dzieciaki

nowy rozdział

Kilka dni temu otrzymałam dwunasty, ostatni już przelew z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, zatytułowany “zasiłek macierzyński”. Za 5 dni odśpiewamy Hanuli pierwsze “sto lat”, a ja jestem przerażona. Kiedy półtora roku temu zwalniano mnie z pracy, miałam plan. Jeszcze zanim wręczono mi wypowiedzenie wiedziałam, że chcę zajść w ciążę i wykorzystać roczny urlop do tego, żeby rozwinąć bloga. Wiedziałam, że nie chcę mieć dwójki dzieci, dopóki nie znajdę innego sposobu na życie niż etat, który zabiera większość życia. Wiedziałam, że ten czas to dla mnie szansa. Po głowie oczywiście chodziło i wciąż chodzi mi jeszcze kilka innych pomysłów, ale one wszystkie są w zasadzie przeniesieniem do reala jakiejś części mojej blogowej działalności, a to praktycznie to samo. Na aktywność offline jeszcze dla mnie za wcześnie, Hania jest nadal malutka, a to wymagałoby znalezienia jej opieki na większość dnia, czego przecież nie chciałam. Dziś, kiedy trochę pomagają mi babcie i szukam niani na pół etatu, nie dam rady rozkręcić żadnej spektakularnej działalności gospodarczej. Moje kawiarnie, bawialnie, firmy party-plannerskie i sklepy internetowe będą musiały zaczekać. Dziś, moje kochane czytelniczki, moją jedyną działalnością zarobkową jest ten blog i czuję, że to jest moment, w którym chcę coś wyjaśnić.

Sprzedałam się i skończyłam, czyli następna zarabia na blogu

Wyjaśnijmy to sobie raz, a dobrze i nie wracajmy do tego więcej. Powiem Wam teraz coś ważnego: blogerzy zarabiają na swojej pracy. Może inaczej: czytani blogerzy zarabiają. Ile? Tyle, ile chcą im zapłacić. Mnie osobiście jeszcze żadne kokosy, ale znaleźli się już tacy, którzy coś tam chcieli. Rozwijam się, przybywa Was tu ciągle, więc liczę, że chętnych będzie więcej. Co w tym złego? mhmm…nie wiem. Nie rozumiem, skąd wziął się pogląd, że dobre blogi są prowadzone w czynie społecznym, że jak się bierze pieniądze od reklamodawców, to traci się autentyczność i niezależność. Czy ktoś kwestionuje konieczność płacenia gigantycznych kwot za spoty telewizyjne, za strony w kolorowych magazynach, za billboardy? Nie, za powierzchnię reklamową trzeba płacić. Tak, blog to także powierzchnia reklamowa. Blog to nie kółko różańcowe ani wieczorek poetycki, blogi nie mają zbawić świata, a blogerzy to nie wolontariusze w służbie zapewnienia darmowej rozrywki ludowi. Nie chcę się tu wypowiadać w imieniu całej blogosfery, ale myślę, że ci najlepsi to pasjonaci, którzy uwielbiają pisać, kochają fotografię, fascynują się tym, co robią – gotowaniem, modą, rodzicielstwem, makijażem, technologią – whatever. Dlaczego mieliby charytatywnie sprawiać, że zarabiają marki, o których piszą? Skąd pomysł, że jak dostają kasę, to już pokażą i powiedzą wszystko? Taka łapczywość to początek końca. Nie macie pojęcia, ilu firmom odmówiłam. Nie ma tygodnia, żebym nie odmawiała. Mogłabym już zarobić sporo kasy na postach o tabletkach na niepłodność, o jedzeniu na telefon, o ciuchach dziecięcych, których nigdy za darmo nie założyłabym dziewczynom. Przepadło mi już wiele ręczników, kocyków, koszulek, plakatów i zabawek, serio. Niektóre propozycje były obciachowe, czasem produkty nie w moim stylu. Ja rozumiem, że Wy mnie dobrze nie znacie, ale czy naprawdę nie jest oczywista dla regularnie tu zaglądających moja autentyczna fascynacja pięknem? Czy mój styl już nie na tyle rozpoznawalny, że z łatwością można by wyczuć fałsz? Powiem to tylko raz: nigdy nie pokazałam ani nie pokażę niczego wbrew sobie, niczego, co nie jest warte polecenia, co mi się nie podoba. Moje odkrycia i wybory inspirują wiele osób, mówiąc wprost: kupujecie to, co  pokazuję. Czy to nie jest w porządku, że ja też na tym korzystam, a nie tylko sklepy? Tak, odkąd zaczęłam blogować, mój dom wypełnił się rzeczami, które dostałam od sklepów. Pewnie co najmniej połowy z nich nie kupiłabym sobie sama, uznając, że znam wiele lepszych sposobów na wydanie trzech stów niż pled. Pewnie nie miałabym tylu kubeczków i miseczek, a moje dzieci tylu gadżetów, kocyków i zabawek. I co z tego? Naprawdę sądzicie, że biorę wszystko jak leci, bo za darmo? Albo że jak za darmo, to kłamię, że mi się podoba?

“Kogo na to stać?”

Czy ludzie obrażają się na TVN, bo reklamowali najnowsze BMW po “Faktach”? Nie dotykają więcej “Twojego Stylu”, bo nie mogą mieć kremów za tysiaka? Świat jest pełen nierówności, występują one szczególnie w gospodarkach kapitalistycznych. Jestem pewna, że dookoła mnóstwo jest rzeczy, na które Was (tak jak i mnie) aktualnie nie stać oraz nawet takie, których nigdy nie będziemy mieć.  Zawistny hejterze – powstrzymaj się, weź głęboki oddech, pohamuj wyrzut żółci, nie obrzucaj błotem. Niech to zmotywuje Cię do cięższej pracy. A jeśli nie działa, to zawsze możesz wyemigrować do Chin, albo na Kubę – w Polsce czasy, w których wszyscy mieli tak samo mało już się skończyły. Zresztą zrób cokolwiek, tylko mi tu nie jęcz, że “kogo na to stać”. Serio, czasem mam ochotę odpisać – “misia Gogo”! Czy może mam podać nazwiska? Od samego początku i z założenia to miejsce miało funkcjonować jako inspiracja estetyczna, pokazywać ładne przedmioty i wnętrza, ta idea nie zmieniła się, czasem są to rzeczy tanie, a czasem droższe – czy to czyni ze mnie gorszą blogerkę? No i wreszcie – chyba nie byli nigdy na blogach szafiarek ci, którzy twierdzą, że pokazywane przeze mnie rzeczy są drogie. U mnie nigdy nie było i nie będzie odpałów w stylu torebek za kilka(naście) tysięcy – to miejsce nigdy nie będzie elitarne, co nie znaczy, że każdego będzie stać na wózek, którego używam, czy nawet na klocki, które polecam.

Blog to praca

Tak, nie boję się powiedzieć, że ciężko pracuję. Przygotowanie jednego wpisu to wiele godzin przemyśleń, poszukiwań, przygotowań, ustaleń, zdjęć, obróbki i pisania. Nie korzystam ze zdjęć ze stocków, sama gotuję, aranżuję, wymyślam, a to bardzo czasochłonne. Staram się publikować wpisy co drugi dzień, bo wiem, że na nie czekacie. To tempo bardzo trudne do utrzymania dla matki dwojga dzieci, bardzo ciężko pracować z niemowlakiem na kolanach. Zainwestowałam w to miejsce mnóstwo czasu i trochę pieniędzy. Od ponad dwóch lat regularnie piszę, fotografuję, publikuję – świątek, piątek czy niedziela, w ciąży i z niemowlakiem przy piersi, zarywam noce, zaniedbuję inne obowiązki i przyjemności. Nie oglądam telewizji, filmów ani seriali, czytam niewiele, nie włóczę się po kosmetyczkach, koleżankom wciąż odmawiam. Robię to, bo kocham to miejsce, ale oczywiście nakręca mnie głównie osobista motywacja – żeby to zmieniło moje życie i dało mi kiedyś pracę marzeń. Niestety (a może na szczęście) nie jestem utrzymanką bogatego męża i nie jestem w stanie poświęcać połowy każdego dnia i każdego praktycznie wieczora na bloga, jeżeli on nie będzie zarabiał na naszą rodzinę.  Jeżeli rzeczywiście drażnią Cię wpisy sponsorowane, nie musisz ich kochać – zaakceptuj, że są, bo dzięki nim możesz czytać i oglądać inne posty – te, które Cię bawią, wzruszają, te z których czerpiesz inspirację. Poza tym wiem, że potrafię napisać dowcipny i ciekawy tekst nawet o glebogryzarce, więc spokojnie – jakość wpisów nie ucierpi, jeśli pojawi się tu nagle więcej sponsorów.

Zawód – blogerka

Ta frustracja narastała we mnie jak pryszcz – właśnie go wyciskam. Wraz ze wzrostem popularności, przybyło niezrozumienia, które mnie wkurza, czasem sprawia przykrość. Nie tłumaczę się tutaj, po prostu chcę, żebyście wiedziały, że nie jestem już mamą na macierzyńskim. Mój zawód to od teraz BLOGERKA. Ten blog to moje życie i mój dom, zapraszam Cię tutaj, ale jeśli Ci się nie podoba, opuść go, nie zostawiając po sobie smrodu. Z otwartymi ramionami witam kulturalną polemikę, wyrzucam bezwzględnie prymitywną zajadłość, wredną zjadliwość, głupie zaczepki, niesprawiedliwe oceny. Ja na przykład nie cierpię Urbana i ojca Rydzyka, nie zdarza mi się zatem kupować “NIE” ani włączać Radia Maryja, proste. Jeśli nie możesz na nas patrzeć – wyjdź i nie wracaj. Nie liczę, że wszyscy mnie zrozumieją, nie oczekuję, że każdy będzie mnie kochał. Po prostu musiałam to z siebie wyrzucić. Bo Was lubię. Bo jestem zbyt szczera. Bo tak trzeba. Bo właśnie otrzymałam ostatni przelew z ZUS-u, a Hania za pięć dni skończy rok i ja właśnie zaczynam nowy rozdział.

16

13

10

3

6

7

12

17

8

9

5

18

20

22

Hania:

płaszczyk, rękawiczki – Zara

czapka – Accessorize (ubiegły sezon)

sukienka – Zezuzulla

rajty – Reserved

buty – Mrugała

wózek – Stokke Scoot

Ja:

czapka – Brain Inside

szal – Stradivarius