dzieciaki

ekspansja terytorialna

Zaczyna się niewinnie – od kołyski w kącie sypialni, kilku pastelowych drobiazgów na komodzie – jakiś misiek jeden z drugim, koszyczek z pudrami do tyłka (o których nie wiesz jeszcze, że nie będziesz ich używać), nawilżacz powietrza czy mała lampka. W łazience ręcznik nie pasujący do pozostałych i wanienka, której nie wiadomo gdzie postawić. Siedzisz z wielkim brzuchem i gapisz się na te cudne kocyki, skarpeteczki i smoczusie, nie wiedząc jeszcze, co Cię czeka. Już kilka tygodni później Twoje wymuskane, nowo urządzone na kredyt mieszkanie, w którym masz szafki na wysoki połysk, czyściutkie ściany i kremowy dywan, zmieni się nie do poznania. Jeszcze o tym nie wiesz, ale za moment już nie będzie czyściutkie, ani wymuskane, a połysk w swoim domu zobaczysz przez kolejny rok co najwyżej po czyszczeniu butelek. Najpierw zarośnie brudem, bo na nic nie będziesz mieć czasu, wszędzie będą walać się pieluchy tetrowe (tzw. tetraki), pokryte na wpół strawionym mlekiem (tzw.ulewki). W wersji hardcore (a każdy przerobi choć kilka takich dni), będą walać się też zużyte pampersy, bodziaki zasrane po pachy, smoczki, butelki, miarki do mleka. Każda kolejna pielgrzymka rodziny i znajomych będzie przynosić w darze kolejne grzechotki i pluszaki rozmaitej urody, które, namnożywszy się, zajmą miejsce w koszu, w którym dotychczas trzymałaś swoje szale. Ciuchów, kocyków, pieluszek i bucików z czasem zrobi się tyle, że wyprą z szuflady obok Twoją bieliznę (z której i tak po porodzie mieścisz się tylko w co bardziej rozciągliwe gacie, więc luz). Prędzej czy później, miejsce na kuchennym blacie, na którym stał dotychczas Twój ekspres do kawy zajmie podgrzewacz do mleka czy inna suszarka do butelek, a na środku salonu, na tym pięknym, kremowym dywanie, o którym tak marzyłaś, będzie stała mata edukacyjna w kolorach pierwotnych. Na kaflach w łazience (tych sprowadzanych prosto z Włoch, w kolorze cappuccino) zawiśnie wielka siata na przyssawki, będziesz w niej trzymać cały arsenał piszczących kaczuszek i nakręcanych motorówek, których nie opłaca się nigdzie chować, bo zanim wyschną, trzeba organizować kolejną kąpiel. Tak, pora powiedzieć to głośno – dziecko zabierze Ci to, co kochasz i nie chodzi mi tylko o wieczory w wannie z bąbelkami i winem. Mieszkanie Ci zabierze. Wlezie z butami do sypialni w stylu prowansalskim, w której białe jest już nie tylko łóżko, ale i Wasze małżeństwo. Zawłaszczy półki, szuflady, blaty, metry kwadratowe, totalnie nieproporcjonalnie do swoich rozmiarów. Upstrzy i upstrokaci te Twoje biele i beże. Zagryzda ściany, nawciera bananów w sofę i zaślinionych biszkoptów w dywan (ten kremowy), powyrywa listwy przypodłogowe (true story). Rozrzuci swój dobytek WSZĘDZIE i mam na myśli absolutnie WSZĘDZIE, a jak się znudzi, to rozpierniczy Ci i Twój dobytek tak, że po kilku tygodniach poszukiwań będziesz wyciągać swój pędzel do pudru spomiędzy torebek mąki.

Pora powiedzieć to głośno – dzieci niszczą nie tylko brzuchy i cycki, ale i mieszkania. Zamieniają nasze wymarzone gniazdka w pstrokate rudery. I jak generalnie je lubię, to gdy widzę dziecko po malowaniu farbami lub spożyciu czekolady w pobliżu ulubionych tkanin, truchleję. Jest wiele możliwości, strategie radzenia sobie z tym problemem są wielorakie. Odrzucam wariant z zamianą mieszkania w krajobraz po wybuchu nuklearnym oraz ten “na Dextera” – z użyciem folii remontowej. Ja narażam się na przytyki, że oto zboczona jestem, gdyż kupuję dziecku nocnik w kolorze łazienkowej ściany – szary. Oraz na niedowierzanie – że mam porządek. Ja po prostu nie godzę się wszechobecną brzydotę, na kolorystyczny chaos i do stylistycznych niespójności nie dopuszczam. Ekspansji terytorialnej, brudu i zniszczeń nie da się powstrzymać, to jak walka z wiatrakami. Jedyne, co mogę zrobić, by nie oszaleć, to upodabniać te dwa światy – dorosłych i dzieci. Pokochać kolory i artystyczny nieład, budować go z przedmiotów, które są ładne i do siebie pasują. Nie da się udawać, że nie ma się dzieci i tkwić dalej w tych szafkach na wysoki połysk i kremowych dywanach. Infantylizować ogólnorodzinne sprzęta, dzieciarni selekcjonować zgodnie z własnym gustem – to estetki recepta na przetrwanie.

9

1

2

14

25

26

22

21

12

6

11

8

7

5

16

18

29

28

Na zdjęciach wystąpiły produkty z mojego kochanego Amazing Decor:

królik dzidziuś – Maileg

talerz melaminowy w kropki – Rice

talerz melaminowy z turkusowym króliczkiem – Maileg

talerz melaminowy z czerwonym króliczkiem – Maileg

miseczka melaminowa z turkusowym króliczkiem – Maileg

miseczka melaminowa z czerwonym króliczkiem – Maileg

plastry Strongman – Rex

kakao imbirowe – Nicolas Vahe

sól szalotka i burak – Nicolas Vahe

Bananowe pancakes

Składniki:

  • 2 dojrzałe banany
  • 1 jajko
  • 200 g serka ricotta (lub innego gładkiego, naturalnego serka, byle nie te napowietrzane azotem)
  • 3-4 łyżki mąki pszennej (u mnie pełnoziarnista)
  • 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej

Przygotowanie:

  • banany z jajkiem zmiksować blenderem ręcznym na gładką masę (pewnie wystarczyłoby rozdziabać widelcem, ale mam wrażenie, że to blendowanie fajnie napowietrza masę i sprawia, że placuszki są puszyste)
  • dodać serek i sodę, wymieszać na gładką masę
  • dodawać mąkę po łyżce do uzyskania gęstej, kremowej konsystencji (to będzie zależało od rozmiaru i dojrzałości banana i gęstości serka, miałam nieduże banany i gęsty serek, użyłam 3 łyżek)