dzieciaki

najdroższy prezent

Plakat w ramie mi się zachciało wymieniać, a że się spieszyłam, bo mi kipiała zupa, a farba na głowie wypalała dziurę w mózgu, to mi szybka w ramie wzięła i pękła. Bluzgnęłam siarczyście, bo akurat wyjątkowo nie było w pobliżu żadnych dzieci, odłożyłam tę pękniętą ramę na biurko i poszłam ratować swój mózg. Oraz zupę rzecz jasna. Jedno i drugie uratowawszy, poleciałam ratować dzieci, bo się akurat po babciach rozlazły. Wróciłyśmy wieczorem, pokąpałam już towarzystwo, Zośka jeszcze ogląda dobranockę i taka sytuacja: patrzę na Hankę, jak pełza w tę i z powrotem po pokoju, co chwilę o inny mebel się podpiera i wstaje, buja się, szura tymi stolikami i krzesłami. A tam na biurku ta rama pęknięta. Cholera – pomyślałam i już ją chciałam na balkon wywalić, żeby mi się nie pocięły dziewczęta i wtem – srrru! – kawał szyby rozbryzgł mi się na podłodze. To, co nastąpiło już sekundę później przepełnia mnie wzruszeniem i dumą, sama nie wiem, czym bardziej, ale przepełnia mnie tak mocno, że musiałam o tym napisać. Zośka – ta niespełna sześcioletnia dziewczyna o bardzo niepodzielnej uwadze, która jak ogląda bajki, rysuje czy gra na tablecie, to muszę bić w tarabany przez kwadrans, żeby na mnie spojrzała. No więc ta sama Zosia, już po sekundzie była na ziemi, rzuciła się natychmiast na podłogę w jakimś bohaterskim odruchu i trzymała Hanię, żeby ta nie zbliżyła się do potłuczonego szkła. Nie musiałam nic mówić, ona – ta niespełna sześciolatka, trzymała mocno siostrę, żeby nie przypełzła do odłamków. Wpadła to sama, w sekundę. Jej odruch chronienia Hani rozczula mnie już od dawna, ale pierwszy raz dała temu tak spektakularny wyraz.

Ja wiem, że to tylko szyba, parę odłamków szkła i niezły refleks mądrej dziewczynki. Ale ja opłynęłam po tej akcji w odległe rewiry. A może wcale nie tak odległe, kto wie? Bo dziś podtrzymuje młodszą siostrę podczas prób wstawania, usuwa jej spod nóg przeszkody i paprochy, które mogłaby połknąć. Ma do niej niesamowitą cierpliwość. Uwielbia ją – rano po przebudzeniu, czy gdy wraca do domu, pędzi zaraz do swojej Hańci, Nuty – jak ją nazywa (HaNUTA – sama to wymyśliła).  A może jutro da jej ramię do wypłakania i dobrą radę? Ostrzeże przed chłopakiem, któremu źle z oczu patrzy i poprawi szalik? Pożyczy jej bluzkę na egzamin i doda malin do herbaty?

Między pierwszym a czwartym rokiem życia Zosi (kiedy podjęliśmy decyzję, że zabieramy się za drugie) często czułam presję spłodzenia dla niej rodzeństwa. Nie wytworzyło jej tych kilka pytań i sugestii rodziny, ja od zawsze miałam to poczucie, że nie mogę jej tego zrobić – zostawić jej samej na świecie. Bo przecież z takim bratem czy siostrą, mniej lub bardziej udanym, bliższym czy dalszym, to zawsze jakoś raźniej jest, gdy rodziców zabraknie, a księga rodzinnych wspomnień grubsza i pełniejsza w anegdoty.

Hanka – to fakt, powstałaś trochę dla Zosi do towarzystwa i ona dba o Ciebie jak o najdroższy prezent. Pożyczaj jej bluzki i ostrzeż ją proszę przed chłopakiem, któremu źle z oczu patrzy, okej? A jesienią popraw szalik i dolej malin do herbaty, pamiętaj – to Twój najdroższy prezent.

1

3

9

8

14

19

18

22

5

21

20

16

7

13

17

Poleczki mają w pokoju kilka gadżetów z pierwszej kolekcji Bloomingville Mini,  na punkcie której totalnie oszalałam, a którą ma od niedawna w sprzedaży sklep Smukke:

dywanik z misiem – tutaj

torba – tu

doniczka z misiem – tu

doniczka betonowa (w pastelowe trójkąty) – Growraw