpieczny dla zdrowia, został uznany też za czynnik kancerogenny. Jest bezwonny i niewidoczny dla naszych oczu, ale często powoduje ich łzawienie, drapanie w gardle, suchość skóry, alergie itd. Okazuje się, że unikanie wychodzenia z domu w dni, kiedy stężenie pyłów jest wysokie to za mało, ponieważ powietrze wewnątrz budynków również jest bardzo zanieczyszczone. A to przecież właśnie w budynkach spędzamy ok. 90% swojego czasu – warto więc zadbać o to, czym oddychamy. Farba MAGNAT Ceramic Care polecana jest do każdego rodzaju pomieszczeń, a szczególnie tych, w których współczesny człowiek spędza najwięcej czasu, jak: biura, sypialnie, salony, kuchnie, pokoje dziecięce.

Magnat Ceramic Care

Mogłabym pewnie zakończyć ten wpis informacjami o właściwościach tej farby w zakresie oczyszczania powietrza, ale muszę powiedzieć Wam coś jeszcze – ta farba to geniusz. Jej wyjątkowa jakość dała się poznać już od pierwszych ruchów wałkiem – jest kremowa, idealnie kryjąca, mocno napigmentowana, a przy tym bezwonna, nie pryska podczas malowania i błyskawicznie wysycha. Nasza ściana miała zadziwiająco równomierny kolor już po pierwszym malowaniu, druga warstwa pogłębiła go tylko i wyrównała. A mogliśmy nakładać ją momentalnie, wyschła w mig. Jeśli więc macie ochotę na ciemną ścianę, nie bójcie się – to jest akcja na jedno popołudnie, w dodatku bez żadnych brzydkich zapachów. Nie spodziewałam się, że ta metamorfoza będzie tak łatwa i jestem pełna uznania dla tej farby – to jest z całą pewnością produkt dla wymagających, w dodatku ultraprosty w użyciu. Co więcej – także w późniejszym użytkowaniu, jest bowiem także plamoodporna i odporna na zmywanie czy szorowanie na mokro.

Nasz odcień Magnat Ceramic Care to Nietuzinkowy Kwarc, ale możecie wybierać spośród ponad pięćdziesięciu odcieni.

To jak, dziewczyny – podejmujecie wyzwanie Slow&Care? Kto dołączy do mnie w poszukiwaniu lepszej jakości wieczorów i poranków? Odważycie się wyrzucić z sypialni smartfony i zamienić je na książki, rozmowy i czułości? Dajcie znać w komentarzach, czy ten pomysł Was zainspirował, a jeśli wcielicie go w życie – niezależnie czy odmieniając swoje sypialnie czy tylko zwyczaje – koniecznie dajcie mi o tym znać!

Wpis powstał we współpracy z marką Magnat.