felietony

“Suma drobnych radości”

Siedzę w środku nocy na walizkach i serio – pierwszy raz od dawna nie wiem, od czego zacząć. Chciałoby się zawyć: “herbata stygnie, zapada mrok, a pod piórem ciągle nic”, ale niestety – zmrok już dawno zapadł, a ja dla znieczulenia piję bynajmniej nie herbatę. Cudze słowa wydają mi się zazwyczaj jakieś ładniejsze niż własne, dziś wieczór więc stosuję zalecenie samego Hemingwaya, który radził: “write drunk, edit sober”. I obiecuję sobie jutro wyedytować jeszcze na trzeźwo. Żeby tylko było co – wszak siedzę tu już drugą godzinę, “a pod piórem ciągle nic”.

Jak dobrniecie do końca, pomyślicie pewnie – kokietuje. Ale już moja rodzina i znajomi na pewno przypomną sobie, jak się bałam matury. Tej samej, którą zdałam na szóstkach. Ci z okresu studiów to się już ze mnie wręcz nabijali, że przychodziłam na egzaminy rozdygotana, by wychodzić z nich później z piątkami. To się nazywa – mentalność prymusa. Perfekcjonizm wrodzony, w niewielkim tylko stopniu uleczalny. Obwiniam za niego mojego tatę, ale co on biedny może, że mnie taką spłodził i mi tym samym życie utrudnił. Każdy rodzic parę felernych genów puszcza w świat, ale to się niby jakoś ewolucyjnie udoskonala. Nic a nic się od niego doskonalszą nie czując, spróbuję wreszcie przełamać swoje felerne geny i dojść do sedna, zanim zaśniecie.

Otóż, kochani – książkę napisałam.

Obiecałam sobie nie kłapać ozorem, dopóki nie będę pewna. Postanowiłam – napiszę, skończę, będą konkrety – to się ujawnię. Ujawniam się więc niniejszym chaotycznie i nieskładnie, bom w emocjach wielkich. Nie bardzo wiem, co się w takich momentach mówi, czy też pisze w zasadzie. Czy powinnam z tego miejsca podziękować mojemu mężowi za to, że gotował, prał i sprzątał, kiedy ja pisałam? A może wydawnictwu za niepowtarzalną szansę? Mamie polonistce za interpunkcyjną łatwość? Oraz że się dzięki wyniesionemu z domu oczytaniu korekta nie musiała specjalnie babrać w mojej ortografii? Powinnam pewnie uprawiać propagandę sukcesu, że dzieło mojego życia i owoc wielomiesięcznej pracy, że zajebiste i jedyne 39,90, bierzcie ludzie.

Jak się domyślacie – nie będę. Nie umiem gwiazdorzyć. Z tego między innymi powodu nie chwaliłam się jakoś nadmiernie wcześniej, chciałam uniknąć falstartów, presji wszelakich i tak trudnych dla mnie odpowiedzi na pytania “o czym?”, które musiałabym wtedy masowo produkować.

Kiedy ktoś pytał, ja niestety nie bardzo umiałam odpowiedzieć, nie wypracowałam sobie nawet przez tę parę miesięcy żadnej formułki, no konfuzja totalna i zmieszanie. “O szczęściu” nie powiem – banalne przecież. “O życiu” – o, Jezusie Słodki i Najświętsza Panienko! O hygge? Litości, this is so 2016!

A jednak, napisałam książkę, o szczęściu, o życiu i o hygge trochę też. Napisałam ją o małych radościach. O czerpaniu z życia tak, by smakowało. O uważności, o rodzinie, bliskości i o siostrzeństwie. Napisałam o lagom, i o minimalizmie, o macierzyństwie, o domu i o jedzeniu. O wielu rzeczach zasadniczo, czyli generalnie tak, jak zawsze chciałam.

Agnieszka Burska - Wojtkuńska książka

Od kiedy pierwszy raz ktoś zasugerował mi, że powinnam napisać książkę, zastanawiałam się, jaką. O czym? Jak tu wybrać jakiś wycinek tematów, które mnie interesują? Iść w nurt zbuntowanej Matki Polki, a może po prostu przepisy na świąteczne ciasteczka wydać? Coś o wnętrzach, przyjęciach czy jakieś wątki feministyczne raczej? Wiedziałam, że to musi temat, który da się zwizualizować, chciałam kolorów, nastrojów i zdjęć. Chciałam, żeby ludziom było od tego dobrze.

No i chyba znalazłam taką konwencję, która pozwoliła mi zgrabnie, jak sądzę, zmieścić większość spraw, które są mi bliskie. I tak sobie myślę, że trochę podsumowałam swoje mentalne odkrycia ostatnich czterech lat, czyli od kiedy prowadzę bloga. Odkrycia, które sprawiły, że jest mi dziś na świecie lepiej niż kiedykolwiek.

książka o szczęściu

Czy pomogły mi w tym hygge lub lagom? Bynajmniej. Uprawiałam je zupełnie nieświadomie, po latach odkrywając, że tak Skandynawowie nazywają życie jak moje – zwyczajne, ale dobre. Takie w sam raz. Wypełnione drobnymi radościami i codziennymi celebracjami.

Czemu Skandynawia? Bo od dawna uwielbiam. Bo na fali mody na skandynawski styl życia, pojawiła się potrzeba, by przyjrzeć się mu z perspektywy naszego podwórka. Czemu nie Polska? Jest i Polska. Całkiem sporo jest tam tej naszej mentalności. Wyznam Wam w sekrecie, że roboczy tytuł tej książki, w korespondencji z wydawnictwem, brzmiał właśnie długo “Hygge po polsku”.

Zastanawiam się na paru stronach, czy my się w ogóle nadajemy do tego – do szczęścia konkretnie. Porównuję, analizuję, socjologizuję gdzieniegdzie. Nie zachwycam się bezrefleksyjnie, lecz podejmuję próbę odpowiedzi na pytanie, które pewnie niejedna z nas zadała sobie ubiegłej zimy – czy to jest w ogóle dla nas?

hygge książka

książka o hygge

I ja chyba niewiele więcej dam dzisiaj radę na ten temat napisać. To dla mnie trudne po tylu miesiącach. Tyle znaków, wyrazów, dni, miesięcy, zdjęć i potraw później. Po tylu zarwanych nocach i weekendach bez dzieci. Po tylu dniach przesiedzianych z wypiekami na twarzy, na niepościelonym łóżku, w twórczym szale. Po tylu spędzonych we frustrującej niemocy, kiedy zamiast pięciu stron rodziłam w mękach jedną. Po tylu godzinach w kuchni, gdy ociekałam potem i gryzmoliłam proporcje czy składniki gdzieś w notatniku. Po takim czasie, kiedy wciąż chciałam lepiej i cały czas miałam milion wątpliwości.

Odkładam je na bok i wyrzucam to z siebie, jak na terapii: witajcie, mam na imię Agnieszka, napisałam książkę i jestem z siebie dumna.

suma drobnych radości książka

suma drobnych radości

Dziewczyny, tyle z Was o to prosiło, tyle namawiało. To ja teraz mówię: sprawdzam 😉

Oddaję Wam 255 stron siebie. Bądźcie łaskawe.

“Suma drobnych radości”

Agnieszka Burska – Wojtkuńska

PREMIERA 30.08.2017.

Praktyczne info: książka będzie do kupienia w różnych księgarniach stacjonarnych i internetowych, lecz będzie mi bardzo miło, jeśli zechcecie zamówić ją u mnie. Pod koniec sierpnia uruchomię na blogu sklep internetowy, w którym będę mogła Wam zaoferować książkę z małym dodatkiem i dedykacją.

PRZEDSPRZEDAŻ – ZAPISY

W związku z ograniczonym pierwszym nakładem i Waszym dużym zainteresowaniem już  w pierwszych godzinach, zachęcam do zapisania się na książkę z dedykacją poprzez poniższy formularz. Dzięki temu jako pierwsi dowiecie się o godzinie otwarcia sklepu internetowego i będziecie mieć gwarancję, że otrzymacie swój egzemplarz w pierwszej kolejności i z małym bonusem ode mnie 😉

A w pierwszej połowie września będzie można się ze mną spotkać, najpewniej w Gdańsku i Warszawie, szczegóły wkrótce!

suma drobnych radości