dzieciaki

pożegnać demony

Mam wyrzuty sumienia. Przeżyłam wczorajszy dzień zupełnie inaczej niż wszystkie poprzednie urodziny Zosi. Nie roztkliwiałam się nad sobą, nie wiwatowałam sobie w duchu, nie skupiałam się na tym, jaka to byłam dzielna i biedna i jak to jest także moje święto. Jasne, nie uniknęłam przykrego wspomnienia pośpiesznie przygotowywanego zabiegu i mojego strachu na widok spadającego tętna. Wspomniałam też te godziny, przeleżane plackiem jak kłoda, kiedy nie czułam własnych nóg po cesarce, ale właściwie nie zastanawiałam się ani jak, ani kiedy wstanę z łóżka, tak byłam zaabsorbowana tym dzidziusiem przepięknym, najpiękniejszym! Dziwne to było uczucie, wydawała się tyle znajoma, co obca. Już w pierwszych sekundach wypatrzyłam wykrój warg jej taty, a jednocześnie dziwnie się czułam, bo przecież nie wyglądała jak moje dziecko. Siłą rzeczy, mimo że oczywiście znane mi są podstawy genetyki, spodziewałam się tego, co poprzednio – kudłatego pomidora o rysach Ryszarda Kalisza i kształcie czaszki rodem z ET, a tu nic z tych rzeczy. Nie sądziłam, że mam w brzuchu taką laleczkę, nie miałam pojęcia, że to możliwe, że ona zacznie ssać pierś bez wydzierania się uprzednio przez godzinę na cały oddział. Równie obce było mi uczucie poznawania się z noworodkiem, pozbawione bólu i tej masakry między nogami, jaką odczuwałam po pierwszym porodzie. Czułam się jak najgorsza egoistka z tą moją ulgą, że jestem cała, że wolę czuć się, jakby mi miały flaki wylecieć ze świeżo pozszywanego brzucha wprost na szpitalne gumoleum niż jak wtedy – kiedy czułam, że mam jakąś krwawą miazgę w kroku i marzyłam, żeby cofnąć czas i jednak zdecydować się na dziecko przez podział plechy. Nie wiem dziś, skąd ten większy spokój – czy dlatego, że wyciągnięto mi ją z brzucha, że ominęły mnie godziny cierpienia i utraty kontroli, czy dlatego, że jest druga. Niezależnie od przyczyn, nie płakałam wczoraj nad sobą. Bo i krok, i brzuch mój już dawno doszły do siebie po tych ekscesach. Bo poskładałam wszystko do kupy łącznie nawet z tymi wszystkimi emocjami i jestem gotowa świętować urodziny dziecka wreszcie, nie rocznicę śmierci dziewczyny sprzed ciąż. Długo za nią tęskniłam, ale w końcu moja żałoba weszła w fazę pogodzenia. Zagoiłam rany ciała i ducha. Nie wiem, czy akceptacja przyszła wraz z Hanią czy po prostu z biegiem lat, które upłynęły od pierwszego porodu.

Jestem dziś matką dwóch córek. Mam nadwagę, siatkę rozstępów na brzuchu i często zmęczoną twarz. Przeżyłam poród naturalny i cesarskie cięcie. Już nie potrzebuję za to pomników. Nie trzęsę się na wspomnienia sali porodowej, bólu, ran i szwów. I tylko mam wyrzuty sumienia, że dopiero Hance mogę dać urodziny bez tych krwawych wspomnień, bez egoizmu i żałoby po dawnej wersji siebie. Tak, chyba mogę to powiedzieć głośno – przerobiłam wszystkie swoje żale i pretensje do świata, praw natury i personelu medycznego, wreszcie mogę się skupić na kontemplacji konsumpcji urodzinowej babeczki, na urodzie pulchnej buzi w czapeczce z pomponikiem, na radości z pierwszej huśtawki i pierwszego auta. Nie będę Wam tu dłużej ćwierkać ani pierdzieć serduszkami. Wszystkie świetnie wiemy, że te drobiazgi są warte wszystkich naszych ran. Niemniej jednak dobrze jest móc wreszcie odpuścić. Znieść z piedestału własne cierpienie i patrzeć, jak małe, grube paluszki odpakowują pierwsze w życiu urodzinowe prezenty. Pożegnać porodowe demony i pójść dalej, kochać miłością nieskażoną żalem. Sto lat, Hanutka.

2

3

4

5

6

8

16

19

17

14

15

24

23

22

13

20

25

11

10

9

1

prezenty urodzinowe Hanuli:

huśtawka Done By Deer – Planeta Dziecka

nakładanka alfabet do ciągnięcia Skip Hop – Planeta Dziecka

drewniany telefon z lupą Plan Toys – Planeta Dziecka

książki:

“Co wypanda, a co nie wypanda” – tu

“Co by ty wtrąbić” – tu

“Przedmioty” – tu

“Zwierzęta” – tu

jeździk Vilac – upolowany na OLX, używany, choć bez śladów, nowy to towar deficytowy na rynku, wymiotło z wszystkich sklepów, a dostawy będą dopiero w przyszłym roku. Już dawno postanowiłam, że poproszę rodzinę o zrzutkę na jeden, większy prezent, bo przeróżnych drobiazgów i zabawek jest w tym domu już za dużo 😉

czapeczki z pomponikami – Smukke.pl

ubranka:

Hania: bluzka i getry H&M

Zosia: bluzka – Zara, legginsy – H&M