rodzinnie

majowa jakość życia

To już rok, od kiedy podekscytowani, ale jednocześnie przerażeni, wpłaciliśmy deweloperowi zaliczkę za nasze mieszkanie. Bałam się wielu rzeczy: czy uda nam się skoordynować sprzedaż starego mieszkania, czy zdążymy z kredytem, a później remontem, do czasu, kiedy będziemy musieli wydać klucze. Bałam się, jak nam tu będzie. Że oddalamy się od szkoły i babć, od wszystkich naszych miejsc, sklepów i tras. Martwiłam się o to, na jakich sąsiadów trafimy i jak będzie wyglądało nasze życie na tym osiedlu, trochę jednak takiej zielonej wyspie.

Po roku stwierdzam, że – jak to mam w zwyczaju – martwiłam się niepotrzebnie. Jak wiecie, z wszystkim zdążyliśmy. Codzienność, mimo oddalenia o parę kilometrów (nie licząc kilku spóźnień do szkoły w ciemne, zimowe poranki) – ogarniamy. Ulga przyszła dość szybko, a wraz z nią, po pierwszych miesiącach, mięły sentymenty za dawną okolicą. Wygoda większego metrażu i rozlicznych ułatwień życia (takich jak garaż podziemny, garderoba czy choćby zmywarka, której wcześniej nie mieliśmy) zniwelowała tęsknoty. Zadomowiliśmy się w Wolnym Mieście na całego, ale przez zimowe i wczesnowiosenne miesiące brakowało nam jednak jednego – ludzi. Więzów społecznych. Sąsiedzkich znajomości. I choć ekspedientka w osiedlowym spożywczaku daje już zakupy na zeszyt, kiedy zapomnę portfela, a właściciel przy oddawaniu mówi, że jesteśmy “sami swoi”, to trochę za mało.

Tak czułam, a raczej – miałam nadzieję, że wraz nadejściem ciepłych dni ożywi się podwórko. Już od pierwszych słonecznych chwil na naszym dziedzińcu zrobiła się przyjemna krzątanina – zbijanie mebli z palet w ogródkach, wieszanie skrzynek z kwiatami na balkonach, ludzie wylegli pić kawy i wystawiać twarze do słońce. Słyszy się sąsiedzkie pogaduszki i pozdrowienia. Kilka dni temu w skrzynce znaleźliśmy list z propozycją zorganizowania spotkania zapoznawczego na podwórku! Nastąpiło też coś, od czego moje macierzyńskie serce rośnie – uformowała się podwórkowa banda. Zośka ma wreszcie paczkę koleżanek, do których pędzi tuż po powrocie ze szkoły. Objeżdżają z wrzaskiem okoliczne alejki na rolkach i hulajnogach, wpadają co chwilę zdyszane na szklankę wody czy siku do któregoś z domów. Czuć, że formuje się tu sympatyczna społeczność lokalna. Więc jak pytacie mnie, czy nikt nam nie zagląda na taras, to nie do końca rozumiem problem – mieszkamy przecież w bloku blisko centrum miasta, nie w domku na odludziu. Sąsiedzi nad nami, obok nas i na dziedzińcu to naturalny element krajobrazu, nie liczyliśmy tu na samotnię i głuszę. Podwórko jest bardzo spokojne, a ludzie sympatyczni. Nie liczyliśmy na opalanie topless na tarasie, nie prowadzimy tu także tajnych narad. To miejsce do picia kawy czy wina pod chmurką, spotkań z przyjaciółmi, do bycia na dworze w ciepłe noce. Owszem – planujemy stworzyć ciut bardziej intymne warunki poprzez założenie żywopłotu, ale nigdy nie będziemy tu budować fortecy, zadaszonej i wysłoniętej z wszystkich stron przed światem.

I choć taras wciąż nie wygląda tak, jakbym sobie życzyła, już teraz daje nam mnóstwo radości. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze drewnianej podłogi, żywopłotu z pnącz i mebli wypoczynkowych i serio, nie wiem, kiedy będziemy mieli na nie czas i pieniądze, wciąż są pilniejsze sprawy i ważniejsze wydatki. I bez nich cieszymy się jak dzieci z tych wszystkich frajd, które przyniósł maj. Z widoku na kwitnące jabłonki i z Hanki, która wybiega co rano na taras w samej koszuli, na bosaka. A po szkole i pracy jest kawa na ławeczce, po niej cowieczorne podlewanie kwiatów na dwie konewki, odkrywanie kolejnych truskawek i nowych kwiatków. Weekendowe przedpołudnia i wieczory wreszcie spędzamy tak, jak marzyłam – są domowe lody w słońcu i kolacje ze znajomymi, wino przy lampkach i świecach. Ptaki śpiewają czasem tak głośno, że raz wydawało mi się, że to dźwięk z radio!

Przyszła wreszcie ta nowa jakość życia, już nie tylko spod znaku wymarzonej sypialni, dwóch pokoi dziecięcych czy białej podłogi.

Przyszła jakość majowa, najlepsza.

1

5

2

3

24

4

7

8

9

11

12

13

15

16

18

19

23

26

Wolne Miasto to wyjątkowe osiedle na południu Gdańska, inwestycja Eco Classic. Więcej na jego temat pisałam tutaj i tutaj.