Obiady

kurczak z mango na tajskim ryżu kokosowym

Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego sushi. Zjadłam je na bardzo hipsterskiej, kosmopolitycznej imprezie podczas studiów w Kopenhadze. Klimatyczne mieszkanie w kamienicy z tarasem na dachu, międzynarodowe towarzystwo i ja, z udawaną nonszalancją maczająca kawałek ryżu w rybą w paście wasabi, jakby to był dip jakiś czy inny sosik. Możecie sobie wyobrazić, jaką miałam minę już po chwili od tego wstydliwego kęsa. Żebym jeszcze stanęła gdzieś w kącie, czy choćby tyłem do ludzi, miałabym szansę wypłakać się w rękaw albo uciec do toalety, by poprawić cieknący po policzku makijaż. Ale nie, ja wsadziłam cały zielony od chrzanu kawał sushi do buzi w trakcie rozmowy z (jakże zdziwionym w tym momencie) przystojnym Duńczykiem i próbowałam jeszcze udawać, że nic się nie stało – ja po prostu uwielbiam wasabi i jadam je codziennie łyżkami! To, oraz inne zapóźnienia cywilizacyjne demaskowały moją kulinarną prowincjonalność podczas wyjazdów zagranicznych. Wielu nazw i smaków wtedy jeszcze znałam, nie umiałam posługiwać się pałeczkami, nie wiedziałam jak obrać krewetkę, ani czy lubię kozinę. O kuchni świata wyniosłam z domu takie pojęcie, że na rozciapany ryż z parówkami i pomidorowym sosem mówiliśmy risotto, a chińszczyzną szumnie nazywało się u nas sos z kurczaka i pieczarek z przyprawą chińską.

Z całym szacunkiem dla mojej kochanej mamy, która gotuje wybornie, lecz – zwłaszcza dawniej, raczej potrawy z naszej szerokości geograficznej. Kiedy więc jako licealistka czy studentka zaczęłam wypuszczać się za granicę, czekało mnie niejedno odkrycie, ale i rozliczne gafy. Dziś rukolę, hummus i kalmary można kupić w każdej Biedrze, kiedyś były to składniki znane głównie podróżnikom, zwykli śmiertelnicy jedli zrazy z ogórkiem kiszonym. Szybko zachłysnęłam się kosmopolityczną atmosferą Londynu i innych europejskich miast, w pogardzie mając bitki i krupniki, wpadłam w szał międzynarodowej kuchni. Rodzinę i znajomych zapraszałam na fondue, sushi lub ravioli, częściej niż z garnka korzystałam z woka, nie umiałam zrobić grochówki, lecz na koncie miałam sukcesy takie jak sajgonki, risotta czy krewetki na wiele sposobów. Lodówkę mieliśmy kiedyś pełną trawy cytrynowej i ostrygowego sosu, a nie uświadczyłoby się w niej kawałka kiełbasy. Po jakichś trzech-czterech szalonych latach tego spożywczego kosmopolityzmu wreszcie wzięło i przejadło się, a my wpadliśmy z małżonkiem w trend odwrotny. Zaczęliśmy otóż wydzwaniać do swoich mam po receptury na jarzynową, ruskie, kopytka czy szczegóły procesu wypiekania idealnej pieczeni.

Dziś jesteśmy chyba w fazie zrównoważonej, równie często jada się u nas dania egzotyczne, co rodzime, jest miejsce i na pierogi z mięsem, i na stir-fry z ryżowym makaronem. Staramy się też zarażać dziewczyny otwartością na nowe smaki, co się czasami udaje, a czasem mniej. I tak Zosia uwielbia tatowe krewetki duszone na maśle, z winem, czosnkiem i pietruchą, czarne oliwki wyżera garściami ze słoika, a na kanapkę najczęściej wybiera camembert, choć nie akceptuje smaków tak prostych jak pomidor czy twarożek. Cieszy mnie, że możemy wyjść rodzinnie do hinduskiej czy japońskiej restauracji, choć wiem, że nie zawsze mogę zaszaleć gotując. Dobrze, że dziewczyny czasem jadają u babć, wtedy najczęściej idę w klimaty, które by nie przeszły – pikantne curry, tikka masala czy tajskie aromaty mleka kokosowego i imbiru. Jedząc różnorodnie pokazujemy naszym dzieciom, że kuchnia to frajda, a nowe może być ciekawe, zmniejszamy przez to szansę na wychowanie niejadka. No i minimalizujemy ryzyko gastrokompromitacji w przyszłości 😉

6

4

5

7

8

11

12

Kurczak z mango na tajskim ryżu kokosowym

Bardzo proste danie o niezwykle odświeżającym smaku, lekko pikantne, cytrusowe, z delikatną kokosową nutą. Sos, który powstaje w kilka minut ma świetną, kremową konsystencję, coś pysznego.

(3-4 porcje)

Składniki:

  • 500 g fileta z kurczaka
  • 2 dojrzałe mango
  • 1 puszka (400 ml) mleka kokosowego
  • skórka i sok z 1 limonki
  • łyżka sosu rybnego
  • łyżka octu ryżowego
  • imbir (najlepiej świeży, około łyżeczki), kurkuma, chili (najlepiej świeże, ilość wg.uznania,), sól, pieprz
  • łyżeczka brązowego cukru
  • wiórki kokosowe
  • świeża kolendra (ewentualnie natka pietruszki)
  • ryż jaśminowy lub basmati
  • olej sezamowy lub inny do smażenia
  • opcjonalnie: trawa cytrynowa, orzechy nerkowca

Przygotowanie:

  • pierś z kurczaka umyć, oczyścić, pokroić w niedużą kostkę
  • mięso przełożyć do zamykanego pojemnika, oprószyć solą, pieprzem, dodać imbir, kurkumę, chili, dodać do niego skórkę i sok z limonki, sos rybny i ocet ryżowy – marynować przez co najmniej pół godziny (ja zamarynowałam na noc)
  • przed smażeniem kurczaka nastawić ryż: do garnka wlać pół puszki mleka kokosowego, uzupełnić wodą, lekko posolić i ugotować na sypko
  • na patelni rozgrzać olej, kurczaka odcedzić z marynaty (nie wylewać!) i oprószyć brązowym cukrem, obsmażyć krótko na złoty kolor
  • w tym czasie umyć i obrać mango – jeden owoc zmiksować blenderem na mus, drugi pokroić w kostkę i odłożyć
  • kiedy kurczak będzie gotowy, wlać płyn, w którym się marynował, pół puszki mleka kokosowego i mus z mango, zmniejszyć ogień i dusić do czasu, aż sos się zagotuje
  • w tym czasie uprażyć na suchej patelni 2-3 łyżki wiórków kokosowych, posypać nimi gotowy ryż
  • na 3 minuty przed podaniem dodać do sosu pokrojone mango, żeby się ogrzało, lecz nie rozpadło, ostatni ruch to posypanie sosu świeżą kolendrą (lub natką)

Inspirowałam się przepisem na Mango Chicken z bloga Flavour&Savour.