Desery

miotając się sprawnie

Jedna szarpie za rękę w jedną stronę, druga w odwrotną. Jednocześnie jedna połowa mnie – dajmy na to: górna, ciągnięta jest w kierunku północnym, podczas gdy dolną jakieś siły wloką na południe. Zaraz rozerwą mnie na strzępy i zostaną tak z tym truchłem, każdy ze swoją kończyną, a na akrylowej macie koloru miętowego będą moje flaki. Wizualizacja ta przemawia do mnie tak silnie, że od razu mam ochotę rzucić się na tę matę. A właściwie osunąć, jak ubrania, z których wnętrza zniknęło ciało, jak puste, pozbawione mleka i kształtu cycki, wyssane łapczywie przez stado piranii. Zabierają człowiekowi wszystko, co w sobie i swoim życiu lubił: papierosy, pieniądze, płaski brzuch, służbowe podróże, huczne piątki, chwiejnym krokiem przechodzące w soboty, i po nich następujące niedziele w łóżku z porannym seksem. Pozbawiają życie wielu przyjemności, a przecież zdążyłaś przyzwyczaić się, że “jesteś tego warta” – o ciepłej kawie i czystych ubraniach nie wspomnę, to jest jakieś minimum socjalne, nad którym nie zastanawiasz się nawet jako niematka. Ile jesteś teraz warta? Gdy tak chodzę po mieszkaniu cała niewyjściowa z Hanką w jednej ręce, a drugą odkurzam (bo inaczej się boi i ryczy wniebogłosy), pustym wzrokiem namierzając paproszki, to czasem czuję, jakby nic. Bo nic nie robię, co mogłoby zostać społecznie uznane za wartościowe, nic, za co szanuje się ludzi, nic, co byłoby epickie, totalne, albo na co jest obecnie hype. Bo przecież nie na zdejmowanie obsranych pieluch ani wycieranie kaszki rozmazanej po kuchennym stole. Ale jakieś siły wloką tę połowę mnie w stronę tych szmat i pieluch, boleśnie odciągając drugą od świata myśli i pracy, od krainy zabawy i urody. Dla jednych sukces to awans, duży dom czy narty we Włoszech. A matka to ma sukces wtedy, gdy umiejętnie daje sobą szarpać, gdy miota się na tyle sprawnie, że udaje jej się uniknąć rozerwania na strzępy z jednoczesnym ujściem flaków na podłogę. Czasem może stracić jakąś rękę czy nogę, ale to nic takiego, niejedna przed Tobą straciła i żyje, to tylko ręka przecież, przyzwyczaisz się.

Skąd we mnie tyle frustracji? Skąd te refleksje gorzkie, skoro na twarzy jeszcze mam ślady greckiego słońca, a w torebce kamienie z tamtejszej plaży? Gdy już mi się wydaje, że się z tym wszystkim ogarnęłam, to uczucie wraca jak bumerang. Czasem uwalnia je drobny impuls – jak ból podczas odkurzania z dzieckiem na rękach, jak bezsilność po godzinnym usypianiu niemowlęcia po to tylko, by po kwadransie się obudziło. Jak zazdrość patrzenia na stukające obcasami kobiety sukcesu, kiedy ty akurat pchasz wózek wypchany siatami albo na chude dziewczyny nad basenem podczas gdy ty siedzisz w cieniu, próbując dzieckiem zasłonić swój brzuch i zebrać resztki cycków z pleców. Wreszcie – jak kłębowisko myśli i pomysłów, które kotłują się tylko, zamiast znaleźć ujście, bo akurat musisz ugotować brokuły na parze. (Jak zbliżający się koniec macierzyńskiego z wieloma pomysłami na to, co dalej i brakiem czasu na zrealizowanie któregokolwiek z nich?)

Czasem ciężko być dobrym dla ludzi, którzy wciąż tyle Ci zabierają. Powiecie  – ale ile dają przecież, a co z miłością, a gdzie te wszystkie wzruszenia, one cenniejsze są od papierosów, pieniędzy, płaskich brzuchów i hucznych piątków. A niech sobie będą, ale oddajcie mi moje minimum socjalne, przestańcie szarpać na chwilę, nie odrywajcie nóg. Chcę stać i móc pokazać córkom, że dam radę. Choć miałabym ochotę zafundować im podwiązanie jajowodów, wysłać na najlepsze uczelnie i przykazać nigdy nie marnować życia na gotowanie brokułów na parze. Zamiast tego zbieram punkty lodami i wieczornym mizianiem, to moje przeprosiny za wszystkie złe myśli i frustracje, których nie udaje mi się ukryć. Kręcę najlepsze, jakie umiem, miotając się sprawnie i osładzam im życie, jak na rasową masochistkę przystało, póki jeszcze mam obie ręce. Niech je i bawi się beztrosko, będzie jeszcze dużo do cierpienia.

1

9

4

13

6

10

7

11

2

3

Zośka powiedziała, że te były najlepsze, jakie kiedykolwiek zrobiłam. A Zośka się zna, to rasowy lodożerca jest, level ekspert, serio.

Lody o smaku sernika z jagodami

(ok. 4 porcji)

Składniki:

  • 400 g kremowego serka śniadaniowego (takiego do pieczywa)
  • 100 ml mleka skondensowanego, niesłodzonego
  • pół torebki cukru waniliowego
  • 2-3 łyżki syropu klonowego
  • 50 g malin
  • 50 g jagód (mogą być same maliny lub jagody)
  • 2 ciasteczka zbożowe

Przygotowanie:

  • serki przełożyć do miski, wlać mleko, cukier i syrop klonowy, wymieszać wszystko dokładnie na gładką masę (mi najlepiej szło rózgą)
  • do masy wkruszyć ciasteczka – łamałam je na 1-2 cm kawałki (nie na pył)
  • owoce delikatnie i niedbale gdzieniegdzie podziamgać i dodać do masy, przemieszać, by równomiernie się rozłożyły i puściły trochę soku, barwiąc masę tu i ówdzie
  • masę serniczkową przelać do prostokątnego plastikowego pojemnika, odstawić na kwadrans (żeby ciasteczka namokły), a potem przełożyć do zamrażalnika i trzymać tam kilka godzin (najlepiej całą noc)
  • wyjąć z kwadrans przed podaniem, kroić w plastry lub formować kulki

 …

pojemniczki na lody – Tiger

łyżeczka – Sweet Village

koszulka – Zara Kids