codzienność

róbcie to razem! czyli rzecz o domowej sprawiedliwości

Niewiele rzeczy mnie tak w życiu wkurza, jak niesprawiedliwość. Niewiele w podobnym stopniu irytuje, co wygodnictwo. To dlatego jak boomerang powraca u mnie temat podziału obowiązków domowych. Tak, to prozaiczne pranie, niewdzięczne sprzątanie, totalnie niewidowiskowe gotowanie codziennych obiadów. Ta proza życia, te niby nieważne w szerszej perspektywie czynności. Czemu więc takie drobiazgi potrafią tak uprzykrzyć życie, tak zdominować codzienność, tak mocno wdzierać się w nasze relacje, takie rysy głębokie zostawiać na dobrze rokujących związkach? Napisano już o tym dużo, napisano mniej i bardziej ciekawie, publikuje się wciąż kolejne wyniki badań, realizowane są kampanie społeczne, ale realia domowe wciąż jakoś nie nadążają za zmieniającym się światem. Nadal to my, kobiety, pracujące obecnie tak samo jak nasi partnerzy, wykonujemy większość prac domowych. Bo lubimy? Nie. Bo robimy to lepiej? Bo tak się utarło? Bo w domu rodzinnym to mama obsługiwała całą rodzinę i chłopak nie miał innego wzorca?

Tak, pewnie z każdego z tych powodów po trosze. Przyzwyczajenia i deficyty umiejętności można jednak stosunkowo łatwo pokonać. Co gorsza, ta nierówność i wynikająca z niej kobieca frustracja, wściekłość wręcz, odbijająca się na związkach i rodzinach wynika często z – jak go nazywam – “syndromu niebieskiego ptaka”. Psychologia nazywa takiego faceta Piotrusiem Panem. Żyje w Nibylandii – krainie, w której robi się tylko to, na co ma się ochotę. To człowiek stworzony do celów wyższych niż zakupy w dyskoncie, jego zainteresowania sięgają dalej niż ładowanie zmywarki po obiedzie, powołanie ma ambitniejsze niż tracenie czasu przy pralce. Jest kreatywny, zabawny, romantyczny i taki przy tym pociągający, że nie przegadasz. Pójdzie na próbę zespołu i zostawi Cię z szykowaniem kolacji, kąpielami i kładzeniem dzieci do łóżek. Maluje akty na płótnie, trenuje crossfit albo idzie na spotkanie z himalaistą, nie w głowie mu rachunki, zakupy czy pieluchy. I choć Piotruś Pan to osobowość poniekąd patologiczna, niezdolna do funkcjonowania w dojrzałym, pełnym obowiązków życiu, miewam wrażenie, że niejeden facet ma w sobie taki rys charakterologiczny. Choć nie w takim stopniu, wielu znam mężczyzn, którzy zachowują się, jakby tylko oni mieli pasje i marzenia. Jakby zapominali, że ożenili się z nami, bo też jesteśmy kreatywne, dowcipne, lubimy czytać i słuchać jazzu. Wielu znam takich, który (udają, że) nie widzą brudnych podłóg, głodnych dzieci, zmęczonych twarzy swoich żon, ich smutnych oczu, ich wypalenia i rozczarowania.

To dlatego z wielkim entuzjazmem zaangażowałam się w kampanię #DoItTogether, realizowaną przez Indesit, w Polsce komunikowaną także jako #ZróbmyToRazem, której idea jest mi ogromnie bliska. Gdy tylko obejrzałam jej spot, wiedziałam, że to jest akcja, pod którą mogę podpisać się obiema rękami. I jeszcze to video – idealnie obrazuje ten “syndrom niebieskiego ptaka”, na szczęście z happy endem:

PRACE DOMOWE TYLKO W WOLNE DNI?

W Polsce marka Indesit zaczęła przygotowania do kampanii od rozpoznania terenu i zrealizowała badanie, którego celem było poznanie naszych zwyczajów i poglądów w temacie podziału obowiązków właśnie. Jako socjolog i eks-badacz opinii rzuciłam się na jego wyniki jak Reksio na szynkę. Czytałam, przeglądałam i wyszarpałam co najciekawsze kąski. Bo obok słupków z dość przewidywalnymi danymi były takie smaczki jak ten: słuchajcie, otóż panowie wykonują prace domowe głównie w dni wolne od pracy! To oczywiste, powiecie, wszak przy sobocie dopiero jest czas na gruntowne porządki. Gruntowne, owszem, ale co z codzienną orką? Co z zupą na poniedziałek? Kto pozmywa naczynia we wtorek? A środowe pranie? Czy przy czwartku głodówka, post oczyszczający, kuchnia nic nie wydaje? To w piątki dzieci nie biorą kanapek do szkoły? To mnie nabuzowało chyba najbardziej, jak pomyślałam o tych wszystkich domach, w których ona po robocie zasuwa w kuchni i przy dzieciach, a on włącza się dopiero w weekend, kiedy ma czas i zregeneruje siły. No i jeszcze te twarde liczby – że kobiety wykonują prace domowe przez dwie do pięciu godzin dziennie, w dowolnej chwili po pracy zawodowej, a mężczyźni od jednej do dwóch godzin, najczęściej w weekendy właśnie. Różne są domy i scenariusze, wiadomo, i ja zasuwam za dwoje, gdy mąż w delegacji albo do późna przy komputerze gasi projektowe pożary, ale gdy oboje spędzamy w domu popołudnie po pracy, szanuję tylko jeden układ – partnerski.

Nie ma u nas mniej ani bardziej uzdolnionych kulinarnie, mniej ani bardziej zmęczonych, nikt w tym domu nie jest fanem odkurzania ani entuzjastą składania prania. To rzeczy, które trzeba robić i robimy je oboje, bo to NASZ DOM i NASZA RODZINA. A przede wszystkim – bo szanujemy siebie nawzajem i uznajemy swoje prawo do odpoczynku i przyjemności. Kiedy ja robię obiad, on po nim sprząta, kiedy gotuje on – zmywarkę ogarniam ja. On spaghetti, ja deserek. Puszczam pranie, to on rozwiesza – proste. A w czasie, gdy odkurza, ja podlewam kwiaty albo sprzątam łazienkę.

Pokażcie mi szczęśliwe małżeństwo, w którym oboje pracują zawodowo, ale drugi – domowy etat przypada tylko kobiecie. Który mąż chce mieć żonę co wieczór sztywną ze zmęczenia? Niezdolną do zabawy, pozbawioną romantyzmu, nierozmowną, po uszy w garach i praniu, coraz bardziej oddalającą się od tego, który ją w to wrobił.

Bo takiej żony, która by chciała, ja nie znam żadnej.

SMACZEK NUMER DWA – PRZECIEŻ TAK SIĘ UMAWIALIŚMY!

A jednak facetom często wydaje się, że wszystko jest w porządku. Ja nie wiem, czy to takie odrealnienie, właściwe dla niebieskich ptaków, czy zwykła ignorancja – chyba po prostu łatwiej udawać, że tak się przecież dogadaliśmy – że ona będzie po pracy zasuwać pięć godzin, a ja odpocznę, a potem ewentualnie położę dziecko spać (o ile nie płacze, bo jak płacze, to weź ty go uśpij, ja nie umiem). Rozbawiło mnie trochę, kiedy w raporcie z badań wyczytałam, że kobiety zwykle uważają, że w ich domach nie ma ustalonego podziału obowiązków i chciałyby te kwestie omówić z partnerami, podczas gdy oni twierdzą, że ich obecny (niewielki) udział w tych pracach jest efektem umowy (sic!). Także dziewczyny – postawcie sprawy jasno, nie czekając, aż się domyślą, jest wielce prawdopodobne, że Wasi faceci po prostu uroili sobie, że tak jest dobrze. Skoro nic nie mówisz, to pewnie lubisz codziennie gotować i odkurzać trzy razy w tygodniu, a focha masz ot tak, bo PMS czy inne babskie humory.

Jest jeszcze jedna opcja, bo tak – i my nie jesteśmy bez winy.

 

NIE BĄDŹ ZOŁZA, PRZESTAŃ KONTROLOWAĆ!

Tak, tak – o Tobie mówię. No, przyznaj się – ileż to razy gderałaś na rozmazane lustra, niedokładnie wytarte kurze, śniadaniówki dla dzieci nie tak kolorowe, jak robisz je sama? Ile razy przyniósł w siatkach z zakupów zbyt blade pomidory, złe smaki jogurtów, nie tę markę parówek? Ile padło słów krytyki na dzieci ubrane tak, że pożal się Boże, za grubo krojone kromki chleba, artystycznie pomazane podłogi i przedmioty, które lądowały na nie swoich miejscach po jego “porządkach”. Ja przyznaję – gderałam i krytykowałam. Ba, nadal mi się zdarza, ale bardzo się staram, bo wiem, że nie ma lepszego sposobu na wycofanie faceta z domowych obowiązków, niż przekonanie go, że nie umie. Durszlak w miejscu garnka, choć od pół roku tłumaczę mu, że jego miejsce jest półkę niżej, to u nas codzienność. Tak jak ciuchy Hani w Zosinej szafie, i odwrotnie. Fafluny w zlewie, paprochy na blatach, rozbryzgi na kaflach po gotowaniu – standard. Przecieram po cichu i nie ględzę, to bez sensu, nie da się zmusić nikogo, by widział świat twoimi oczami (i dlatego ubrania dla dzieci dobieram zawsze sama 😉 ).

Nie chodzi o to, by głaskać po główce, jak ułomka, bo kiwnął paluszkiem, o nie. Po prostu zachować dystans do nieważnych drobiazgów, przestać się czepiać, zaakceptować odmienność. Ze wspomnianego badania dla Indesit wynika niestety, że mamy skłonność do kontrolowania i poprawiania po swoich facetach, a oni to czują – deklarują, że są sprawdzani, podczas, gdy sami tego swoim partnerkom nie robią. No, odpowiedz sobie sama – chciałabyś we własnym domu przechodzić codziennie test białej rękawiczki pod obstrzałem krytycznego spojrzenia pani inspektor z sanepidu? To nią nie bądź!

Mam nadzieję, że tchnęłam trochę inspiracji do zmian zarówno dla tych z Was, które są niesprawiedliwie przeciążone, jak dla pań inspektor w białych rękawiczkach. Bo domowe obowiązki potrafią przytłaczać, męczyć i nużyć, to jasne. Ale mają znacznie większą siłę – potrafią także wpływać na związki. Mogą je skutecznie rozwalić, ale i scalać, każdego dnia, pranie po praniu. Wierzcie mi – da się. Można siedzieć w tych stosach ubrań i stertach brudnych naczyń razem i jeszcze mieć z tego ubaw 😉

Wpis powstał we współpracy z marką Indesit.