felietony

poremontowe dobre rady

Ładnie? Jeszcze nie umiem się tym w pełni cieszyć. Jestem jeszcze sztywna ze zmęczenia.

Nie sądziłam, że ubiegły tydzień będzie aż tak ciężki. Przeceniłam swoje możliwości. O mało nie urodziłam, nie rozwiodłam się, o mały włos nie umarłam. Po zastrzyku energii zostało już tylko wspomnienie. Zrobiłam jakieś pięć tysięcy kilometrów łażąc po domu w tę i z powrotem, nosząc, przekładając, wycierając, szorując. Odkurzałam, myłam okna, segregowałam, układałam na półkach, a potem zasypiałam wykończona na środku tego bałaganu. Sztywna z bólu, wykończona i sfrustrowana, bo chciałabym więcej, szybciej, sprawniej, a bardzo boleśnie już czułam własne ograniczenia. Jestem mądrzejsza, już wiem, jak nie powinien odbywać się remont połowy mieszkania z wymianą kilku mebli. Nie rób remontu, jeśli Twoja sytuacja przypomina moją w choć jednym punkcie z poniższych
1. Jesteś w 34 tygodniu ciąży.
Jeśli jednym z powodów, dla których decydujesz się na remont jest dziecko w drodze,  ogarnij temat w drugim trymestrze. Serio – nie chcesz kulać się po domu zasapana i spocona, z trudem schylając się po cokolwiek. Uwierz mi – nie masz ochoty zasypiać na środku pobojowiska z kartonami i workami w roli głównej. Cowieczorne skurcze przepowiadające i twardniejący z przemęczenia brzuch to nie jest coś, co powinnaś sobie fundować na półtora miesiąca przed porodem. No, chyba że należysz do tych kobiet, które potrafią leżeć i cierpliwie czekać, aż on skończy skręcać meble, poukłada po swojemu przedmioty na półkach, a potem po tym posprząta (czyli jakieś cztery dni). Ja nie należę, więc przeginałam. Dodatkowo wysokie stężenie hormonów nie ułatwia komunikacji, odporność na niewygody i umiejętność współpracy na tym etapie już też mocno kuleje, było więc nerwowo. Z pewnością nie chcesz kłócić się z mężem na półtora miesiąca przed porodem, więc pamiętaj – żadnych remontów po 6 miesiącu!
2. Masz małą tolerację na chaos.
Jeśli uwielbiasz ład i harmonię, jeśli wkurza Cię codzienny bałagan i masz skłonność do ciągłego zbierania po domu przedmiotów, które wylądowały na niewłaściwym miejscu, na czas remontu uciekaj. Gdziekolwiek – do znajomych, do teściów, na wakacje, im dalej, tym lepiej. Moja potrzeba kontroli nie pozwoliła mi zlecić i ulotnić się, wrócić na gotowe, nie podglądając w międzyczasie, czy równo malują. Stało to jednak w głębokiej sprzeczności z moim zamiłowaniem do porządku, przez dwa dni bowiem miałam cały pokój w kuchni, kolejne dwa – Zośki pokój w naszym i w kuchni, następne trzy – wszystko wszędzie podczas jednoczesnego skręcania mebli, porządkowania zawartości szafek, przenoszenia ciuchów z szafy do szafy. Nie nadaję się do trzymania pojemnika ze skarpetami na kuchennym stole, sorry, jestem pedancik i już. Dlatego jeśliś pedancik, pakuj walizkę i uciekaj, zostawiając na polu bitwy bardziej odporne na chaos i bajzel jednostki.
3. Masz choćby jedno dziecko.
Do scenerii, którą opisałam powyżej dodajcie pięciolatkę i jej kredki/klocki/zabawy styropianem/gonitwy po całym tym bajzlu. Dziecko biedne wynudziło się za wszelkie czasy, dlatego podczas gdy my walczyliśmy z chaosem, ona go potęgowała. Wydłubywała z kartonów zabawki, a gdy to było niemożliwe – jeździła po całej chacie na kartonach po szafie, owijała się w folie, czyniąc z nich ekscentryczne kreacje, karmiła pokruszonym styropianem niewidzialne kury. Ojezusiesłodkiinajświętszapanienko! Gdy już udawało się doprowadzić do ładu jeden kąt pokoju, gdy już z chaosu wyłaniało się coś ładnego, pojawiała się ona i natychmiast czyniła z tego kąta miejsce swojej zabawy. Że o łapkach wpakowanych w świeżo wymalowaną framugę nie wspomnę. Zabieraj dzieci z dala od remontu, zwłaszcza, jeśli dotyczy Cię punkt 2.
Chyba rozumiecie, że pisanie bloga w tych warunkach okazało się niemożliwe, no musiałam się na te kilka dni wycofać, żeby nie oszaleć. Wreszcie siedzę na kanapie i napawam wzrok świeżą bielą i wymarzonymi meblami. Jeszcze czuję zmęczenie w kościach, ale wzrok już odpoczywa. Brakuje jeszcze kilku zaplanowanych drobiazgów, w obu pokojach szykuję coś na ściany. Ale o tym później, teraz muszę się położyć, natychmiast.
Kto nie pamięta, jak było tu wcześniej, niech zajrzy sobie tu albo tu (to już później, z biurkiem). Generalnie odświeżone zostały pokoje: nasz i Zośki oraz przedpokój. Pozbyliśmy się zniszczonych tapet, odmalowaliśmy przybrudzone ściany, odnowiliśmy framugi, uzupełniliśmy brakujące łączniki listew (to rękami majstra, nie własnymi, o nie!). Stare regały piwniczne (jakkolwiek lubiłam ich industrialny smaczek) zostały zamienione na system BESTA z Ikei, czyli regały wyższe i bardziej pojemne, z zamykanymi szafkami na rzeczy, które nie wyglądają dobrze na wierzchu. Gałki to moja inwencja twórcza, są ze sklepu Pretty Home. Regały stanęły na ścianie, na której wcześniej była kanapa. Ta (kanapa) zajęła miejsce starego kredensu, który musieliśmy ze smutkiem pożegnać jako za mało w tym układzie praktyczny (RIP, kredensiku). Nad nią wiszą półki RIBBA z obrazkami, durnostojkami i reflektorkiem RANARP. Vis a vis kanapy stoi teraz moja ukochana metalowa szafka z kolekcji  IKEA PS 2012, na niej telewizor, a na ścianie nad nimi półki EKBY. Po lewej nowa szafa, na co dzień niewidoczna, bo zasłonięta zawsze otwartymi drzwiami do pokoju (gałki Zara Home). Tylko biurko pozostało bez zmian.