felietony

niezły rok

Nie uchowałam się, i mnie wzięło na wspominki i plany. Takie osobiste, życiowe i te blogowe (choć to w zasadzie w wielu punktach to samo).

Oprócz tego największego zdziwienia, że 2014 rozpoczynałam jako matka jednego, a kończyłam – dwojga dzieci, mam jeszcze szereg pomniejszych wspomnień i obserwacji. Jako blogerka miałam w ubiegłym roku swoje kryzysy i zwątpienia, by jednak suma summarum uznać, że jest nieźle i trend jest pozytywny. Parę razy już rzucałam to wszystko w cholerę, by jednak stwierdzić, że jest Was sporo i nie wypada. Nie pamiętam dokładnie, ilu Was było rok temu, ale znacznie mniej niż połowa tego, co dziś. Użytkowników pewnie ze 3-4 tysiące, fanów na Facebooku nieco ponad tysiąc. A przez ostatni miesiąc zajrzało tu ponad 10 tysięcy osób (!), na fejsie mam Was ponad 4 tysiące, a uruchomiony rok temu profil na Instagramie obserwuje już ponad 2,2 tys użytkowników. Z kilkuset wyświetleń dziennie zrobiły się 3-4 tysiące. Przez ten rok 54 tysiące użytkowników wygenerowały 561 tysięcy odsłon bloga! Jak dla mnie bomba!
Największym zainteresowaniem cieszyły się moje wpisy wnętrzarskie – te poremontowe oraz wyprawkowo – Hankowe, top 10 wpisów ma po 3-4 tysiące wyświetleń każdy. To jest jasne oraz zrozumiałe. Ale czy może mi ktoś wytłumaczyć ten fenomen, że zwykły, najzwyklejszy post o francuskich tostach ma ponad 18 (tak, o-siem-na-ście!) tysięcy wyświetleń?! Ani on odkrywczy, ani rewolucyjny, zdjęcia jak zdjęcia. Maffashion go podlinkowała czy Kasia Tusk, bo nie rozumiem?
Wciąż piszę od serca, odsłaniam się trochę za bardzo i walę prosto z mostu. Jestem wierna Skandynawii, pastelom, kropkom, gotuję, dekoruję, upiększam. Może trochę więcej pstrykam, może też ciut lepiej? Przejrzałam wpisy z całego roku – było ich 168. Dużo ładnych rzeczy robiłam i jadłam w tym 2014, wiecie?
Zaczął się niewinnie, smażyłam tosty, robiłam sałatki, gotowałam dania kuchni azjatyckiej, narzekając od czasu do czasu na konieczność fotografowania w sztucznym świetle i deficyt czasu. Nie podejrzewałam, że zanim skończy się styczeń, będę mieć pod dostatkiem i czasu, i dziennego światła, bo mnie z pracy wywalą. Ostatnie dni stycznia były już więc świetliste i jasne. A jak już się wypłakałam, to i całkiem przyjemne.
Był pastelowy i karnawałowy, lukrowałam pączki na różowo, produkowałam lody chałwowe. Z końcem miesiąca zaczęło mnie brać na wymioty od tych pączków i pasteli, nie wiedziałam jednak jeszcze wówczas, że to za sprawą ciąży (a nie pączków i pasteli).

 

W marcu już mdliło mnie całkiem poważnie i świadomie. Pączki więc poszły w odstawkę, a w ich miejsce pojawiły się soczki, owsianki, chleby życia. Zapachniało wiosną i był to jedyny zapach, jaki tolerowały wówczas moje nozdrza. Pasteloza trwała, wówczas w fazie minty.

 

 

Faza pastelowa trzymała się mocno, było też bardzo wielkanocnie. Były mazurki, zajączki, czekoladowe jaja, był też świąteczny coming-out. Mdłości się skończyły, odżyłam ja, odżył i blog. Bardzo ładnie było i wiosennie, jak tak teraz patrzę.
Smakował rabarbarem i szparagami, zjadłam ich chyba z tonę. Był piękny – bo słoneczny, bo zorganizowałam cudne blogerskie śniadanie. Był trudny też. Bo mąż mi wyjechał na większość miesiąca i było mi jakoś strasznie smutno i ciężko w tej ciąży bez niego. Bo jakiś dupek spowodował wypadek, w którym skasowałam swój pierwszy samochód. Mało pisałam, miałam doła.
Wytchnienie, ciepło, błogo, znowu razem. Brzuch rośnie, dowiaduję się, że Hanka to Hanka, humor dopisuje. Truskawkowe serniki, śniadania, knedle i napoje, truskawkowe wszystko. Małe wakacje na wsi, słoneczne i sielskie.
Upalny i lepki, kolorowy, bardzo owocowy. Większość czasu byłam sama z Zośką i wbrew pozorom, oprócz produkcji lodów, robiłam też inne rzeczy. Jeździłyśmy na plażę i na wieś, chodziłyśmy na spacery i plac zabaw. Tych lodów to rzeczywiście było sporo, świetnie się bawiłam kombinując wciąż nowe smaki i karmiąc nimi młodą w tym upale.

 

Równie upalny, kolorowy i owocowy, co lipiec. Wakacje numer dwa, blogowy sezon ogórkowy.
Zaczęło się jesienne szaleństwo, działam jak nakręcona. Ósmy miesiąc, Zośka idzie do szkoły, kompletuję wyprawki dla obu dziewczyn. Potem remont, metamorfozy – naszego pokoju i u młodej. Gotuję jesiennie, natchniona i zmęczona, ale szczęśliwa.
 
Przerabiania płodów jesieni ciąg dalszy. W mieszkaniu kładzenie wisienek na torcie. Zosine urodziny, wyprawka Hanki na finiszu. Spakowana torba do szpitala, pół miesiąca w skurczach, zmęczona i zniecierpliwiona, czekam, ale wciąż pstrykam i piszę.
Pierwsza blogowa fala hejtu, idiotyczna, przedziwna – Halloweengate. Nie mam głowy, by o niej myśleć, jestem w szpitalu. Trochę mi tam zeszło, więc i na blogu cisza. Ale jest ona – wyczekana, cudowna, najpiękniejsza Hania!
Ogarnęłam się już po porodzie, działam, dużo pstrykam i piszę. Sporo nowości w pokoju Zośki, u nas wymarzony sznur żarówek, robi się coraz bardziej czarno-biało. Kilka przedświątecznych wpisów, w tym roku głównie dekoratorsko – prezentowych. Święta, Święta i po Świętach, później Sylwester z Jedynką. I koniec, finito, zaczynamy nowy rok.
Oprócz tego, że jak co roku o tej porze planuję by wreszcie bogata i chuda, chciałabym, żeby w 2015 mój blog wyglądał jeszcze lepiej. Chciałabym pisać częściej, a przede wszystkim – regularnie. Chciałabym mieć dla Was czas, odpisywać zawsze na wszystkie maile i komentarze. Chciałabym Was nie stracić – i tych, którzy zaglądają tu sporadycznie po przepis na ciasto i tych, którzy wchodzą codziennie sprawdzać, czy jest nowy wpis i znajdują w nim trochę siebie. I tak, nie wstydzę się tego – chciałabym rosnąć w siłę, marzę, by móc z tego kiedyś żyć. Jakkolwiek doceniam współpracę z wszystkimi dotychczasowymi sklepami, to jednak rachunków tymi pięknymi produktami nie popłacę. Pod koniec roku skończy mi się macierzyński i marzę, by nie musieć wtedy wracać za biurko, chciałabym, żeby ktoś płacił mi za to, co kocham. I niekoniecznie mówię tu tylko o blogu, ale za cokolwiek z tego, co tu robię – za pisanie, stylizowanie, gotowanie, dekorowanie. To był niezły rok dla bloga, ten nowy musi być zajebisty!
Kochane czytelniczki (i ewentualni nieliczni czytelnicy) – dziękuję Wam za to, żeby byliście ze mną w tym 2014. Życzę Wam wszystkiego cudownego w nowym roku! Mam nadzieję, że zostaniecie tu i będziecie znajdować w kropkowej krainie to, co lubicie.
Z noworocznym pozdrowieniem,
Agnieszka aka Polka (Dot)