felietony

słomiane wdowy i inne siłaczki

Pytacie czasem – jak ja to ogarniam? Jak sobie poradzić, kiedy człowiek zostaje sam na polu walki, bo mąż często wyjeżdża? Otóż – nie jestem pewna, czy wypada mi się na ten temat zasadniczo wymądrzać, ponieważ mimo czteroletniego stażu w charakterze okresowej słomianej wdowy, wciąż mam poczucie, jakobym nie ogarniała jednak bardziej niż dawała sobie jakoś wybitnie radę. Z jednej strony – ciężko mi przyznać, że jestem zuch, bo czuję, jak daleko mi do ideału (choć obiektywnie rzecz biorąc pewnie daję, skoro nadal wszyscy żywi i nasz świat się jakoś dotąd nie zawalił). Z drugiej, często czuję niezrozumienie, kiedy zdarzy mi się powiedzieć złe słowo na swój los.

ETOS SIŁACZKI

Jest taki typ kobiety, poznałam ich nawet kilka osobiście (choć większość to postaci fikcyjne, występujące w baśniach i legendach), które (twierdzą, że) ze wszystkim dają sobie radę same. Siłaczki, heroiny, które wszystko udźwigną, zawsze sobie poradzą. Dwoje dzieci porozwożą po szkołach, przedszkolach, by z niemowlęciem na rękach ogarnąć cały dom, ugotować obiad, wymienić opony w samochodzie, po południu zabiorą całą trójkę na basen i warsztaty kreatywne, a wieczorem, po nakarmieniu, wykąpaniu, wspólnym odrobieniu lekcji i uśpieniu jeszcze wykafelkują łazienkę. Ja takim kobietom serdecznie gratuluję i z miejsca zapytuję, u jakiego dealera się zaopatrują. Takie kobiety podaje się zawsze za przykład innym, tym mniej rozgarniętym. Kiedykolwiek zdarzyło mi się w chwili zmęczenia ponarzekać na swój los, zawsze znalazł się ktoś życzliwy, ktoś miał mamę/kuzynkę/koleżankę, której mąż wyjeżdżał na pół roku, a ona w tym czasie pracowała na dwa etaty i zajmowała się trójką dzieci. Z uśmiechem na ustach – to ważne. Bo nam narzekać nie wypada, matki (Polki) muszą być silne i dzielne, a nie mazgać się, że zmęczone.  A kto nie jest zmęczony w dzisiejszych czasach? – ten argument zabija mnie zawsze swoją prostotą. Etos siłaczki w naszej kulturze ma się świetnie. Przywoływanie go ma zamknąć usta niezadowolonym ze swojego położenia kobietom. Położna źle potraktowała Cię na porodówce? Kolegi babcia wszystkie dzieci rodziła w polu, opuszczała kiecę i szła dalej na wykopki. Jesteś wykończona opieką nad wymagającym niemowlęciem? Cioteczna siostra stryja miała bliźniaki z kolkami i nie narzekała (a pamiętajmy, że w tamtych czasach nie było wszak podgrzewaczy do mleka ani jednorazowych pieluch). Ciężko Ci trzeci tydzień samej z dwójką dzieci? Moją koleżankę mąż zostawił w drugiej ciąży, wyobraź sobie, jak jej było ciężko z niemowlakiem i drugim dzieckiem, twój przecież zaraz wróci.

 NIE OBCHODZI MNIE ŻADNA KUZYNKA

Ja siłaczką bynajmniej nie jestem, ani zostać nie planuję. Nie wdziewam też szat cierpiętnicy, świadoma, że nasze życie nie wygląda najgorzej, a tych wyjazdów nie ma wcale jakoś dramatycznie dużo. Ale czy naprawdę, zawsze po całodniowej obsłudze dzieci, po znoszeniu ich humorów, jęków i ucieczek, kiedy robi mi się niedobrze na myśl o praniu i zmywaniu garów w ciszy samotnego wieczora, mam obowiązek myśleć o czyjejś heroicznej babci czy innej dzielnej koleżance? Ja wtedy myślę o tym, że nie mam do kogo gęby otworzyć, nie mam z kim podzielić się robotą, nie ma kto mnie zastąpić, kiedy kończy mi się cierpliwość. Czuję się wymemłana i zapuszczona, bo nie starcza mi już czasu na paznokcie i ceregiele, rano upinam niedbale włosy, wciągam trzeci raz te same dżinsy i zaczynam kolejny dzień, w którym nikt za mnie nie zrobi dzieciom śniadania, nikt nie ogarnie porannej kupy, nie posprząta, nie wniesie siat do mieszkania. W czasie, kiedy proste czynności stają się problemem, nie obchodzi mnie niczyja kuzynka (o której i tak wiem, że na pewno nie raz płakała w poduszkę). To ja biegam z torbami pełnymi zakupów za uciekającym dzieckiem, to ja muszę pracować w nocy, bo nie starcza mi dnia na wszystkie obowiązki. Czy oczekuję litości? W życiu. Uznania? Bynajmniej. Zrozumienia? Owszem.

 STRAŻNICY DAWNEGO ŁADU

Bo ja rozumiem opowiadaczy tych mitów, pielęgnujących etos siłaczki. Obrońców dawnego ładu, idealizujących umęczone Matki Polki. Rozumiem i współczuję im, bo nie mają pojęcia o równości. Ja wiem, dlaczego mi ciężko, gdy zostaję sama, czemu frustruje mnie brak wsparcia w domowych obowiązkach i codzienne kąpanie dzieci. Domyślacie się już? Tak, ponieważ na co dzień dzielimy tę pracę na dwoje. Ponieważ doświadczam w swoim domu partnerstwa i równości. Gdyż zazwyczaj mogę – jak dziś – kończyć tę swoją pisaninę, podczas gdy ojciec kąpie dzieci.

Nie zgadzam się na nazywanie nas marudami, miękkimi fajami, słabeuszami. Nas – kobiety, które twierdzą, że jest im czasem za ciężko, bo nie mogą w tej codzienności wyrwać czasu na własne potrzeby albo frustruje je nierówność. Nie zgadzam się na stawianie pomników tym, które zmarnowały swoje życie na służbę innym, nie mając w nim niczego dla siebie, żadnego spełnienia, zdrowego egoizmu, samorealizacji.  Należy im się szacunek, ale nie podziw – to po prostu ofiary wrobienia pokoleń kobiet w poświęcanie się dla domu i dzieci. Nie pozwalam na ośmieszanie kobiecego zmęczenia argumentami o babkach w polu i ciotkach na dwóch etatach. Bo ja im, tym ciotkom i babkom, serdecznie współczuję, ale nie zamierzam żyć tak jak one, w ciszy nieść swego krzyża, bo taki nasz los kobiecy. Bo nie wolno się skarżyć, trzeba zasuwać bez wytchnienia i zapomnieć o sobie. Otóż – taki nie musi być los kobiecy. A kiedy bywa, bo mąż wyjechał, mam prawo czuć się zmęczona. Obowiązki domowe i ogarnianie dwójki dzieci to ciężka harówa, nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Połączona z pracą zawodową potrafi wykończyć. Nie chcę słuchać kolejnych świetnych przykładów i dobrych rad o organizacji czasu. Nienawidzę deprecjonowania moich uczuć i umniejszania moich zasług, “bo inni mają gorzej”. I nie – nie chodzi mi o zgrywanie udręczonej, choć tak – minione dwa tygodnie były ciężkie. Już nie są i jest dobrze. Ale taka mnie naszła w tym czasie refleksja, bo poczułam znów na własnej skórze, że nie wypada kobiecie być zmęczoną. Bo śmiem mieć potrzeby. Bo mam odwagę przeciwstawić się etosowi siłaczki i mitowi Matki Polki.

I POLKA, I MATKA, LECZ NIE MATKA POLKA

Nie, to nie lenistwo. To świadomość swoich praw i własnej wartości, która w naszym pokoleniu rozpanoszyła się na dobre, generując całe tabuny “słabeuszek”, czujących, że z ich życiem jest coś nie tak, jeśli co wieczór padają na twarz ze zmęczenia i od pół roku nie mają siły skończyć książki. Kiedy więc jeszcze raz usłyszę podobne historie, bez wahania powiem – sam(a) idź sobie rodzić w pole, sam(a) nie narzekaj, idź sobie kafelkuj łazienki z niemowlakiem na plecach. Mamy XXI wiek i ja nie muszę zarżnąć się na śmierć z nadmiaru obowiązków. Zamierzam szczęśliwie korzystać z osiągnięcia cywilizacji, jakim jest związek partnerski i facet, który rozwiesza pranie. Nie dajmy więc sobie wmówić, że z nami jest coś nie tak, jeśli czujemy wewnętrzny sprzeciw wobec nadmiaru obowiązków. Nawet najbardziej okrutne dyktatury mają rzesze zażartych zwolenników. Jeszcze żadna zmiana społeczna nie odbyła się bez oporu tych, którzy wolą, żeby świat się nie zmieniał. Pamiętaj, że gdyby wygrali, dziś nie mogłybyśmy chodzić do szkoły.

251