Desery

miazga – domowy budyń czekoladowy

Ten temat wraca jak bumerang, wciąż jednak znacznie rzadziej tu niż w mojej głowie. Bo tak, myślę o żarciu częściej niż powinnam, jednak nie są to tylko żarłoczne fantazje, ale – wierzcie lub nie – zazwyczaj myśli lękliwe. Dzieci moje bowiem odziedziczyły po mnie spożywcze słabości. I choć figury mają na swoje szczęście zdecydowanie ojcowe, na co nawet u malutkiej Hani wskazuje już długość jej kończyn, to jednak lękam się o ich przyszłość w tym świecie chorym, pełnym przemocy, palmowego oleju i fosforanów.

Jak bumerang wracają do mnie pytania, o to jak to możliwe, że nikt tego jeszcze nie zakazał – tych syropów glukozowych i nazywania słodkich ulepków kanapkami. Oraz o to, jak głupi są ludzie, że wciąż się na to nabierają. Bo gdyby nie powszechność zajadania się cukrem pod postacią płatków śniadaniowych, bogatych w wapń serków i zdrowych soczków, gdyby nie ich dostępność i wynikająca z reklamy atrakcyjność, nie pisałabym tych słów. Bo moje dziecko nie pragnęłoby tych produktów, tak jak to ma miejsce obecnie.

A przecież dzieciństwo to beztroska. Sama pielęgnuję wspomnienia słodkich smaków, które kojarzą mi się z wszystkim, co było cudowne za dzieciaka: ze Świętami, wakacjami, urodzinami, czy nawet zwykłymi, rodzinnymi weekendami. Narasta we mnie frustracja i złość. Chcę, żeby moje dzieci wiedziały, co jest zdrowe, a co nie, ale nie mam ochoty odbierać im tej niefrasobliwej radości życia, trując wciąż, co jest w sklepowych drożdżówkach czy recytując skład cukierków. Nie chcę odbierać spontanicznych wyjść na lody, frajdy słodkich śniadań czy letnich podwieczorków. Dużo z siebie daję, żeby znajdować i produkować zdrowe zamienniki, ale wciąż czuję się osamotniona w tej walce z wiatrakami. Może w przyszłości docenią moje wysiłki, dziś jednak często przegrywam tę moją osobistą wojnę z koncernami i czuję się jak własna matka namawiająca mnie na trapery, kiedy marzyłam o Martensach. Może i moje jaglane szejki przegrywają z danonkami, może domowe zbożowe batoniki nie wytrzymują konkurencji Twixa, może ja sama nie jestem konsekwentna, pozwalając czasami na żelki i kuleczki do mleka, ale dziś mi się udało. Już, już łapałam doła z powodu malejącego zachwytu Zośki nad moimi wyrobami na korzyść sklepowego badziewia, ale dziś odzyskałam wiarę zarówno w siebie, jak i dobry smak mej pierworodnej.

Nazwała go najlepszym budyniem na świecie, najpyszniejszym deserem, jaki jadła i wzięła dokładkę (tuż po dużej misce rosołu), a moje serce rosło. No bo rzeczywiście jakiś odpał totalny, nieporównywalny ze śmierdzącym etylowaniliną torebkowym wyrobem. Kremowy, aksamitny, daleki od galaretowatej mazi z kożuchem, mimo, a może właśnie dlatego, że pominęłam estryfikowane kwasem octowym diglicerydy kwasów tłuszczowych, całkowicie utwardzony olej palmowy i syrop glukozowy. I choć to nie sok wielowarzywny, a słodycz jednak, to dokładnie wyraz mojej filozofii żywienia dzieci – dawać słodką frajdę i beztroskie podwieczorki, lecz nie obgryzać paznokci z nerwów, że truję je chemią. Zamiast paznokci zrobiłam sobie owocowej herbaty i podżerałam Zosiną dokładkę. Miazga, mówię Wam!

6

10

12-horz

2

1

22-horz

19

17

20

13

8

23

5

Domowy budyń waniliowy i czekoladowy

(3-4 porcje)

Składniki:

  • 0,5 litra mleka (nie widzę przeszkód, by użyć roślinnego, jednak przyznaję, że nie próbowałam)
  • laska wanilii
  • 2 łyżki ksylitolu lub cukru (najlepiej trzcinowego)
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • łyżka oleju kokosowego (ew. masła)
  • do czekoladowego dodatkowo dobra gorzka czekolada min. 70% kakao*

Przygotowanie:

  • połowę mleka wlać do rondelka, połowę do miseczki
  • laskę wanilii przekroić wzdłuż i wydłubać ziarenka, dodać je do mleka w rondelku
  • rondel z mlekiem postawić na gazie i zagotować
  • do pozostałej części wsypać ksylitol/cukier i obie mąki – dokładnie rozmieszać do rozpuszczenia składników
  • kiedy na podgrzewanym mleku pojawią się pierwsze bąbelki, dolać do niego drugą część – tę z cukrem i mąkami
  • gotować przez chwilę na małym ogniu cały czas mieszając (używam rózgi) aż zgęstnieje
  • wyłączyć ogień, dodać olej kokosowy, dokładnie wymieszać
  • jeśli robisz budyń czekoladowy – do gorącego dodaj połamaną czekoladę i mieszaj aż się rozpuści i rozprowadzi równomiernie
  • przelać do miseczek i zjadać, jak kto woli – ciepły lub zimny, z owocami, owocowymi sosami lub musami – dla mnie obowiązkowo dla przełamania smaku (polecam zmiksowane mango do waniliowego – bomba!)

* u mnie połowa porcji była czekoladowa i dodałam ok. 1/3 tabliczki, jeśli cała porcja ma mieć ten smak, należy podwoić ilość