hity miesiąca

polkowelove – moje hity lipca

Niewiele rzeczy w życiu może równać się z upalnym lipcem. Nie każdy mi pewnie w tym miejscu może przybić pionę, bo założę się, że upalny lipiec bywa udręką dla tych, którzy w rozgrzanych tramwajach czy na żniwach. Na plantacjach borówek czy innych budowach. Ale gdy ma się ten komfort, że żyje człowiek nad morzem, w niedalekiej odległości od plaż i jezior, życie potrafi być piękne w lipcu. Moje bywało. Gdy nie skupiałam się na trudach samotnego macierzyństwa, na tęsknocie za obozującą Zosią, nie psioczyłam na pot ściekający po tyłku i na korki przy plaży. Bardzo starałam się, żeby przeciwności losu nie spieprzyły mi tych gorących tygodni, z każdej godziny na piasku, każdego wieczora na tarasie, każdej chwili na wsi, starałam się wyciągnąć to, co najlepsze. Dziś jestem opalona prawie jak po Tajlandii, cztery kilo chudsza od letnich sałatek i pierwszy raz od dzieciaka zamoczyłam tyłek w Bałtyku. Mam syf na chacie, jakiego nie było tu od dawna, posty produkuję po nocach, ale cieszę się, że tyle z tego miesiąca wycisnęłam. Te wakacyjne migawki i nasze letnie radości znajdziecie w sporej liczbie na Instagramie, dziś mam dla Was parę przedmiotów i jeden serial, które dodatkowo uprzyjemniły mi ten lipiec.

1. Lama – trend, czyli wyprawka z Empiku

Wiecie, jakie są moje ulubione chwile wakacji tuż po kąpielach w jeziorze i gorących nocach? Kupowanie wyprawki szkolnej! Trochę szajba, wiem. Od trzech lat na nowo odkrywam tę frajdę i to nie byle jak, bo w warunkach wielkiego wyboru dóbr i cudów wszelakich. To już nie to, co kiedy ja byłam uczennicą, dziś naprawdę można obłowić się w piękne akcesoria i nie trzeba wcale szukać daleko. Uwielbiam buszowanie w papiernikach, szukanie plecaków, kolekcjonowanie najładniejszych zeszytów, najfajniejszych długopisów i wszystkich tych szkolnych akcesoriów. Nie wiem, czy wszystkie nadążacie za śledzeniem trendów dziecięco-młodzieżowych, ale ja ostatnio dowiedziałam się, że już nie jednorożce, teraz jest szał na lamy. Już parę tygodni temu zostałam naciągnięta na parę lamowych wakacyjnych gadżetów, no a teraz hit totalny – jedna z empikowych kolekcji back to school jest w lamy właśnie, w dodatku w jednym z ulubionych kolorów Zośki. Miętowe piórniki, worki, notesy, plecak w lamy, karteczki, znaczniki, teczki, kubki i albumy – pełno tego!

wyprawka Empik

plecak – Empik

Nie tylko ładny, ale i bardzo praktyczny. Jest solidnie wykończony i ma wszystko, czego trzeba: szerokie szelki, profilowane ergonomiczne plecy, dwie duże komory, przednią kieszeń z masą przegródek, kieszenie boczne i elementy odblaskowe. No i te pompony 🙂

cienkopisy ze zmazywaczem

zeszyt w lamy – Empik
cienkopisy Happy Color ze zmazywaczem – Empik (stacjonarnie)

piórnik tuba w lamy

plecak lamy

worek na strój gimnastyczny

Ten worek jest super! To taki workoplecak, gruby, duży i solidny, z łatwego do utrzymania w czystości materiału, z dodatkową kieszonką na zamek. Będzie idealny na buty na zmianę albo strój na basen czy w-f. Można go używać jako lżejszego plecaka na wycieczki, treningi czy zajęcia dodatkowe. Nie mieliśmy nigdy lepszego, a cena jest świetna.

worek  – Empik

plecak dla dziewczynki

2. All inclusive w mieście, czyli basen

Przydomowy basen to najlepszy sposób na te szalone upały. Od tygodnia staram się być jednocześnie blogerką i mamą 24/7 i powiem Wam, że nie jest łatwo 😉 Kiedy tylko mogę, zabieram dziewczyny nad morze albo jezioro, żeby się popluskać i ochłonąć. Codziennie niestety nie dam rady, zaległości się piętrzą, a nie mogę pracować tylko po nocach. Przedpołudnia w domu okupuję trochę mniejszym wyrzutem sumienia, kiedy dziewczyny bawią się w baseniku. Jakby nie patrzeć, są wtedy na dworze i oddają się aktywnościom iście wakacyjnym. Sama też skorzystałam jednego przedpołudnia i, kiedy tylko przestałam myśleć, co ludzie powiedzą na widok starej baby w baseniku dziecięcym, ochłodziłam się i odpięłam koncertowo.

basen kupiliśmy w Castoramie

basen ogrodowy

basen na taras

3. Clinique Mineral Sunscreen Lotion SPF30, czyli balsam idealny

W związku z tymi basenami i plażami, dużo schodzi u nas kremów przeciwsłonecznych. Tego lata używałam już trzech i dopiero ten ostatni naprawdę mnie zachwycił. Najtańszy niestety nie jest, ale jeśli możecie sobie na niego pozwolić – gorąco polecam. Najfajniejsza jest jego konsystencja – niesamowicie lekka, nietłusta, zero białych smug. Nie cierpię tego wklepywania godzinami i wyglądu jak córka młynarza po aplikacji. Ten balsam wchłania się momentalnie, świetnie nawilża, a zawartość minerałów zapobiega uszkodzeniom skóry, jakie pojawiają się wskutek opalania. Z tego powodu powinnam zachować go dla siebie, ale pokusa bezproblemowego smarowania i błyskawicznego wchłaniania jest za duża, dlatego stosujemy go rodzinnie.

Ten balsam przeciwsłoneczny kosztuje ok. 90-100 zł i można go kupić w Douglasie i wielu drogeriach internetowych (najtaniej).

krem do ciała z filtrem

krem clinique

4. Odświeżająca pielęgnacja – mgiełka do twarzy Miya

Tak uzależniłam się od spryskiwania twarzy naturalnymi hydrolatami, że gdy tylko wypsikałam ostatnią kropelkę, poleciałam szukać czegoś podobnego do drogerii – tak znalazłam tę mgiełkę polskiej marki Miya. Jaka przyjemność stosowania, o mamo! Idealna rzecz na lato – kwiatowa woda, która wspaniale orzeźwia i odświeża twarz, pięknie pachnie ekstraktami z róży, piwonii i hibiskusa i przy okazji robi różne dobre rzeczy z cerą. W połączeniu z wodą termalną i kwasem hiarulonowym mgiełka ma przywracać gładkość, zatrzymywać młodość, odżywiać i nawilżać. Stosuję ją co rano i wieczorem, a często też w ciągu dnia, zwłaszcza po słońcu czy kiedy ociekająca potem wracam do domu z upału. Jest jeszcze wersja kokosowa, wypróbuję ją bankowo! Mgiełka kosztuje niecałe 30 zł, jest dostępna w Hebe i wielu drogeriach internetowych.

mgiełka Miya

tonik w sprayu

5. “The Let Down” – Netflix

Och, jak bardzo powinna to obejrzeć każda świeżoupieczona mama! I tata też. W zasadzie to myślę, że najlepiej by było, gdyby puszczali ten serial w szkołach rodzenia. To tragikomiczny i jakże prawdziwy obraz życia z niemowlakiem, z którym będą się utożsamiać wszyscy Ci, którzy planowali, że ich dotychczasowe życie towarzyskie/małżeńskie/seksualne nie zmieni się po porodzie. Pasmo wyzwań i rozczarowań, jakich doświadcza Audrey w nowej roli przywołała we mnie falę smutnych wspomnień. I choć nie jest to opowieść wesoła, to bardzo oczyszczająca i pokrzepiająca. Ale nie bójcie się – to nie jest żadna totalnie depresyjna produkcja, że tylko się pociąć, o nie (choć co bardziej empatycznym jednostkom może zdarzyć się jakaś łezka). Wiele tu sytuacji i postaci bardzo zabawnych, które pozwalają złapać dystans do własnych codziennych, macierzyńskich zmagań. Szczególnie śmieszą sceny ze spotkań grupy wsparcia dla młodych mam, w której przegląd charakterów i stylów macierzyństwa jest cudownie barwny, a doskonała Celeste Barber, którą pewnie znacie z jej doskonałych instagramowych pastiszy, to prawdziwa wisienka na torcie tego naprawdę świetnego serialu.

the let down serial