wnętrza

operacja “nowe mieszkanie”

Wybraliśmy się wczoraj na gdańskie targi mieszkaniowe i mimo, że nic tam dla siebie nie znaleźliśmy, zdałam sobie sprawę, że temat nowego lokum zaprząta mi ostatnio głowę bardziej niż cokolwiek i pora chyba wreszcie parę słów o nim skrobnąć. Odgrażałam się już między wierszami, więc część z Was pewnie kojarzy, że przymierzamy się do wielkiej zmiany. Ciasno nam już jak diabli i najwyższa pora powiększyć sobie życiową przestrzeń i zrealizować wreszcie marzenia: o osobnych pokojach dla dziewczyn, o sypialni, o obszernym salonie, o garderobie, o szafach, z których się nie wylewa, czyli po prostu o mieszkaniu, które komfortowo pomieści nas i nasz dobytek. Ja dodatkowo, po wielu latach odnawiania starego, co nigdy nie udaje się w zupełności, marzę o nowości – o prostych ścianach, nowiuteńkich grzejnikach, pachnących świeżością podłodze, drzwiach i oknach, o tym, by skończyło się wieczne łatanie, poprawianie, maskowanie niedociągnięć. Z różnych, przede wszystkim jednak finansowych przyczyn, operację “nowe mieszkanie” planujemy na drugą połowę roku, jesteśmy więc teraz na etapie analizowania oferty banków, przymierzamy się też do wystawienia naszego mieszkania na sprzedaż.

Najintensywniej jednak przyglądamy się rynkowi mieszkaniowemu, oglądamy w internecie i na żywo, czytamy o deweloperach i nowo budowanych osiedlach. Bo to nowe mieszkanie ma być. Wieloletni proces zastanawiania się nad tym, gdzie powinniśmy zamieszkać, analizowania za i przeciw: życia na przedmieściach, w kamienicach, w domach i mieszkaniach w różnych częściach Trójmiasta doprowadził nas drogą eliminacji do konkluzji, że na kolejne 10-15 lat życia zostajemy w mieście, w dodatku w bliskim sąsiedztwie obecnego mieszkania. Nie chcemy bowiem rezygnować z bliskości babć, szkoły, całej infrastruktury, z której korzystamy na co dzień i dogodnej z wielu innych przyczyn lokalizacji. Wybieramy zatem z oferty rynku pierwotnego, zawężając się do nowej części dzielnicy, w której mieszkamy. Nie będzie to zatem żadna wielka życiowa rewolucja, z gatunku takich, jakie przeżywa się wynosząc się z bloku na wieś czy odwrotnie, zmiana jednak na tyle duża, że dominuje w moich myślach, planach i marzeniach, obecna jest też non stop w naszych rozmowach.

Domyślacie się, jak bardzo mnie to kręci? Jak ja w myślach non stop projektuję, urządzam, planuję? Napalona jestem jak szczerbaty na suchary. Mam już na komputerze foldery, zakładki, zbieram pomysły, inspiracje, oglądam meble, materiały, plan wystroju mamy już z kolegą małżonkiem wielokrotnie omówiony i – co mnie naprawdę gigantycznie cieszy – mamy co do niego zgodność. Nie mogę doczekać się, kiedy w końcu je znajdziemy, zobaczymy, zakochamy się i będziemy mogli je po swojemu urządzić – nasze nowe mieszkanie. Pielęgnuję w głowie te wizualizacje, bo dzięki nim trochę mniej się boję.

Nie kupowałam nigdy mieszkania, nie zdarzyło mi się także zadłużać na więcej niż kilkadziesiąt tysięcy. Trochę mnie więc to wszystko przeraża: ten kredyt i te transakcje. Sprzedawanie, kupowanie, banki, notariusze, papiery, a później remonty, ekipy, przeprowadzki, cały ten chaos i bajzel. Jestem przekonana, że warto, wiem, że już trzeba, chcę, ale i odrobinę się boję. Chyba chciałabym, żeby mi ktoś powiedział, że to nie takie straszne. Póki co zatracam się w marzeniach, one napędzają jak nic innego. Jak się tak napatrzę na te przestrzenie, olbrzymie, szare sofy, na te białe podłogi, zmyślne przedpokoje, wielkie łoża małżeńskie i jasne łazienki, martwię się jakby mniej. No, pięknie będzie! Trzymajcie kciuki 🙂

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

43e2c5f7ace4a62336ac6c37eb34f749

556fc561fba276f86102617dae7abcdb

3b6ff7144b2a435ab05c4ac49a13de40

86522c16812912b0f31da4b8baf95e65

f5a3e16b1878e27f5bb4e80e7a2ee10f

2b7b59e3909b37143535283a75edbd4c

5ac5a3a95cba7d696780b3c10c8bf639

a1f8e25a8858b607470647c1e5ecc484

817a80953c5673d9a2844749f9531782

6713c609a5cc89567daba311cc7028d1

206384f135523184beeae6d4948b4415

d8b74cf1f5060bc0969b3e500d00d99f

4602a7c12ce223741e515b0c1e14d26d

279e929f3abe20360123b29a1fcb17c4

 fot. Pinterest