uroda

mój obecny makijaż – 10 produktów z wyższej półki, które są warte swojej ceny

Moja kosmetyczka, tak samo jak szafa, wygląda dziś zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Już nie ma w niej tony opakowań z produktami kupionymi pod wpływem impulsu, na próbę, bo nowość, bo tanie, bo ciekawe, czy mi przypasuje. Nie ma rzeczy podeschniętych, nieużywanych, bo jednak badziewie albo nie mój kolor. Nie zalegają mi już pudełeczka i tubki z kosmetykami, które wrzuciłam w Rossmanie do koszyka na poprawę nastroju, a potem okazało się, że są nic nie warte, rozmazują się, zbijają, ciastkują i różne nieefektowne rzeczy mi robią z twarzą. W mojej kosmetyczce nie ma już paletek z cieniami w dziwacznych odcieniach ani szminek, które może kiedyś użyję, na imprezę albo w innym przypływie fantazji. Nie ma rzeczy, o których wiem, że są zbędne – jak osobne bazy i pudry na każdy fragment twarzy.

Jest wreszcie zestaw przemyślany, przetestowany, sprawdzony i taki, o jakim zawsze marzyłam. Bo tak, przepadam za kosmetykami, które są dobrej jakości, przyjemne w użyciu i pięknie opakowane, ale bardzo długo zajęło mi dorośnięcie do tego, żeby zacząć je sobie kupować. Musiałam najpierw wyrzucić z bólem serca wiele niewypałów, dogorywających miesiącami na dnie szuflady i potestować trochę prezentów z wyższej półki, zanim odważyłam się wydać stówę na podkład czy korektor. A odważyłam się dopiero, kiedy poczułam różnicę w jakości, kiedy zauważyłam, jak wiele dobrych kosmetyków używa się miesiącami, czerpiąc z nich po drodze wielką frajdę i wygodę. Kiedy przywykłam do komfortu korzystania z pięknych opakowań, które są solidne, nie wycierają się ani nie niszczą. Kiedy polubiłam pewność, jaką mi dają na co dzień i od święta, gdy wiem, że makijaż będzie udany i trwały. I nie, że w drogeriach nie ma perełek i wszystko, co dobre w makijażu zaczyna się od stu złotych w górę, absolutnie. Znam wiele dobrych podkładów i tuszy za trzy dyszki i pewnie nie raz jeszcze do nich wrócę, aktualnie jednak mam naprawdę świetny zestaw produktów z nieco wyższej półki, który fantastycznie się sprawdza i daje mi wielką przyjemność stosowania. Bo ja bardzo lubię się malować, tak jak lubię piękne przedmioty, więc ta obecna kosmetyczka to taka moja próżna satysfakcja.

Dziś dzielę się tym, na co moim zdaniem warto się szarpnąć w perfumerii, bo przyjemność stosowania, efekt użycia i trwałość są tego po prostu warte. Dzisiaj kupuję kosmetyki nieco droższe niż kiedyś, jednocześnie nie wydając na ten cel dużo więcej, bo produktów mam mniej i używam ich dłużej, zużywam do końca i dopiero kupuję kolejne. Traktuję więc takie zakupy jak inwestycję podobną do tej w wełniany płaszcz czy solidne buty.

hity makijażowe
najlepsze kosmetyki do makijażu
makijaż dzienny
puder brązujący Too Faced
PODKŁAD TOO FACED BORN THIS WAY

Skusiłam się na Born This Way na poświątecznej wyprzedaży głównie za sprawą doskonałych doświadczeń, jakie miałam ze stosowania korektora z tej serii. Był najlepszym, jaki kiedykolwiek miałam! Ma fenomenalne krycie, jest kremowy i ładnie wtapia się w skórę, naprawdę wybitny. Oczekiwałam tego samego poziomu po podkładzie, i choć ten jest bardzo fajny, to jednak nie tak wyjątkowy, jak korektor. Powinien spodobać się osobom bez większych przebarwień i niedoskonałości, które lubią naturalny efekt i szukają nawilżającego podkładu, raczej na co dzień niż na wielkie wyjście. Kryje ładnie (choć nie aż tak jak korektor z tej serii), pięknie wtapia się w skórę, pozostawiając jej naturalną fakturę. Jest lekki, przyjemny w użyciu, dość trwały, fajnie nawilża skórę, dlatego powinien sprawdzić się u osób z suchą cerą. Jest bardzo komfortowy w użyciu i pozwala ładnie wyrównać koloryt cery, choć zaznaczam – to żaden Photoshop w płynie. Z podkładów kosztowniejszych natomiast, lecz serio zachwycających, polecam YSL All Hours, który daje absolutnie spektakularne krycie, ale bez skorupy, jest przyjemnie nawilżający, a przy tym mega trwały.

podkład Born This Way
KOREKTOR BENEFIT BOI-ING

Wybrałam go powodowana potrzebą nowości i obietnicą mocnego krycia bez “ciastkowania”, czyli zbijania się w nieestetyczny sposób. Szukałam też zmiany po korektorze Born This Way, który jest po prostu za duży. Przy jego wspaniałej wydajności ciężko go zużyć i kolor, który odpowiadał mi latem i nawet jesienią jeszcze, stał się zbyt ciemny, zaczął też nieprzyjemnie gęstnieć i efekt po nałożeniu był po kilku miesiącach dużo gorszy niż na początku. Ale do rzeczy – Benefit Boiing Cakeless to kolejna rewelacja, choć zupełnie inna formuła, jakby bardziej sucha, mniej kremowa. Sposób, w jaki wtapia się w skórę i utrzymuje pięknie rozjaśnione okolice oczu jest fenomenalny! Jest bardzo kryjący i bardzo trwały, używam go od miesiąca i jestem zachwycona. Używam jasnego odcienia (numer 2), który powinien pasować większości polskich karnacji zimą, bo ma neutralny odcień, dla totalnych bladziochów jest jeszcze jedynka.

korektor Benefit
BRONZER TOO FACED SUN BUNNY

Pudry brązujące i rozświetlacze Too Faced to małe dzieła sztuki, kuszą uroczymi opakowaniami, które są ozdobą toaletki. Zawartość jest na szczęście równie wspaniała, ja wybrałam odcień Sun Bunny i jestem bardzo zadowolona z formuły, jak i rozprowadzania. Ma delikatne drobinki, dalekie od efektu disco, na tyle dyskretne, że po prostu ułatwiają aplikację, ciężko sobie zrobić nim krzywdę. Daje się ładnie cieniować i stopniować, nadaje twarzy efekt zdrowej, lekkiej opalenizny i delikatnie buduje kontur. Jestem z niego bardzo zadowolona.

bronzer z lusterkiem
puder brązujący
PALETA DO MAKIJAŻU POLICZKÓW BENEFIT CHEEKLEADERS

Byłą moją grzeszną pokusą już od dawna, kiedy więc zobaczyłam ją na wyprzedaży w ASOS ponad 100 zł taniej, nie zastanawiałam się długo i spełniłam swoje próżne marzenie. Zwłaszcza, że ta paleta składa się z pięciu pełnowymiarowych produktów, z których każdy kosztuje osobno ok. 170 zł! Za tyle samo nabyłam cały zestaw Cheekleaders, składający się z dwóch kultowych bronzerów Hoola, róży: Coralista i błyszczącego Gold Rush oraz rozświetlacza Cookie. Jestem zachwycona tymi pudrami, zwłaszcza brązującym Caramel i rozświetlaczem – mają świetne formuły, są mocno napigmentowane, bronzer pozwala na wyraziste konturowanie, a Cookie genialnie rozświetla. Jest fajnie śliski i zostawia na twarzy mocno odbijającą światło taflę. Nie sądzę jednak, żeby były warte regularnej ceny, nie kupiłabym żadnego z nich osobno, ale zestaw w okazyjnej cenie był bardzo dobrym zakupem. Paletka jest przy tym piękna i bardzo fajna w użyciu, świetny gadżet.

paleta do makijażu
Benefit Cheekleaders
KOSMETYKI DO BRWI BENEFIT – PRECISELY MY BROW + GIMME BROW

Te produkty są ze mną od ponad roku, to mój trzeci zestaw (jedno opakowanie starcza mi na kilka miesięcy). W międzyczasie próbowałam je zdradzić z tańszymi zamiennikami, ale wracałam do tej kredki i mascary z podkulonym ogonem, bo nic innego nie daje tak dobrych efektów w tak krótkim czasie. Teraz już zaopatruję się w kolejne opakowania, kiedy tylko są jakieś promocje i nie planuję zmieniać kosmetyków do brwi przez długi czas, mam swój ideał. Precisely My Brow to bardzo cienka, precyzyjna kredka do brwi, którą błyskawicznie poprawiam kontur i wypełniam ubytki w brwiach, można nią nawet narysować pojedyncze włoski. Kolor idealnie pasujący do moich ciemnych brwi – chłodny brunatnobrązowy to numer 6. Gimme brow mam z kolei w odcieniu 4,5, choć jego odcień nie musi być tak precyzyjnie dobrany jak w przypadku ołówka – ta mascara służy do lekkiego przyciemnienia i optycznego zagęszczenia brwi. Robi to skutecznie, ale jednocześnie delikatnie, ciężko zrobić sobie nim krzywdę. Jeśli nie oczekujecie superprecyzyjnego rysunku brwi albo nie czujecie się na siłach malować ich kredką czy pomadą, ten żel można stosować jako jedyny kosmetyk dla delikatnego podkreślenia łuków brwiowych.

kosmetyki do brwi Benefit
PALETA CIENI DO POWIEK URBAN DECAY NAKED 3

Jej wygląd jest umiarkowanie fotogeniczny, co jest najlepszym dowodem na częste używanie. Choć w sumie poza jednym cieniem, w który przywaliłam i wykruszyłam go z opakowania, pozostałe są jak nieśmigane, choć sięgam po nie regularnie od wieeelu miesięcy. Ta paleta jest genialna w swojej urodzie i uniwersalności, zawiera zestaw naturalnie wyglądających beży, róży i brązów, które pasują chyba każdemu. Można nią wykonać makijaż dzienny i wieczorowy w wielu odsłonach, większość odcieni jest lekko połyskująca, a wszystkie doskonale napigmentowane, satynowe i bardzo proste w użyciu. Bardzo łatwo się rozcierają i świetnie komponują ze sobą nawzajem, pozwalając na łatwe i błyskawiczne uzyskanie głębi na powiekach. Paleta Naked 3 to najbardziej udany moim zdaniem zestaw z rodziny paletek Naked marki Urban Decay i zdecydowanie najlepsze w aplikacji, najtrwalsze i najładniejsze cienie, jakie kiedykolwiek miałam.

makijaż
paleta Urban Decay Naked 3
CZARNA KREDKA DO OCZU CLINIQUE HIGH IMPACT CUSTOM BLACK CAJAL

Od lat nie używałam już takiej miękkiej kredki kajal, ograniczając się do eyelinera w pisaku. I pewnie nadal by tak było, gdybym nie znalazła tego ołówka w kalendarzu adwentowym Clinique i nie przypomniała sobie, jak dobrze się czuję z lekko przydymionym okiem, jakie udaje się uzyskać tylko takim produktem. Kredka do oczu Clinique jest ultramiękka, mocno napigmentowana i pięknie łączy się z cieniami, dając się ładnie blendować. Ma głęboko czarny odcień i pozwala na bardzo twarzowe wykończenie oka, przepadam za nią i od kilku tygodni stosuję niemal codziennie.

EYELINER FENTY BEAUTY

Żyleta! Bardzo cienki i precyzyjny, bardzo czarny, ze świetnie wyprofilowaną końcówką, która pozwala na wykonanie idealnej kreski dwoma ruchami. Kupiłam go przez przypadek, skuszona promocją na Black Friday, mimo że sądziłam, że raczej zaopatrzę się w drugie opakowanie genialnego Roller Liner’a Benefit, który używałam wcześniej przez kilka miesięcy. Wygrał Flyliner Fenty Beauty ze względu na świetną cenę na promce i nie żałuję, bo to pisak równie dobry, co Roller, jeśli nie lepszy. Jest naprawdę łatwy i przyjemny w użyciu, baaaardzo trwały, wygląda nieskazitelnie przez cały dzień, no serio – świetna rzecz.

eyeliner Fenty Beauty
TUSZ DO RZĘS BENEFIT ROLLER LASH

To mój kolejny, po They’re Real (również świetnym!) tusz do rzęs marki Benefit i jestem w nim absolutnie zakochana. Podczas gdy ten pierwszy wydłużał, jednocześnie dodając objętości, Mascara Roller Lash maluje rzęsy dokładnie tak, jak lubię najbardziej – unosi je, podkręca, precyzyjnie i dokładnie rozdziela. Szczoteczka pozwala idealnie rozczesać rzęsy i dotrzeć do tych najkrótszych, nabiera się na nią tyle mascary, ile trzeba. Nie ma mowy o sklejaniu, ten tusz także nie rozmazuje się ani nie kruszy, dla mnie – rewelacja. Już zaopatrzyłam się w kolejne opakowanie na lotnisku, Roller Lash zostaje ze mną na dłużej!

tusz do rzęs Benefit
Benefit Roller Lash
BALSAM DO UST CHUBBY STICK

Jestem niepoprawną miłośniczką delikatnych pomadek w jasnych kolorach, moja kosmetyczka otworzyłaby oczy każdemu, kto sądzi, że nude to jeden odcień 😉 Mam wielką słabość do beżowych, karmelowych, różowawych i wszelkich bladych błyszczyków i szminek, ze szczególnym uwzględnieniem takich półprzezroczystych, tłustawych, nawilżających. Bardzo lubię takie lekko koloryzujące balsamy. Chubby Stick od Clinique to właśnie taki kultowy balsam w wysuwanej, grubej kredce z masłem shea i mango, nie jest zbyt tłusty, nie klei się, delikatnie barwi usta, nadaje subtelny połysk i przyjemnie koi, gdy są suche. Mój kolor to Heaping Hazelnut, jest idealnym beżowawym nudziakiem, prześliczny.

Clinique Chubby Stick
BALSAM DO DEMAKIJAŻU CLINIQUE TAKE THE DAY OFF

A jak się tym wszystkim sowicie wypaćkam i przechodzę taka wypindrowana cały dzień, zwykle nie mogę się doczekać wieczornego zmywania tapety. Choć nie czuję makijażu w ciągu dnia i kompletnie mi on nie przeszkadza, na wieczór mam zwykle silną potrzebę usunięcia wszystkiego i wklepania kremu. Do demakijażu lubię używać produktów, które można stosować na całą twarz, łącznie z oczami, nie przepadam za zabawą z mleczkami czy płynami i milionem płatków kosmetycznych. Od długiego czasu już szukam preparatów, którymi można umyć buzię wodą, a potem tylko doczyścić płynem micelarnym. Muszą być delikatne, żeby nie szczypały w oczy i nie ściągały skóry, i skuteczne, by szybko usuwały makijaż. Balsam Clinique Take The Day Off kusił mnie od długiego czasu swoją interesującą formułą gęstego kremu, który zamienia się na buzi w olejek. Używam od niemal miesiąca i muszę przyznać, że jest świetny! Nakłada się go na suchą twarz, delikatnie pociera, a wszystkie mascary i cienie momentalnie się rozpuszczają. Jest dość tłusty, więc po zmyciu skóra jest miękka, nie ma mowy o nieprzyjemnym przesuszeniu, jakie zostawiają niektóre żele. Uczucie jest bardzo komfortowe, a większość makijażu usunięta, dodatkowo przecieram jeszcze twarz płynem micelarnym, żeby pozbyć się resztek i czuję się jak nowo narodzona.

balsam do demakijażu
Clinique take the day off

kosmetyki do makijażu
kosmetyki z Sephory
makijaż dla brunetki

A Wy macie jakieś swoje makijażowe perełki? Dajcie znać!

Previous Post Next Post

You Might Also Like

20 komentarzy

  • Avatar
    Reply Anna 27 stycznia 2020 at 20:35

    Testuję wiele kosmetyków. Ze względu na to że lubię testować i uwielbiam kosmetyki.Clinique ma chyba też najlepsze ever podkłady, lubię też mydła do twarzy oraz kremy. Szczególnie nawilżajàce. A Benefit to firma mega. Podobno pierwsze kosmetyki to ich róż w płynie który jest swoją droga kultowy ale stworzony dla tancerek burleski które barwimy nim sutki ;). Cóż jego użycie sprawi że nawet w najgorszej chorobie nikt nie uwierzy że jesteś chora. Ja lubię też ich podkład Happy. Najlepsze pomadki to Marc Jacobs. Mocne i nie poddają się na imprezach. Mój kolor to Oh Milej. Czerwona do białych zębów petarda. Pozdrowienia

  • Avatar
    Reply Lidia 27 stycznia 2020 at 20:56

    Po ostatniej nie udanej wizycie u kosmetyczki chyba skuszę się na ten zestaw do brwii. A moje ulubione do których wracam to podklad Lancome tente idole, tusz od mamy ginekolog choć ten z Benefit również lubię. Puder transparentny Laura Mercier. I w planach zakup paletki z too face 😊

    • Avatar
      Reply Monika 27 stycznia 2020 at 21:44

      Aga ja podobniebdo Ciebie zmienilam ilosc na jakosc kosmetylow. Kupuje mądrzej i oczywiscie zdarza mi sie poszalec ale zdecydowanie rzadziej niz kiedys. Polecam Ci sprobowac bronzera i rozświetlacza Becca. Kupilam je pierwszy raz jak becca weszla do polskiej sephory ( chyba 3-4 lata temu ). Wlasnie skonczylam 3 opakowanie bronzera w kolorze Bali Sands i chyba pierwszy raz w zyciu udalo mi wykończyć rozświetlacz. 2 opakowanie w kolorze Moonstone czeka. Podklad Mac StudionFix, zamiennie z Lancome Teint Miracle, ale Born this way kusi mnie, chyba nastepnym razem kupie wlasnie ten. Ostatnie moje odkrycie to róż Milani 05 Luminoso- daje efekt pieknej zdrowej cery.

      • Polka
        Reply Polka 28 stycznia 2020 at 12:22

        Dzięki za te polecenia! Rozświetlacz Becca Moonstone mam i ja, uwielbiam go! Polecałam w poprzednim wpisie, to było już pół roku temu, a ja nadal go używam! Jedyne kosmetyki, które mam podwójnie to bronzer, róż i rozświetlacz – oprócz tej dużej paletki Benefit także osobne opakowania do torebki czy w podróż 😉 Następnym razem pewnie skuszę się też na tą brązującą Beccę 🙂

  • Avatar
    Reply kasia 27 stycznia 2020 at 21:24

    Urban!!!! Ja mam Naked 1 od chyba 3 lat i są to cienie niezniszczalne nie do zajechania 😀

  • Avatar
    Reply Maria 27 stycznia 2020 at 23:49

    Większość moich hitów, pokrywa się z Twoimi 👌 Z podkładu Too Faced jestem bardzo zadowolona, natomiast korektor mam na liście do przetestowania. Kosmetyki Clinique jak dla mnie to strzał w 10, super mi się sprawdza wszystko czego używałam.
    Fajny wpis. Miłego wieczoru

  • Avatar
    Reply yasminsmell 28 stycznia 2020 at 00:26

    Podkłady Clinique oraz bronzer i tusz z Neo ♥️

  • Avatar
    Reply Klaudia__208 28 stycznia 2020 at 06:55

    Super wpis! Chyba znowu muszę zrobić zakupy w sephora 🙈 ja mam z polecenia od Ciebie podkład too faced peach perfect i korektor born this way – sprawdzają mi się rewelacyjnie (trochę sie zmartwiłam jak tutaj napisałaś że korektor Ci się „popsuł”) mam też poleconą tutaj paletę naked3 i jest super!!! Natomiast hit który polecam to rozświetlacz od sephora nr 02 natural glow 😍 on jest tańszy od tego co w ostatnim wpisie polecałaś, ale równie zachwycający jak dla mnie 🙂 pozdrawiam Agnieszko i proszę o więcej takich wpisów 😘

    • Polka
      Reply Polka 28 stycznia 2020 at 12:08

      Ooo, dzięki za cynk z tym rozświetlaczem, spróbuję, jak wykończę obecne 🙂 A korektor się nie popsuł jakoś bardzo, trochę zgęstniał i stał się mocno widoczny pod oczami, ale to było już ponad pół roku od otwarcia opakowania. No i kolor trochę przestał pasować, jeśli Ci odpowiada także zimą, to może wykończysz.

      • Avatar
        Reply Klaudia__208 28 stycznia 2020 at 22:19

        Dziekuje 😘 cudowna z Ciebie kobietka 🙃

  • Avatar
    Reply Malwina 28 stycznia 2020 at 07:16

    Korzystając z grudniowego -30% w Sephorze i ja postanowiłam rozpocząć romans z wyższą półką. Kupiłam z polecenia kumpeli z pracy Tattoo Liner Kat von D oraz jej paletę ceni Lolita por Vida.
    A teraz zastanawiam się jak mogłam bez tych kosmetyków żyć? To MIŁOŚĆ 🙂 I sama przyjemność używania.
    Tattoo Liner to żyleta nie do zdarcia, podejrzewam podobnie jak Fenty. A paleta wygląda ob-łęd-nie! I jakość cieni jest super.
    Kusi mnie również podkład od Fenty, słyszałam o nim wiele świetnych opinii.

    Z tanioszek zachwycił mnie ostatnio rozświetlacz Katosu dla Wibo – Rust. 🙂

    • Polka
      Reply Polka 28 stycznia 2020 at 12:06

      Ooo tak, ja też mam ten rozświetlacz, nawet na środek powieki się fajnie nadaje, super jest! Ja z kolei z podkładów czaję się na Urban Decay All Nighter, testowałam na lotnisku i wyglądał genialnie 🙂

  • Avatar
    Reply Córka Romana 30 stycznia 2020 at 08:02

    Temat kosmetyków to dla mnie jak zgłębianie fizyki kwantowej. Do tego czytanie i dokonywanie odpowiednich wyborów (o zgrozo), odpadam po 2 opisie tuszu i ląduje z czymś przypadkowym.
    Zrobiłam listę Twoich kosmetyków, nie tylko z tego wpisu i ruszam na zakupy.
    Jedyne odkrycie jakie posiadam to rozświetlacze inglota, są świetne.

  • Avatar
    Reply Martyna 31 stycznia 2020 at 20:07

    Skad kolczyki?:)

  • Avatar
    Reply Magda 3 lutego 2020 at 10:53

    Moje hity:

    1. Podkład Estee Lauder Double Wear

    Testowałam wiele, ten jest trwały, nie robi dziwnych niespodzianek w ciągu dnia, wyglada tak naturalnie że zapominam że go mam 🙂

    2. Maskara Estee Lauder Sumptous Extreme

    Idealna. Ale akurat w temacie maskar, to polecenia ich sobie nawzajem nie ma sensu – każdy na swoich rzęsach musi przetestować.

    3. Puder mineralny Annabelle Minerals

    Świetny produkt w mega cenie! Na ich stronie można zamówić sety różnych kolorów i różnych produktów – fajna sprawa kiedy chce się rozpocząć przygodę z minerałami. Dobrze się trzyma.

    4. Eyeliner Clinique Pretty Easy liquid eyeling pen

    Dopiero z tym eyelinerem udało mi się sprawnie robić kreskę. Szybko i bezbłędnie. Bardzo poprawiło to jakość mojego codziennego makijażu. Mogę polecić.

    Szminki idealnej nadal szukam 🙁

    Makijaż robię ubogi w porównaniu do niektórych (nie konturuje twarzy ani nie maluje brwi, cieni właściwie tez nie używam), dlatego uznałam że mogę sobie pozwolić na kilka kosmetyków z wyższej półki. To okazał się strzał w 10 – zawsze zużywam je do końca i nie mam pokusy żeby mieć kilka wersji tego samego kosmetyku (co przy produktach gorszej jakości mi się zdarzało).

    Ogólnie to nie wiem jak mogłam się tak długo męczyć z kruszacymi się tuszami i podkładami, które świeciły się na mnie 2h po nałożeniu :p

  • Avatar
    Reply Dorota 6 lutego 2020 at 08:10

    Z Twojeo polecenia kupilam eyeliner FENTY oraz kredkę Clinique i są genialne … wcześniej używałam trochę tańszych kosmetyków, ale nie byłam z nich do końca zadowolona.. Z jednej strony mówiłam sobie, że za tę cenę nie mam sobie co obiecywać, z drugiej nie wiedziałam, że mogę nie mieć problemu rozmazanych oczy itp. że taką mam już skórę, a tu niespodzianka! 🙂 Wystarczy kupić właściwy produkt. Wczoraj z rozpędu kupiłam także w Sephora bazę pod cienię za 100 zł, bo z tym także mam problem, zobaczymy, czy droższe kosmetyki faktycznie rozwiążą moje dotychczasowe urodowe problemy…
    Czaję się jeszcze na paletkę Urban Naked 3 ale regularna cena powala mnie póki co…. muszę do niej dojrzeć!!! :):):)

    • Polka
      Reply Polka 7 lutego 2020 at 14:16

      Super, bardzo się cieszę, że Ci się sprawdzają moje polecenia 🙂 Paletkę polecam gorąco, to zakup na dłuuugo, warto poczekać na jakąś promkę w Sephorce 😉

  • Avatar
    Reply Aga 14 lutego 2020 at 08:44

    Polko! Skąd ten piękny naszyjnik?

    • Polka
      Reply Polka 14 lutego 2020 at 10:49

      Od Mikołaja 😉 To marka Mokave

  • Avatar
    Reply Aga 14 lutego 2020 at 15:47

    Pięknie dziękuję!

  • Leave a Reply