codzienność

tyle szczęścia

Chciałabym móc spotkać siebie sprzed trzech – czterech lat, choćby nawet i z czasu drugiej ciąży. Chciałabym móc opowiedzieć sobie tę historię, pokazać sobie samej wszystkie rodzinne zdjęcia z ostatnich dwóch lat, a najlepiej – zaprosić się do obecnego domu i przedstawić sobie swoją drugą córkę. Tę samą, której się tak bałam.

Tę, o której myślałam, że zabierze mi resztki wolności i możliwości samorealizacji. Tę, o której sądziłam, że będzie moim gwoździem do trumny, że kiedy się pojawi, nic już ze swoim życiem nie zrobię, zostanę umęczoną matką w kieracie, wiecznie na usługach innych. Chciałabym móc przedstawić sobie to dziecko, na które myślałam, że mnie nie stać. To, dla którego nie było już miejsca w mieszkaniu. To, dla którego nie chciałam znowu tyć. To, dla którego nie chciałam już więcej być w ciąży, w szpitalu, w połogu. Chciałabym móc kilka lat temu wejść do naszej rodziny teraz i pokazać sobie, że nawet, jak się ma mało pieniędzy, to jak się człowiek mocno postara i ciężko pracuje, to ma więcej. Chciałabym móc powiedzieć sobie, że może i te parę ciążowych miesięcy było słabych, ale były tego warte, jak niewiele wysiłków, które w życiu poniosłam. Pokazałabym sobie siebie – może i lekko przytytą, trochę zmęczoną, ale na pewno nie w kieracie i z pewnością nie w trumnie. Może i nie ze swobodą nastolatki, może i ostro lawirującą między dziećmi, domem a pracą, ale zdecydowanie realizującą swój wymarzony plan. Powiedziałabym sobie samej: popatrz tylko, za dwa (trzy, cztery) lata będziesz zarabiać na życie pisaniem, stylizowaniem i robieniem zdjęć, będziesz wystawiać faktury za własną twórczość, płodzoną w zaciszu swojego wymarzonego mieszkania, a to dziecko, którego się tak boisz, w niczym nie będzie Ci przeszkadzać.

Ono będzie inspirować, napędzać, dawać kopa. Będzie codzienną dawką śmiechu, słodyczy, wzruszeń. Będzie najzabawniejszą małą kluską na świecie. Będzie mieć rysy swojego taty (dla równowagi) i blond czuprynę (dla odmiany). Będziesz mieć miękkie kolana i galaretę zamiast mózgu, kiedy będzie wskakiwała Ci na ręce i tuliła się mocno, gdy będzie przychodzić do Ciebie w nocy, brać Cię za rękę, pakować się na kolana z książeczką. Oszalejesz na jej punkcie, gdy będziesz patrzeć, jak tańczy i śpiewa, słuchać, jak rozmawia z siostrą, w wieku dwóch lat recytuje wiersze. Będziesz się na nią gapić rozanielona tym swoim cielęcym spojrzeniem. Będziesz chciała zatrzymywać czas pięć razy dziennie.

Zobacz, jak często będziesz się śmiać, jak dużo uśmiechać – powiedziałabym sama do siebie. A to dziecko, o którym sądziłaś, że będzie gwoździem do trumny, stanie się najlepszym, co mogłaś ze swoim życiem zrobić w wieku lat 32.

Żałuję, że nie mogłam tego zobaczyć, tak się przecież martwiłam. Szkoda, że nie miałam pojęcia, że ona mi nic nie zabierze. Skąd miałam wiedzieć, że tyle mi da? Tyle miłości, tyle uśmiechu, tyle szczęścia.

Sto lat, Hanusia. Mogłabym Cię rodzić pięć razy nawet, żebyś tylko była.

14