felietony

praca w domu – blaski i cienie “home office”

Gdyby mi – gadule, ekstrawertyczce, aktywistce; gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że skończę pracując domu, spędzając całe dnie w samotności, parsknęłabym śmiechem. No, chyba, żebym uwierzyła, to wtedy zalałabym się łzami. Bo przecież zawsze wszędzie było mnie pełno, zawsze byłam wygadana, głośna, uwielbiałam, kiedy coś się działo, kochałam

KONTAKT Z LUDŹMI

W zasadzie to nadal kocham. Jako osoba otwarta i komunikatywna, o pewnych też cechach przywódczych, jestem typowym zwierzęciem społecznym. Negocjacje z nauczycielami w sprawie kartkówki? Proszę bardzo. Organizacja połowinek? Starościna roku? To ja. Prezentacje, wystąpienia publiczne, zabieranie głosu w pokoju pełnym starszych i mądrzejszych ode mnie? Kein problem. Nieśmiały odludek? Milczek? Dzikus? Samotnik? Nigdy. Więc

CO JA ROBIĘ TU (UUUU)?

Coraz częściej się zastanawiam. Kiedy zaczynałam blogowanie, chciałam po prostu uczynić pierwszy krok do przebranżowienia. Nie wiedziałam jeszcze, w kogo, ale czułam, że to jedyny sposób (studia czy inne kosztowne i angażujące formy dokształcania nie wchodziły w rachubę), żeby spróbować zmienić coś w życiu. Badania opinii publicznej, marketing usług biznesowych i PR to było jedyne, co mogłam udokumentować, że umiem, a czułam, że umiem przecież dużo więcej. Nie miałam pojęcia, że blogowanie jest zawodem, że za to płacą w ogóle komukolwiek. Myślałam, że będę tu pokazywać różne ładne rzeczy, wykażę się smakiem i smykałką do stylizacji, że może ktoś, kiedyś będzie mógł na tej podstawie dać mi kiedyś jakąś pracę. Jaką? Ciekawszą, bardziej kreatywną, artystyczną może nawet odrobinę.

Jak wiecie – tak się nie stało. Co się natomiast wydarzyło, to to, że audytorium moje urosło do rozmiarów wystarczających, żeby mi od czasu do czasu płacić za prezentowanie produktów czy usług. I ja sobie wówczas pomyślałam, że jest to rozwiązanie idealne dla kogoś takiego, jak ja – kto oprócz tego, że lubi ludzi, to także miewa problemy z wykonywaniem narzuconych odgórnie zadań. Kto woli być sobie sam sterem i okrętem. Kto jest spragniony osiągnięć. Kto wreszcie – ma dwoje dzieci, w tym jedno malutkie i przez pięć poprzednich lat się zastanawiał, jak żyć. Jak godzić pracę i dom? Jak być zajebistą mamą i zajebistym pracownikiem jednocześnie. Jak mieć czas na życie po prostu, inne niż tylko praca, podróże do i z, zapierdziel domowy i spać, bo praca (podróże do i z, zapierdziel domowy i spać). Kto zastanawiał się, co by tu ze sobą zrobić, żeby widywać dzieci częściej niż tylko wieczorami? Jak zmniejszyć ten rozkrok, żeby tak wciąż nie bolało.

To było rozwiązanie idealne, dla kogoś takiego jak ja wtedy. To wydaje się z zewnątrz rajem na ziemi, i pewnie jest nim dla wielu sfrustrowanych ludzi, kobiet w szczególności. Tych, które widują dzieci tylko wieczorami, które gnają przez życie z wywieszonym językiem. Pędzą przez miasto z laptopem pod pachą, wlokąc drugą ręką przedszkolaka i siatkę ziemniaków. Tych w rozkroku najboleśniejszym. I żeby nie było – uroki i ułatwienia płynące z tego rozwiązania są rozliczne (możliwość klikania w klawiaturę pod kołdrą w ponury, listopadowy poranek plasuje się wśród nich bardzo wysoko). Ale zanim mi pozazdrościsz albo zaczniesz kombinować, jak by się tu podobnie ustawić – wiedz, z czym to się je. Tę pracę w domu.

praca w domu

ROZPRASZACZE

Kto potrafi się skupić w kuchni pełnej brudnych naczyń, nadaje się do tej zabawy idealnie. Do kogo nie mówią koty kurzu spod biurka. Kogo nie woła pranie z łazienki. Mnie wołają nierzadko – to pranie, żeby je wrzucić do pralki, to raptem dwie minuty. Kwiaty, żeby podlać, to tylko momencik przecież, a zaraz uschną biedne. Usyfione blaty i upaćkane okna. Wszystko to gada do mnie, upomina się o uwagę, wzywa, ba – krzyczy nawet czasami. W biurze jakby trudniej to sobie wyobrazić, nie zdarzało mi się miewać kłopotów z koncentracją z powodu paprochów na wykładzinie. W biurach podział obowiązków jest jasny i nikt nie oczekuje od menedżera, żeby podłogi przeleciał na mokro zanim strategię napisze. Łatwo utonąć w tych duperelach, zwłaszcza, kiedy się lubi porządek. Ciężko przykuć się do biurka i nie wstawać przez kilka godzin (przecież mogło by się prać samo to i owo w międzyczasie). Taki multitasking jest niesamowicie trudny i bardzo zdradliwy – po trzech latach nauczyłam się ogarniać niezbędne minimum, z samego rana, jeszcze zanim siądę do pracy. Ale każdego dnia walczę ze sobą, żeby olewać te koty kurzu i brudne okna. Walczę, lecz zdarza mi się przegrywać niestety od czasu do czasu, zwłaszcza, kiedy nie jestem w najwyższej pisarskiej formie. Te kurze i kwiaty to świetna wymówka, kiedy nie idzie. Bycie w pracy jest bardzo trudne, gdy jest się w domu. I odwrotnie – czasami ciężko jest być w domu, kiedy jest się w pracy.

praca z domu

DYSCYPLINA

Wygrywanie tych wewnętrznych bitew i możliwy dzięki temu rozwój zdarzają się tylko przy ostrym rygorze. Osoby o słabej motywacji wewnętrznej nie powinny się w ogóle za pracowanie w domu zabierać. Gdy nie ma dedlajnów ani asapów, autentyczne pracowanie, zamiast dłubania w nosie albo oglądania najgłupszych pranków na jutubie, jest wyzwaniem. Tylko jednostki zdeterminowane i pracowite mają szanse osiągnąć coś, pracując bez szefów, harmonogramów, zebrań i raportów. Samo robienie tego, co się kocha nie wystarczy – wie każdy, kto zaniedbał kiedyś bliską osobę. Kochanie kochaniem, ale tu potrzebny jest rygor. Szczególnie, kiedy pasja ustępuje trochę miejsca rutynie. Można bowiem zatracić się w twórczym szale na wiele godzin, gorzej, gdy wypieki na twarzy trochę zbledną. Wtedy naprawdę potrzebna jest konsekwencja i żelazna dyscyplina.

blogowanie

prowadzenie bloga

blogerka

INSPIRACJA

Znajdowanie jej w sobie nie będzie trwać wiecznie, to pewne. Szukanie pomysłów w otchłani własnego umysłu jest trudne, nawet jeśli umysł to tęgi, a horyzonty szerokie. Kto pracuje sam w domu, inspirację do pracy musi czerpać głównie ze swojego nudnego życia. Nie odbywa stymulujących rozmów, gorących dyskusji, burze mózgów może sobie co najwyżej z własnymi dziećmi uskuteczniać. Myślę, że największy problem z pracą w domu to właśnie to – brak bodźców w postaci innych ludzi, czy choćby – werbalizacji swoich myśli przy innych ludziach. Samotność bywa dobijająca, brak towarzystwa odbija się czasem negatywnie na produktywności. O ile pomysłów w zawodach twórczych mogą dostarczać media, Internet, przyroda nawet, to nie zastąpią one pracy w zespole, ścierania się czy choćby po prostu – rozmawiania z innymi. W pewnym momencie przestaje działać nawet zagłuszanie ciszy muzyką. Praca sam na sam ze sobą bywa czasami po prostu cholernie nudna.

biurko minko

kratka na zdjęcia

toaletka minko

przybory papiernicze

ZMIANY

W mojej dawnej firmie, nawet jeśli w danym momencie brakowało jakichś ultraciekawych zadań, przynajmniej się człowiek przesiadał z pokoju do pokoju co parę miesięcy. Dostawał nowych kolegów i koleżanki, przenosił się z całym dobytkiem i urządzał od nowa. Awanse, degradacje, przetasowania czy choćby plotki w firmowej kuchni – wciąż coś się działo. Z rutyny co jakiś czas wyrywało człowieka jakieś novum, nawet jeśli tylko kolejna wersja oprogramowania do zarządzania projektami. A była to średnich rozmiarów firma, co dopiero korporacje – tam to przecież jedyną stałą jest zmiana. Można mieć ich dosyć, ale pewna dawka nowości jest jednak, jak by nie patrzeć, odświeżająca. Może w tym tkwi sekret moich przemeblowań – nie mogę się awansować, ani degradować, przesiąść to się mogę co najwyżej z kuchni do sypialni, więc co mi pozostaje?

biurko w sypialni

biurko toaletka

BYCIE W MIEŚCIE

Przeklina się dojazdy, kiedy trzeba się tłuc do tyry przez pół miasta. Tęskni się za nimi, kiedy, żeby zacząć pracę, wystarczy wyciągnąć rękę po laptop. To idiotyczne, ale zaczyna brakować widoku miasta, zmieniających się obrazów za oknem pociągu. Nie mówię nawet – lanczy w knajpach, kaw na wynos, wdepnięcia do jakiegoś sklepu w drodze powrotnej. Brakuje tego ruchu, pulsu miasta, co tętniąc, napędza trochę jednak do działania. Wybija rytm, jak wieloskładnikowy metronom. A w domu – cisza, statyka, brak ruchu, wciąż te same cztery ściany, żadnych objazdów, klaksonów, wybijających z rutyny zdarzeń. Żeby nie skisnąć, trzeba sobie od czasu do czasu organizować jakieś zajęcia poza domem – spotkania, zakupy produktów do pracy czy choćby dzień pisania maili w kawiarni. Bez wyjść i zmian takie domowe biuro z łatwością może zamienić się w złotą klatkę.

toaletka minko

kratka na zdjęcia

Miało być o urokach, a wyszło troszkę jakby o cieniach. Tymczasem praca w domu ma mnóstwo zalet, choć nie jest wyjściem idealnym dla każdego. Z zewnątrz bywa czasem postrzegana jednoznacznie pozytywnie, nie dostrzegają minusów ci, którzy zazdroszczą mi braku szefa, dojazdów czy sztywnych godzin. A przecież tą wolnością, którą daje, trzeba umieć się mądrze posługiwać. Przychodzą też czasem okresy znudzenia i nie można wtedy liczyć na nikogo, że zarazi energią, zmotywuje. Czasem brakuje inspiracji, stymulacji, towarzystwa. Myślę, że z takim blogowaniem przy kuchennym stole to jest de facto jak z każdą inną pracą – potrafi dawać gigantyczną satysfakcję, a czasami miewa się jej dość.

Pewnie nie pomyślałabym nawet, żeby o pracy w domu napisać, gdyby nie to, że moje biuro pokazał w najnowszym numerze Label Magazine. I choć trochę ostatnio doskwiera mi samotność, to to ustawienie mnie w jednym szeregu z artystami w ich kreatywnych domowych pracowniach trochę poprawiło mi humor 😉

magazyn label

label magazine

podnóżek – Matka Polka Dot