hity miesiąca

lipcowe inspiracje – 5 hitów ubiegłego miesiąca

CATRICE HD LIQUID COVERAGE – PODKŁAD IDEALNY

najlepszy podkład kryjący

podkład catrice

Jeśli tak jak ja od czasów pierwszego pryszcza marzyłyście, żeby ktoś wreszcie wymyślił Photoshopa w płynie – voila, oto on!  Długo szukałam czegoś tak wspaniałego. Rozczarowana podkładami ze średniej półki, wśród których znajdowałam co najwyżej poprawne czy zadowalające, rozglądałam się już za tymi bardziej luksusowymi po to, by móc wreszcie powiedzieć “wow”. I gdy teraz myślę, że byłam bliska puszczenia grubej kasy, podczas gdy ideał czaił się tuż za rogiem, to czuję, że opatrzność nade mną czuwała. Wprawdzie wiedziałam o jego istnieniu, ale kiedy próbowałam kupić sobie zimą najjaśniejszy odcień, graniczyło to z cudem, wyprzedawał się zawsze na pniu, jak jakiś urodowy święty Graal. Teraz, gdy jestem trochę opalona, wybrałam ciut ciemniejszy (030) o bardzo ładnym, żółtawym odcieniu, ale czuję, że przed jesienią zamówię też ten jasny, zanim reszta Polski zblednie i zrobi to samo. To jest taki podkład, że nakładasz na twarz i masz ochotę zapytać “gdzie byłeś całe moje życie?”. To geniusz kamuflażu, a jak się okazuje, nie musi kosztować tyle, co nowe buty dla dziecka, a  – uwaga, uwaga – całe trzy dychy, to kocha się go jeszcze bardziej. To płynne cudo zmienia twarz w jakąś nieskazitelną gładź, idealnie stapia się ze skórą i już po chwili staje się niewidoczny. Szybko zastyga, tworząc matową powłoczkę, która maskuje wszelkie przebarwienia i niedoskonałości. Jest jak najlepsza baza, świetnie trzymają się na nim inne kosmetyki – bronzer, róż czy rozświetlacz nakładam teraz bardziej skąpo niż kiedykolwiek, a mają intensywne kolory i nie znikają z policzków przez wiele godzin. Mimo matującego efektu i zastygania na buzi, nie wysusza skóry. Jest bardzo trwały, świetnie się trzyma przez cały dzień i wymaga co najwyżej lekkiego przypudrowania. Jego trwałość czuć nawet podczas demakijażu – byle czym nie zejdzie, trzeba przyłożyć na chwilę wacik zamoczony w dobrym płynie micelarnym. Nawet gdyby schodził tylko kwasem, to bym go kochała.

Ja swój kupiłam stacjonarnie w Hebe, ale jest dostępny w wielu sklepach internetowych np. w ekobiecej (we wszystkich odcieniach!).

POMADKI BELL MS. PERFECT

kosmetyki z biedronki

pomadki nude

Czyli mejkap z Biedry – świat stanął na krawędzi! Zatrzymałam się przypadkiem na chwilę przy biedronkowej, makijażowej szafie i moim oczom ukazała się cała gama “nudziaków”, czyli pomadek w prześlicznych odcieniach nude – brudnych różach i beżach. Jako że innych kolorów nie zdarza mi się nosić na ustach, lubię mieć do wyboru w ramach tej umiarkowanie ekstrawaganckiej gamy kilka produktów – jaśniejszych i ciemniejszych, błyszczyków, kredek i pomadek. Żaden ze mnie wytrawny, szminkowy koneser, ale wydaje mi się, że jak za 8 zeta to jest naprawdę przyzwoita pomadka. Kremowa, przyjemna w użyciu, lekko matowa w wykończeniu. Nie jakaś supertrwała, ale znika z warg stopniowo i niezauważalnie, nawet na wpół zjedzona wygląda dobrze. Używam jej ostatnio niemal codziennie i bardzo sobie chwalę. Nabrałam też apetytu na więcej kosmetyków tej marki, po pomadkach wnoszę, że możemy mieć do czynienia z przyzwoitą jakością za niemal śmieszną cenę. Z ciekawości zajrzałam na stronę producenta i już sobie ostrzę zęby na nudziakowe błyszczyki, pastelowe masełka w kredce i ślicznie opakowane róże. Lubię patrzeć, jak rodzime marki dają radę.

TAJSKIE LODY

wrocław tuk tuk

lody tajskie Gdańsk

 

To jest tak proste, że aż genialne – świeże lody przygotowywane na oczach klientów na okrągłej, chłodzącej płycie. Wybierasz składnik lub dwa spośród dostępnych słodyczy i owoców, zazwyczaj są to m.in. oreo, michałki, masło orzechowe, karmel, truskawki, maliny, a nawet kiwi czy banan. Sprzedawca sieka je szpachelką, zalewa śmietanką, miesza i rozciera cienko na płycie, a po chwili zeskrobuje do postaci cienkich wałeczków. Te wkłada się do kubeczka i zjada łyżeczką. Smakowo niewiele tu może zaskoczyć (choć moje dziecko zażyczyło sobie połączenia truskawek z chałwą i to akurat była cokolwiek zadziwiająca nuta), natomiast forma i sposób przygotowania są swoistą ciekawostką. Fajna jest ta możliwość tworzenia własnych kombinacji (słone masło orzechowe i michałek – sztos!). Uwielbiam lodowe nowości, a na bubble waffle jakoś jeszcze nie starczyło mi odwagi, to już jest ostre, spożywcze porno.

Tajskie lody jedliśmy tego lata we Wrocławiu w food-trucku Tuk-Tuk przy ul. Powstańców Śląskich i w Gdańsku na ul. Pańskiej (wózek na chodniku niedaleko hali targowej, kilkadziesiąt metrów w stronę Podwala Staromiejskiego). Te wrocławskie były smaczniejsze i sprytniej zrolowane, gdańskie trochę nieprzemyślane – za długie rolki w małym kubku.

OZARK

Nie sądziłam, że historia spokojnego finansisty może powodować przyspieszone bicie serca, ale już wiem – owszem, może. Pewnie dlatego, że finansista pakuje się w takie kłopoty, że z dnia na dzień musi wywrócić życie swoje i całej rodziny do góry nogami. Marty, bo tak ma na imię, w ciągu jednego dnia zwija swoje dotychczasowe życie w Chicago i przenosi się z żoną i dziećmi do krainy jezior, by tam wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec narkotykowego kartelu. Zmagania tego zwykłego człowieka z nietypowymi okolicznościami są naprawdę wciągające. To kolejna rewelacyjna produkcja Netflixa, jeszcze ciepła – niedawno wypuszczono pierwszy sezon i mam nadzieję, że będą kolejne, choć to jeszcze nie zostało potwierdzone. Nie zrażajcie się wolno rozwijającą się akcją, napięcie rośnie tu z odcinka na odcinek. Świetne ujęcia i muzyka sprawiają, że bodźców jest więcej, dają też dodatkowe powody, żeby wciągnąć się w ten klimat bez reszty.

LIPIEC MINĄŁ KONCERTOWO

Zaczęliśmy miesiąc Open’erem, by kontynuować koncertowy klimat, ale w jeszcze lepszej formule. To, co najlepsze, przyszło później – koncerty inne niż inne, bez dzikich tłumów i chlania na umór, za to z leżaczkami i cudowną, piknikową atmosferą, która wraz z upływem dnia płynnie przechodzi w fantastyczne muzyczne widowisko. Męskie Granie, bo o nim mówię, niezmiennie trzyma poziom i jest niezapomnianym świętem polskiej muzyki. W lipcu na spontanie wyskoczyliśmy do Wrocławia i ach, jak pięknie było przy Pergoli, mówię Wam! A w minioną sobotę MG w glorii i chwale powróciło po trzyletniej przerwie do Trójmiasta i widać było, że zostało przywitane z otwartymi ramionami – wyprzedane na pniu, a przed wejściem jeszcze wielu chętnych poszukujących biletów. Nawzuszałam się co niemiara i we Wrocku, i w Gdyni na Kortezie, Nosowskiej i Rojku, zdarłam gardło na Organku i wyskakałam się na Orkiestrze. I choć jestem trochę jak inżynier Mamoń, bo zasadniczo najbardziej lubię te piosenki, które znam, to jest jedna taka nowość, która nie wychodzi mi z głowy, od kiedy ją usłyszałam. Nosowska – królowa mojego serca, mistrzyni słowa. Słowospad