felietony

Ciemności kryją ziemię

Czuję się jak w filmie. Jak we śnie. W złym, złym śnie. Takim z gatunku tych, po których człowiek budzi się z mokrym karkiem, a serce wali jak szalone. Tyle że teraz nie następuje to, co zwykle w takie poranki – nie wystarczy przytulić się, zostać pogłaskanym, oddech nie uspokaja się po chwili, emocje nie opadają na widok własnego bezpiecznego łóżka. Bo dziś sceny z przerażających filmów i uczucia, jakie towarzyszą koszmarnym snom, stały się rzeczywistością. Dziś jest odwrotnie – budzę się i oddech przyspiesza. Wstaję i boję się.

Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.

Boję się szaleńców, frustratów i głupców. Boję się tych, którzy pokazują im, na kogo mają przelewać swoje szaleństwo, frustrację i głupotę. Boję się wyrachowanych przywódców, którzy palcem wskazują im wrogów, żeby wiedzieli, kogo nienawidzić. Boję się populistów, narodowców i nacjonalistów, tych zakompleksionych, pogubionych, małych ludzi. Boję się tych, którzy dmuchają im w żagle. Sankcjonują ich wściekłość, katalizują złe emocje, dolewają im oliwy do ognia. Boję się tej armii pozbawionych skrupułów i moralności maluczkich, która idzie po nas, niesiona falą nienawiści. Boję się tej łatwości, z jaką plują jadem. Lekkości, z jaką życzą innym śmierci. Boję się radości, z jaką palą kukły. Boję się tej potrzeby posiadania wroga, która porządkuje ich świat. Boję się tych, dla których ten jest zbyt złożony i muszą go sobie uprościć. Pomalować na czarno i biało, podzielić na prawo i lewo, na NAS i ONYCH. Boję się dziczy i nieokrzesania, poluzowania hamulców, zatracenia w agresji. Nazizmu, szowinizmu i antysemityzmu. Brutalizacji języka. Boję się propagandy, podsycania wrogości, dokarmiania hien. Nienawiści pod płaszczykiem patriotyzmu i obrony tradycyjnych wartości.

Religia nie religia –
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna –
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Boję się o moje dzieci, o naszych bliskich, boję się o siebie, o moje miasto, o mój kraj. Boję się o dobro i sprawiedliwość. Boję się o bezpieczeństwo. O przyzwoitość, o demokrację, o wolność i pokój. Boję się triumfu zła.

Ach, te inne uczucia –
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ila dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piętno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Dlatego płaczę. Ze strachu, z bezsilności, z dojmującego, wszechogarniającego smutku. Płaczę, bo to nie sen. Bo wiem, że nie obudzę się i nie uspokoję oddechu. Dziś nie wystarczy zostać przytulonym i pogłaskanym. Bo człowiek, który zabił mojego prezydenta, zadał ciosy najpotworniejsze – wymierzył je we wszystkie wartości, które uosabiał Adamowicz. On zadał ciosy dobru, życzliwości, otwartości, demokracji, wolności i tolerancji. Dźgnął wszystko, co szanuję i kocham. Pozbawił dzieci ojca, żonę – męża, nas, Gdańszczan – mądrego gospodarza. Zgasił ten ciepły uśmiech, te wesołe oczy i jednocześnie – odebrał nam swoim ciosem elementarne poczucie bezpieczeństwa. Zostawił nas w żałobie – nie tylko po wspaniałym człowieku, ale też po kraju, który wierzyłam, że jeszcze się podniesie z chwilowego upadku obyczajów. Jestem dziś w żałobie po Pawle Adamowiczu i jestem w żałobie po Polsce.

Stefan W. pozbawił mnie złudzeń – psy zostały spuszczone ze smyczy. Już nie wierzę w marsze, apele, serduszka i nawoływania. Nie wierzę w przeintelektualizowane debaty o mowie nienawiści. W czasie, gdy my ubolewamy i solidaryzujemy się na Instagramie, kiedy dyskutujemy po knajpach i tvn-ach, ta armia frustratów idzie po nas – “zdrajców narodu” i “lewaków”, winnych tego, że wyznają inne wartości. Idzie po wszystko, co szanuję i kocham. Nie będę dziś nawoływać do zadumy ponad podziałami. Już nie wierzę w jedność. Dziś są dwie Polski – jedna wzywa do opamiętania, podczas gdy druga cieszy się ze śmierci człowieka. Ta druga – wściekła, pozbawiona skrupułów – zaatakowała moją Polskę. Zadała cios prosto w serce mojego prezydenta. Prosto w wolność i demokrację. Nie wygramy z tą agresją felietonami, debatami, koszulkami z napisem “Konstytucja”, świeczkami pod gmachami sądów, ani wpisami na Facebooku. To jak ustawić garstkę poetów przeciwko szpalerowi kiboli.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
– ona jedna.

Wisława Szymborska “Nienawiść”

Dlatego płaczę. Ze strachu, z bezsilności, z dojmującego, wszechogarniającego smutku.

Bo ciemności kryją ziemię.

Potrzeba będzie dużo światła.