felietony

stuningowane szyszki z krówek (bo wszystko się zmienia)

Wszystko się zmienia – pomyślałam odkrywczo, kulając z Zośką “szyszki”. Miałam bowiem flashback, deja vu, taki przebłysk wspomnienia z dzieciństwa. Patrzyłam na Zosine łapki upaćkane klejącą, krówkową mazią i zobaczyłam siebie, w naszej starej kuchni, jak tak siedzę przy stole, koło kredensu i kulam. Szyszki były naszym – dzieciaków – przysmakiem najulubieńszym, robiłyśmy ich więc z mamą jakieś gigantyczne ilości. Słodycze na miarę kryzysowych lat osiemdziesiątych – dmuchany ryż posklejany masą z rozpuszczonych krówek, które zazwyczaj ktoś gdzieś wystał czy wytropił jeszcze w październiku. Że wszystko się zmienia pomyślałam nie tylko dlatego, że jeszcze wczoraj parzyłam sobie nimi palce z moją mamą, a dziś robię to z córką osobistą. Nie ponieważ zamiast dmuchanego ryżu (co to go nigdzie nie można dziś dostać, psiamać!) kulamy jagły ekspandowane – jakby mi ktoś o tym powiedział trzydzieści lat temu, odesłałabym go z powrotem do odległej galaktyki.

Wszystko się zmienia. Grudzień 2017, a ten sprzed trzydziestu lat to jak inne światy – dziś mamy galerie handlowe czynne do 23-ciej, kredyty świąteczne, smartfony i tablety pod choinką. Mikołaje do wynajęcia, jagły ekspandowane zamiast dmuchanego ryżu, krewetki zamiast karpi, wino zamiast wódki. Firmy sprzątające do mycia okien i pierogi z cateringu.

Że wszystko się zmienia, myślę od lat o tej porze, kiedy zderzam wyidealizowane wspomnienia z dzisiejszą rzeczywistością. Kiedy zdaję sobie sprawę, ile ciężkiej pracy stało za tą naszą, dziecięcą sielanką. Kiedy czuję, że nie jestem gotowa na tyle wyrzeczeń, na taką harówę, jaką odstawiały dla nas nasze mamy. Dziś kobiety już nie mają ochoty tak zasuwać. Zmiana pokoleniowa jest taka, że my już więcej myślimy o sobie, częściej mówimy “nie” destrukcyjnemu szaleństwu. Tylko ciężkie są te lata odkrywania, że odtwarzanie dawnych scenariuszy w warunkach dzisiejszej świadomości i ilości dawniej nieistniejących obowiązków, jest niemożliwe. Wypracowanie własnego kompromisu może zająć więcej niż jeden grudzień, ale bywa satysfakcjonujące. I choć ta piosenka nie o tym, to słucham jej sobie, kiedy o tym myślę.

 Winter Song – Sara Bareilles/Ingrid Michaelson

Słucham jej, żeby jeszcze bardziej zmiękczyć sobie serce, żeby łatwiej mi było odpuścić, już przestać się złościć za ten grudzień, nie odcelebrowany tak, jak sobie wymarzyłam. Słucham i składam broń. Przed Świętami zasadniczo dużo można mi zrobić, bo wiadomo, że po 20-tym i tak wszystko wybaczę. Zresztą, wiem przecież, że wszystko się zmienia, tak ciężko w dzisiejszych czasach znaleźć czas na przygotowania do Świąt, jakich obraz mamy w głowach. Kochanie, war is over. Wywieszanie białych flag polecam i Wam w tym okresie, pomocna być może w tym taka piosenka do płakania (zarówno nad kondycją relacji osobistych, jak i ogólnoświatowego pokoju czy politycznych wojen):

John Lennon – Happy Xmas (War Is Over)

Że wszystko się zmienia, myślę sobie za każdym razem, kiedy tęsknię. Kiedy czuję, że “przygasł świąteczny gwar, bo zabrakło znów czyjegoś głosu”. To dlatego tak bardzo staram się zapamiętać każdą chwilę, żeby mieć jak najwięcej na przyszłość. Tak bardzo bym chciała, żeby już nic się nie zmieniało, żeby nie było już więcej “pustych miejsc przy stole”.

Zbigniew Preisner, Beata Rybotycka “Kolęda dla nieobecnych”

I na koniec – nie przejmujcie się brakiem przepychu, kupionymi pierogami i innymi gotowcami czy niedoróbkami. Wszak wszystko się zmienia. A Święta – chociaż inne, być może mniej doskonałe – to nadal Święta. Pamiętajcie, że nawet Maryi “lepiej w zwykłej szarej bluzce w kropki zielone”. Otwórzcie się na niedostrzegane na co dzień szczegóły, zamiast spinać się na malowanie idealnego obrazka. I wzruszajcie, wzruszajcie się mimo wszystko, jak i ja co roku wzruszam się przy tej piosence. Ryczcie nawet – w końcu najważniejsze w tych dniach są emocje.

Ewa Małas – Godlewska & Grzegorz Turnau “W kropki zielone”

 …

kartkaPrawdziwych emocji, głębokich wzruszeń, miękkich serc, wybaczania, odpuszczania i dużo miłości – tego Wam życzę na Święta.

Wasza,

Polka

A jeśli macie ochotę na tej ostatniej prostej pokulać sobie coś pysznego, nie spinając się przy tym zanadto, polecam Wam szyszki – jak tam wolicie, mogą być z tej, albo całkiem odległej galaktyki.

1

2

3

4

5

6

Szyszki stuningowane, czyli krówkowe kulki z dmuchanej kaszy jaglanej

Jak wspominałam, dawniej wyrabiało się je u nas z dmuchanego ryżu, którego nie byłam w stanie nigdzie dostać. Dostępna jest jednak cała masa innych ekspandowanych ziaren – pszenica, gryka czy jagły właśnie. Najważniejsze, żeby były czyste, bez dodatków – miodu, melasy, suszonych owoców itp. Nazwę wzięły stąd, że formowało się je właśnie w taki szyszkowaty kształt, lecz operacja straciła sens po zastąpieniu ryżu okrągłymi jagłami, zrobiłyśmy więc kulki 😉

Składniki (na około 25 sztuk):

  • 300 g krówek (u nas kruche, waniliowe)
  • 100 g ekspandowanych (dmuchanych) ziaren
  • odrobina mleka

Przygotowanie:

  • cukierki wyjąć z papierków
  • do sporego garnka wlać troszkę mleka – tak, by cieniutką warstwą przykrywało całe dno
  • do garnka z mlekiem wrzucić krówki i podgrzewać je na średnim ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż się całkowicie rozpuszczą i wytworzy się krówkowa masa o konsystencji gęstego sosu
  • do masy wsypać dmuchane ziarna, porządnie wymieszać, tak, by pokryły się dokładnie karmelowym sosem
  • odczekać kilka minut, aż masa lekko przestygnie i delikatnie spróbować, czy da się już bez oparzenia formować – nie czekać zbyt długo, żeby całkowicie nie stwardniała
  • posmarować dłonie odrobinką masła, nabierać masę i kulać z niej szyszki bądź spore praliny (smarowanie rąk powtarzać co 2-3 sztuki), układać na tacy, a gdy przyschną, przechowywać w puszce, słoju, bądź pudełku