codzienność

domowe spa dla każdego, czyli róbmy to razem

Napięcia, nerwy, niedoczas, sytuacje podbramkowe, presje wszelakie – kto z nas ich nie ma? Szczerze – nie znam nikogo, kto wiódł by życie pozbawione stresu, złości, lęku czy tej nieznośnej gonitwy myśli. Wszyscy to mamy, w mniejszym czy większym stopniu. Młodsi i starsi, dzieciaci i bezdzietni, kobiety i mężczyźni. Jak żyć więc, ja się pytam? Jak nie zwariować?

Wiele znam sposobów na poradzenie sobie z codziennym stresem. Do wyboru są opcje rozmaite – od medytacji przez modlitwę, jogę, ćwiczenia relaksacyjne i oddechowe, po szybki bieg przez las albo ożywczy marsz po plaży. Wiem o ziołach, herbatkach i naparach, ciepłych kąpielach, świecach. Na stres można też różne rzeczy jeść, pić oraz palić, ale zasadniczo nie polecam. Zwłaszcza kiedy do dyspozycji mamy masaże, gorące kąpiele i olejki eteryczne, muzykę relaksacyjną albo dźwięki natury – szum morza lub odgłosy lasu. Podobno jednak sport lepiej działa na nerwy – że jak się tak człowiek zmęczy i spoci, to wyrzuca z siebie wszystkie negatywne emocje.

Wiele znam bowiem pomysłów na poradzenie sobie z codziennym stresem, ale osobiście najczęściej praktykuję jeden – sprawdzony i niezawodny. Najtańszy i najprostszy. Z badań przeprowadzonych przez Indesit w ramach kampanii #DoItTogether, czyli #ZróbmyToRazem wynika, że stosuje go większość Polek, nie trzeba go zatem pewnie specjalnie polecać, ale jeśli jeszcze nie jesteście oazą spokoju – być może robicie to źle. Sposób jest to o tyle genialny, że nie potrzeba do niego markowych strojów sportowych, żadnych karnetów ani wyjść do gabinetów. Uzdrawiająca sekwencja eliminujących stres ruchów ma bowiem miejsce pod własnym dachem, a jedyne akcesoria, jakie Wam będą potrzebne to: szmata, mop, odkurzacz oraz środki czystości – idealnie, jeśli lawendowe, wówczas efekt rozluźniający będzie najlepszy. Metoda ta łączy w sobie wiele różnych technik relaksacyjnych – redukcja napięcia odbywa się tu poprzez ruch, z elementami aromaterapii, w wariancie ekstremalnym – w narkotyzujących oparach. Gdy zorganizowane w ubikacji, domowe spa może zostać wzbogacone o szum wody i zapach lasu. Co więcej – rezultatem tej metody jest nie tylko oczyszczona głowa, ale i mieszkanie. Odpada więc to nieznośne, właściwe co bardziej obowiązkowym jednostkom poczucie, że bezproduktywnie marnuje się czas. Że leży człowiek i się odpręża, a robota leży odłogiem i zaległości się piętrzą.

Jestem pewna, że i Wy doskonale znacie ten rodzaj domowego spa, częściej pachnącego chlorem niż bergamotką, niestety. Ale jakże doskonale dającego sobie radę ze złością czy chaosem w głowie. Walory terapeutyczne zmywania podłóg, ścierania kurzy i porządkowania przestrzeni wokół siebie to żaden żart. Układanie przedmiotów, odgruzowywanie się z bałaganu, ujarzmianie nieporządku, czyszczenie brudnego – te czynności dają nam poczucie kontroli nad życiem. Że nieco złudne, to inna sprawa. Ale z pewnością ład w mieszkaniu sprawia, że zaczynamy odczuwać go także w głowie. Daje nam to przyjemne poczucie panowania nad rzeczywistością, tak potrzebne, gdy przytłacza nas natłok problemów. Dlatego już całkiem serio twierdzę, że domowe porządki, oprócz przyjemnych efektów wizualnych, mogą mieć także pozytywne skutki psychologiczne.

Czemu więc te z nas, które ze sprzątaniem w domu są same, częściej są wkurzonymi frustratkami niż tym wyciszonym kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora? Ano dlatego, że porządki nie będą relaksem dla kogoś, kto musi je robić dzień w dzień, jako drugi etat w dodatku do tego biurowego. Przecież gdyby codzienne, wielogodzinne szorowanie i zamiatanie było kluczem do zen, sprzątaczki byłyby najbardziej zrelaksowaną grupą zawodową!

To dlatego Polki znacznie częściej niż wypoczęte, czują się przytłoczone. Jak pokazuje raport „Podział obowiązków w polskich gospodarstwach domowych”, zrealizowany na zlecenie marki Indesit, Polacy wciąż dzielą obowiązki domowe według utartych schematów społecznych. Kobiety częściej zajmują się zmywaniem i praniem, mężczyźni – remontami i pracami naprawczymi. W dużej mierze niestety jest to decyzja kobiet, które uważają, że radzą sobie na tym polu znacznie lepiej niż ich partnerzy. 82 proc. respondentek zadeklarowało, że są lepsze w wykonywaniu prania, 73 proc. uznaje efekt własnoręcznego prasowania za bardziej zadowalający, 67 proc. natomiast przypisuje sobie większe umiejętności kulinarne. W konsekwencji – to nam przypadają obowiązki związane z codziennym funkcjonowaniem, a w takich warunkach trudno mówić o relaksacyjnych walorach mycia podłóg.

Dziewczyny, jeśli nie z poczucia niesprawiedliwości, jeśli nie z asertywności, szacunku do siebie czy wreszcie – ze zmęczenia, to oddajmy facetom połowę roboty z…miłości! Czy aby nie są zbyt zestresowani, nieszczęśnicy? Któremu nie przyda się regularna dawka odprężającego ruchu? Czy tylko my zasługujemy na domowe spa? Szef go wkurzył – podaj mu mopa, zamiast whisky z lodem. Zbliża się deadline, a robota w polu? – Niech chwyci za szmatę, odreaguje na kafelkach w łazience. Na kryzys wieku średniego – odkurzanie regałów. Piętrzące się rachunki, opóźnione faktury – mycie okien. Nic tak nie pomoże ułożyć sobie myśli w głowie jak godzinka z polerowaniem baterii.

I skończmy wreszcie z tym nieszczęsnym poczuciem, że same zrobimy to wszystko lepiej. Ono jest jak gwóźdź do trumny. Róbmy to razem, bo razem jest lepiej, łatwiej i raźniej. Bo razem jest sprawiedliwie. I niech każdy facet ma we własnym domu szansę na darmową terapię stresu 😉

zen

Wpis powstał we współpracy z marką Indesit, w ramach kampanii #DoItTogether