Ciasta

sernik truskawkowy bez pieczenia – ultralekki, puszysty jak mus

Jestem rasową beksą. Sentymentalnym mazgajem. Zaryczanym mięczakiem. Płacz to w moim organizmie naturalny stan fizjologiczny, wydalam łzy z częstotliwością godną innych płynów ustrojowych. Moje gruczoły produkują ich w nadmiarze, a woreczek łzowy musi być opróżniany regularnie, najlepiej do dna. Okazja zawsze się znajdzie.

Wtedy, gdy inni czują satysfakcję, ulgę, radość, dumę – ja ryczę. Moja skłonność do wzruszeń coraz bardziej mnie krępuje, naraża na śmieszność, demaskuje moje gołe serce nawet gdy chciałabym udawać wyniośle zamyśloną czy chłodno zdystansowaną. Innym paniom się udaje, a mi, cholera jasna, nigdy. Ja zawsze jestem tą panią, która nerwowo szuka chusteczek w torebce, lecz nigdy ich tam nie znajduje. Jestem tą panią, której pożycza się chusteczki, na którą gapi się ze zdziwieniem, kiedy tyle dyskretnie, co desperacko próbuje powstrzymać słony strumień przed urządzeniem na twarzy masakry.

Do łez doprowadzają mnie rzeczy przeróżne, zwyczajowo na przykład “Finlandia”, “Do Rycerzy, Do Szlachty, Do Mieszczan”, Hymn do Miłości, gdy odczytywany z właściwą intonacją, widok trzylatki śpiewającej piosenki na Dzień Babci. Oczy mam tradycyjnie zamglone w sytuacjach patriotyczno-podniosłych: już od pierwszych taktów Mazurka Dąbrowskiego, za sprawą preambuły do Konstytucji oraz uczennic w śnieżnobiałych bluzkach, które przy dźwiękach marsza wprowadzają na salę gimnastyczną poczet sztandarowy.

Nie inaczej było i dzisiaj. Niezmiennie wyję na wszystkich zakończeniach i pożegnaniach – czegokolwiek i kogokolwiek. Rytuały przejścia, ceremonie zamknięcia to moje osobiste wyciskacze łez. Wyciskały je, gdy sama stałam w białej bluzce, odbierałam świadectwa, żegnałam kolejne placówki i wychowawczynie. Do dziś czerwcowe, szkolne obchody wywołują we mnie wspomnienie guli w gardle, którą przełykałam z godnością, by wreszcie móc wyjść do domu i w spokoju poryczeć się w zaciszu własnej toalety. Wyciskają i dzisiaj, kiedy asystuję w tych okolicznościach własnej córce. Banda trzecioklasistów, dwadzieścia jasnych twarzy, czystych głosów i pani z gitarą, “piosenka na pożegnanie i powitanie” i ja jedna, jak ostatnia kretynka, nerwowo szukająca chusteczek w torebce i oczywiście ich tam nie znajdująca.

Od kiedy jestem mamą uczennicy, bardziej niż z okazji urodzin, skłonność do refleksji i podsumowań dopada mnie w czerwcu. Już nie mam dziecka w bezpiecznym azylu wczesnoszkolnym, na osobnym piętrze dla maluchów. Już nie mam malucha. I choć promocja do czwartej klasy to żadna przepustka do dorosłości, to coś jednak kończy się, jakby bardziej kategorycznie niż rok temu. Przełykałam dziś swoją z kulę z godnością, choć nie bez fakapów, nie mogąc doczekać się, kiedy wreszcie będę mogła pójść do domu i w zaciszu opróżnić woreczek łzowy. Nie cierpię zakończeń, nie znoszę pożegnań. Bezczelnie obnażają mój lęk przed przemijaniem.

Po słonym pożegnaniu można przejść dalej do tej bardziej radosnej części – słodkiego powitania. Na pierwszy weekend lata, na pierwsze chwile wakacji, na świętowanie czerwonych pasków i innych sukcesów, wspaniały będzie ten mega prosty, ale spektakularny w smaku i wyglądzie deser.

sernik na zimno

sernik truskawkowy

sernik bez pieczenia

mus truskawkowy

truskawkowy sernik na zimno

deser z truskawek

mus truskawkowy

spód z oreo

sernik na spodzie z oreo

truskawkowa pianka

mini-serniczki na zimno

Ultralekki, truskawkowy sernik na zimno – puszysty jak mus

Absolutny ideał! Leciutki jak chmurka, z rozkosznie pękającymi w ustach pęcherzykami. Niespecjalnie “sernikowy” – twaróg czuć bardzo dyskretnie. Lekko truskawkowy, nie za słodki, z intensywnym, lekko słonawym spodem. Jak truskawkowe “ptasie mleczko”, tylko lepszy. Ambrozja! Fajnym pomysłem jest przygotowanie tego deseru w małych słoiczkach, szklaneczkach czy pucharkach – takie mini-serniczki nie tylko są urocze, ale też szybciej będą nadawały się do serwowania (jakieś 2-3 godziny w lodówce powinny im wystarczyć).

Składniki:

na spód: 200 g ciasteczek oreo, 50 g masła

na masę truskawkową:

  • 1 kg twarogu sernikowego
  • 0,5 kg truskawek (dla bardziej intensywnie truskawkowego smaku można użyć więcej, do 700 g)
  • 150 g cukru pudru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 4 łyżki żelatyny
  • 2 białka + dodatkowa torebka cukru waniliowego*

Przygotowanie:

  • ciasteczka rozdrobnić w malakserze (ze względu na krem znacznie lepsza metoda niż tradycyjnie – worek i wałek, ale i tak się da)
  • roztopić masło, wlać do ciastek, wymieszać wszystko (ma mieć konsystencję mokrego piachu)
  • foremkę o średnicy ok. 25 cm wysmarować cienko bezwonnym tłuszczem (np. olej z pestek winogron, kokosowy itp) i wylepić ciasteczkami, dociskając je porządnie (można w ten sposób wylepić szklaneczki, pucharki czy słoiczki)
  • foremkę z ciasteczkowym spodem włożyć do lodówki
  • żelatynę zalać w kubeczku gorącą wodą (tak, by jej poziom przekroczył ten żelatynowy), wymieszać do całkowitego rozpuszczenia, odstawić do ostygnięcia
  • twaróg delikatnie zmiksować z cukrem pudrem i cukrem waniliowym
  • truskawki umyć, pozbawić szypułek i zmiksować blenderem na mus
  • dodać go do masy serowej, wymieszać lub lekko zmiksować
  • gdy żelatyna przestygnie (może być najwyżej letnia), wlewać ją do masy cienkim strumieniem, cały czas miksując
  • jeśli używasz białek, ubij je na sztywno z dodatkową torebką cukru waniliowego i delikatnie wmieszaj w masę sernikową
  • masę należy przelać do foremki (lub pucharków) i schłodzić w lodówce (najlepiej przez całą noc)
  • udekorować świeżymi truskawkami, ew. tartą czekoladą, kwiatami itp.

* Wiem, że niektóre z Was boją się surowych jaj, można je więc z powodzeniem pominąć. Ja mam jajka z pewnego źródła i dodatkowo przelewam skorupki wrzątkiem. Warto się przełamać, ponieważ dodatek piany z białek dodaje masie lekkości i tych cudownych pęcherzyków powietrza, które upodabniają ten deser do musu. Bez nich sernik będzie bardziej płaski, gładki jak galaretka. Można by pewnie spróbować zrobić go z 0,5 kg twarogu, a resztę uzupełnić ubitą śmietanką, żeby uzyskać podobny efekt, ale nie próbowałam jeszcze.