codzienność

ojciec moich córek – lord fader

Tata. Ten facet, który zawsze wie, co zrobić, jak upchnąć pół szafy w małej walizce, jak wyjąć kleszcza, jak uruchomić hulajnogę elektryczną, rozpalić ognisko, jak prowadzić kamper. Facet, który zawsze zna drogę i najlepszy sposób na wyjście z opałów. Ten od najśmieszniejszych żartów, najgłupszych min i najfajniejszych przygód. Ten od polewania szlauchem i od letnich koncertów, ten od tańców przy Dire Straits, ten, co zainstaluje kino letnie na drzwiach od stodoły i nauczy prowadzić samochód na polnej drodze. Ten, który przyniesie do domu psa i zrobi remont mieszkania przez weekend.

Tata, ten facet, który, jak się uprze, to dostanie się na socjologię po technikum samochodowym. Jak sobie wymarzy pracę, to będzie walczył, aż ją dostanie. Jak wymyśli projekt, to go wygra. Ten, który jak postanowi, to przebiegnie górski Runmageddon, zrobi prawo jazdy na motocykl, a potem go sobie kupi. Na wakacjach wejdzie o świcie na szczyt, który widać z hotelu. Ten facet, który zawsze jako pierwszy w rodzinie zauważy, że dziecko już umie samo się myć, ubierać czy upiec ciasto i będzie zachęcał, popychał, dawał kopa w stronę samodzielności. Nauczy jeździć na rowerze, desce, na rolkach i łyżwach. Będzie siedział po pracy pod salą do akrobatyki, dokładał do graficznego tabletu, pomagał zamawiać podzespoły do biżuterii i powtarzał, że lepiej mieć tróję z matmy i pasję, niż same piątki.

Ten facet od najlepszej surówki z marchewki, najwspanialszych ruskich i najpyszniejszego rosołu, od najfajniejszej muzyki i najwyżej latających latawców.

Tata. Ten facet, który zawsze ma ciepłe dłonie, tak duże, że można w nich schować całą twarz. Dłonie, które najlepiej masują stopy podczas filmu i najpewniej prowadzą przez las. Ten, który ma szerokie ramiona, co dają najlepsze schronienie i najmocniejsze oparcie w locie. Facet, który nosi na rękach, na plecach, na głowie, ten, który kręci samoloty, robi wyścigi i podnoszenia. Ten, który ma prawie czterdzieści lat, a wciąż ma chochliki w oczach i chłopięcy wdzięk. Ten facet, który ma dwa metry wzrostu, tatuaże i niebieskie oczy, a przez którego już zawsze będzie się szukać błękitnookich dryblasów z dziarami.

Tata. Ten facet, który ustali standardy męskości na resztę życia. Będzie wzorcem, benchmarkiem, punktem odniesienia.

To kiedyś, bo dziś jeszcze jest mężczyzną życia.

Ojciec moich córek, ich tata, ich lord fader.