dzieciaki

pidżamersi, ranne ptaszki i superbohaterki

Moja starsza córka, Zosia. Tydzień temu przeszła sama cały park linowy dziesięć metrów nad ziemią. Pozwoliła sobie wyjąć kleszcza z szyi, choć jeszcze parę lat temu wokół drzazgi chodzilibyśmy przez trzy dni, przy akompaniamencie spazmów i szlochów. Trzy miesiące temu zaczęła nurkować jak szalona, chociaż od urodzenia nie znosi wody na twarzy. Jeszcze jako pięciolatka darła się wniebogłosy, kiedy choćby kropla prysnęła jej w oko podczas mycia głowy. Jada szpinak, pędzi na rolkach, na wsi zwisa z każdego drzewa, kumpluje się z wszystkimi psami i lubi brać na ręce kurę sąsiadów. W przedstawieniach mówi swoje role głośno, choć jeszcze nie tak dawno dezerterowała na widok sali pełnej rodziców. Występuje z kółkiem muzycznym w konkursach i na apelach, mimo że jej dziewięcioletnie serce wali przy tym jak szalone. Wiem, choć mnie tam nie ma. Wiem, bo moje serce też wali w godzinie występu. Wiem, bo ją znam.

Moja starsza córka, Zosia, zaopiekuje się każdym małym grzdylem, w szczególności swoim osobistym. Zrobi jej płatki z mlekiem, kiedy starzy chcą pospać przy sobocie. Narysuje królewnę do kolorowania. Weźmie za rączkę na ulicy, podbiegnie, kiedy siostra jest niebezpiecznie blisko krawężnika. Położy jej głowę na zagłówku fotelika, kiedy młoda składa się w pół podczas powrotu do domu. Wytrze buzię ufajdaną lodem, ucałuje obtarte kolanka, przeczyta książkę do snu, otrze łzy, przytuli i rozśmieszy.

Miesiąc temu, kiedy wyszłyśmy razem z gabinetu pediatry ze skierowaniem do szpitala dla Hani, trzęsła jej się broda i oczy zaszły mgłą, ale nic nie powiedziała. Odwróciła się i zaczęła żartować, nie dała po sobie poznać, że się boi. Żeby Hania się nie wystraszyła – jak mi wyznała później.

Moja starsza córka, Zosia – superbohaterka.

Moja młodsza córka, Hania. Od drugiego miesiąca życia przesypia noce. Spała jak zabita w szkolnej szatni, na lotniskach, w samolotach, autobusach, na skuterach i rowerach. Niemal każdej nocy tupta do naszego łóżka, żeby się przytulić. Trafiała po cichutku w każdym mieszkaniu, w którym kiedykolwiek nocowaliśmy, w każdym domku czy hotelu, w najgęstszej ciemności zawsze bez pudła znajduje drogę do mamy, nigdy nie płacze ani nie woła, po prostu wyłania się nagle z mroku, gramoli i tak zostaje do rana. Ucina sobie pogawędkę z każdą panią w sklepie. Z każdym dzieciakiem zakumpluje się w pięć minut. U każdej cioci zauważy ładne paznokcie czy sukienkę. Zanim pójdzie spać, robi obchód po mieszkaniu i każdego przytula na dobranoc. “Kocham Cię, babcia” przychodzi jej z łatwością. Zawsze po tym, kiedy się zezłości i wrzeszczy, włazi mi na kolana i przeprasza, ocierając się swoim policzkiem o mój. Zasypia z rączką na mojej twarzy. Do przedszkola pognała jak na skrzydłach, weszła do sali i została, ot tak, jakby od zawsze tam chodziła. Od pierwszego dnia szaleje w grupie żółtych jak ryba w wodzie. Próbowała jarmużu, śledzi, śmierdzących serów, kocha czarne oliwki i kalmary. Największa twardzielka w kontaktach ze służbą zdrowia – z gracją robi wdechy i wydechy, z wdziękiem prezentuje migdałki, z uśmiechem na ustach demonstruje organy do prześwietlenia, bez mrugnięcia okiem daje sobie pobierać całe probówki krwi.

Hanna – lat trzy i pół, superbohaterka.

PIDŻAMERSI

Nikt mnie w życiu nie zaskoczył tyle razy, co moje córki. Ich supermoce są często ukryte, ujawniają się dopiero w stosownym momencie. Nie dajcie się zwieść – niepozorna postura i bojaźliwa powierzchowność to ściema! Czasem mamy je za mięczaki i beksy, a tak naprawdę są mega twardzielami – nasze dzieci. Wydają się niepozorne, a drzemie w nich wielki potencjał. Gdy trzeba, zakładają peleryny, maski i dzielnie stawiają czoła wyzwaniom. Co tam maski – one i w pidżamach potrafią rozwalać system.
Taka sobota, ósma rano. Kiedy ja i Polkowski przewracamy się na drugi bok, dziewczyny są już od godziny na nogach, takie z nich ranne ptaszki. Nasze pidżamowe stwory potrafią sobie już naorganizować jadła, kocy, wykorzystać nieuwagę starych i zamontować się wygodnie w salonie, uprzednio posiliwszy się płatkami (samoobsługa). Często wtedy włączają sobie bajkę, którą obie lubią, a która zawsze leci raniutko, na dobry początek weekendu – Pidżamersów. Nie ma że sobota, Polkowe dzieci nie śpią, jak Pidżamersi, czyli Gekson, Kot Boy i Sowella, którzy pod osłoną nocy walczą, by ratować świat. Znacie ten serial?
Z pewnego źródła wiem, że w najnowszych odcinkach czekają na widzów nowe moce, nowe postaci i mnóstwo emocji. Pidżamersi tworzą zgraną drużynę opartą na przyjaźni, rozwiązują tajemnicze zagadki i przeżywają niesamowite przygody, z których zawsze wyciągają wartościowe wnioski.
“Pidżamersi” to bajka dla obecnych superbohaterek i przyszłych superbohaterów, budująca i pozytywna, choć także i szalona, w sposób, który przyciąga dzieci.

Nowe odcinki serialu „Pidżamersi” w każdą sobotę od 12 maja o godz. 8:00 tylko w Disney Junior!

 

Wpis powstał we współpracy z kanałem Disney Junior.