Obiady

kotlety jajeczne z kaszą jaglaną

Ten wpis miał być o czymś innym. O kotletach miał być od początku, tylko inna im miała towarzyszyć refleksja. Po głowie chodziło mi takie tragikomiczne, matczyne psioczenie – że, ojezusmaria, drugi tydzień z chorymi dziećmi to mi już jednak na banię siada. Generalnie – litości, olaboga oraz niech ktoś już włączy wiosnę, bo wariuję – tak miało być. Do wczoraj.

Że wychodzące z infekcji dziewczęta, co się jeszcze do placówek edukacyjnych nie nadają, to jest jednak taka kategoria ludzi, że trzymajcie je ode mnie z daleka. Że palma odbija – dziewczętom i ich matkom. Że jednych energia rozpiera (dziewczęta), a innych opuszcza (matki). Że jakaż męcząca jest ta huśtawka – gdy jakby lepiej, a potem znowu gorzej, że już przechodziło, a potem wraca.  Że jak jedna przestaje gorączkować, to zaczyna druga, że jak młodszej przechodzi katar, to zaczyna się u starszej. Że jak nie kaszel, to gardziołko, jak nie gardziołko, to brzuszek. Jak bakteria przepędzona, atakuje wirus. Oraz – piciu, mamo. Bananka, chusteczkę, zupkę, zupki nie, bananek fuj, jogurciku bym zjadła. Jak również – maaamoooo, ona mi lalkę zabraaaałaaa! I tak drugi tydzień, z przerwami na sanatorium u babci, kiedy starzy jednak cośtam musieli popracować, bo przywilej zwolnień chorobowych ich nie dotyczy.

O kotletach z kaszy jaglanej z dodatkiem matczynego psioczenia miał być ten wpis, gdyż prozdrowotne pitraszenie uprawiałam też intensywnie ostatnio. A że – sądząc po kolejkach u lekarza – przedwiosenne infekcje wystąpiły tego marca dość licznie, pomyślałam, że smakowite przemytnictwo kaszy jaglanej tu rozpropaguję. Myślałam tak aż do wczoraj, kiedy to miałam ostatnie przecinki w tym tekście powstawiać.

A potem zdarzyło się coś, co sprawiło, że ja nie śmiem psioczyć. Kilka godzin, które zmieniły moją optykę. Że wychodzące z infekcji dziewczęta, co się jeszcze do placówek edukacyjnych nie nadają, to jest taka kategoria ludzi, którą uwielbiam. Że donosić im pragnę tych bananków, jogurcików, chusteczek i złego słowa nie powiem, choćby się te infekcje miały jeszcze wlec tygodniami.

Bo jak się człowiek przez kilka godzin w szpitalu napatrzy i strachu naje, to energia natychmiast wraca i wszelkiego psioczenia się odechciewa. Bylebym tylko z tak chorymi dziećmi musiała się w moim życiu użerać, dziś tylko o to proszę. Bo tragikomizmu aktualnie jakoś nie czuję.

Wracam do kuchni, moje prozdrowotne pitraszenie uprawiać i psioczyć już więcej nie planuję. Raczej nieba uchylać.

(Ale tę wiosnę to niech już serio ktoś włączy, bo ile można!)

    

Kotleciki jajeczne z kaszą jaglaną i szpinakiem

Bardzo smaczne, chrupiące kotlety z jajek z dodatkiem kaszy jaglanej, która – jak wiadomo – bogata jest we wszystko, czego chorym dzieciom potrzeba – witaminy, minerały, antyoksydanty. Jest lekkostrawna, odżywcza, rozgrzewa i odśluzowuje. Nie wszystkie dzieci ją lubią, ale w tej postaci jest niemal niewyczuwalna (dominuje smak jajeczny). Prozdrowotne właściwości tego obiadu podniesie dodatek świeżego szpinaku (bomba witamin i minerałów), lecz można go zastąpić bardziej tradycyjną dla takich kotletów zieleniną (koperek, szczypiorek).

Składniki (na 15-20 sztuk):

  • 6 jajek na twardo
  • 1 surowe jajko
  • 1, 5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • spora garść świeżego szpinaku (lub innej zieleniny np.koperku, szczypiorku)
  • sól, pieprz
  • bułka tarta
  • olej do smażenia (u mnie z pestek winogron + masło klarowane)

Przygotowanie:

  • ugotowane na twardo jajka rozdrobnić w krajalnicy, wsypać do miski razem z ugotowaną kaszą jaglaną, dodać sól, pieprz i szpinak lub szczypiorek i wymieszać dokładnie (na tym etapie najlepiej spróbować i ewentualnie doprawić)
  • do masy wbić surowe jajko, dodać łyżkę bułki tartej i wmieszać je dokładnie w masę, odstawić na kilka minut
  • przygotować talerz bułki tartej, z masy formować kule wielkości piłki do tenisa, rozpłaszczać i obtaczać z dwóch stron w bułce tartej
  • na patelni rozgrzać tłuszcz (sporo), gdy będzie gorący, kłaść kotleciki i obsmażać je na złoto z obu stron
  • podawać z dowolnymi dodatkami: surówkami, gotowanymi warzywami, ziemniakami z koperkiem itp.