inspiracje

Jak stworzyć capsule wardrobe – poradnik wyprzedażowy

Życie po trzydziestce to jest jednak inna jakość. Nie obejrzy się człowiek, jak z nieopierzonego podlotka zamienia się w kobietę stateczną. Zasypia w połowie filmów, ma salon pełen roślin doniczkowych, w piątki już nie epickie melanże planuje na weekend, a pożywne obiady. Doświadczony jest i wie, że dziesięć godzin snu daje więcej frajdy niż dziesięć szotów. Człowiek po trzydziestce bywa też bardziej zmęczony życiem – bo bardziej dzieciaty, zapracowany, zakredytowany, uwikłany w sieci obowiązków i powinności. Wypracowuje sobie więc rozliczne strategie ułatwiania życia: nosi czapki zamiast umyć głowę, do perfekcji opanowuje sztukę strzepywania prania tak, by nie trzeba było prasować, z jednej pieczeni ma trzy różne obiady. Zna siebie bardzo dobrze, przewiduje przenikliwiej, zatem: filmy odpala już w łóżku, piecze od razu dwa kilo mięsa, kupuje bardzo ładne czapki oraz odzież z gatunku niegniotliwej.

I ja, jako rasowa kobieta stateczna, wypracowałam sobie rozliczne strategie, ułatwiające mi moje życie (po trzydziestce już bardzo mocno wszak). Tą, z której jestem znacznie bardziej dumna niż z zakładania czapki na nieświeże włosy, jest sposób, w jaki od jakiegoś czasu dokonuję zakupów odzieżowych. Nie jest to bynajmniej żadna autorska koncepcja, nie odkryję tu Ameryki ani nie stanę się gwiazdą na miarę tej, co wymyśliła, że sprzątanie to magia. Jeśli więc nie olśnię kogoś tym wpisem, to może chociaż przypomnę o idei capsule wardrobe. Może uratuję czyjąś premię od przepuszczenia na fatałaszki z wyprzedaży we wszystkich kolorach tęczy, z których większość przestanie być modna już w marcu. Może uda mi się otworzyć komuś oczy na to, że życie może prostsze, a dni robocze nie muszą zaczynać się od nerwowych prób dopasowania bluzki do marynarki ani przepakowywania dobytku do innej torebki.

To już oczywiście, co kto lubi, z pewnością jest wiele kobiet, którym te codzienne wybory konfekcyjne sprawiają dużo frajdy. Zakładam jednak, że może być nas więcej – babek, które mają inne sprawy na głowie niż zastanawianie się, co na grzbiet nałożyć. Matek, którym do szczęścia wystarczy konieczność ciągłego dokupowania odzieży dziecięcej  w coraz to większych rozmiarach. Wreszcie – właścicielek szaf zwyczajnych w niewielkich mieszkaniach, a nie przestronnych, klimatyzowanych pokoi dla szpilek i torebek. Jeśli więc jesteś którąś z wyżej wymienionych i jednocześnie lubisz wyglądać przynajmniej schludnie, a być może nawet i gustownie – uderzaj w capsule wardrobe jak w dym. Uderzaj szczególnie teraz, gdy wyprzedaże, bo dzięki obniżkom możesz szybciej wcielić w życie tę ideę albo po prostu wcielić ją inwestując w rzeczy jakościowo lepsze, a zatem zwykle – na dłużej.

Garderoba kapsułkowa to bowiem nic innego, jak szafa sprytna i uniwersalna, wolna od mód, na wskroś praktyczna, bardzo ułatwiająca życie poprzez ograniczenie codziennych dylematów oraz zakupów. To idea posiadania niewielkiej liczby (lepszych gatunkowo) ubrań i dodatków, które ze sobą doskonale współgrają, dając możliwość tworzenia wielu zestawów na różne okazje. Na potrzeby tego ćwiczenia prezentuję Wam moją ulubioną kolorystykę, czyli połączenie czerni, bieli i szarości z akcentami pudrowego różu i niebieskiego dżinsu, lecz oczywiście założenia capsule wardrobe spełni także garderoba w brązach, khaki i beżach albo bardziej wyraziste połączenia, jak np. marynarski granat z bielą i czerwienią. Co kto lubi generalnie, ale zasada jest taka, że bazowe kolory są 2-3 oraz muszą do siebie pasować, a większość rzeczy można ze sobą miksować w stylistycznie spójną całość.

Kolejnym krokiem, po decyzji sprawie ulubionych i najkorzystniejszych kolorów jest przeanalizowanie stylu życia, czyli okazji, jakie są naszym udziałem na co dzień. Na tej podstawie ustalamy styl wybieranych rzeczy – bardziej codzienny lub formalny czy wręcz wieczorowy. Oczywiście to nie jedyne kryterium, pod uwagę należy wziąć też uwarunkowania fizyczne, czyli po polsku – figurę i zdecydować, czy w ogóle bierzemy pod uwagę mini lub rurki super skinny. Tego tu Wam nie pomogę rozstrzygnąć i znowu – pokazuję przykładową, praktyczną szafę kobiety, która na co dzień nasza tzw. casual, w porywach do smart casual, czyli styl półformalny.

Komponując garderobę, która ułatwi Wam życie, należy uwzględnić następujące elementy:

jak stworzyć capsule wardrobegarderoba kapsułkowa

Posiadając kilka rzeczy z każdej z tych kategorii jesteśmy w stanie tworzyć dziesiątki zestawów – mniej i bardziej formalnych, biurowych, weekendowych, wyjściowych i wieczorowych. I tak – Macademian Girl umarłaby z nudów od samego patrzenia na te propozycje, ale umówmy się – mało która z nas pragnie chadzać do pracy w banku czy na obiad do teściów w żółtym turbanie i kolczykach z pawich piór. Świat jednak w większości składa się ze zwyczajnych ludzi ubranych w zwyczajne rzeczy. W dodatku mam wrażenie, że coraz częściej z takich, dla których piękno to prostota. Zobaczcie, na ile sposobów można ograć dżinsy, cygaretki czy czarną spódnicę!

capsule wardrobe zestawy

Tak naprawdę czasami wystarczy zamiana płaskich butów na szpilki, albo swetra na marynarkę, żeby całkowicie zmienić charakter stroju. Niesamowite, ile kombinacji można stworzyć, mając w szafie 20-30 ubrań, kilka par butów i parę dodatków!

capsule wardrobe

Moje ulubione to właśnie te luźnawe v-necki, najlepiej takie grubsze, mięsiste. Idealne zarówno do rurek, jak i boyfriendów, wygodne i – dzięki głębszym dekoltom jakieś takie bardziej kobiece od typowych t-shirtów pod szyję. Fajnie do nich pasują proste, długie łańcuszki i naszyjniki, dobrze wyglądają pod marynarką, kardiganem czy ramoneską, w każdym w tych połączeń nabierając zupełnie innego charakteru. Ze względów higienicznych warto mieć ich w szafie więcej niż na obrazku, od paru lat u mnie normą jest posiadanie po kilku sztuk identycznych koszulek w ulubionych wzorach i kolorach, w większości to właśnie takie z H&M, jak te poniżej.

topy

od góry, od lewej: 1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7 // 8

Jesienią i zimą praktycznie nie noszę nic innego, tylko swetry. Mam kilka ulubionych szaraczków i dobrze mi z tym. Idealny zestaw to: warkoczowy sweterek pod szyję albo w serek, golf i ze dwa kardigany. Mój plan na ten rok to uzupełnienie garderoby o parę codziennych koszul, czuję, że do nich dorosłam 😉 Póki co dorobiłam się tylko takich koszulowych tunik i bardzo je lubię, lecz są bardziej wyjściowe niż spacerowe.

swetry

od góry, od lewej: 1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7 // 8

Jedne z moich najlepszych zakupów ubiegłego roku to klasyczny, czarny trencz i ramoneska. Jedno i drugie wdzianko jest uniwersalne, świetnie sprawdza się do spodni, jak i spódnic. Prochowce dodają elegancji dżinsom, a skórzane kurteczki przełamują fajnie sztywne kiecki. Ponadczasowe, obowiązkowe elementy garderoby miejskiej dziewczyny. Podobnie jak dobrze skrojona marynarka (choćby tylko na wyjątkowe okazje) i męski, wełniany płaszcz. Tego ostatniego mi jeszcze brakuje, źle ulokowałam środki w kulkującym się i gryzącym poliestrze. Do zestawu najpotrzebniejszych okryć wierzchnich dodaję także cienki, dzianinowy płaszczyk, uwielbiam takie narzutki na wiosnę, chłodne lato czy początek jesieni, najlepiej z dużym, mięsistym szalem. Na wyprzedaży kupiłam ten szary poniżej (z Zary) i już nie mogę się już doczekać wiosennych spacerów 😉

kurtki i płaszcze

od góry, od lewej: 1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7

Zimą jestem totalną spodniarą, wciąż nie dorobiłam się ani zimowej sukienki, ani stosownych do niej wysokich kozaków. Latem biegam głównie z długich spódnicach i powłóczystych kiecach, ale gdybym chodziła do pracy biurowej, z pewnością zakładałabym częściej mój ulubiony fason spódniczek – rozszerzanych w kolano, albo dłuższych, najlepiej z koła, idealnie – z kieszeniami. Na pewno też miałabym tę sukienkę z obrazka – mam jej odpowiednik z dekoltem V i jest to absolutnie najlepiej modelująca sylwetkę i poprawiająca samopoczucie rzecz w mojej szafie. Czuję się w niej jak włoska seksbomba! Generalnie uważam, że dołów wystarczy naprawdę kilka, bazowych, bez większych udziwnień, do tego jakaś codzienna plus bardziej wyjściowa sukienka i strój na każdą okazję leży w szafie. Koniec z nerwowymi gonitwami po sklepach przed ważnym spotkaniem.

spódnice i spodnie

od góry, od lewej: 1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6

Dobrej jakości, wygodne buty stały się moją słabością. Jestem totalną fanką sznurowanych, miękkich ciżemek Maruti i Anniel – oprócz cudownej lekkości mają w sobie także nutkę ekstrawagancji, która przydaje się do takich ciuchów z gatunku basic – bez fajerwerków czyli. Zachwalałam Wam też już pielgrzymkowe sandały Salt Water – nie popełniajcie mojego błędu i nie ignorujcie aktualnej przeceny na nie – są absolutnie warte nawet swojej regularnej ceny, będę je z lubością nosić jeszcze przynajmniej tego lata, a mam nadzieję, że dłużej. Jesienią i zimą na mokrą pogodę drugi rok noszę te same proste, skórzane sztyblety i wyższe, militarne botki. Nie spotkałam jeszcze niestety kozaków moich marzeń, być może dlatego, że jakoś intensywnie ich nie poszukiwałam. W temacie toreb też mam braki – uniwersalna, duża, skórzana pewnie gdzieś na mnie czeka, mam dwa fajne dyżurne, imprezowe maluszki i poluję na idealną, codzienną szoperkę. Ta z Uashmama jest mocnym kandydatem (mam ich wór i generalnie jest świetny, ale bardzo brakuje mi w nim kieszonek – znajdowanie w niej telefonu, kluczy albo – nie daj boże – długopisu trwa każdorazowo lata świetlne, ta z obrazka jest ulepszona o ten ważny detal, choć cena trochę powstrzymuje mnie przed zakupem). W temacie dodatków obowiązkowo występują u mnie: klasyczny zegarek, biżuteria Animal Kingdom – absolutnie ulubiona, czarne okulary i wielkie chusty (te z Zalando mam już dwie, są genialne – ciepłe i pięknie się układają). Generalnie jeśli jest miejsce w capsule wardrobe na odrobinę ekstrawagancji, to właśnie w dodatkach – używane do prostych fasonów, gładkich tkanin i neutralnych kolorów potrafią przemycić różne fajne modowe smaczki.

dodatki

od góry, od lewej:  1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7 // 8 // 9 // 10 // 11 // 12 // 13 // 14 // 15

Zimowe wyprzedaże to idealny czas, żeby zainwestować w kapsułkową garderobę, czy to w postaci siaty gładkich bluzek, czy jednego, kaszmirowego swetra. Od kiedy przestałam być podatną na każdą zmianę trendów sroką, moje życie jest łatwiejsze, a w szafie panuje ład i harmonia. Gorąco polecam ten kierunek wszystkim zmęczonym chaosem i niepewnością – prostota i jakość to wartości, które zaczyna się doceniać po trzydziestce. Choć nikt nie zabroni i młodszym – bierzcie przykład z cioci Agnieszki, róbcie trzy obiady z jednej pieczeni i stwórzcie sobie capsule wardrobe! 😉