dzieciaki

takie cuda

Budzi mnie wiercenie u boku, to jej rozgrzany policzek, przyklejony do mojej piersi – zasnęła w naszym łóżku po ostatnim nocnym karmieniu.

Głaszczę tę cudną, małą główkę, jeszcze się dziwię, uśmiecham się przez łzy; to niewiarygodne, że można być aż tak idealnym. Przeciągam się, teraz zestaw naszych porannych gestów: stopa o stopę, ręka za rękę pod kołdrą, mocno. To jak uszczypnięcie, które przypomina, że to nie sen. Potem przybiega Zośka, każdy dzień zaczyna od obmacania siostry, siada między nami oparta o poduszki i ogląda paluszki, głaszcze policzki, całuje główkę, cieszy się z każdej miny swojej żywej lalki. A może niepotrzebnie trywializuję? Może to znacznie głębsze, może to już prawdziwa miłość?
Za oknem ciemno i cicho, mgły, bodźce z zewnątrz zredukowane do minimum podkręcają wrażenie, że jesteśmy centrum wszechświata. Nawet więcej – wszechświat skurczył się do rozmiarów naszego mieszkania, dookoła szara, pusta bańka, jesteśmy tylko my. W naszym wszechświecie jest ciepło i jasno, kolorowo, dobrze. Pachnie rosołem, herbatą, małymi dziećmi, domem.  Po podłodze jeszcze snują się balony, które powiesili na nasz powrót ze szpitala (wraz z napisem “witamy w domu”, wykaligrafowanym niepewną kreską pięciolatki). Po kątach jeszcze leżą kolorowe sznureczki, którymi owiązali moich 15 prezentów na 15 dni baby blues. Codziennie wyciągam z kosza kolejny drobiazg, małą paczuszkę – serduszka do kąpieli, pastelowe pudełka herbatek, słoiczki, masełko do ust, maseczki do twarzy czy wachlarz handmade by Zosia. Każdy z nich rozczula do granic możliwości, wybrany starannie podczas ich wspólnej wyprawy po sklepach, pakowany w środku nocy, mały dowód troski i miłości.Takich dowodów mam od tygodnia więcej niż kiedykolwiek, pławię się w nich jak pączek w maśle. To powitanie, i te prezenty, rosoły, herbaty, te cudne poranki w pościeli, różne drobne, czułe gesty.  Nic nie muszę, a mogę: odpoczywać, drzemać czy nawet mimo ogromu tego szczęścia, całkiem bez sensu, jak na babę w połogu przystało – trochę sobie popłakać.  Jestem wytulona i zagłaskana. Jeszcze nigdy nie czułam się tak kochana i potrzebna. Jeszcze nigdy tak nie kochałam i nie potrzebowałam. Jestem pijana miłością i w tym stanie nietrzeźwym nabieram odwagi na czas po sielance tacierzyńskiego. W tym pijackim widzie zaczynam sądzić, że wszystko nam się uda, że życie jest piękne, bliska jestem uwierzenia, że mogłabym mieć dużo pięknych dzieci. Ta Hanka maleńka już takie cuda z nami robi!

mobil – Moi mili
miętowy kocyk w pieski – Sweet Village
lalka – króliczek – Scandiloft
sarenka – Amazing Decor
To dźwięki i słowa z mojej głowy, o tak się teraz czuję: